Dziwny dystans jak na mnie, ale już się tłumaczę. Od rano padało, a gdy już na chwilę przestało to godzina była taka, że ni w kij, ni w oko - na klasyczne pięćdziesiąt czasu by nie starczyło. Mogłem zostać w domu i smacznie pospać przed pracą, albo zaprząc na tę pozostałą godzinkę zdemolowanego crossa i ruszyć do walki z wciąż silnym wiatrem, chłodem (choć ten tragiczny nie był) i kałużami. Wybór był prosty :)
Chwilę później siedziałem już na siodełku i uważając, żeby napęd za często nie przeskakiwał ruszyłem w prostą trasę do Mosiny i z powrotem, nazwaną na tym forum kiedyś glutem i niech tak zostanie ;) Jako że dystans kompletnie nie mój to też zachowywałem się na trasie zupełnie jak nie ja - m.in. nie patrząc na średnią i ku swojemu zdziwieniu poruszając się DDR-ami! No cóż, czasem trzeba być hardkorem :)
Wróciłem akurat przed kolejną fazą deszczyku. Sumienie mam czyste. W przeciwieństwie do ciuchów.
Komentarze (6)
E tam zawstydzasz. Motywuję jak już. Zresztą u Ciebie wcale nie jest źle - w końcu pierwsze km masz już odnotowane w tym roku, co nie każdemu się do tej pory udało :)
A może był i gil :) Ale w sumie z dwojga synonimów wolę glut. Kojarzy mi się ze słowem Blut, czyli po niemiecku krew. A ona plus pot i łzy to dobre podsumowanie ostatnich wiraży pogodowych :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"