Rzyg..., sorry, mam torsje w temacie tych północnych/północno-zachodnich podmuchów. Staram się jak mogę omijać jazdę przez miasto, ale po prostu się nie da, żeby nie deptać swoich śladów z dnia poprzedniego i nie wracać pod wiatr. Bo tego i tego nie lubię. Dziś z racji soboty, spodziewałem się taryfy ulgowej zafundowanej przez Poznań. Yhhmmm... Spodziewać to ja się mogłem. A dostałem
- korki jak w dzień powszedni;
- światła: czerwone, czerwone, czerwone, czerwone (...), czerwone, czerwone (...), czerwone, czerwone, czerwone. I ze trzy zielone, cobym nie narzekał;
- wahadełka - dwa na Dębcu (w obydwie strony), jeden na Morasku;
- postój przy zamkniętych szlabanach: łącznie dwa na Dębcu, jeden na Piątkowie.
To wszystko okraszone silnym, nieprzewidywalnym wiatrem. Urocza sobota :)
Odżyłem tylko na chwilę na hopkach między Moraskiem a Suchym Lasem - i like it!
Przed pracą odebrałem jeszcze awizo. Miałem pewne przeczucia czego może ono dotyczyć, więc niespecjalnie spieszyłem się z jego otrzymaniem. Oczywiście sprawa związana z tym, że jestem mordercą, gwałcicielem, nekrofilem, a przede wszystkim, najgorsze ze wszystkiego: SPRAWCĄ KOLIZJI DROGOWEJ. Oto treść:
Abstrahując od języka, w jakim jest to "coś" napisane, od błędów logicznych pierwszego zdania oraz interpunkcji rodem z zawodówki i samej kwoty (tysiak za wyklepanie i wymianę osłony - a nie samej lampy, bo to stwierdzili policjanci - to realne?) to co z tym zrobić? Kwota nie jest mała, ale też nie masakryczna. Sprawy nie wygram w sądzie, bo świadków zero, monitoringu zero. Pewnie zapłacę, bo co mogę? Złość pozostała, bo to, że ja zostałem uznany za sprawcę uważam za takie sukinsyństwo, że jeszcze mnie telepie. Pytanie, może ktoś wie: czy jeśli kwota pójdzie na konto Pana Ugodowego to w takim przypadku jeśli moje OC w życiu prywatnym, które mam w ubezpieczeniu mieszkania by to objęło (dopiero teraz będę to ustalał) to czy tym samym nie zamknę sobie drzwi do zwrotu?
Jeśli nie to mój łączny koszt przejazdu nieco ponad trzydziestu kilometrów w Śmingusa-Dyngusa wyniesie mnie łącznie 220 za mandat i 250 za to, co powyżej. Za tę kwotę mógłbym sobie polecieć samolotem do Warszawy i z powrotem i jeszcze wypić browara na lotnisku. O zbieraniu punktów Miles&More nie mówiąc...
Komentarze (14)
Daniel - jak kiedyś wezmę udział w jakichś zawodach to przedtem się odezwę, bo na bank kogoś poszkoduję :) ale info myślę, że cenne, bo o takie ubezpieczenie chyba faktycznie niełatwo.
Dariusz - pamiętam, pamiętam. VIP-a albo jakiegoś Fasberga (dobrze to napisałem?) masz u mnie jak w banku :)
Nieskromnie przypomnę, że to ja podpowiedziałem o wykorzystaniu do likwidacji szkody ubezpieczenia mieszkania. Nie, nie trzeba kwiatów. Wystarczy kilka skrzynek wybornego piwa ;-)
A jakby ktoś chciał ubezpieczenie sportowe tzn obejmujące udział w wyścigach to pisać, bo ja dwa lata temu zanim znalazłem kogoś oferującego taką ofertę to wydzwoniłem chyba pół abonamentu.
Temat już mocno zapewne zapomniany, ale pro forma po prawie roku chciałbym opisać jak cała sytuacja się zakończyła. A dopiero teraz, bo wiem już na czym stoję.
Otóż Pana Ugodowego po powyższym piśmie wysłałem na drzewo, z informacją, że ma sam kontaktować się z ubezpieczycielem. I nastąpiła cisza, poza jednym pismem z prośbą o opisanie sytuacji, co zrobiłem i przeskanowałem do Warty.
Tematu nie miałem nerwów ruszać i czekałem do stycznia, aż miałem czas na przedłużenie ubezpieczenia mieszkania, w którym miałem zawarte OC w życiu prywatnym. Spodziewałem się, że będzie jakaś podwyżka i była... Całe 17 złotych na rok :) Okazało się, że Warta odnotowała kolizję, zapewne wypłaciła odszkodowanie i pobrała za to za mnie takie grosze.
Wniosek - warto wykupić jak widać taką usługę. Ja sobie nawet na ten rok powiększyłem jeszcze kwotę odszkodowania, bo z polskimi kierowcami nic nie wiadomo :) akurat to, że było w ubezpieczeniu mieszkaniowym wyszło mi na dobre, ale wiem, że takie opcje można wykupić specjalnie dla rowerzystów. I chyba niedrogo. Wniosek drugi - nigdy żadnego alkoholu na trasie (na szczęście nie uskuteczniam), bo głupie piwko i jakiekolwiek procenty mogą spowodować, że uznają, że jechaliście pod wpływem i wtedy odszkodowanie się nie należy. Tyle :)
Dzięki Wam wszystkim za porady sprzed roku - przydały się. I nikomu nie życzę podobnej sytuacji :)
Raz jeszcze dzięki. Jutro dzień spokoju, w poniedziałek wracam do tematu. Chciałbym mieć już to za sobą, bo płacenie za czyjąś bezczelność nie należy do moich ulubionych zajęć.
Na pewno ze swojej strony mogę obiecać, że pismo wysłane przeze mnie będzie zachowywało podstawowe zasady interpunkcji :)
Pan Ugodowy to sobie może... Po zgłoszeniu do ubezpieczyciela przyjeżdża likwidator i oszacowuje szkodę - takie odszkodowanie dostanie. Jedynie co może, to sobie sam wyklepac lub nie robić nic, a kasę przechlac. Do doradcy kredytowego nie masz co dzwonić. Jak już co, to zadzwoń na infolinie do Warty tam Ci wszystko powiedzą. Najważniejsze to wysłać do Pana Ugodowego list polecony za potwierdzeniem odbioru z "podziękowaniem za współpracę" i podaniem wszystkich danych z polisy. To załatwia sprawę nawet w przypadku kiedy Pan Ugodowy zechce skierować sprawe do sądu (zresztą sąd mu pokaże stosowny paluszek). Od tego jest jego ubezpieczyciel, żeby od Ciebie albo z Twojej polisy zastosować tzw. regres.
Daniel - przyjąłem, bo nie miałem pomysłu jak zripostować, w takim byłem szoku, że z niewinnego staję się winnym. Wierz mi, bez świadków byłem na straconej pozycji przy trójce rodzinnych słodziaków.
Jurek - cały dzień w pracy. Nie miałem kiedy. Ale słyszałem, że dziś jest taka akcja...
k4r3l - tak, niech mój przykład da innym do myślenia... Może choć tyle z tego będzie. Debili nie brakuje (nie wiem czy widziałeś mój filmik z wczorajszego wpisu), więc oczy dokoła głowy, ręce na klamkach i tyle... I szukać świadków. Na to niestety nie miałem szansy.
Ifudor - dzięki za obszerne wyjaśnienia. OC mam do kwoty 25 tysięcy, więc jak najbardziej się łapię. To moja pierwsza jakakolwiek kolizja w życiu. Oczywiście nie byłem pod wpływem, alkomat pokazał 0,00. Jeszcze w poniedziałek zadzwonię do doradcy kredytowego, który załatwiał mi polisę. Mam tylko wątpliwość ile Pan Ugodowy sobie wymyśli za klepanie etc skoro pewnie ma znajomego mechanika? Jest nad tym jakaś kontrola?
Tez pracuje w ubezpieczeniach i nie tylko. Ubezpieczenie OC przy polisie mieszkaniowej obejmuje wszystkie zdarzenia spowodowane przez osoby będące w danym gospodarstwie domowym, np. dziecko wybije sąsiadowi okno, porysuje samochód lub właśnie jak w Twoim przypadku jadac na rowerze lub rolkach deskorolce nie ważne - osoba spowodowala szkodę. Maksymalna kwota do jakiej odpowiada ubezpieczyciel (czyli de facto Ty) okreslona jest właśnie wysokością polisy OC. Procedura jest prosta: podajesz nr polisy i firmę ubezpieczeniową poszkodowanemu. On zgłasza szkodę do swojego ubezpieczyciela podajac wszystkie Twoje dane. Pomiędzy firmami ubezpieczeniowymi odbywa sie cała likwidacja szkody. Twój ubezpieczyciel może, a nawet powinien sie z Toba skontaktować celem zweryfikowania danych. Cała sprawa moze potrwać chwilę. U mnie to trwało koło 2 miesięcy. absolutnie nic nie musiałem płacić.
Nie ma znaczenia kto jest ubezpieczającym - polisa obejmuje wszystkich domowników zamieszkujących pod adresem wskazanym w polisie (Was, dzieci) i nie powinni sie z tego wywinac chyba ze byłeś pod wpływem alkoholu lub innych używek.
Ma gosc tupet-typowy cwaniaczek, ktory tylko sie prosi zeby zarobic w pape... Nie zazdroszcze ale wezmy sobie to zdazenie do serca bo podobna sytuacja moze sie przytrafic kazdemu z nas...
W żadnym wypadku nie płać. Nie masz żadnej gwarancji, że po wpłacie klient odstąpi od dalszego dochodzenia kosztów naprawy. Moim zdaniem błędem było sugerowanie się "opinią" Milicjantów i przyjęcie mandatu, ale to już inna bajka.
Ifudor - dzięki za radę. Problem tylko w tym jak klasyfikowane jest zdarzenie na rowerze, bo jasności nie mam. Ile czekałeś na rozwiązanie całej sprawy?
Księgowy - to samo pytanie - na ile mam gwarancji, że moje ubezpieczenie (mamy z Żoną wspólne) to opłaci? Nie wiem czy w Warcie, bo tam jestem ubezpieczony będą wiedzieć konkretnie? I czy jest możliwość, że się jakoś z tego wywiną?
Żona pracuje w ubezpieczeniach. Masz OC w życiu prywatnym, więc jeśli facet chce kasę, to podaj mu numer swojej polisy domowej nazwę towarzystwa ubezpieczeniowego w jakim masz tą polise. Wtedy to on zgłasza szkodę z twojego OC, tak jak przy stłuczce i kasa leci z twojej polisy, ty mu nic nie płacisz.
Swoją droga koles nieźle cwaniakuje. Wie, że możesz nie wiedzieć ocb, i jakbys mu zapłacił te 250zł i tak by zgłosił szkodę;P I byś musiał mu dwa razy zapłacić;)
Daj spokój z wplata dla Pana Ugodowego. Jeżeli masz ubezpieczenie OC z mieszkania to odpisz mu niech zgłasza sprawe do swojego ubezpieczyciela i podaj mu nr swojej polisy wraz z nazwą firmy ubezpieczeniowej. Sprawa mi znana z autopsji jak zrobiłem OTB w samochód.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"