Raz na jakiś czas są takie dni, kiedy muszę pojawić się na zebraniu w robocie przed jej rozpoczęciem, w ramach zwrotnych nadgodzin. Jest to jedyna okazja, żeby dumnie wjechać do swojego zakładu pracy chronionej w pełnym rowerowym rynsztunku i na przekór wszystkiemu zaparkować dwa kółka na jego środku. I niech mi ktoś spróbuje go ruszyć! :) Dziś był właśnie taki dzień - ósma godzina dla nieprzyzwyczajonego organizmu to środek nocy, ale jakoś udało się wyrobić na czas, mimo że zafundowałem sobie dojazd naokoło, przez Górczyn i ulicę Głogowską. O dziwo całość okazała się w miarę przejezdna.
Po obgadaniu niezbędnych dla ogółu ludzkości korpospraw można było jeszcze trochę pokręcić przed popołudniowym dyżurem. Ponownie przepchałem się przez miasto i pojechałem standardowo - do Mosiny, tam skręt na Rogalinek i powrót przez Wiórek i Starołękę. Jadąc na Dębiec zaliczyłem słynną "smaczną" ddr-kę wzdłuż Dolnej Wildy, która przestała nią być zanim powstała, a aktualnie jest na niej zakaz wjazdu i ruchu pieszych. Co oznacza, że jedzie się wybornie - polecam :)
W domu zobaczyłem mapkę z trasy. Hmmmm.... Od razu zabrałem się za uzupełnienie niedoróbek :) Pewnie
jakiś behawiorysta czy inny miłośnik Freuda by napisał widząc powyższą
rycinę: "Kształt takiego właśnie owada, wynikający z odwiedzenia miejsca
zatrudnienia, wskazuje, że obiekt traktuje swoją pracę jako mrówczą,
być może bezcelową, ale jednocześnie mimo wszystko w jakiś sposób
twórczą. Wypustka w Starym Puszczykowie może świadczyć o chęci
uwolnienia się z niej, ale fakt powrotu na wcześniej wybrany cel pozwala
stwierdzić, że ciężko się z niej wyrwać, czy to ze względów
wygodnictwa, czy być może satysfakcjonujących na swój sposób warunków.
Podsumowując: obiekt jest głębokim degeneratem i należy go rozstrzelać"
:) Na szczęście nie ufam psychiatrom, psychologom, polskim katolikom
oraz objazdowym handlarzom odkurzaczami, więc bym się nie przejął
powyższą analizą :)
Było znów gorąco, było też wietrznie (z boku). Ale do przeżycia.
Komentarze (6)
...co też widzą wszyscy. Aż głupio, że jechałem na trzeźwo :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"