Wiosna, ach to ty :)
Poniedziałek, 3 listopada 2014
· Komentarze(0)
Parę dni temu byłem pewny, że podążamy konsekwentnie w kierunku pogodowego mroku, a tu proszę - 10 stopni, opadów brak, wiatr umiarkowany, a nie klasycznie urywający łby... Wiosna! Do tego powiew z południa, więc oszczędzone mi jest pchanie się przez miasto, za co osobnikowi odpowiedzialnemu za planowanie pogody jestem niezmiernie, ale to niezmiernie wdzięczny :)
Co prawda trochę już mi się nudzi jeżdżenie tymi samymi ścieżkami, więc sobie urozmaicam warianty, dziś zrobiłem tę dość dziwną wariację Poznań - Mosina - Rogalin - Radzewice - Rogalin - Czapury - Poznań, czyli trójkącik z ogonkiem, czy jak kto woli tampon. Jechało się sympatycznie mimo brakujących przełożeń (coraz mniej mi ich zostaje, ale kombinuję jak mogę na starej kasecie), średnia nie powaliła, ale nie miała z założenia - tak jak ostatnio jechałem bez spiny. Na trasie przed Wiórkiem chwilę postałem na mijance spowodowanej jakimś wypadkiem - nie wiem co tam się stało, ale wyglądało poważanie: dwa wozy strażackie wyciągały z głębokich krzaków kawałki samochodu, obok radiowóz, hm...
Zapomniałem zrobić podsumowanie października, więc nadrabiam. Wyszło gorzej niż w miesiącach poprzednich, no ale przecież to w końcu już jesień. Sorry, wiosna. Czyli jesień :) 1450 kilometrów w nogach, średnia - niecałe 30,5. Ale w sumie pochwalić się muszę za wynik czegoś, co na BS widoczne nie jest, czyli chodzenia. Przez trzytygodniowy remont torowiska na Wildzie i tak zorganizowane objazdy, że szybciej było mi zrobić spacerek niż robić z siebie kretyna w temacie oczekiwania na przesiadkę wydreptałem ponad 140 kilometrów. Uff...
Co prawda trochę już mi się nudzi jeżdżenie tymi samymi ścieżkami, więc sobie urozmaicam warianty, dziś zrobiłem tę dość dziwną wariację Poznań - Mosina - Rogalin - Radzewice - Rogalin - Czapury - Poznań, czyli trójkącik z ogonkiem, czy jak kto woli tampon. Jechało się sympatycznie mimo brakujących przełożeń (coraz mniej mi ich zostaje, ale kombinuję jak mogę na starej kasecie), średnia nie powaliła, ale nie miała z założenia - tak jak ostatnio jechałem bez spiny. Na trasie przed Wiórkiem chwilę postałem na mijance spowodowanej jakimś wypadkiem - nie wiem co tam się stało, ale wyglądało poważanie: dwa wozy strażackie wyciągały z głębokich krzaków kawałki samochodu, obok radiowóz, hm...
Zapomniałem zrobić podsumowanie października, więc nadrabiam. Wyszło gorzej niż w miesiącach poprzednich, no ale przecież to w końcu już jesień. Sorry, wiosna. Czyli jesień :) 1450 kilometrów w nogach, średnia - niecałe 30,5. Ale w sumie pochwalić się muszę za wynik czegoś, co na BS widoczne nie jest, czyli chodzenia. Przez trzytygodniowy remont torowiska na Wildzie i tak zorganizowane objazdy, że szybciej było mi zrobić spacerek niż robić z siebie kretyna w temacie oczekiwania na przesiadkę wydreptałem ponad 140 kilometrów. Uff...








