Dzięki Bogu od dawien dawna wiatr nie wiał z kierunków północno-wschodnich, co pozwalało mi na unikanie upojnej jazdy przez Poznań trasą Dębiec - Centrum - Malta - ulica Gdyńska. Z tą ostatnią łączy się mój kwietniowy "romans" z puszkowymi mendami, więc od tej pory mam uraz. Dziś już nie było opcji - trzeba było odświeżyć ten przykry azymut. Praktycznie dziewiczy, bo zapomniałem co z czym tam się je.
Jak już znalazłem się na asfalcie to zapytałem sam siebie: gdzie te urlopy? Gdzie te wakacje? Gdzie ta emigracja w turystyczne rejony i odpoczynek od korków? No gdzie? Bo miałem wrażenie, że miasto jest zakorkowane bardziej niż kilka miesięcy temu. Jakoś dopchałem się do ulicy Hlonda i tam miła niespodzianka - "zemsta Grobelnego", czyli tamtejsze kartoflisko na ddr-ce zostało wyremontowane! Piękny czerwony asfalcik cieszył oko, co prawda do czasu, gdy wpadłem na wieńczący go krawężnik w polskim standardzie, ale nie czepiajmy się szczegółów. Chwilę potem stanąłem przed kolejnym dziewiczym wyzwaniem: po raz pierwszy miałem przejechać polecaną mi wielokrotnie ulicą Chemiczną, jako alternatywą dla wspomnianej części Gdyńskiej. Ulica całkiem fajna, spokojna i zupełnie niechemiczna z wyglądu, ale zanim udało mi się pokonać poprzedzające ją skrzyżowanie niemal zakwitłem. Wyspa złożona z trzech świateł, z którego każde włącza się na 15 sekund z regularnością co 5 minut mnie przerosła. I chciałem nawet ją pokonać szybciej. I bym tak zrobił, gdyby nie radiowóz stojący zaraz za nią, co prawda zgłoszony do kolizji autobusu z autem, ale ryzykować się bałem.
Jak już się wydostałem z Poznania to w końcu poczułem, że żyję i dotelepałem się do Murowanej Gośliny, gdzie zawróciłem. Wracając zahaczyłem jeszcze o Owińska i tamtejszy zespół pocysterski - niestety w remoncie. Łatwiejszy kawałek skończył się za szybko i znów byłem w mieście, gdzie przywitały mnie korki. A jak. Znów Chemiczna, pod koniec której pozdrowiłem wjeżdżającego na nią kolarza we wściekłej pomarańczy CCC. Zanim się zorientowałem już go nie było, a mi mignęło tylko tylne światło. Potem się okazało, że nie poznaliśmy się z Dariuszem, ksywa Lipciu. Eh, ten pęd ;)
Do domu dotarłem zmasakrowany. Średniej nie dało się obronić. Tym samym lipiec zaczynam lekko pod kreską.
A czerwiec? 15,5 tysiaka kilometrów. 30 kursów, tym razem szosą i crossem. Średnia - 30,2.
Komentarze (5)
Dariusz - no przecież napisałem, że czerwona i CCCP :) No dobra, za szybko jechałeś, stąd plama, w którą się zamieniłeś w pędzie zrobiła się pomarańczowa, a ja muszę iść na kurs szybkiego czytania, bo zdążyłem tylko odnotować CCC... :)
Remik - jeździć chce się zawsze. Tylko nie zawsze się da :) mnie motywuje, że nawet jak przegram to wygram browara. Tak to ja mogę się codziennie z każdym zakładać :))
Nie abym się czepiał, ale moja koszulka jest wściekle czerwona, a nie pomarańczowa i napis na niej to CCCP zamiast wspomnianego CCC. O zgrabnym żółtym sierpie i młocie nie wspomnę.
Wybrałeś (spryciarzu!!!) taki miesiąc, że wygrasz w cuglach. W ten weekend jadę na ślub, do tego dojdzie tydzień urlopu, być może bez roweru, to się jeszcze wyjaśnia. Ale zasady są fair - stawiasz piwo, które chętnie skonsumuję, byle nie na rowerze, bo tego pilnuję :)
Jadąc dzisiaj sobie rowerem pomyślałem, że potrzebuję motywacji do codziennego kręcenia. Znalazłem ją u Ciebie. Podejmuję wyzwanie i nazwałem je sobie "wyzwaniem Trollkinga" :) Codziennie, w lipcu, będę jeździł min. 50km. A na koniec miesiące chce mieć przejechane więcej kilometrów, w lipcu oczywiście, od Ciebie. Jak przegram to stawiam piwo, jak wygram to też stawiam - za to, że znalazłem u Ciebie motywację. I w końcu będziemy musieli się gdzieś spotkać "w realu" aby je skonsumować :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"