Fajnie by się dziś jechało, gdyby nie standardzik: miasto, korki, trzy zamknięte przejazdy kolejowe i - jako nowość - interwencja strażaków na środku ścieżki na Golęcinie (chyba jakiegoś kota z drzewa zdejmowali, ja dzięki temu miałem spacerek z rowerem na plecach). No a poza tym reszta do rany przyłóż - kilkanaście stopni, niemęczące słońce, wiatr maksymalnie umiarkowany i pięknie lśniąca w słońcu zieleń w mijanych lasach.
Po pierwszej połowie dojazdu do Rokietnicy, gdzie musiałem minąć Jeżyce (brrrr) miałem dość tej stresogennej trasy i postanowiłem wrócić wzdłuż Jeziora Kierskiego, co ciekawe nie widząc go ani przez sekundę. Pełnię szczęścia miałem na odcinku od okolic Baranowa do Ogrodów - prosta droga, wiaterek w plecki, szum pędzących samochodów gdy jadę szerokim poboczem - marzenie każdego rowerzysty. No, prawie każdego, myślę, że mijani przeze mnie dziś non stop miłośnicy rowerowej turystyki uskutecznianej na chodnikach popukaliby się w tym momencie w czoła, choć tak szczerze to jako również pieszy sam często mam ochotę im w tym pomóc, tylko że mocniej :)
Weekend wyjazdowy, raczej nie będę miał jak wsiąść na rower, bo znikam z Poznania na dwa dni.
Komentarze (2)
No w sumie masz rację... ale pierwotnie plan powrotu był tą samą drogą, przez Strzeszynek, ale wizja Jeżyc w korkach wygrała :) a strażaków widziałem jakoś lekko przed 9, samochody były dwa i zablokowały wszystko co możliwe :)
Zdecydowanie lepszym wariantem na szosę byłaby droga powrotna przez Napachanie i Baranowo, bardzo przyjemna trasa, lepsza nawierzchnia i w ogóle :) O której godzinie jechałeś widząć tych strażaków? Ja ich widziałem, jadąc do pracy, ok. godz 7.50 samochód nie stał już na ścieżce a obok, zakopali się i nie mogli wyjechać hehe :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"