Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246710.98 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 800373 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.00km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 44.60km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 380m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie-na-wi-dzę ścieżek!

Sobota, 8 lutego 2014 · dodano: 08.02.2014 | Komentarze 4

Znów szosa. Apetyt miałem na jakąś fajną średnią, bo mimo silnego wiatru pogoda genialna. No i żarło dobrze. Do momentu gdy dojechałem do potworka, czyli "ścieżki" pomiędzy Mosiną a Krosnem. Kto tędy jechał chyba wie, o czym piszę.

Urzędasy, które ją projektowały mogą śmiało otrzymać zarzuty podżegania do zabójstwa. Albo zginę ja, albo oni, jeśli uda mi się ich znaleźć. Punisher przy mojej zemście poczuje się niczym dzidziuś. Oczywiście wzdłuż owej śmieszki jest zakaz jazdy normalną drogą, więc mknąc szosą jestem skazany na falujący asfalt płynnie przechodzący w hałdy błota, miejsca parkingowe na samym środku oraz - co najlepsze - co chwilę wyjeżdżające z posesji i bocznych uliczek samochody, dla których kosmosem jest przyjęcie do wiadomości, że to irytujące co śmiga w poprzek też ma prawo do życia. Gdyby nie moja osobista ostrożność to dziś co najmniej trzy razy mógłbym organizować swój własny pogrzeb. Mój gorący apel: trogloprojektanci: odczepcie się od ludzi, którzy chcą mieć przyjemność z jazdy i nie zmuszajcie nas do korzystania z dróg, które może przydają się panu Józkowi do przetransportowania bełta i kilku browarów do swojej meliny, a pani sołtysowej do nabycia pietruszki z nacią oraz 1,5 kg fasolki szparagowej, a nie nam!

Przez to wszystko marzenia o rewelacyjnej średniej prysły, z ledwością udało mi się dojechać do równych trzech dych . Grrr! :)




  • DST 51.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.43km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 474m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nauczka - nie chwalić

Piątek, 7 lutego 2014 · dodano: 07.02.2014 | Komentarze 0

Chyba wczoraj lekko przechwaliłem pogodę, bo dziś rano już za różowo nie było - asfalt mokry, słońca niet, wiatr silny i zimny. Z szosy w związku z tym zrezygnowałem i ruszyłem crossem.

Trening zupełnie bez historii, z wiatrem bocznym i związaną z nim słabą średnią. Z wydarzeń godnych odnotowania wspomnieć mogę tylko o kretynie w Tirze, który zaimponował mi całkowitym nieistnieniem mózgu podczas manewru wyprzedzania mnie o milimetry na zakręcie, przez podwójną ciągłą, a przed nadjeżdżającą osobówką. Bluzgi i klaksony chwilę po tym słyszalne były pewnie daleko poza Rogalinem, niszcząc spokój bestii pochowanych po lasach :)





  • DST 51.80km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.47km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dobry trening JEST zły

Czwartek, 6 lutego 2014 · dodano: 06.02.2014 | Komentarze 3

Dziś miałem dzień wolny, więc mogłem się wyspać (co realnie oznaczało, że o 8 musiałem być na nogach, bo masa spraw do pozałatwiania) i lekko przed południem wystartowałem - po raz pierwszy w lutym szosą. Co prawda rok temu taka końcówka zdania zakrawałaby na dobry żart, ale jak wszyscy wiemy wiosna po raz drugi tej zimy jest na swoim miejscu, co cieszy niezmiernie.

Na dobry początek dnia załadowałem sobie na uszy nowego Behemotha. Przyznać muszę, że 2-3 utwory zacne (jeszcze nie wiem które, nazewnictwo ogarnę po kilku przesłuchaniach), ale całość sama w sobie tyłka mi nie urwała. W sumie dobrze, bo musiałbym wracać w pozycji stojącej :) Ale, ale - szatański klimacik się udzielił, bo mimo wiaterku, do połowy przeciwnego, w ćwiartce bocznego, a w mniejszości sprzyjającego udało się uzyskać średnią, której raczej wstydzić się nie muszę we wspomnianym już lutym.

Zatrzymałem się tylko raz, w miejscowości, która mnie od dawna fascynuje, bo nazywa się Łódź, mimo że nią nie jest (bo nie ma ani ŁKS-u ani Widzewa), ale oprócz tego, że gnieżdżą się w niej Jehowi (wielgachna świątynia), ma też ładnie położony na górce murowano-drewniany kościół oraz cmentarz w klimacie Las Palmas. O taki:


UĆ ma też jeziorko. Tym razem schowane za nieobsianym polem kartofli. Sorry, pyr.

No i wspomniany już kościół. Robiony zza bramy, bo panowie w sukienkach widocznie nie chcą się dzielić dobrem architektury. Jehowych nawet nie robiłem, bo z tego co zauważyłem mają zasadę ctrl-c + ctrl-v, więc można sobie wygooglować w necie jakąkolwiek ich świątynię ;)

Naładowany energią z iście szatańskich empetrójek walnąłem sobie jeszcze Złą Słitfocię, coby nie było, że między religijnymi młotem i kowadłem coś mnie uszkodziło i wybrałem którąś z anielskich opcji :)

Szosie w nagrodę należała się też sesja, niech dla ubarwienia tego banalnego wyjazdu będzie, że zstąpił na ziemię jakiś patron rowerzystów i dał się z nią sfotografować.

Podsumowując - chcę tylko takie dni lutego! Asfalt już suchutki, ścieżki jeszcze z zalegającym paskudztwem, więc można bezstresowo je omijać, jedynie mogłoby mniej wiać. Zresztą, ostatnia fotka mówi wszystko. Oby tak dalej!







  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Podjazdy 411m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

W zadumie...

Środa, 5 lutego 2014 · dodano: 05.02.2014 | Komentarze 0

Smutna to była wycieczka, bo zmarł Tadeusz Mosz, jeden z niewielu polskich dziennikarzy, których mogłem nazwać fachowcem i ekspertem w tym, co robił. Praktycznie każdy mój poranny trening miał swoją żelazną godzinę - od 9 do 10 - na włączenie radia Tok FM i wysłuchania gospodarczej audycji EKG, którą prowadził. Daleki jestem od robienia żałoby wobec osób, których osobiście nie znałem, ale w tym przypadku, gdy od poniedziałku do piątku jego głos był czymś stałym w moich uszach, jest mi po prostu smutno.

A sam trening - w końcu już z w miarę normalną prędkością, na trasie dokoła Rogalina jest kilka malutkich pagórków, więc było ok. Jeszcze crossem, póki co nie wyjeżdżam szosą, bo bywają jeszcze nieciekawe kawałki na bocznych drogach.




  • DST 50.80km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.21km/h
  • VMAX 40.50km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 381m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nibyodwilż

Wtorek, 4 lutego 2014 · dodano: 04.02.2014 | Komentarze 0

Ze szkoły pamiętam takie pojęcie jak nibynóżki, dziś stwierdziłem, że istnieje też coś takiego jak nibyodwilż. Wedle mojej autorskiej teorii (a bardziej praktyki) polega ona na tym, że w mieście i na głównych drogach wszystko wygląda ładnie i cacy, póki nie skręci się w jakąś drogę mniej uczęszczaną, tak jak ja dziś w Szczytnikach. Lodowa warstwa pozwalała mi jedynie na poruszanie się pędem narąbanego linoskoczka, a wiaterek zmyślnie podwijał mi koła z boku. I tak przez znaczny kawałek. A już na rondach mogłem uprawiać półzawodowy żużel, jeszcze kilka takich wyjazdów i zgłoszą się po mnie skauci z jakiegoś Falubazu czy innego Apatora :)

W każdym razie był to udany zamach na dobrą średnią. Wstyd mi w ogóle taką wklejać. No ale mam za swoje, że zamiast smacznie chrapać to wybrałem się o 8 rano w lutym przed pracą na rower. A na koniec doszła jeszcze Starołęka, gdzie skutecznie ćwiczyłem stanie w miejscu, czasem nawet bez schodzenia z pojazdu.

Aha, zła wiadomość - ścieżki się robią przejezdne :/




  • DST 51.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 27.82km/h
  • VMAX 40.50km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 310m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót do żywych trwa :)

Niedziela, 2 lutego 2014 · dodano: 02.02.2014 | Komentarze 5

Odzwyczaiłem się przez te dwa tygodnie od roweru na tyle, że jakieś takie dziwne i nienaturalne wydaje się zamiast dosypiania przed pracą wczesne wstanie, ubranie się w cały niezbędny rynsztunek i wyruszenie w dal. No ale nie będę narzekał - póki jest w miarę pogoda (jutro ma być podobno już gorzej) to z dziką rozkoszą będę czynił ten jakże przyjemny wewnętrzny obowiązek :)

Dziś wyjazd nastąpił kilka minut po 8, więc ponownie jak wczoraj asfalt był jeszcze zmrożony, ale przejezdny. Kierunek: Żabno i Sulejewo, przez Puszczykowo i Mosinę, a potem nawrót. Jechałem znów bardzo ostrożnie, oczywiście tylko po szosie Czemu? 

Oto odpowiedź: obrazek z najnowszej designerskiej kolekcji "Polskie ścieżki rowerowe - sezon 2014".


A ja niniejszym składam na siebie oficjalne zawiadomienie w temacie popełnienia wykroczenia w ruchu drogowym, gdyż z powodu zupełnie niezrozumiałego widzimisię wybrałem zamiast niej jazdę po drodze, która ma pięknie oznakowany zakaz jazdy rowerem :) CBŚ-u czy inny gadzie - przybywaj!

Jazda bez szaleństw, na spokojnie, bez prędkościowej spinki. Oj, zapomniałem jakie to fajne :)




  • DST 51.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.43km/h
  • VMAX 41.60km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 362m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No wreszcie!

Sobota, 1 lutego 2014 · dodano: 01.02.2014 | Komentarze 3

Stało się. Po dwóch tygodniach rowerowej prohibicji wymuszonej przez pogodę mogłem dziś choć na chwilę wrócić do nałogu :)

Ruszyć mogłem tylko rano, więc warunki nie były jeszcze zanadto sprzyjające - temperatura około zera, asfalt mokry, momentami błotnisty, ale na szczęście już bez lodu. Jechałem więc bardzo zachowawczo, co widać po średniej. Wiatr silny, ale tak się cieszyłem, że jadę, że postanowiłem nie traktować go dziś jako wroga, a jako towarzysza podróży, a że męczącego i upierdliwego to już inna sprawa.

Najbardziej zabolał pierwszy kontakt ze ścieżką r. (bo pisanie "rowerowa" to nadużycie) na Hetmańskiej - prawdziwe mtb, choć nawet z jednym plusem - leżący tam śnieg równiutko przykrył dziury i nierówności. Dziękuję w tym momencie władzom miasta, że nie dopuściły do odśnieżenia tej i innych dróg. A jeszcze bardziej dziękuję, że na Starołęckiej w ogóle się nie ścieżkę nie dało wjechać, bo lód leżał jak równiutko jak na lodowisku. Dzięki temu mogłem bez myślenia, że ktoś mi zaraz zatrąbi delektować się jazdą po ciemnej, niekostkowanej szosie :)

Tak wyglądał asfalt około 9 rano, gdy jechałem pod wiatr (piszę o tym, żeby wytłumaczyć słabą średnią widoczną na liczniku :) proszę nie śmiać się z rękawiczek z widocznym motywem śnieżynki - są ciepłe):


Trening odhaczony, nowy miesiąc zaczął się pozytywnie. Średnią nie ma się co martwić - myślę, że warunki mnie tłumaczą.







  • Aktywność Ciężary

"Drobny" spacerek i pożegnanie z siłką

Środa, 29 stycznia 2014 · dodano: 29.01.2014 | Komentarze 0

Tak, tak, stało się - kończę swoją przygodę z siłownią, chyba że pogoda będzie wciąż tak paskudna, że wrócę w podkulonym ogonem niczym syn marnotrawny i wydam te koszmarnie nieatrakcyjne pieniądze na karnet. W każdym razie dziś ostatni dzień, gdyż dwa najbliższe upłyną mi upojnie w pracy.

Na zakończenie postanowiłem poszaleć i wyszła mi średnia 33,5 km/h na dystansie ponad 33 km. Czyli łatwo wyliczyć, że zakładałem godzinkę treningu i poszło całkiem ok, choć poty wylałem chyba wszystkie możliwe, a z obciążenia wcale tak lekko nie ustawiałem (160-220 W z małymi przerwami na "z górki"). Mam nadzieję, że w tzw. "sezonie" (chore słowo) to zaprocentuje.

A na deser... jako że miałem dzień wolny to postanowiłem zrobić sobie spacerek na Franowo. Błąd logiczny polegał na tym, że założyłem, że skoro w jednym miejscu jest dużo sklepów to zapewne uda mi się tam dostać coś sensownego, czyli fajną i porządną kurtkę oraz rozsądny rowerek treningowy, względnie trenażer. Udało mi się nie kupić NIC, a nie, przepraszam, w drodze powrotnej nabyłem drożdżówkę i rogalika. Uważam ten jeden dzień w roku, którego nienawidzę, a ma związek z szopingiem za zamknięty i całkowicie bezsensowny. Za pokutę za głupi pomysł wyznaczyłem sobie powrót na piechotę, szkoda że nie zakupiłem łopaty do odśnieżania, bo może byłbym ciut szybciej. Wyszło tego równiutko 20 km, co chyba jakimś tam osiągnięciem jest. Prawda? :)

A tak to pięknie nam się Warta prezentuje zimą:



Oto zapis GPS "spacerku":





  • Aktywność Ciężary

Znów siłownia, czyli desperacja całkowita

Wtorek, 28 stycznia 2014 · dodano: 28.01.2014 | Komentarze 2

Powoli zaczynam zapominać jak wygląda rower. Przynajmniej ten z prawdziwymi kołami. Jak zrobiło się ciut cieplej to zaczął się silny wiatr oraz przelotne opady śniegu. Z desperacji nawiedziłem więc znów siłownię, chcąc wycyckać z niej jeszcze resztki karnetu.

Dziś zaopatrzyłem się w ubiegłotygodniowy numer "Polityki", który rozłożyłem sobie jak panisko na kierownicy, co pewnie wyglądało mało profesjonalnie, ale było konieczne, gdyż moja psychika wyczerpała już swój limit nudzenia się na chomiku na cały rok. Brakowało mi tylko kawusi i byłby pełen lansik.

Tak sobie czytając wypedałowałem spokojnym tempem moje klasyczne jak na siłkę 33 km w czasie godziny i 41 sekund. Średnia wyszła 32,6 km/h, w sumie nie obraziłbym się na taką podczas prawdziwej jazdy :) 

Do tego jeszcze spacerek do pracy, ponad 7 kilometrów. Desperados kompletny.

NIE-NA-WI-DZĘ  już tej zimy.




  • Aktywność Ciężary

Co robię jak nie robię

Sobota, 25 stycznia 2014 · dodano: 25.01.2014 | Komentarze 10

To nie tak, że jak nie ma roweru to mnie nie ma :)

Pogoda jaka jest wszyscy wiemy, od niedzieli mam traumę, ale już lekko przechodzi. Został tylko jeden tik, pracuję nad nim :)

Po pierwsze: spacery do pracy. Mam do niej około 5 km i jak tylko się da to pokonuję ten dystans na piechotkę, szybkim, zgrabnym krokiem, udając, że nie zauważam niebieskich rysuneczków z narysowanym rowerkiem, bo to boli gdzieś na dole serducha. W sumie przez ten tydzień zrobiłem ponad 50 kilometrów. Sorry, wyślizgałem.

Staram się codziennie też godzinkę popedałować na "rowerku" kupionym kiedyś w jakimś markecie, o napędzie mechanicznym, czyli żadnym, służącym mi tylko do uspokojenia sumienia oraz nogom, żebym nie zapomniały w którym kierunku się kręci :)

Natomiast wczoraj i dziś skorzystałem z okazji, że do końca miesiąca mam jeszcze wstęp do Fabryki Formy i zrobiłem sobie dwa konkretne treningi. Od razu mówię, że wytrzymanie więcej niż godziny na chomiku nie wchodzi w grę, bo budzą się demony, więc starałem się działać krótko, ale intensywnie. I tak:
- wczoraj: 33 km - 1h00m08sek, średnia 32,9 km/h, obciążenie zmienne co kilka minut od 130-140 W do 205-220 W ze skokami do 250 W. Wyszedłem zmasakrowany;
- dziś: 33 km - 1h00m32sek, średnia 32,7, już na spokojnie, obciążenie 150-180 W, kilka razy skacząc na max minutę do ponad 300 W.

Jeździłem na czymś takim:


Obmyślam czy jest sens płacić dużą kasę za siłownię w następnym miesiącu. Jeśli ktoś mi powie jaka będzie pogoda w lutym do 0,00000001% pewności po przecinku to go ozłocę :)

A jutro praca, więc znów zapowiada się spacerek.

Aha, jeden JEDYNY pozytyw zimy i takiej pogody. W końcu można się bez przeszkód, że coś zostanie w organizmie delektować TYM :) :