Jeśli w kolejnych dniach prognozy zapowiadające "deszcz od rana" oznaczały będą tak piękną pogodę jak dziś to błagam, serwujcie mi takie deszczowe dzionki co 24 godziny. A nawet częściej :) Sucho, chmurno-słonecznie, ciepło - bo w końcu trzy stopnie na plusie jak na luty to środek Afryki - dla mnie warunki idealne.
Idealnie również mi się dziś kręciło. Wmordewind robił co prawda swoje, ale w momencie gdy tylko wieje, a nie chlapie na pysk to człowiekowi bardziej się chce. A mi jako przedstawicielowi tego gatunku chciało się przykręcić również dlatego, że wstałem za późno i jeśli nie zamierzałem lecieć do roboty (znów na tę kontrowersyjną dwunastą) z jeszcze bardziej wywieszonym jęzorem niż zazwyczaj to wyjścia nie było.
Trasę, klasyczny "kondomik" przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew i Komorniki, wykonałem krokiem siermiężnym, acz jak na miesiąc luty zaskakująco tempowo wiosennym. Trzy dyszki średniej udało mi się do tej pory przekroczyć w tym roku dopiero po raz drugi, więc mordę na mecie miałem roześmianą jak penitencjariusz jednego z zakładów zamkniętych po udanym zabiegu leczniczą marihuaną :)
"rozumiem, że gdy widzisz piwo odwracasz się z odrazą, mówisz "fuj, fuj" i zatykasz nos" - no jak byś na mnie patrzył. Ja tak tego piwska nie lubię. Piję je, aby inni nie musieli go wypijać.
starsza - jak mi się uda zrealizować ten plan, to w przyszłym roku powtórzę wybrzeże na MTB zaliczając każdą wioskę nad Bałtykiem. Daj znać kiedy pojedziesz na Hel, to uruchomię transmisję satelitarną live w Eurosporcie :)
Tomasz - jak można lubić coś, co nie ma w sobie mięsa? Ja nawet wyszukuję robaczywe truskawki, aby było w nich świeże białko ;-)
Dariusz - jesteś chyba jedynym człowiekiem na świecie, który gardzi falafelem. Ewenement prawdziwy :)
Starsza - przyznam szczerze, żem ani sakwiarz, ani wybitny miłośnik kręcenia po plażach :) jedyne co wiem, to to, że mam ciężki rower i staram się go używać jak najrzadziej. Tym większy podziw dla Ciebie za taki pomysł, który na 100% zrealizujesz. Obiecuję, że będę kibicował :)
Chciałam zauważyć, że jeśli wzdłuż wybrzeża to meta powinna być w Piaskach a nie w Braniewie. Na wyjazd w tygodniu to ja się nie piszę. Poza tym jeśli trasa szosowa to w jeden dzień. A z sakwami to miałam na myśli wyjazd ciężkim rowerem i jazdę maksymalnie jak najbliżej morza i jak najwięcej terenem :P Pomysł z Helem tylko tak rzuciłam bo ja tak czy siak jadę w kwietniu i już :)
Jak dla mnie to mógłbyś napisać, że jedziemy z Elbląga przez Katowice krótszą drogą do Jastarni, a i tak bym uwierzył. Bo na tyle znam polskie morze. Za to co do górek to już sobie szczerzę plomby na rewanż :)
Kurde, ja nawet nie chcę być znów kierownikiem, bo to śmierdzi odpowiedzialnością, więc jak mógłbym być prezydentem?
No dobra - bycie prezydentem PiP-u (Piwa i Pizzowalności) jest kuszące! :)
Że pozwolę sobie zabrać głos. Starsza jest lekko niezorientowana w temacie. Chodziło nam o zrobienie trasy ze Świnoujścia do Braniewa. Licząc powrót z ruskiej granicy do Braniewa i powrót na pociąg do Gdańska wypada optymistycznie 711km (trasa w zarysie opracowana, do przesłania na życzenie). Niestety mój charakter pracy raczej wyklucza weekendy i dlatego molestowałem Tomasza w zeszłym roku aby zrobić ta trasę od poniedziałku.
Przyznaję, że komplikacje (z mojej strony nie) pozwoliły mi (nam) zrealizować tego planu.
"a każdy krok miał prowadzić do sedna - pizzy i browara" - Tomasz z takim hasłem mógłbyś startować na prezydenta. Z mojej strony masz zapewnione 40 milionów głosów rodaków
Starsza - sakwy, sakwy, sakwy? Mi się to kojarzy albo z westernem, albo z napadem na bank. Na taką podróż to raczej tylko szosówką.
Tomasz, jeszcze nie wziąłeś pod uwagę zdania Starszej M? W? K? J? XYZ? I czy jej rower by chciał z nami pojechać ;-)
No to ta druga wersja bardziej realna. Choć nie da się ukryć, że mój grafik powstaje jak mysz analizująca ser szwajcarski - gdzie dziury tam ja. Takie życie emeryta w branży :)
Więc nic nie obiecuję, ale jeśli M & M-sy nie będą miały nic przeciw to jest minimalna szansa, że się uda i będziesz miała obstawę. Powtarzam - minimalna, bo w pracy w korpo nie ma zasad :)
Ja to miałam na myśli Hel w jeden dzień, na drugi zdychanie i powrót :D Z zachodu na wschód też myślałam, ale to na spokojnie z sakwami. Tempa Waszego nie utrzymam na pewno, od razu zapowiadam :D
Starsza - chętnie w przyszłości (bo na kwiecień tego nie widzę... choć?), ale historia "wybrzeża" sięga co najmniej roku wstecz, gdy planowany był męski wypad we trzech na szosach z zachodu na wschód wzdłuż morza. Z trzech zostało dwóch, z czego z powodu wszystkich możliwości świata wyjechało zero. Możemy sobie pogratulować.
Chodzi głównie o czas, bo plan był na maks 3-4 dni jazdy, a każdy krok miał prowadzić do sedna - pizzy i browara :) Tłumacząc na ludzki - im szybciej do celu tym lepiej :) ale jeśli zobowiązujesz się trzymać tempo, a do tego moja M. i Dariusza M. (...zaczynają się góry :D ) nie będą miały nic przeciwko to... czemu nie? :)
Starsza - liniówkę to ja kiedyś pewnie zrobię, ale to na spokojnie. Jest jeden problem - z Dębca nie ma żadnej linii prostej, chyba że A2 pokręcę. Wtedy transport powrotny, ale niestety tylko do najbliższej komendy, rozwiąże się sam :)
Dariusz - to by było wyjście alternatywne, nie powiem, nęcące :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"