Dziś spokojny, wolny relaksik na szosie po wczorajszych dwóch stówach z ogonkiem. Tak, wiatr wiał w pysk :) Ale tak miało być, bo z założenia olałem jego kierunek (północny ze wschodnimi inklinacjami) i pojechałem na zachód, jedną ze stałych tras przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Zakrzewo, Więckowice, Dopiewo, Dąbrówkę, Gołuski i znów Plewiska.
Nogi rano jeszcze czułem, a po powrocie - już dużo mniej. Ot, leczniczy jest ten rower, radzi sobie nawet ze zmęczeniem po rowerze :) A przez cały wczorajszy, nieplanowany wyjazd zrobiło mi się całe trzy dni wolnego pod rząd, za co zapłacę gniciem w robocie przez inne dni, ale na razie korzystam. Nawet dziś wyjątkowo najpierw zasiadłem do kompa i skończyłem relację zamiast zacząć kręcić. A gdyby nie konieczność pozałatwiania spraw na mieście najchętniej teraz wziąłbym książkę i zamienił się w jedną wielką personifikację Lenia :) Niestety...
Komentarze (16)
No nie wiem - Palikot ją (ich?) lubi. A jakiś tam ułamek procenta poparcia wśród ludzi spod lewej ściany ma. :)
Ale popatrz, jak Cię znobilitowałem - jesteś w jednym rzędzie z H. i L! Tego byś nie przewidział nawet w najbardziej czerwonych i brunatnych snach! ;);)
A bo z tą robotą to mamy przerąbane przez Ewę Adama. Po jaką cholerę dawała mu do żarcia to jabłko? Jeździlibyśmy sobie w raju na najlepszych rowerach i nie wiedzieli co to praca. A tak co dzień do roboty trza naginać ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"