Czas się wyciszyć, bo nerwy puszczają :) Poznań - Sulejewo + powrót
Oficjalnie ustanawiam grudzień miesiącem nie martwienia się średnią. Bo gdybym wstrzymał się z tym ruchem to już byłbym w stanie przedzawałowym :)
Cieszy mnie za to każdy moment, gdy mogę dopedałować jeszcze coś do tegorocznego wyniku. Na BS jestem od niedawna, ale w tym roku w sumie na wszystkich rowerach wykręciłem ponad 12,5 tysiąca km, z tym że to dane wg Endomondo, które z każdym treningiem oszukuje mnie in minus o około kilometr.
Dziś wiatr nie był specjalnie męczący, z kierunków jak zwykle wg każdej prognozy innych. Wybrałem więc trasę przez Mosinę i Żabno do Sulejewa z nawrotem na górce. Przy średniej na połówce 28,5 km/h planowałem średnią w okolicach 30-tki i nawet dobrze żarło, mimo bocznych powiewów. Żreć przestało w Mosinie - nie wiem co ostatnio dzieje się tam na tym pożal się Szatanie rondzie, ale dziś sznureczek był taki, że musiałem zjechać na chodnik, skruszony poprzepraszać pieszych (no bo to była wiocha co zrobiłem, ale inaczej się nie dało) i powoli slalomem przez owo rondo przejechać. Jak już się udało to światła, które NIGDY (NIGDY!!) na odcinku między Puszczykowem a Poznaniem nie palą się na czerwono, dziś w tej barwie mieniły się WSZYSTKIE (WSZYSTKIE!!).
Skończyło się zdecydowanie jak na szosę średnią średnią. Ale - jak napisałem w pierwszym akapicie - stoicki spokój to od dziś moje czwarte imię :)








