Kijem i marchewką mnie!

Niedziela, 4 stycznia 2015 · Komentarze(7)
Włączył mi się dziś na trasie filozof. Miał się kiedy aktywować, bo jazda w jedną stronę trwała z powodu warunków pogodowych zdecydowanie dłużej niż zazwyczaj. I tak sobie myślałem i myślałem: po jaką cholerę kręcę w taki wiatr, który niemal zatrzymuje mnie w miejscu, momentami cofa, a bywa, że przewraca na boki. Czemu wjeżdżam (no dobra, ostatnio rzadko) na jakieś wysokie góry, pokonując swoje słabości, nie widząc czasem nawet ich szczytu? Dla widoków - to jedno. Ale przede wszystkim dla nagrody, którą otrzymuję wracając - z dumną miną zdobywcy. Szczyt czy niesprzyjająca pogoda to kij, na który się dobrowolnie zgadzam, żeby otrzymać w końcu tę upragnioną marchewkę - powrót!

Kijem dla mnie był dziś wiatr. Natomiast marchewką - wiatr :) Ile to się nawściekałem, ile razy mnie przesunęło w bok i ile razy uderzyło podmuchem tak, że czułem się jak na ringu z Tysonem czającym się na moją małżowinę - nie jestem w stanie zliczyć. Ale ile miałem radochy w połowie trasy, gdy udało mi się wyrzygać równe 25 km/h, które postawiłem sobie za cel!

Tę połowę stanowił kawałek przez Skórzewo, Dąbrówkę i Lusowo do Tarnowa Podgórnego. Tam jak zwykle nie moglem sobie odmówić rundki po chyba najlepszym w okolicach Poznania DDR-ze i wreszcie... Marchewa, karotka kochana, czyli kilkunastokilometrowa rundka DK92 w wiatrem w plecki. Toż to była poezja - ponad cztery dychy na liczniku praktycznie bez żadnego wysiłku, a z lekkim - dochodziło do 55 km/h na płaskim (polecam spojrzeć na wykres z Endomondo). Gdyby na trasie były jakieś KOM-y to pewnie bym któryś pobił, ale - o smutku - akurat tam, gdzie mam na nie szanse nikt ich nie umieszcza :)

Szkoda, że końcówka to już miasto, bo pokusiłbym się na wyciśnięcie trzech dych, ale znałem realia - czyli światła i już boczno-męczący wiatr. I tak nieźle odrobiłem dzięki marchewce, która w sumie zamieniła się w sok, bo na ostatnich kilometrach jechałem już w deszczu ze śniegiem. A i tak najgorsze mnie ominęło, bo chwilę po zaparkowaniu w domu za oknem nastąpiły białe święta. Co prawda prawosławne, czyli te które przed nami, ale zawsze :)


Komentarze (7)

Norbert, gdyby za jeżdżenie rowerem wsadzali do Tworek to mimo aktualnie panującej modzie na rowery mielibyśmy pewnie miejsca VIP. Bez łapówek :)

Trollking 22:16 niedziela, 4 stycznia 2015

Grigor - wielkie dzięki :) mega miłe słowa :)

Jurek - nie wiem czy to się nazywa melanż, dla mnie to inne m - jak masakra :)

Mikołaj - no a co? ktoś nas inaczej nazywał kiedyś? :)

Remik - ilość szczczczyczyczytów mnie przerosła :)

Trollking 20:39 niedziela, 4 stycznia 2015

Tomek bo to jest tak - widzę szczyt a za szczytem zaszczyt za zaszczytem ;)

rmk 19:54 niedziela, 4 stycznia 2015

Taki tam wiaterek :D Dziś to już tylko świry kręciły ;)

Virenque 19:45 niedziela, 4 stycznia 2015

Pogoda !
To się nazywa melanż ? :-)

Jurek57 18:20 niedziela, 4 stycznia 2015

Pięknie ubierasz w słowa swoje przejażdżki - przyjemnie się to czyta :-) A propos warunków pogodowych, to doskonale wiem o czym mówisz - lekko nie było :-)

grigor86 17:38 niedziela, 4 stycznia 2015
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa cesam

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]