Kwiecień-plecień, sratatata, przywitał nas jak... kwiecień-plecień. Nocnymi opadami deszczu, które na szczęście rano poszły w zapomnienie, a przypominały o nich jedynie mokre drogie. Jednak nie na tyle, żeby zniechęcić mnie do szosy. Bo w sumie mało co jest w stanie zniechęcić mnie do szosy :) Próbował dziś jeszcze wiatr, bardzo namiętnie zresztą, ale na tyle już przyzwyczaiłem się do podmuchów non stop w pysk, że przyjmowałem to ze stoickim spokojem. Nooo, prawie.
Początkowo trasę z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i znów Plewiska do domu udawało mi się pokonywać z zaskakującą odpowiedzialnością po stronie kierowców, nie szarżujących z wyprzedzaniem ani mijaniem mnie na gazetę. Prima aprilis dziś czy co? :) Do czasu jednak, do czasu... Przy skręcaniu z DK 307 do Więckowic z bocznej wyjechało blondie-monstrum, na pierwszy rzut oka płci żeńskiej, w jakimś wypasionym wozie (jak zwykle nie zaimponuję wiedzą jakim), które znajomością praw fizyki i matematyki mogłoby śmiało konkurować ze specjalistami od wybuchających parówek z komisji Hipnotyzującego Antoniego. Tak bowiem wyliczyło kąt, pod którym wpieprzyło mi się na drogę, że moja reakcja polegająca na zaciśnięciu klamkomanetek pozwoliła na zachowanie życia, a do tego pozostawiła jeszcze kilka dobrych milimetrów manweru. Pogratulować. Jak zwykle spojrzałem na rejestrację. A tam, wielką czcionką ukazało się... "PO VENOM". W sumie... Wóz był barwy metalik, ale reszta z grubsza pasuje :) No i jeszcze standardowe podsumowanie poprzedniego miesiąca. W marcu udało mi się kręcić wszystkimi swoimi trzema wehikułami, po płaskim szosą oraz crossem, a po górach trupo-mtb. Wyszło tego ponad 1530 kilometrów ze średnią 28,2. Ujdzie.
Komentarze (5)
Oficjalna strona wszystkich (teoretycznie...) zarejestrowanych samochodów to ufg.pl. Sprawdza się tam ważność polisy OC w razie W, a przy okazji markę i model samochodu. Ten ww. (nie)stety ma ważne. ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"