Wodny demon

Poniedziałek, 2 marca 2015 · Komentarze(16)
Podobno istnieje w przyrodzie takie coś jak instynkt samozachowawczy. Nie u mnie.

Czytałem prognozy. Widziałem ikonki ciemnych chmurek z kropelkami. Bardzo ciemne ikonki z bardzo intensywnymi kropelkami.

I co? Zaufałem w swoją ocenę sytuacji, w połyskujące gdzieniegdzie słońce za oknem i ruszyłem rano, lekko po ósmej, na rower. I to szosowy.

Efekt? Do połowy trasy, prowadzącej przez Mosinę, Sowiniec i Baranowo (bo postanowiłem przetestować niedawno odkryty całkiem sympatyczny asfalt w tamtych okolicach) było jeszcze OK. Przed Żabnem postanowiłem zdjąć jedną z bluz i to był błąd, bo chyba tym samym obudziłem uśpionego deszczowego demona, bo sekundę później lunęło. I to jak!

Łudziłem się, że to chwilowe, przejściowe, bla bla bla. Jak wszyscy wiemy tak się nie dzieje. Powrót to był istotny rower wodny - w pewnym momencie, gdy już zaczęły mi zamarzać kałuże w butach było mi wszystko obojętne, ważne było tylko jedno: dotrzeć do celu, czyli do ciepłego domu... Przez Mosinę i Luboń musiałem jechać niemal środkiem szosy, bo próbując przemieszczać się tym, co było po prawej stronie prędzej bym się utopił, a do znalezienia moich zwłok w tamtejszych asfaltach trzeba by było wzywać płetwonurków.

W końcu udało się skończyć ten żałosny trening, w domu od razu pod prysznic, ciepła herbatka i trzeba było lecieć do roboty. Tam dwa gripeksy i utrzymywanie się w nadziei, że wyrobiona zimowymi miesiącami odporność to jednak nie mit. Gorzej jeśli będzie inaczej :/

Komentarze (16)

Tomasz twój brak zacięcia do domowych wyrobów składam na barki młodego wieku. Piwka też do zlewu nie wylewam.

Norbert myślę, że twoje niedociągnięcia w tym temacie da się kiedyś nadrobić. Żurawinówka ponad 60% brzmi wystarczająco zachęcająco? Sam mieliłem żurawinę, doprawiałem i mieszałem ;-)

lipciu71 22:44 poniedziałek, 2 marca 2015

A to się dobrze składa ... !
Wożę ze sobą wersję "demo" ... na wszelki wypadek ... :)

Jurek57 21:36 poniedziałek, 2 marca 2015

35%? To dopiero połowa mocy porządnej domowej nalewki ;-)

lipciu71 21:06 poniedziałek, 2 marca 2015

Panowie, Panowie... widzę, że wystarczy nie mieć czasu napisać i dyskusja sama się rozkręca :)

Moi klienci to zwykli, szarzy rodacy poprzeplatani z bucami i co jakiś czas jakimiś gwiazdeczkami. Samo to niszczy nerwy, a rower faktycznie jest chyba lekarstwem dla duszy...

Nalewki... hm. Nie powiem, żebym był jakimś specjalnym fanatykiem. Piwko - oj tak, oj tak.. :)

Trollking 21:06 poniedziałek, 2 marca 2015

Osobiście nic nie mam do żadnego z tych dwóch wymienionych ;-), byle tylko umiejętnie to rozgraniczać.

lipciu71 20:23 poniedziałek, 2 marca 2015

Mówimy o km/h czy % ? :)

Jurek57 20:19 poniedziałek, 2 marca 2015

Czy ja dobrze widzę słowo "nalewka"? Rada na przyszłość dla wszystkich: Proszę nie stawiać koło mnie domowych nalewek, grozi skonsumowaniem każdej ilości. Moja siostra robi przepyszne nalewki, ale od czasu kiedy w nich zasmakowałem zabarykadowała się u siebie w domu i mnie tam nie wpuszcza.

Jako płetwonurek z papierami zgłaszam się na ratowanie w razie potrzeby, lecz nie zgadzam się na topienie. Nawet na szosie ;-)

lipciu71 20:09 poniedziałek, 2 marca 2015

Znieczulacz na Tomkowych klientów to ... rower !? :)

Jurek57 19:47 poniedziałek, 2 marca 2015

Norbert - klienci są wybredni ... :)

Jurek57 19:15 poniedziałek, 2 marca 2015

Mogę tylko współczuć ...
Też mnie dziś zlało ale w robocie .

Jurek57 18:10 poniedziałek, 2 marca 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa zycia

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]