Dziewiczy rejs

Środa, 1 lipca 2015 · Komentarze(5)
Dzięki Bogu od dawien dawna wiatr nie wiał z kierunków północno-wschodnich, co pozwalało mi na unikanie upojnej jazdy przez Poznań trasą Dębiec - Centrum - Malta - ulica Gdyńska. Z tą ostatnią łączy się mój kwietniowy "romans" z puszkowymi mendami, więc od tej pory mam uraz. Dziś już nie było opcji - trzeba było odświeżyć ten przykry azymut. Praktycznie dziewiczy, bo zapomniałem co z czym tam się je.

Jak już znalazłem się na asfalcie to zapytałem sam siebie: gdzie te urlopy? Gdzie te wakacje? Gdzie ta emigracja w turystyczne rejony i odpoczynek od korków? No gdzie? Bo miałem wrażenie, że miasto jest zakorkowane bardziej niż kilka miesięcy temu. Jakoś dopchałem się do ulicy Hlonda i tam miła niespodzianka - "zemsta Grobelnego", czyli tamtejsze kartoflisko na ddr-ce zostało wyremontowane! Piękny czerwony asfalcik cieszył oko, co prawda do czasu, gdy wpadłem na wieńczący go krawężnik w polskim standardzie, ale nie czepiajmy się szczegółów. Chwilę potem stanąłem przed kolejnym dziewiczym wyzwaniem: po raz pierwszy miałem przejechać polecaną mi wielokrotnie ulicą Chemiczną, jako alternatywą dla wspomnianej części Gdyńskiej. Ulica całkiem fajna, spokojna i zupełnie niechemiczna z wyglądu, ale zanim udało mi się pokonać poprzedzające ją skrzyżowanie niemal zakwitłem. Wyspa złożona z trzech świateł, z którego każde włącza się na 15 sekund z regularnością co 5 minut mnie przerosła. I chciałem nawet ją pokonać szybciej. I bym tak zrobił, gdyby nie radiowóz stojący zaraz za nią, co prawda zgłoszony do kolizji autobusu z autem, ale ryzykować się bałem.

Jak już się wydostałem z Poznania to w końcu poczułem, że żyję i dotelepałem się do Murowanej Gośliny, gdzie zawróciłem. Wracając zahaczyłem jeszcze o Owińska i tamtejszy zespół pocysterski - niestety w remoncie.

Łatwiejszy kawałek skończył się za szybko i znów byłem w mieście, gdzie przywitały mnie korki. A jak. Znów Chemiczna, pod koniec której pozdrowiłem wjeżdżającego na nią kolarza we wściekłej pomarańczy CCC. Zanim się zorientowałem już go nie było, a mi mignęło tylko tylne światło. Potem się okazało, że nie poznaliśmy się z Dariuszem, ksywa Lipciu. Eh, ten pęd ;)

Do domu dotarłem zmasakrowany. Średniej nie dało się obronić. Tym samym lipiec zaczynam lekko pod kreską.

A czerwiec? 15,5 tysiaka kilometrów. 30 kursów, tym razem szosą i crossem. Średnia - 30,2.

Komentarze (5)

Dariusz - no przecież napisałem, że czerwona i CCCP :) No dobra, za szybko jechałeś, stąd plama, w którą się zamieniłeś w pędzie zrobiła się pomarańczowa, a ja muszę iść na kurs szybkiego czytania, bo zdążyłem tylko odnotować CCC... :)

Remik - jeździć chce się zawsze. Tylko nie zawsze się da :) mnie motywuje, że nawet jak przegram to wygram browara. Tak to ja mogę się codziennie z każdym zakładać :))

Trollking 10:05 czwartek, 2 lipca 2015

Wybrałem ten miesiąc bo wiem, że moge mieć problem aby codziennie pojeździć rowerem. A teraz już nie będę miał wymówek :)

Z chęcią możemy się zmierzyć np. w jakimś październiku czy listopadzie - pogoda w kratkę, jeździć się nie zawsze chce ;))

rmk 07:09 czwartek, 2 lipca 2015

Nie abym się czepiał, ale moja koszulka jest wściekle czerwona, a nie pomarańczowa i napis na niej to CCCP zamiast wspomnianego CCC. O zgrabnym żółtym sierpie i młocie nie wspomnę.

No ale kto by się czepiał ;-)

lipciu71 23:19 środa, 1 lipca 2015

O kurde, ale mi miło :) naprawdę :)

Wybrałeś (spryciarzu!!!) taki miesiąc, że wygrasz w cuglach. W ten weekend jadę na ślub, do tego dojdzie tydzień urlopu, być może bez roweru, to się jeszcze wyjaśnia. Ale zasady są fair - stawiasz piwo, które chętnie skonsumuję, byle nie na rowerze, bo tego pilnuję :)

Pozdro. I dzięki za miłe słowa o inspiracji :)

Trollking 21:14 środa, 1 lipca 2015

Jadąc dzisiaj sobie rowerem pomyślałem, że potrzebuję motywacji do codziennego kręcenia. Znalazłem ją u Ciebie. Podejmuję wyzwanie i nazwałem je sobie "wyzwaniem Trollkinga" :) Codziennie, w lipcu, będę jeździł min. 50km. A na koniec miesiące chce mieć przejechane więcej kilometrów, w lipcu oczywiście, od Ciebie. Jak przegram to stawiam piwo, jak wygram to też stawiam - za to, że znalazłem u Ciebie motywację. I w końcu będziemy musieli się gdzieś spotkać "w realu" aby je skonsumować :)

:)

rmk 20:57 środa, 1 lipca 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa eszcz

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]