Z błogosławieństwem Babci Śmietnikowej
Pierwsze co zobaczyłem na dworze to sąsiadka wchodząca do swojego mieszkania na parterze... po drabinie. Babcia Śmietnikowa, bo tak roboczo została ona przez nas nazwana, to Cerber Osiedlowy, wiedzący wszystko o wszystkim i wszystkich, co jest dość przydatne w temacie bezpieczeństwa, ale upierdliwe o tyle, że rejon śmietnika to jej - i tylko jej - terytorium. Odkłada sobie kartony, żelastwo i inne "cenne" rzeczy, czyta swoim przeraźliwie skrzeczącym głosem wyrzucane paragony, znajduje skarby etc., więc każdy przyjazd śmieciarki to dla niej jak wizyta obcego wojska na terytorium partyzanckim. No i właśnie dziś, podczas próby obrony swoich okopów spadł jej klucz do śmietnika i pojechał razem z resztą smaczków wywożonych przez Remondis. Skąd o tym wiem? Bo ta wojenna historia obowiązkowo została mi opowiedziana z pozycji parapetu gdy załączałem Endomondo :)
A o samej jeździe będzie niedużo - "kondomik" przez Mosinę, Łódź i Stęszew, bez przygód, bez specjalnej pasji, za to z narażeniem życia, bo po co przy cofaniu samochodem z posesji przy DDR-ze patrzeć w lusterko? Mam nadzieję, że koleś nie miał włączonego radia i usłyszał litanię do Marii Magdaleny sprzed nawrócenia, gdy jeszcze zajmowała się swoim wyuczonym zawodem :)








