Bez tożsamości
Ruszyłem wyspany za wsze czasy, bo skoro laickie państwo funduje mi święto z okazji wniebowstąpienia, udając że chodzi o polskie wojsko, to trzeba korzystać z tej abstrakcji. Dzięki temu wyściubiłem nos za drzwi pół godziny przed południem, ciesząc się pustymi poznańskimi ulicami i nie ciesząc jak zwykle upierdliwymi światłami. A że nie chciało mi się specjalnie cisnąć to za Golęcinem na moim liczniku zakwitło jakieś marne 26 km/h, co generalnie miałem głęboko tam, gdzie to powinno być i pokręciłem już dalej Koszalińską w ciut lepszych, bo niezakłócanych czerwonym, warunkach. W tym momencie się rozpadało, o czym w prognozach nie było mowy. Ale że już jestem do tego przyzwyczajony to nawet się nie zdziwiłem. Do Kiekrza dojechałem z mokrym pampersem i ze zdziwieniem stwierdziłem, że musiałem trafić na dedykowaną mi chmurę, bo tam nie zauważyłem już ani kawałka mokrego asfaltu.
Przez Starzyny dojechałem do Rokietnicy, skręciłem na Napachanie, po dotarciu do którego przed skrzyżowaniem coś mnie tknęło i zweryfikowałem stan posiadania plastików oraz banknotów w tylnej kieszonce. Dwa razy sprawdziłem, stan papierowy się zgadzał, ten karciany już mniej. Okazało się, że mam kartę bankomatową, mam PEKĘ (którą zawsze zabieram na poznańskie wycieczki, w razie gdyby trzeba się było teleportować komunikacją miejską), mam dowód... A nie. Nie mam dowodu. W sumie strata najmniejsza z możliwych, lecz dość upierdliwa i czasochłonna w tematyce wyrabiania duplikatu, więc postanowiłem zmienić dalszy plan wycieczki i wrócić swoimi śladami. Dziwnie spokojny, że zguba się znajdzie. Przecież to nie portfel :) I faktycznie, dwa kilometry dalej leżałem na kawałku ddr-ki za rondem w Rokietnicy, świecąc PESEL-em jak mnie formalnie państwo polskie stworzyło :) Nie ukrywam, ucieszyłem się, jednocześnie uświadamiając sobie w jakich okolicznościach straciłem niedawno jedną z kart, gdzie otrzymuję część premii z pracy i czeka mnie jeszcze sporo zachodu, żeby uzyskać jej kopię. Wyjmując telefon, w celu odebrania połączenia. Komunikacja (tele) to zło!
Żeby już nie kombinować zawróciłem do Kiekrza, skąd skierowałem ruchy kierownicy ulicą Słupską na Baranowo, Przeżmierowo, Wysogotowo, poznańskie Junikowo, niepoznańskie Plewiska, by finalnie znaleźć się na Dębcu. Znów zmoknięty, ale szczęśliwy w dwójnasób - za wrócenie na szosę i nieutracenie tożsamości. A przynajmniej jej namacalnego dowodu :)








