Ustawa o ochronie języka polskiego nie pozwala mi skomentować dzisiejszego treningu tak, jak mi się marzy. Więc napiszę tylko tyle: nieodłączny zestaw: polska ścieżka "rowerowa" oraz opona szosowa - co może z tego wyniknąć? Nie trzeba być członkiem Mensy, żeby się domyśleć - tydzień temu wymiana opony z przodu, po dzisiejszym dniu - zapewne też z tyłu. Zapewne, bo diagnozę będę mógł postawić wieczorem, jak spojrzę dokładnie na gumy. Na pewno poszła dętka od uderzenia w powierzchnię tego czegoś, czemu najbliżej do krajobrazu po wybuchu wulkanu, a co udowadnia, że słowo "asfalt" może być rozumiane bardzo szeroko, czyli przejazdu nad Wartą na ulicy Hetmańskiej. Czy to szkło czy tylko wynik konfrontacji z polską myślą technologiczną sprawdzić nie zdążyłem, bo czas miałem wyliczony przed pracą co do minuty, a dzięki skorzystaniu z DDR-a czekał mnie trzykilometrowy spacer, bo rozbierać roweru w miarę blisko od domu nie miało sensu.
Tak to właśnie wyglądają moje ostatnie wyjazdy. Jak nie urok to s...syk dętki :/ Zostałem aktualnie bez jakiegokolwiek roweru, bo cross w serwisie pewnie do połowy tygodnia, ja jutro cały dzień w pracy i z ewentualnym zakupem opony się nie wyrobię. Szczerze mówiąc nie uśmiecha mi się ładować co tydzień kasę w kolejny tego typu element, więc mam nadzieję, że to tylko dętka.
Na trasie dziś też jakoś specjalnie komfortowo się nie jechało, bo gorąco, bo znów władowałem się w tarkę na Głuszynie, bo.... Takich "bobosiów" mógłbym dziś wiele mnożyć, jedyny plus, że awaria łaskawie nie wydarzyła się na przykład w połowie drogi, a dokładnie po przejechaniu już obowiązkowych pięciu dych.
Przed chwilą wyleciałem na chwilę do otwartego w weekendy Intersportu, żeby kupić na wszelki wypadek choć dętkę. Trochę się naczekałem, bo sprzedawca przede mną obsługiwał paniusię w wieku 50+, zainteresowaną zakupem miejskiego składaczka. Wytrzymałem prezentację składania ramy, wciągania kierownicy i pompowania kółeczek. Tolerancję miałem jeszcze nawet przy "kochanieńki, ale pan mi dobierz jakieś wygodne siodełeczko pod pupcię". Zaczęła się kończyć dopiero przy wyborze koszyczka. Na szczęście pani się zdecydowała, ale musiała sprawdzić ile ma na karcie i czy przejdzie zakup. Ja w tym czasie wykupiłem ostatnią dostępną dętkę w pożądanym rozmiarze i skierowałem się do kas, a tu... no kto? Ta sama paniusia. po raz piąty próbująca sprawdzić jaki ma limit na karcie, a ile musi dołożyć gotówką. Czemu o tym piszę? Bo chcąc nie chcąc usłyszałem ile ów składaczek jest wart. Zgadniecie? 2 300 zł. Promocja, bo siodełko można było dostać na podstawie jakiegoś kuponu. Zapłaciłem swoje 17 PLN i szybko wyszedłem, pogrążony w głębokiej zadumie nad gatunkiem ludzkim.
Komentarze (3)
Chcę linka do tej ustawy! I - dodatkowo - poproszę o taki sam w temacie: jestem w pracy i mam do czynienia z rodakami :)
Ustawa o ochronie języka polskiego jako jeden ze swoich głównych punktów ma ten, w którym wyrażenie "kurwa mać" zastępuje wyrażenie "droga dla rowerów". I całkowicie się z nim zgadzam.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"