Od kiedy mam nowy napęd (ten dziwny, co to w nim nic nie przeskakuje) to w sumie... polubiłem crossa. Wygodne siodełko, szeroka kiera, opony, których nie powstydziłby się średniej wielkości walec drogowy, a do tego plecki nie bolą i w ogóle jest wszystko och i ach. Oczywiście prócz prędkości, bo gdy przesiadam się z szosy na tego mojego grubasa to czuję się jakbym poruszał się w zwolnionym tempie, coś jak replay w niskiej klasie kanale TV. I pomyśleć, że jeszcze nieco dalej niż rok temu był to mój podstawowy rower, a alternatywą był jedynie rozpadający się góral... Łezka w oku :)
Nie miałem dziś więc specjalnie wyrzutów sumienia wybierając właśnie ten środek transportu - zmrożona nawierzchnia pod oknem nie zachęcała do śmigania szosą, a widoczne gdzieniegdzie lodowe placki tylko mnie upewniły, że dobrze robię. Stuprocentowe potwierdzenie otrzymałem - jak zwykle - na DDR-ce. Ślizg w lewo, ślizg w prawo, niczym Justyna Kowalczyk pokonywałem te kolejne usyfione "udogodnienia" dla rowerzystów, na Starołęckiej, standardowo usytuowane po drugiej stronie względem mojego kierunku jazdy. Postanowiłem odświeżyć dawno nie pokonywaną z powodu remontów na Głuszynie trasę przez Koninko, potem koło Rabena w Gądkach, górka do Szczodrzykowa i powrót przez Śródkę, Tulce i Krzesiny. Jednym słowem - biedny, kaleki foksterier bez nóżek :) Mega plus (kolejny w tym roku) - Głuszyna jest już całkowicie przejezdna! Żadnych szykan, żadnych objazdów, żadnych wahadeł. Aż się odnaleźć nie mogłem.
Ostatnie pół godziny jechałem tak, jak powinno się jeździć zimą - wśród pięknie wirujących śnieżynek. No dobra, to nie szajs od Disneya - wściekle atakujących, upierdliwie kąsających szpilek, bo wiatr dawał znać o sobie.
Komentarze (2)
Hmm, może coś pomyliłem :) i wcale nie, że zimny i przejmujący. Nie nie nie.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"