Znaleziono klucze
Znalazłem dziś na trasie klucze. Było ich kilka w pęku, a każdy dzielił się na dziesiątki.
Znalezisko niestety dość szybko utraciłem, więc nie uszczęśliwię nim nikogo.
Jedyne co mi się udało to jadąc zrobić komórką niskiej jakości zdjęcie owych kluczy:

Piękny grawer, prawda? :) Szczególnie biorąc pod uwagę, że mamy miesiąc luty, a klucze kierowały się na północ. Zwariowała nam ta pogoda...
A generalnie porównując to, jak mi się jeździło w dniu wczorajszym z dniem dzisiejszym czuję się jakby były to dwie alternatywne rzeczywistości. Oświadczam, że dzisiaj:
1. Nie pękła mi żadna dętka.
2. Nikt mnie nie chciał zabić, zepchnąć do kanałów ani zrobić ze mnie kawałka krwistego befsztyka.
3. Ja nikogo nie chciałem zabić, zepchnąć do kanałów ani zrobić z nikogo kawałka krwistego befsztyka.
4. Jeden kierowca w Puszczykowie nawet na światłach zjechał delikatnie w lewo, żeby mnie przepuścić (!!!!!). Otrzymał gorące podziękowania.
5. Nie użyłem na trasie żadnego wulgaryzmu.
6. Wiatr nie robił na mnie testów w temacie: "pod jakim maksymalnym kątem odchylenia rowerzyście udaje się utrzymać na drodze".
Słowem - cuda Niespotykane cuda. A że znajomość trasy "kondomikowej" przez Mosinę i Stęszew mam w jednym palcu to niczym nie rozpraszany celebrowałem to wydarzenie.








