Od rana padało. Raz bardziej, raz mniej, ale padało. Postanowiłem jednak ruszyć, bo jednak deszcz wiosenny to nie ten zimowy, i jeśli nie ma ogromnej ulewy, to można się pokusić o przynajmniej gluta. A tym razem wyszedł nawet cały dystans, z dokrętką do pracy.
Trasa była kombinowana, bo wciąż się zastanawiałem czy jej nie skrócić. Finalnie jestem zwycięzcą :)
Czyli: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada zachodnia, potem wschodnia w tę i z powrotem - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom - centrum.
Oczywiście jeździłem slalomem, bo wiadomo - ślimole :) Trochę wyżej wrona pilnowała Poznania. Zdjęcie-klasyk: No i korzystając z okazji uwaliłem się błotem po pachy, bo objechałem i Dębinę, i las w okolicach Babek. Walić średnią! :) Fajne było :)
Klimatów zimno-wietrznych ciąg dalszy. Z lekkim deszczem podczas jazdy gratis.
A, jeszcze kilku idiotów się trafiło. O dziwo nie gazeciarzy, ale dwóch wymuszaczy i jeden wyprzedzający sznur aut prawie na czołówkę ze mną. Ot, Polska.
Trasa zachodnia, ale tym razem odwrotna niż zazwyczaj: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Zając się trafił. Uszy miał tak wystające, że nie dało się go przeoczyć :) Ostatni rogal z ulubionej piekarni w Dopiewie kupiony. Zamykają... :( No i rowerówka ze stałego miejsca. Do pracy miałem jechać rowerem i nawet ruszyłem, ale po chwili tak lunęło, że musiałem zawrócić.
Szablon wciąż straszy, a nie chcę na wszelki wypadek zmieniać go ręcznie. Napisałem do admina BS, ale na razie wiadomość nie odczytana... Jeśli to jakimś cudem czytasz, to się upominam o interwencję! :)
Wciąż wieje koszmarnie i jest zimno. Do tego po drodze mi lekko pokropiło. Na razie lekko, ale od jutra mają przyjść jakieś mocniejsze deszcze :/
Trasa zachodnia, kombinowana na maksa, bo szukam objazdów na przyszłość, gdyż rosną kolejne antyrowerowe koszmarki (Plewiska - Komorniki) i trzeba uciekać szukając alternatyw do spokojnej jazdy.
Na klasyku było jeszcze nawet słonecznie. A już na Szachtach, gdzie postanowiłem wleźć na wieżę z rowerem, widać było, że idzie mrok. Ciągle ptactwa mało... Efekt "ucywilizowania" tego terenu :( Tylko śmieszki dokazywały jak zwykle. Dystans z dojazdem do pracy.
Znów mi tajemniczo podmienił się dotychczasowy szablon bloga. Nie wiadomo dlaczego - ot, po prostu. Ostatnio jak zacząłem ręcznie zmieniać to była to droga przez mękę, bo poznikały wszystkie niestandardowe elementy (batony, info o rowerach, znajomi, link do Lubimy Czytać), a nie mam czasu teraz się w to bawić. Więc zostawiam tak jak jest, poczekam, może jakimś cudem się naprawi.
Jeśli chodzi o samo rowerowanie, to wiatr zmienił się na zachodni i masakrował konkretnie - walka z nim była z góry przegrana. Do tego zrobiło się dość chłodno, więc jazda była sporą męczarnią.
W oddali wypatrzyłem sarenkę. Dopiero przeglądając zdjęcia zauważyłem, że trafił się ktoś "na gapę", zapewne kszyk :) Uwielbiam te szosy w okolicach poznańskiej Głuszyny. Piękne i takie, gdzie nie ma jak wcisnąć żadnych gównianych śmieszek... Była też chwila w lesie. Jak tam pachnie!
Dzisiaj punktem kluczowym była ogólnopolska manifestacja w dużych miastach przeciw bezdomności psów, za bezpłatną kastracją i sterylizacją. Obiecałem, że tam będę i byłem. Choć zdążenie na jedenastą łatwe nie było, bo najpierw założyłem sobie zrobienie większości jedynego słusznego dystansu. Jakoś się udało.
Dzisiaj nie padało, ale za to było całkiem sympatycznie pochmurnie. Lubię to :)
Wiało też jakby ciut mniej, choć i tak upierdliwie.
Wyjazd oczywiście rano, przy milusim chłodku. Takim nienachalnym.
Trasa znów północna, a potem wschodnia, z kombinacjami: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada w tę i z powrotem - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Niewiele się działo. I dobrze. Nawet zwierzaków prawie zero. Na szczęście na poznańskim Sypniewie udało się wypatrzyć kropkę wystającą na zarośniętym polu. No nie mogłem odpuścić :) Dystans z dojazdem do pracy.
No to dzisiaj mnie już konkretnie zlało, mimo że było to mniej pewne niż wczoraj. Wiadomo, wziąłem szosę - dzisiaj Treka :)
Każda prognoza mówiła co innego, a każda się pomyliła. Nic nowego :) Finalnie gdzieś połowę drogi kręciłem w raz słabszym, raz silniejszym deszczu, ostrożnie i bez szaleństw.
Aha, niedawno na termometrze było prawie trzydzieści stopni, dzisiaj... dziewięć.
Trasa północna, w potem wschodnia, rzeźbiona nie bieżąco: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada w tę i z powrotem po dwóch stronach - Hetmańska - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Ten mural już tu był, ale takie dzieła warto odświeżać ;) Dla kontrastu las. No i gwiazda z Babek - paw, który bardzo lubi się prezentować. Dzięki za tę sesję :) Dystans z dojazdem do pracy. Znów - po przerwie bez opadów - w deszczu...
Dziwna ta pogoda. Rano padało, ale nagle przestało, jednak nic nie wskazywało, że to koniec. Wybrałem więc do jazdy Czarnucha, a tymczasem po kilku kilometrach okazało się, że nagle się rozjaśnia i mamy prawie lato. Po chwili znów spore zachmurzenie i lekka mżawka. Zgłupieć można.
A, do tego wiatr się zmienił jakoś w połowie, więc jechałem ciągle z powiewem w pysk. Bosko.
Skorzystałem z okazji, że byłem na mtb i objechałem sobie Dębinę.
Sądziłem, że niepotrzebnie brałem aparat, bo była straszna zwierzakowa posucha, a tu nagroda czekała - klangor w rzepaku :) Pod dom przywiozłem też pasażera na gapę :) To wspomniane chwile ze słońcem: No i najpiękniejsza granica Poznania... Dystans z dojazdem do pracy.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"