Mizeria
No i właśnie z wyborem trasy przekombinowałem - myślałem, że będzie wiało z południa, a realnie... wmorderwind, wmordewind i jeszcze raz wmordewind. Nie jakiś specjalnie silny, ale ani przez chwilę nie czułem jego pomocy - wręcz przeciwnie, co kolejny zakręt to całował mnie brutalnie swoim podmuchem. Poza tym dość istotnym elementem jechało się generalnie milutko, bo droga od Puszczykowa przez Mosinę, Rogalin, Mieczewo i aż do Wiórka prowadzi przez cudowne lasy i jest jedną z moich ulubionych. Na końcu czyha jednak potwór-morderca średnich: ulica Starołęcka. Mój koszmar od zawsze, dziś jak zwykle przybierający postać korków, włażących bez sygnału pieszych, skrętów wykonywanych przez TIR-y w każdym możliwym kierunku, etc., etc.... Brr :)
A że jeszcze przed wyjazdem dopompowałem koła i w pośpiechu chyba źle dokręciłem wentyle to dostałem za swoje. Gdy po powrocie zobaczyłem, że jechałem z ciśnieniem na oko max 4 atmosfer ręce mi opadły i tam zostały. Może w pracy wrócą na swoje miejsce, choć bardziej prawdopodobne, że opadną jeszcze niżej od korpobełkotu :)
To co, pora rozejrzeć się za jakimś zgrabnym balkonikiem, kupić geriavit i umówić się na jakieś emeryten party po takim wyniku jak dziś :) A od jutra podobno załamanie pogody - czyżby szykowała się przerwa w pedałowaniu? Zobaczymy.








