Codzienniak
Kręciłem dziś kolejny standard, czyli kondomik od strony Poznania, Komornik (korki nad korkami) Stęszewa, Dymaczewa, Mosiny, Wirów i Lubonia. Zrobiło się dużo bardziej przyjemnie niż dwa dni temu, bo upał został zastąpiony temperaturą 10+. Miodzio. Wiatr - jak zwykle - już nie miodzio. Chyba że z bardzo wrednych pszczół.
W Mosinie - skoro już tam byłem - postanowiłem wstąpić na chwilę do rowerowego i nabyć parę klocków hamulcowych na zaś, dostając przy tym rabat, zupełnie o to nie prosząc. Pogadaliśmy sobie chwilę o ciężkim życiu osoby prowadzącej tak sezonowy interes jak rowery i pojechałem dalej. Przy samym wyjeździe z miasteczka, gdy ciut zwolniłem odpisując na smsa, ku swemu zaskoczeniu zauważyłem obok siebie grzecznie pozdrawiającego rowerzystę. Sympatyczny ów człowiek oświadczył, iż "ja dziś siła". Przez chwilę myślałem, że to jakieś kalambury i już chciałem odpowiedzieć, że "ja dziś majonez kielecki", ale w porę się zorientowałem, że chodzi o treningowe nazewnictwo i elokwentnie zapytałem ile w takim razie podjazdów pod Osową Górę w planach. Okazało się, że około dziesięciu, a potem dodatkowa spora terenowa rundka - czyli przygotowania do maratonu w Obornikach. Chwilę jeszcze pokręciliśmy razem, życzyłem powodzenia na zawodach i każdy w swoją stronę. Z tym, że moja była płaska :)








