Turystyka biedruskowa
Oprócz deszczowych chmur za oknem dało się wyczuć (jakby to była jakaś nowość) silne podmuchy wiatru, a z prognozy pogody można było wywnioskować, że motywem przewodnim będzie moja znienawidzona północ, co oznaczało znów MIASTO. Zawsze ta perspektywa odejmuje mi na starcie znaczną ilość sił, a do tego dwa ostatnie dni już to przerabiałem. Wymyśliłem sobie dziś więc trasę kombinowaną, do Biedruska i powrót przez Koziegłowy.
Mimo że mamy sobotę to ilość samochodów i czerwonych świateł wybił mi z głowy jazdę przez Obornicką, więc skręciłem sobie w Piątkowo, gdzie zrobiłem fotkę wież telewizyjnych. Szkoda, że nie można już ich zwiedzać, bo podobno z samej góry widać nie tylko okoliczne blokowisko, ale jest świetny widok na cały Poznań.


Przy wjeździe do Biedruska (bo rzadko tam bywam) napotkałem nowy widok. Przyzwyczajony do koszarowych klimatów, jakże się zdziwiłem widokiem polskiej stonki naszych czasów, czyli Biedronki. Pasuje to do otoczenia jak kij do oka, no ale cóż... Zatrzymałem się też na chwilę przy zameczku, gdzie trwają intensywne prace remontowe, głównie w jego otoczeniu. Ładnie tu będzie, oczka wodne, dużo zieleni, no i moja ulubiona świątynia dumania:

A oto sam zameczek:

Niestety większość Biedruska wyposażona jest w paskudną kostkową ścieżkę, dziś przypomniałem sobie czemu jej nienawidzę. Nie dość, że jest tam wspomniana kostka, to jest ona tak ułożona, że koła wchodzą między szpary pomiędzy nimi i ma się wrażenie ślizgania. A chwilę później, w Promnicach, zakazów jazdy rowerem więcej niż Azjatów na polskich uczelniach. Bez komentarza, tak się turystyki rowerowej raczej robić nie powinno.
Dotarłem do wyjazdu w Bolechowie i ruszyłem z powrotem. Myślałem, że będzie z wiatrem i... mogłem sobie dalej myśleć, bo życie jak zwykle postanowiło zaskoczyć i wiało z boku. Na trasie miałem jakiś szósty zmysł, bo mimo że jechałem szosą to postanowiłem uszanować zakazy jazdy rowerem w Owińskach i pojechać po kostce. No i... mogłem z uśmiechem odmachać parce policjantów (płci obojga), którzy mnie pozdrowili kawałek dalej :)
Dojechałem do domu, a 15 minut później pojawił się deszcz z gradem :)
Endomondo mi się zwiesiło, sam nie wiem kiedy, więc trening jest raz że pozbawiony kilku kilometrów, dwa że w dwóch odcinkach.








