Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246764.28 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 800491 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 31.05km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:07
  • VAVG 27.81km/h
  • VMAX 36.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 195m
  • Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
  • Aktywność Jazda na rowerze

To bike or not to bike, czyli dylematy w deszczowy dzień. Poznań - Puszczykowo - Rogalin - Wiórek - Poznań

Środa, 20 listopada 2013 · dodano: 20.11.2013 | Komentarze 0

Nie mogłem. No kurde nie mogłem. Dzień wolny od pracy, a od rana lało, potem mżyło, nie mżyło, mżyło, nie mżyło.... dziś pogoda zdecydowanie była kobietą. Bijąc się z myślami (do tej pory siniaki nie zeszły) wymyśliłem coś z iście salomonową mądrością - wskrzeszę na chwilę moje górskie zombie, czyli Authora sprzed kilkunastu lat, którego używam tylko w naprawdę problematycznych sytuacjach, takich jak ta.

Stało się, ruszyłem, mżawka o dziwo ustała chwilowo, jechałem - żeby było hardkorowo - głównie po ścieżkach. To naprawdę ciężkie mtb - jak nie kostka to błoto, jak nie błoto to dziury, słowem: polski standard rowerzysty okraszony nieświęconą wodą. Dojechałem przez Puszczykowo do Rogalinka, gdzie zręcznie zawinąłem się na 15 kilometrze z powrotem, bo czasu miałem mało (popołudnie umówione). Jechało się fajnie z wiaterkiem, rower o dziwo dał radę, a ja chyba w szoku z tym związanym dojechałem do Poznania. Na deser zostawiłem sobie przejazd laskiem Dębińskim w deszczu, który zaczął znów padać. Ominę szczegóły, ale fajnie, że nie wróciłem w kawałkach - to nie był dobry pomysł - i dla zdrowia, i dla średniej:) Grunt, że trening zaliczony, a stare rowerowe zombie poczuło się dopieszczone :)
/2935873




  • DST 52.40km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.13km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 349m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poznań - Mosina - Żabno - Sulejewo. I w tył :)

Wtorek, 19 listopada 2013 · dodano: 19.11.2013 | Komentarze 0

Jeśli tak ma wyglądać listopad to ja poproszę, żeby ktoś ustanowił ten miesiąc jako oficjalnie obowiązujący co najmniej do marca. Deszczu brak, wiatr niemęczący, temperatura mogłaby być ciut wyższa, no ale bez przesady, nie narzekajmy. No po prostu miód, cud, malina, a nawet dobry browar jeśli chodzi o warunki do jazdy :)

Tradycyjnie już dystans około 50 km przed pracą musiał więc odbyć się dziś na szosie. Jechało mi się na tyle dobrze, że nawet przyszła mi przez chwilę karkołomna myśl o jakimś rekordziku, ale została ona szybko spacyfikowana gdy spojrzałem, że wiaterek, mimo że słaby, robi fochy i przewidzieć jak będzie wiał się po prostu nie da. Przekonałem się o tym wracając, czyli były momenty, gdy w tym samym miejscu w jedną i drugą stronę jechałem z nim walcząc. No takie cuda.



Rekordu więc nie było, ale z wyniku jestem zadowolony. Ciągle uczę się szosy, jest coraz lepiej, choć na takim rowerze jeszcze bardziej niż na crossie irytują zwolnienia na rondach czy światłach. O polskich śmieszkach rowerowych, których niestety nie da się uniknąć już nie mówiąc. Bo musiałbym być wulgarny :)




  • DST 51.00km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 47.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 452m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poznań - Wiórek - Rogalin - Świątniki - i znów nazad :)

Poniedziałek, 18 listopada 2013 · dodano: 18.11.2013 | Komentarze 0

Ten "nazad" się będzie często powtarzać, bo jako człowiek doświadczony rowerowym losem wyznaję jedną jedyną logikę jazdy: pod wiatr w jedną i z wiatrem z powrotem. Choć akurat w Poznaniu jazda na południowy wschód (a taki był dziś wiatr) z poznańskiego Dębca wymaga wykonania manewru... jazdy w zupełnie przeciwnym kierunku, czyli na rondo Starołęka.

Po otwarciu rano okna i otrzymaniu ostrego kopa ze strony ukochanego wiaterka (co najmniej kilkanaście, a być może nawet dwadzieścia km/h) postanowiłem, że szosa zostaje dziś w domu. Lot koszący przy bocznym wietrze to nie jest to, co bym lubił najbardziej, więc wybrałem opcję czołgu opakowanego w ramę crossa :) Wybór był słuszny - jechało się ciężko, ale kilka razy mną nieźle bujnęło z boku, co upewniło mnie, że zrobiłem dobrze. Ostro pod wiatr zaczęło się dopiero w Rogalinie, gdzie trasa zakręca i nawet pojawia się kawałeczek pod górkę. Jako że do pracy trzeba się było spieszyć dokręciłem do tych około 25 km z tragiczną średnią 26,6 km/h i nastawiłem się na powrót. Początkowo szło ładnie, ale za Rogalinem znów boczny wiaterek dał znać o sobie. Średnia doszła do około 28,3, ale...no właśnie. Starołęka. Industrialny koszmar, wizualnie i jeśli chodzi o przepustowość. Straciłem tu jak zwykle kilka cennych sekund/minut no i skończyło się tak jak widać.

Zmarzłem, przewiało mnie, ale w sumie dumny jestem z siebie, że nie odpuściłem :)

W nocy uploadowałem wspomnienie z lata, czyli wjazd do Karpacza Górnego. Jakby ktoś chciał wrócić do czasu, gdy słowo "zimno" było zdecydowanie nie na miejscu, zapraszam: &feature=youtu.be




  • DST 53.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.87km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 349m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poznań - Tarnowo Podgórne - Rumianek - i nazad :)

Niedziela, 17 listopada 2013 · dodano: 17.11.2013 | Komentarze 4

Ok, jako że to debiut na tym zacnym forum to najpierw kilka słów wstępu: jeżdżę na rowerze od dobrych kilku (może nawet nastu) lat. Początkowo na prostym góralu (Author Mystic), od 2,5 roku na crossie (STR Bass), a kilka dni temu stałem się posiadaczem budżetowej szosy firmy Kross (Vento 1.0). I właśnie na nim odbył się dzisiejszy trening.

50 kilometrów to mój ukochany dystans, trzeba mieć duży dar przekonywania, żeby namówić mnie na jakiś inny :)

Jazda rozpoczęła się tradycyjnie - mimo że była niedziela, to stanie na światłach jest atrakcją wbudowaną w jazdę przez Poznań. Jednak "już" po koło 10 kilometrach mogłem schować głowę za baranka, schylić się i na prostej drodze twardo walczyć z wiatrem (kilkanaście km/h). Droga na Tarnowo jest wybitnie prosta, co samo w sobie jest genialne, bo psychicznie można się przygotować na słudziutki powrót z powiewem na plecki - co się stało na 26-ym kilometrze. A przynajmniej stać się miało, bo - jak zwykle - wiatr zmienił kierunek na boczny, co nie pomagało :/

Udało się wyciągnąć tę prawie 31 km/h, co uważam za sukces przy tak wrednym wiatrzysku. Zimno, pochmurnie, ale jednak udanie. Kolejny dzień (o dziwo w pracy) mogłem zacząć z uśmiechem na pysku :)