W końcu! Po trzech dniach posuchy, co w praktyce oznaczało tyle samo dni deszczu, udało mi się ruszyć dziś tyłek kolektywnie z siodełkiem i zrobić te swoje obowiązkowe, a w sumie wymarzone 50 kilometrów. Oj, był głodek, trzy doby zrobiły swoje. W sumie w niedzielę udałoby się znaleźć bezdeszczową lukę po południu, ale wcześniej zaplanowane kino i wizyta u Teściowej skutecznie jej istnienie anulowały. W poniedziałek chciałem ruszyć przed pracą, około 9 byłem ubrany, rower przygotowany i w tym momencie oczywiście lunęło. Wczoraj z kolei nawet nie byłem w blokach startowych - padało cały czas. Popedałowałem na pseudochomiku grając w Fifę i tyle miałem ze sportu :) No i oczywiście zapieprz w pracy, co wysysało ze mnie wszystkie siły, nie miałem nawet kiedy wejść na BS sprawdzić czy ktoś w ogóle jeździ w tych smutnych czasach - do nadrobienia.
Dziś wreszcie warunki były do przyjęcia i mogłem ruszyć. Podsumowanie niech będzie takie: nie narzekam!! Nie narzekam!! Ani na korki, ani na 15 minut stania na przejeździe kolejowym i podziwianiu w jednym ciągu pociągu TLK, szynobusa i samej lokomotywy, ani na wiatr, ani na nowe remonty, ani na... No nieważne. Ważne, że znów mogłem wsiąść na rower :) Radocha nieziemska. Średnia jak zwykle przy jeździe przez miasto słabiutka, ale nie ma co czepiać się szczegółów. Kurs do Biskupic i kawałek dalej do Promna, bo mi się Endomondo zwiesiło i musiałem zrobić coś na górkę.
No i jeszcze podsumowanie sierpnia: ponad 1500 km, mimo kilku treningów odbytych w górach na starym złomie i jednym na crossie udało się skończyć ze średnią delikatnie powyżej trzech dych. Generalnie miesiąc udany.
Komentarze (2)
No to też się ciesz, że się cieszysz - miło mi. Zima idzie to siłą rzeczy będzie mnie tu mniej :) dziękuję za miłe słowa, sierpień wspominam rowerowo i turystycznie mega pozytywnie, w końcu czułem się wakacyjnie. Te 10 tysiaków faktycznie, nawet nie zauważyłem. Szybko poszło w tym roku :)
Cieszę, się że Cię znów widzę :) Trzy dni bez Trollkinga na bikestats to cała wieczność ;) Jestem pod wrażeniem Twojego wyniku z sierpnia, to już coś :) No i dyszka w tym roku Ci stuknęła :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"