Jeśli chodzi o frekwencję na trasach to dziś było jak w pełni (ekhm ekhm) "sezonu" (i nie ma opcji, żebym napisał to słowo bez cudzysłowia). Zanim dojechałem do Starołęki z Dębca to miałem już na koncie wyprzedzonych czterech kolarzy, przy sklepie rowerowym widziałem kolejnych trzech, a przed zjazdem z górki na granicy z Czapurami minąłem dwóch na mtb, których zresztą potem pozdrawiałem raz jeszcze w Mosinie. Nie mówiąc już o tych, którzy jechali z przeciwnego kierunku - grupki, zgrupki, ustawki, soliści - pełna gama rowerowego kolorytu. Lekko po 10 rano! Jeśli tak wygląda początek marca to boję się co będzie choćby w maju - mam już w głowie wizję zakorkowanego Poznania przez cyklistów. I w sumie nie jest to wizja traumatyczna :)
Wiało dziś zacnie i zimno z bliżej nieokreślonego kierunku zbliżonego do południowego, trasę wybrałem więc tak samo nieprecyzyjną - do Rogalinka przez Wiórek, potem skręt na Mosinę i wjazd na Osową Górę. Zaliczyłem ją dwukrotnie - klasycznie Pożegowską, a potem po raz pierwszy Spacerową (faktycznie ciekawszą, ale trafienie na nią jest tak samo intuicyjne jak dla przeciętnej makreli wybór podróży balonem). Jak zwykle było "ekstremalnie" :)
Wracając DDR-ką przy Hetmańskiej natrafiłem na poniższy widok. Niczym nie przejmujący się peleton wędkarski o V max - 10 km/h, AVS - około 5 km/h. Minięcie tego rowerowego walenia łatwe nie było, musiałem lekko nadwyrężyć gardło, a jak widać miałem nawet czas zrobić niewyraźną fotkę telefonem przed samym ryzykownym dla życia manewrem. Aha, pro forma tylko dodam, że na tej samej ścieżce wciąż było za mało czasu na uprzątnięcie szkła. Dodano za to kolejne. Aktualnie za oknem o szyby tłucze deszczyk. I tak już prawdopodobnie będzie przez najbliższe dni. Chyba przerwa ;/
Komentarze (2)
To byli sakwiarze-rybiarze. To jest porównywalne tylko z protestem rolników ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"