Cross-no! Czyli podpoznańskie Krosno i "nie!" dla pewnej ścieżki

Niedziela, 11 maja 2014 · Komentarze(5)
Niby wolny dzień, a dopiero teraz (po godzinie 21) mam chwilę czasu, żeby coś napisać. Czas się za to oczywiście musiał znaleźć rano na rowerek, choć koło dziesiątej już musiałem być w domu. W nocy padało, pozostałości trzymały się jeszcze mocno, więc miałem w końcu okazję na odkurzenie crossa.

Gdy już na nim się znalazłem poczułem się jak jakiś król albo panisko. Rozsiadłem się wygodnie, łapy rozłożyłem przed siebie i w pierwszej sekundzie już chciałem sięgać po pilota i browara, gdy w drugiej powiew wiatru wygładzając wszystkie zmarszczki na uszach przypomniał mi gdzie jestem :)

Znów ten oto wiatr miał być z kierunku "x", a był z kierunku "y", gdzie "y" oznacza "zawsze w pysk". Centralnie zmienił mi się na odwrocie, ale nie mogłem popuścić, choć pewnie za słabą średnią na tym właśnie rowerze sam bym siebie nie ukamienował. Trasę wybrałem sobie na południowy zachód, a serdecznie pozdrowiłem podmuch z zachodu, południowego wschodu i dużą dawkę północnego. Ot, normalka :)

Ale za to temperatura była genialna - jakieś 12 stopni, kałuże z tych małych, aczkolwiek upierdliwie przyjemnych, chmury tworzące malownicze bałwany - rewelacja. Pojechałem przez Mosinę do Iłówca, mijając słynną dla mnie ścieżkę rowerową przez Krosno, ale o niej później. Walczyłem jak mogłem i mimo zwiewania mnie z trasy udało się połowę dystansu zakończyć ze średnią 26,9 km/h i z chrapką na odpoczynek podczas powrotu. Taaaa... Pozdrawiam wiatr z kierunku "y".

Jazda pod wiatr miała miała jedną zaletę - miałem więcej czasu na podziwianie tego, co wokół mnie. I teraz zagadka: co to za miejsce?

Ładne, prawda? A to pozostałości po jakimś parczku przyległym do (chyba) upadłego już dawno PGR-u w Iłówcu, ukrytego za zamkniętą na cztery spusty bramą.

Jechałem, zerkałem sobie w niebo i na boki, aż w końcu szlag mnie trafił i wjechałem na chwilę do lasu, gdzie czując jego zapach poczułem, że żyję.

Wspominałem o ścieżce rowerowej. To ta sama, na której niedawno udało mi się wykpić przed mandatem za jej nieużywanie. Traf chciał, że udało mi się dziś sportretować typowy obrazek na niej obecny - tym razem naturalnymi modelami była parka emeryto-bikerów, ale spotkać tu można wszystkie bezmyślne gatunki istot żywych. Prędkość na liczniku mówi sama  za siebie, kombinowałem na kilka sposobów jak "toto" ominąć:

No i tak właśnie dojechałem swoim sfatygowanym czasem crossem do Poznania. W międzyczasie sponad szprych usłyszałem skrzypienie rowerka, jakby nie było miłośnika sportu, o obiecaną w końcu fotkę z jakąś drużną. No to ma: :)


Komentarze (5)

Załatwiłem sprawę połowicznie, czyli krzyknąłem "uwaaagaaaa!", taktycznie chwilę odczekałem żeby przetrzymać panikę i wyprzedziłem, jedynie machając z dezaprobatą głową. Też mam aż za dużo takich sytuacji na co dzień, żeby dziwiły :)

Trollking 16:59 poniedziałek, 12 maja 2014

Delikatnie ale z przytupem zakomunikowałbym Państwu, że tej ścieżki nie użytkuje się w ten sposób. Przerabiałem to już kilka razy i w większości przypadków działa. A jeśli nie to zawsze pozostaje swojskie "qrwa jak jeździsz" i sprawa załatwiona :D

rmk 12:17 poniedziałek, 12 maja 2014

Jurek - fajnie miałeś. MI się w żadną nie podobał :)
Daniel - takie peletoniki nawet w wieku 80+ każdy z nas by dublował, no ale nie ma siły - Państwo Polskie każe jechać ścieżkami to mamy atrakcje. A o odszkodowaniach za straty moralne jak na razie cichutko :)

Trollking 20:41 niedziela, 11 maja 2014

Niezły peletonik na tej ścieżce się zrobił:)

daniel82 20:20 niedziela, 11 maja 2014

A mnie dzisaj wiatr się nawet podobał ...w jedną stronę . :)

Jurek57 19:49 niedziela, 11 maja 2014
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa chnaw

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]