33 kilometry na powietrzu. Tyle zaledwie udało mi się dziś wykręcić z powodu pojawienia się późnym rankiem tak niespotykanego w styczniu zjawiska jak śnieg. Tegoroczna zima tak mnie już przyzwyczaiła do wszystkiego: megawiatru, deszczu, wirujących liści, suchego asfaltu, temperatury pod 10 stopni, ale przecież nie do białego puchu! Gdy dziś pojawił się więc za oknem patrzyłem zdziwiony jak Murzyn złapany gdzieś w dżungli i zaprzęgnięty do czwartoligowego zespołu piłkarskiego podczas przerwy sezonowej. Co to jest?? :)
A że gdy zaczęło padać (około 10-tej) byłem już w sumie przygotowany na rower to najpierw chwilę postałem sobie z otwartym pyskiem, potem wykonałem próbę samobójstwa pijąc kawę bez mleka, aż w końcu postanowiłem dokonać heroicznego czynu testowania niedawno zakupionego nowego chomika. Chomik jest stacjonarny, kupiony niewielkim kosztem (historia jego zamawiania śmiało mogłaby być osobnym wpisem) i wybrany świadomie - nie chciałem fundować sobie trenażera, bo po pierwsze szkoda mi roweru, a po drugie bawienie w przepinanie licznika i innych rzeczy, które umożliwiłyby pokazywanie prędkości i dystansu to dla mnie, jako dumnego z siebie lenia, to za dużo. Tak wygląda chomik: Zrobiłem sobie nim 10 km w niecałe 20 minut, co dało średnią lekko ponad trzy dychy. Jednak cały czas tęsknie zerkałem za okno - i... stało się! W końcu przestało sypać. W pędzie założyłem bluzę, przełożyłem bidon z szosy na crossa i już mnie nie było. Czasu miałem mało, niewiele ponad godzinę, bo - tradycyjnie - na wczesne popołudnie znów zaplanowana była Misja Teściowa.
Ślisko, mokro - taaa, to lubię. W dodatku na trzecim kilometrze znów zerwała się śnieżyca, która utrzymała się praktycznie do połowy wypadu. Jechałem ostrożnie, szczęśliwy, że jednak się udało choć tak pokręcić. Odwiedziłem Plewiska, Gołuski, Palędzie i wróciłem przez Dąbrówkę i Skórzewo. Średnia - a co to? :)
Po południu po śniegu nie było śladu.
Teściowa pozdrawia.
Komentarze (29)
Norbert - każdy chomik fuj fuj fuj, zgadzam się :)
Daniel - emerycki czy nie, ale decyzja o jego zakupie została podjęta po analizie wszystkich plusów i minusów. Trenażer byłby w podobnej cenie, ale służyłby tylko mnie, a Żona też poczuła bluesa w temacie i powoli zaczyna korzystać. Do tego to, że nie eksploatuję sprzętu codziennego było dla mnie ważne, kwestia licznika pewnie do przejścia, ale po co, skoro mam tu bez kombinacji? A jako wieszak służy naprawdę zacnie :)
Sprzęt dobry dla emerytów. Sorry. Bez porównania z trenażerem i wpiętą szosą. I do tego masę miejsca zajmuje w domu. Plus taki, że zawsze służyć może np. jako wieszak dla ubrań. Co do licznika nie bardzo rozumiem. Ja mam czujnik na tylnym trójkącie, magnes na tylnym kole i jeżdżę tak i na szosie i na t-żerze.
Norbet bo czasami trzeba złamać stereotypy aby bardziej smakowało np. do tequili cytrynę maczam w cukrze i dla mnie jest ok, a Meksykanin pewnie za to by mnie deportował do diabła. O kawie w zamrażalniku powiedział mi swego czasu właściciel sklepu " Pożegnanie z Afryką" i tego się trzymam.
Fochów nie strzelam - potwierdzam i dzięki za wiarę w ten mój osobisty dogmat :)
Nie musimy, a nawet nie powinniśmy się we wszystkim zgadzać - bo do tego właśnie prowadzi choroba zwana poprawnością, czy polityczną czy jakąkolwiek inną... sformatować ludzi w zgrabny, tak samo myślący lub bojący się wyjść poza schematy, kwadrat/trójkąt/krzyż/półksiężyc narzucony odgórnie.
No to właśnie te śruby od kiery... ale... ale... muszę wymierzyć, bo być może masz rację. Oby - nie musiałbym przemieszczać się chomikiem do kuchni po napoje, bo przesuwanie tych 21 kg i wciąż na nich siedzenie jest dość męczące :)
Tomasz miałem na myśli te dwie dolne w pionie poniżej napisu ZIPRO, ale jeśli nie mam racji to cały misterny plan z kakao w piz..... diabli wzięli.
Norbert ja mielę ziarna 30 sekund przed użyciem, ale słyszałem o takich co wykręcają lepsze czasy w tym temacie ;-), zapas kawy na tydzień trzymam w lodówce, reszta ziaren w zamrażalniku.
Ja się często czepiam kwestii językowych wśród współplemieńców (czyt. Polaków) gdy słyszę o 20 złotY zamiast złotYCH, włANczaniu, "bynajmnieniu" przy każdej okazji i nieistniejących wedle reguł językowych lat takich jak dwUtysięczny piaty (dwa tysiące piąty - oto poprawna wersja!!!)... i potem się dziwię, że mnie wypraszają z niektórych miejsc :)
Ale!!!! Nie istnieje u mnie coś takiego jak poprawność polityczna. Ja jestem białasem, oni są czarnuchami. Są też żółtki, ciapaci, polaczki, angole, cyganie, pejsaci. To, że ich nazywam tak w eterze nie świadczy o tym, że krytykuje konkretnego człowieka - to tylko zabawa stereotypami. A jak ktoś mi w pysk powie, że poczuje się tym urażony to przeproszę i zapytam co jest gorszego w słowie "Murzyn" niż w "Afropolaku" (????).
Szanujmy słowo, szanujmy drugiego człowieka, ale odejdźmy od sztuczności. Tyle mam do powiedzenia :)
To śruby mocujące kierownice. Ale spoko, zawsze mogę ją odkręcić, licznik trzymać w kieszeni, a w to miejsce zainstalować minibarek z nagimi hostessami.
Bez mleka ????????????????????????????????????? Nawet podczas próby samobója to niegodne, nieetyczne i obrzydliwe. Chyba na chomiku widzę miejsce na koszyczek do bidonu, więc będzie gdzie trzymać gorące kakao.
A się nie zgodzę :) siodełko jest mega wygodne i przypomina doznania na crossie. A to doznanie lubię po bólu tyłka, który mam po miesiącach non stop na szosie :) długo wybierałem, nie chciałem przepłacać i mam coś kompromisowego, co nie eksploatuje mi "żywych" rowerów. Liczniki firmy na "S" - ostatnio nabyłem i już podziękuję :)
Przenigdy taki chomik nie odda mi treningu na trenażerku:D Sorry na tym chomiku niewygodnie się jedzie, nie ta pozycja, nie ta wysokość siodła... Kurcze, to nic, że trenażer, ale czujesz się jak na swoim rowerze;D najtańszy licznik znanej marki na "S" to jakieś 50zł:)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"