Info
Suma podjazdów to 784700 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj9 - 13
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.20km
- Czas 01:58
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Guzikom śmierć
Środa, 18 stycznia 2017 · dodano: 18.01.2017 | Komentarze 10
Największą atrakcją dnia było to, że miałem wolne. Albo nie, lekko kłamię - była jeszcze większa atrakcja, w sumie powiązana z tą pierwszą, a mianowicie możliwość wyspania się. W związku z tym wyjechałem późno (po jedenastej), ale za to najedzony, kawą napity i mentalnie przygotowany na te minus cztery za oknem. Stara prawda mówi, że wódka sama się nie wypije, papierosy same nie wypalą, a rower sam nie wyjeździ. Wódki nie lubię (za to piwo uwielbiam), papierosy uznaję za temat równie śmierdzący, co abstrakcyjny, więc skupiłem się na rowerze. Nawet jeśli nie występuje on w oryginalnej wersji przysłowia :)
Ruszyłem na południe, do dawno nieodwiedzanej Mosiny, gdzie na chwilę zameldowałem się w sklepie rowerowym, żeby ocenić jak wygląda on pod nowym "zarządem". Nie mam zastrzeżeń :) Do tego nowy właściciel ma już stałych klientów ze Zgrupki (dziś trafiłem na jednego sympatycznego jej przedstawiciela), co dobrze świadczy o fachowości.
Kontynuując trasę klasycznego "kondomika" minąłem Dymaczewo, Łódź, dotarłem do Stęszewa, na wyjeździe z którego, już w sumie zaraz przy granicy z Dębienkiem przekonałem się o bezsensowności w praktyce guziczków na przejściach dla pieszych. Gdy bowiem ja byłem w trakcie hamowania przed światłem czerwonym, z boku do pasów dojeżdżał akurat samotnie na elektrycznym wózku niepełnosprawny starszy człowiek w pozycji półleżącej, do tego szczelnie opatulony kocem od mrozu. Żeby dosięgnąć guzika musiałby... wstać. Zjechałem więc na chodnik, włączyłem go za niego (ładnie podziękował) i udało się załatwić zielone, bo inaczej pewnie czekałby w nieskończoność. Jednocześnie nasunęło mi się pytanie - czy ktokolwiek konsultuje tego typu sprawy z takimi osobami? Czy jest tak jak to było (oczywiście zachowajmy proporcje) z nami, rowerzystami w latach dziewięćdziesiątych, a nawet jeszcze całkiem niedawno?
Do domu dokręciłem przez Szreniawę i Komorniki, momentami żałując, iż nie zdecydowałem się na szosę, bo część trasy była idealnie odśnieżona, za co należą się brawa dla odpowiednich służb. Ale w sumie tyłek już mi się ostro przycrossował, więc na te mniej wygodne dwa kółka jeszcze pewnie trochę poczeka.
- DST 32.10km
- Czas 01:14
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 51m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut bliźniak
Wtorek, 17 stycznia 2017 · dodano: 17.01.2017 | Komentarze 11
Nastawiałem się dziś na "pełnowymiarową" jazdę, bo synoptycy zapowiadali lekki mróz bez opadów. Cóż, połowicznie się sprawdziło. Było mroźno. Co do opadów to sytuacja była mniej klarowna, to znaczy w internecie oraz w TV prognozy pokazywały słoneczko, a tymczasem za oknem prószył śnieg. Ot, delikatna nieścisłość.
W końcu jednak ruszyłem w okolicach dziesiątej rano, ponownie ze świadomością, iż starczy mi czasu jedynie na glutowe trzy dychy przed pracą. Wybrałem nawet trasę z grubsza podobną do wczorajszej, ruszając z Dębca w kierunku Plewisk, tam skręciłem na Skórzewo, gdzie zmodyfikowałem lekko kurs i popedałowałem w kierunku ronda przed Dąbrówką, by wrócić serwisówską przy S11 najpierw do Plewisk, a następnie do domu.
Dotarłem prawie na Alaskę czy inną Syberię, w każdym razie na coś, co posiada śnieg i zorzę :) Podpowiedź - znajduje się ona zaraz przed wjazdem do Plewisk od strony Gołusek :)
Natomiast jadąc przez Skórzewo natrafiłem na emanację Nadziei. Wyłonił się bowiem nagle przede mną taki oto napis, do tego barwy kaczego jajka:
Już, już pełen optymizmu zacząłem wypatrywać jakichś narodowych emblematów tam, gdzie pokazywała strzałka, już chciałem krzyczeć, że ja oddam bliźniaka choćby za darmo, a nawet dopłacę, byleby tylko został eksmitowany do kraju, w którym czułby się zdecydowanie bardziej u siebie, typu Korea Północna...
A tu... kicha. Chodziło o budynek mieszkalny :( Nadzieja prysła.
- DST 31.50km
- Czas 01:12
- VAVG 26.25km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 42m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut po zakupieniu chleba z makiem za 2,39
Poniedziałek, 16 stycznia 2017 · dodano: 16.01.2017 | Komentarze 10
Wczoraj kręcenie zostało odpuszczone - od rana z nieba znów padało to białe gów..., eeee, w sensie biały puszek i zamiast świeżego powietrza na trasie mogłem wdychać spaliny jadących za oknem samochodów z poziomu chomika (33 km, średnia 32,2 km/h). Zabawa przednia.
Dziś istniało ryzyko powtórki, tym bardziej, że w pracy musiałem pojawić się w samo południe, a rano drogi bardziej przypominały boisko do hokeja niż drogi przystosowane do ruchu rowerowego. Jednak zrobiłem sobie kontrolną rundkę piechotą dokoła osiedla pod tajemniczym kryptonimem "nabyć chleb z makiem za 2,39 w pobliskiej piekarni", która polegała na tym (a co, zdradzę), iż nabyłem chleb z makiem za 2,39 w pobliskiej piekarni, a przy okazji zweryfikowałem stan położonej niedaleko jednej z bardziej obleganych ulic. To mnie przekonało, że jednak da się jechać, choć przy zachowaniu najwyższego stopnia ostrożności.
Czasu było mało, więc w planach zaledwie glut 30+, który wykonałem na trasie z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, kawałek DK307, znów Plewiska i do domu. Generalnie przez większość czasu zachowywałem się niczym doświadczony życiem rudy beneficjent polskiego szkolnictwa na widok skórki od banana - czyli schizolsko patrząc cały czas pod koła, bo z grubsza widziałem tam taki widok:
Tylko proszę mi się nie śmiać z dzwonka, latem nad morzem był najbardziej niezbędnym elementem wyposażenia :)
Generalnie profil trasy był niezwykle zróżnicowany. Oto na przykład jedna z bocznym ulic w Poznaniu (warto zauważyć ddr-kę w idealnym jak na moje stanie, czyli nieprzejezdnym)...
...kontra główna ulica w Plewiskach:
Potem było już tylko gorzej, ale wciąż sympatycznie :)
Nie powiem, emocje były, nawet ciut większe niż na grzybach. Dotarłem cały do domu, zaliczając gleb w ilości zero. No i fajnie.
- DST 54.10km
- Czas 02:01
- VAVG 26.83km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 83m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niemarud kompletny
Sobota, 14 stycznia 2017 · dodano: 14.01.2017 | Komentarze 17
Pomimo wczesnoporannej szklanki na drogach oraz chodnikach, która około godziny dziesiątej była już mniej groźna, udało mi się dziś wysmyczyć (skoro ostatnio jesteśmy przy poznańskiej gwarze...) pełne pięć dyszek. Co prawda znów crossem, bo w tym roku szosa nie doczekała się jeszcze odpowiednich warunków na inaugurację, ale całą trasę z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę. Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Chomęcice, Plewiska i do domu pokonałem w całkiem fajnej temperaturze jak na styczeń (plus jeden), w większości po przejezdnych drogach, a do tego przy niezbyt silnym wietrze. I jak tu marudzić? No jak? :)
Niniejszym wpis uznaję za zakończony :)
- DST 33.33km
- Czas 01:19
- VAVG 25.31km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 99m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut hamulcowy
Piątek, 13 stycznia 2017 · dodano: 13.01.2017 | Komentarze 11
Kolejny dzionek z zaledwie trzydziestokilometrowym dystansem na koncie. No ale lepsze to niż nic, a tu glut, tam glut i w sumie zbiera się solidny smark :) W każdym razie na więcej dziś nie było możliwości, bo jak to często bywa przez noc nie padało w ogóle, a opad marznącego śniegu pojawił się nad ranem. Generalnie sądziłem już, że nie pojadę w ogóle, ale na szczęście po dziesiątej zrobiło się lekko na plusie, lód puścił, a ja wybrałem się na nieco ponad godzinny rejs po rzekach, w które zamieniły się drogi.
Pokręciłem na południe, z Dębca kierując się na Luboń oraz Wiry, następnie Łęczycę, Puszczykowo i Mosinę, gdzie zakręciłem i znów nawiedziłem popularne ostatnio miasteczko znane z Angueliqe Kerber oraz subtelnie ukrywanego przez Chrystusowców księdza pedofila, by znów znaleźć się w Łęczycy, Wiórku, Luboniu i na Dębcu. We wspomnianej Łęczycy miałem mentalny dylemat co zrobić z ustawionym znakiem zakazu jazdy rowerem, ale widok oblodzonej ddr-ki przypomniał mi, że czasami miewam wadę wzroku i dylemat sam się rozwiązał, ale nie napiszę jak :) Wróciłem do domu znów strasznie usyfiony, lecz w sumie zadowolony z kursu, bo na jutro zapowiada się szklanka na drogach, a po południu znów ląduję w pracy i z roweru może nic nie wyjść.
Mimo ostrożnej jazdy czułem się dziś trochę pewniej niż ostatnimi czasy, gdyż w końcu wymieniłem klocki w przednich hamulcach (tylnych nie używam, bo w nich muszę wymienić linkę i zapewne pancerze, a to już nie jest robota na moje nerwy). I przyznam się, że ukazała się przede mną nowa, całkiem zabawna funkcja w rowerze - wciskam lekko klamkę i rower staje. Puszczam, kręcę - jedzie. Wciskam - staje. Dawno tak nie miałem. Fascynujące :)
- DST 32.30km
- Czas 01:17
- VAVG 25.17km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 77m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut z Szarankiem :)
Czwartek, 12 stycznia 2017 · dodano: 12.01.2017 | Komentarze 21
Jednak dziś pokręciłem. Krótko, glutowo (g-styczniowo?), powoli, ale się udało. Wszystko dzięki temu, że trafił mi się wolny dzionek, dzięki czemu mogłem odczekać aż stopnieją największe zaspy, które zrobiły wczoraj z Poznania skromniejszą wersję Alaski.
Ruszyłem dopiero po czternastej, w związku z czym nie miałem dylematu czy planować jakąś dłuższą trasę czy nie, tym bardziej, że drogi nie tyle były przejezdne ile przepływowe :) Do tego doszedł silny wiatr oraz w połowie drogi nagły atak śniegu z deszczem, który pokonał mój niby wodoodporny licznik marki Sigma. Ten w związku z tym miał focha przez dobre kilka kilometrów, by nagle odżyć przed samym Poznaniem. I weź tu uwierz w niemiecką myśl technologiczną :)
Trasa: Dębiec - Luboń - Wiórek - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Pralka: zachwycona! :)
I jeszcze wrzutka nierowerowa. Wczoraj odebrałem kilka zamówionych wcześniej książek, do których dodałem w nagłym impulsie "Małego Księcia" przełożonego na gwarę poznańską, a dokładnie - wielkopolską. I jak się okazało był to najbardziej dychtowy zakup ostatnich lat, tej! :) "Książę Szaranek" nie dość, że jest przetłumaczony kosmicznie dokładnie i zabawnie, to jeszcze zwiera płytę z tekstem przeczytanym przez autora. Zostałem rozłożony na łopatki, zresztą nie tylko ja, ale też Żona, w przeciwieństwie do mnie będąca rodowitą Pyrą :) 
Pierwsze z brzegu cytaty:
"Tej i te róże poczuły się ździebko gupkowato. - Jezdeście może i urodne, ale takie bez drygu-powiedzioł im jeszczy.-Za wos człowiek nie chce kipnąć".
"Tej, żegnej - powiedzioł lis - A to jezd moja tajymnica. Prosto jak drut: Dobrze się widzi aby sercym. To co jezd nojwożniejsze, jezd do ócz nie do zobaczynio".
"Książę Szaranek przetupnoł pustynię i nojdnoł na ni aby jedno kwicie".
"Nagrygol mi baranka".
I mój faworyt:
"Ćpił się na dornę i zaczął dudlać". Ktoś z Wielkopolan rozszyfruje? :)
O tym skąd pomysł:
- DST 53.35km
- Czas 02:06
- VAVG 25.40km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura -6.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ochłocieplenie
Środa, 11 stycznia 2017 · dodano: 11.01.2017 | Komentarze 10
Od wczoraj zewsząd dochodziły mnie szumne zapowiedzi ocieplenia, które miało nadejść z dniem dzisiejszym. W głowie już miałem potencjalny rajd w krótkich spodenkach, sandałkach i obowiązkowych skarpetkach, z wachlarzem zmniejszającym odczucie upału w łapie. Jakie było więc moje zdziwienie, gdy rano zerkając zobaczyłem dziesięć kresek... W sumie może bym nie narzekał, gdybym się nie upewnił, że są one na minusie. No na moje coś tu nie grało, ale dobra, logika w naszym kraju to towar deficytowy :)
Odczekałem więc ile mogłem (pół godziny) zanim ruszyłem, w tym czasie nasza styczniowa Sahara ociepliła się do jakichś minus ośmiu. W związku z tym wachlarz zostawiłem w domu, zastępując do dwoma dodatkowymi parami skarpet. Finalnie na mecie pławiłem się w upale na poziomie minus czterech, za to z narastającym mroźnym wiatrem w pakiecie. Tu już ów wachlarz by się przydał, ale zawierający możliwości i pomysły na to, co można by za karę zrobić rodzimym meteorologom.
Wykręciłem w tych oto warunkach pięć dych z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę i Rogalin do Radzewic, tam zawróciłem i najpierw cofając się do Rogalinka zaliczyłem też Wiórek, Czapury i Starołękę. Ścieżki wciąż wyglądają tak, że bez pługu nie podchodź, dzięki czemu mogłem podziwiać ich monotonną biel z bezpiecznego poziomu dróg gminnych i krajowych :) Natomiast padać ma podobno w nocy, więc co mnie czeka w najbliższych dniach rowerowo - jedynie Thor, Odyn, Njörðr, Swarożyc, Simargł lub ewentualnie Trygław raczą wiedzieć. Choć co do tego ostatniego nie mam pewności czy w ogóle istnieje :)
- DST 52.10km
- Czas 02:01
- VAVG 25.83km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura -5.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Lód, słońce i cdn.
Wtorek, 10 stycznia 2017 · dodano: 10.01.2017 | Komentarze 21
Dziś w końcu udało
się wykonać pełnowymiarowy kurs crossem, do tego w towarzystwie
ostro świecącego słońca, ale za to znów w solidnym mrozie (minus
pięć, a może nawet sześć na starcie). Zmarzłem za wszystkie
czasy (a przynajmniej za okres pomiędzy 9:30 a 11:40 rano), pod koniec trasy z Dębca przez Starołękę, Czapury, Babki, Daszewice oraz Borówiec do Robakowa i z powrotem prawie nie czując stóp. Cóż, więcej par skarpet niż trzy już mi się nie zmieści w butach, więc trzeba cierpieć :)
Żeby nie było, że nie korzystam z okazji i nie kręcę po lasach. Owszem, kręcę i często robię sobie rowerowy skok w bok, ale powiem szczerze, że jazda po oblodzonych ścieżkach i zamrożonych muldach bez sprawnych hamulców oraz amora to przyjemność, która nie należy do tych z gatunku pierwszoligowych w mojej wewnętrznej klasyfikacji :)
Za to bardzo sobie cenię polską dbałość o ścieżki rowerowe. Jak na moje to śnieg mógłby padać przez cały rok, ale tylko w miejscach, gdzie takowe występują :) Poniżej fotka z tej spokojniejszej części mojej ukochanej (ukichanej?) ulicy Starołęckiej. Prawda, że ideał rowerowy? Człowiek jedzie sobie drogą bez stresu o mandat, a nawet jakby jakiemuś nadgorliwcowi zachciałoby się próbować go wręczyć to ani hu hu, nie ma opcji... Za to właśnie kocham zimę :)
Aha, jeszcze coś z cyklu "ciąg dalszy nastąpił". Nie wiem czy ktoś pamięta opisywaną przeze mnie sytuację z końcówki grudnia (tu przypomnienie), gdy o mało nie zostałem rozpaćkany przez super hiper kierowcę tira. Tego samego dnia napisałem maila do wielkopolskiego oddziału firmy DB Schenker z opisem całej sytuacji (w tym godzina zdarzenia, dokładne miejsce plus niewyraźna fotka) oraz prośbą o pouczenie kierowcy w tematyce przepisów dotyczących wyprzedzania rowerzystów. I w sumie o temacie zapomniałem. Dziś ze zdziwieniem znalazłem w skrzynce maila od pani dyspozytor z przeprosinami, że tak późno reaguje, ale była na urlopie, a kierowca został już zaproszony na rozmowę w tej sprawie, a do tego, że "jego zachowanie było karygodne i nieakceptowalne, dziękuję za informację". No i o to mi chodziło. Może dzięki temu uratowałem na przyszłość jakiegoś mniej doświadczonego życiem kolarza?
- DST 31.60km
- Czas 01:11
- VAVG 26.70km/h
- VMAX 40.50km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 33m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut liberalny
Poniedziałek, 9 stycznia 2017 · dodano: 09.01.2017 | Komentarze 15
Wczoraj z powodu
wybitnie wielkiej ilości bieli za oknem oraz syfu na drogach
odpuściłem kręcenie na dworze, wybierając ze skwaszoną miną
chomika (32 kilometry ze średnią w okolicach 31+ km/h). Idąc do
pracy tylko utwierdziłem się w pewności, że zrobiłem dobrze.
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść – niewyrąbany (na glebę).
Dziś do tematu
podszedłem już bardziej liberalnie. Założyłem, że skoro
odśnieżono już częściowo co bardziej używane miejskie dukty to chociaż
gluta jestem crossem w stanie wykonać, nie szkodząc nikomu, a przede
wszystkim sobie :) No i… wykonałem zgodnie z założeniem, choć
lekko mi mina zrzedła gdy po tym jak wyszedłem na dwór
zweryfikować śliskość nawierzchni, oceniłem ją jako „ujdzie w
tłoku”, a gdy wróciłem po rower… zaczął padać śnieg. Na
szczęście po kilku minutach przestał.
O dziwo mimo niepewnych pierwszych rowerowych kroków jechało się całkiem sympatycznie. Po pierwsze nie wiało mocno, hip hip hurra. Po drugie nadeszło już astronomiczne ciepło, bo minus trzy, a nie jak ostatnio blisko minus dziesięciu. W zamian kilka razy koła mi poboksowały na pojedynczych muldach, a i zakręty zawierały w sobie sporo emocji. Wykręciłem trasę z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki, Plewiska i do domu. Specjalnie wybrałem taką w celu uniknięcia potencjalnych zaśnieżonych ddr-ek, co udało się w stu procentach. To znaczy uniknięcie, bo istnienia po drodze takowych nie neguję :)
W Komornikach zostałem pozytywnie zaskoczony dźwiękiem... klaksonu. Wydobył się on z szoferki jadącego za mną tira, ale nie tak po polsku, tylko inaczej, krótko, nieagresywnie, informująco. W ten sposób kierujący chciał mnie uświadomić z zapasem dobrych 500 metrów, że będzie mnie wyprzedzał. Oczywiście zrobił to w bezpiecznej odległości, a ja miałem czas poczytać literki na blachach. Niemieckich, co mnie nie zdziwiło. Z kolei po chwili dla kontrastu mogłem podziwiać rodzimą pomysłowość - na granicy Plewisk i Poznania jak zwykle zakwitł korek spowodowany zamkniętym przejazdem kolejowym. Ja na szczęście nie musiałem go pokonywać, w przeciwieństwie do tego czegoś, co kierowało seledynkowym Seatem, które zauważając lukę między dwoma stojącymi pojazdami wyleciało z podporządkowanej na główną i jak gdyby nigdy nic stanęło w tym miejscu ukosem. Problem w tym, że było ono oznaczone zebrą... Wzrok kierowcy stojącego kulturalnie przed owym przejściem dla pieszych i obserwującego to, co dzieje się przed jego maską - bezcenny :)
- DST 52.60km
- Czas 02:05
- VAVG 25.25km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura -6.0°C
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Uszatek
Sobota, 7 stycznia 2017 · dodano: 07.01.2017 | Komentarze 14
W temacie atrakcyjności oraz jakości jazdy zimą wywód zamieściłem w pierwszym akapicie wczorajszego wpisu, więc powtarzał się nie będę. Nic przez mniej niż dwadzieścia cztery godziny generalnie się w temacie nie zmieniło :) Dziś niestety musiałem zwlec się na rower dużo wcześniej, bo po dziewiątej rano. a kreska na termometrze poleciała jeszcze niżej niż wczoraj, oferując mi na starcie minus sześć. Dziękuję bardzo.
Jakoś przy takich wartościach nie mogę się zmotywować do wybrania szosy. Niby wciąż nie padało, ale na trasie były sporo zamarzniętych fragmentów, więc sam sobie gratulowałem rozsądku, gdy grube opony crossa pokonywały je w miarę bezpiecznie. Za to kręciło mi się wybitnie ciężko, nogi mimo trzech par skarpetek zamarzały w ruchu, a każdy powiew arktycznego wiatru zabierał resztki przyjemności z jazdy. Ale nie ma, że boli! :)
Wykonałem "kondomika" z Poznania przez Komorniki, Stęszew. Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, starając się choć chwilami przyspieszać, ale nie było jak, bo zmarznięte nogi w ogóle nie chciały kręcić... Całkowita blokada umiejętności szybkiej jazdy została aktywowana bez mojej wiedzy i nie wiem gdzie to zareklamować :)
Po raz pierwszy tej zimy założyłem kominiarkę. Wyszło mi to... uszami. Które jak widać jako jedyne mi zamarzły. Taka ciekawostka :)
Jutro pogoda ma być niepewna, a ja wybieram się znów do pracy. Z kręceniem może być kiszka.






