Wczorajszy dzień to pokaz bohaterstwa i poświęcenia z mojej strony. Bo musicie mi chyba przyznać, że wstanie rano, ubranie się w strój rowerowy, spojrzenie z desperacją na podłogę zawaloną odpadami poremontowymi (który to remont już na szczęście na finiszu) i... przebranie się w domowe ciuchy, a następnie sprzątanie przed pracą tego całego kataklizmu zamiast zrobienia treningu zasługuje na takie miano.
To było wczoraj. Dziś już wróciłem do normalnego stanu umysłu i delikatnie po ósmej (bo znów dzień pracujący) wyruszyłem w kierunku Murowanej Gośliny, bo tam mnie skierował instynkt "podwiatrowy" i jak zwykle haniebnie oszukał, bo wiało z boku, ale na szczęście niezbyt mocno. Przejazd przez całe miasto o dziwo przebiegł sprawnie i za to kocham niedzielne poranki - w moim wymarzonym świecie istniałyby tylko takie, a dni robocze byłyby ustawowo zakazane. A co :)
Pogoda geniaaaalna - kilkanaście stopni, mroczno, bo słońce schowane za chmurami, w uszach kryminał - tylko kręcić.
Planowałem dziś w Owińskach standardowo "nie widzieć" opisywanej już wcześniej kostkowanej ścieżki (sztuk dwie), ale niestety ciut wcześniej stały miśki w radiowozie i bałem się, że spryciarze będą zaraz ruszać i ukłoni się mandacik za ignorowanie zakazów, więc z rezygnacją poklekotałem się po tym wynaturzeniu drogowym (sztuk dwie).
Do średniej 31 km/h zabrakło niewiele, ale nie mam do siebie pretensji, bo każda jazda miastem, nawet w niedzielę, skazana jest na jakieś "prawie"...
Komentarze (3)
Remik - a dzięki, zawsze czasu brakuje, a ta obwodnica mnie faktycznie zawsze nęci :) w Trojanowie byłem kiedyś, ale jechałem przez Murowaną, czas nadrobić. Daniel - nie wiem czy czuję się pocieszony :) wolałbym i Tobie i sobie życzyć nielimitowanej ilości czasu...
Zawalone przez obowiązki treningi. Ojjj skąd ja to znam. Pocieszę Cię że przy dwójce dzieci i domu w którym praktycznie zawsze jest coś do zrobienia i to akurat w chwili kiedy miałeś jechać na trening takie sytuacje to codzienność.
Następnym razem jedż obwodnicą Murowanej aż do Trojanowa. To będze tylko jakieś 5-6 km więcej a w nogach poczujesz tamtejszy, świetny podjazd :) Forma idzie w górę, oby tak dalej :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"