Przez pustynię
Jako że trasy mi się już nudzą postanowiłem dziś pokombinować coś z wymyśleniem czegoś nowego. Ruszyłem jednak przez obowiązkową Starołękę, gdzie postałem w korkach, dotarłem do Głuszyny, gdzie postałem na światłach spowodowanych remontem i w końcu dotarłem do Koninka. I tu właśnie postanowiłem podziałać z nową trasa, bo skręciłem na Borówiec. Z tego co pamiętałem z dawnych czasów to były tam dziury na dziurze, więc byłem pozytywnie zszokowany początkowym etapem - asfalcik równiutki, czarny i w ogóle ach! Prułem dumnie przez siebie, dojechałem do kolejnego ronda i postanowiłem ruszyć w kierunku Kamionek, mając już w myślach dalszą komfortową jazdę. ale... no właśnie. Prawdopodobnie drogowcy, proste istotki o bardzo małych rozumkach, wydedukowali sobie, że skoro żar leje się z nieba to automatycznie trzeba zamontować mi gdzieś na trasie pustynię. Taką oto:

Nie będę ukrywał: mając w perspektywie nie wiadomo ile jeszcze tego przed sobą, po 1,5 kilometrze zdezerterowałem. Wróciłem przez te piachy i na rondzie pojechałem prosto, w kierunku na Skrzynki. A tam... kolejny surprise. Stare poniemieckie płyty i znów jakiś remont. Stwierdziłem, że przejadę, najwyżej stracę zęby i wszystko co między nimi się znajduje, ale gdy pomyślałem, że miałbym tędy wracać to zrobiło mi się słabo. Ale wpadłem na "genialny" pomysł, że nadrobię drogi i dojadę do Kórnika i wrócę naokoło. No i sobie zafundowałem 12 kilosów więcej, a trasa okazała się w 3/4 pod wiatr i to znów megasilny. Wróciłem zły, przegrzany i z bolącą od wiatru i gorąca głową. O średniej szkoda gadać.








