Wiosna pełną parą (z gęby)
Reszta to standard znany z ostatnich dni - wiatr wcale nie odpuścił, a wręcz się jak na moje wzmógł, a do tego stał się jeszcze bardziej przejmujący. No i zimno - przed dziewiątą rano oszałamiające jak na drugą połowę kwietnia 6-7 stopni (dobrze, że na plusie). Zaraz po starcie zastanawiałem się nawet czy nie cofnąć się po zimowe rękawiczki, ale nie po raz pierwszy leń wygrał ze mną walkowerem i w sumie po rozgrzewce okazało się, że było to słuszne zwycięstwo.
Kierunek wiatru był (oczywiście w teorii) północno-zachodni, trasę dziś więc wymyśliłem jako walkę z nudą wobec wybieranych ostatnio dróg. Czyli jak już się wydostałem z Dębca i Górczyna to wzdłuż Bułgarskiej dotarłem do Bukowskiej, którą pokonałem tamtejszą DDR-ką, jak sądziłem już oswojoną. Może i owszem, ale jazda po niej crossem a szosą to jak wybrać się na bieg po rozwalonym szkle w butach lub bez. Niniejszym oświadczam, że jazda boso rowerem nie jest niczym przyjemnym.
Po wydostaniu się z miasta wystawiłem się na wietrzną rzeż na nieosłoniętym kilkunastokilometrowym odcinku DK 307 aż do Więckowic, gdzie skręciłem na Dopiewo i wróciłem przez Palędzie oraz Plewiska. Bez przygód, za to przemarznięty. W nagrodę dostałem lotną premię w postaci możliwości pójścia do pracy. Dziękuję.








