Wczorajsze ulewy na szczęście w końcu ustały, dziś pozostały po nich jedynie kałuże, ciemne chmury oraz bonusowa mżawka, która zaczęła się obowiązkowo kilka minut po tym, jak ruszyłem (przed dziewiątą). Życie mnie nauczyło, że prognozom i politykom się nie ufa, więc ogarnąłem się na crossie, a nie na szosie. Dobrze zrobiłem. Choć nie powiem, delikatny chłodek mnie ucieszył.
W tym miejscu mógłbym zrobić ctrl-c + ctrl-v z mojego poprzedniego wpisu. Znów jazda na północ, znów przez całe miasto, znów ta sama chryja. Cóż, dziś nawet udało mi się uwiecznić typowy obrazek z kolejnego codziennego dnia: No comments :) Tak było praktycznie non stop aż do wyjazdu na Koziegłowy, gdzie mogłem się delikatnie rozkołysać - pod wiatr do Murowanej Gośliny i z czymś na kształt podmuchu sprzyjającego z powrotem. Miałem przy sobie kamerkę, więc może kiedyś (raczej nieprędko) obrobię filmik z zachowaniem niektórych kierowców, bo na opisanie tego brakowało by mi słów, szczególnie tych uznanych potocznie za wulgarne :)
Średnia grobowa. No ale ważne, że po dniu przerwy znów mogłem dumnie zasiąść na siodle.
Komentarze (2)
No nie będę ściemniał, że nie miałem marzenia związanego z tym co napisałeś :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"