Gołoledzi nie było. Zamiast tego od rana kropiło, siąpiło i generalnie było mało komfortowo pod względem pedałowania. Znalazłem jednak moment, gdy mokro było jedynie pod kołami, a nie nad kaskiem i zrobiłem glutowe trzy dyszki przed pracą. Oczywiście crossem.
Zagadka - co mnie spotkało pół kilometra od domu? Ano korek spowodowany opisywanymi wczoraj "usprawnieniami" ze strony PKP. Dziś już nawet się nie łudziłem, że szlaban otworzą szybciej i w porywie kreatywności znalazłem kawałek dalej - co prawda strasznie oblodzone, ale zawsze - przejście pod torowiskiem, dzięki któremu oszczędziłem pewnie dobre pół godzinki.
Wydostałem się z Dębca i ruszyłem w kierunku Plewisk, w nich skręciłem na Skórzewo, dotarłem do ronda przed Dąbrówką, gdzie zawróciłem znów na Plewiska serwisówką wzdłuż S11. Zjechałem sobie spokojnie z wiaduktu nad torowiskiem, a za mną sapał sobie TIR. Poczekał aż przejadą samochody z naprzeciwka i zaczął manewr wyprzedzania. Tylko że w jego przypadku niczym się on nie różnił od zwykłej jazdy prosto, więc słowo "wyprzedzanie" nie jest tu odpowiednie. Z przerażeniem stwierdziłem w pewnym momencie, że jak nie zjadę na pobocze to mnie zgniecie - praktycznie zabrakło może centymetra od tego. Ja rozumiem, że mordowanie za pomocą ciężarówek jest inspirujące, ale jednak wolałem nie zostać kolejną ofiarą tej mody. Udało się przeżyć, ale to, co wydobyło się z moich ust chwilę później w kierunku szoferki słyszano pewnie w Berlinie. Oczywiście troglo się nawet nie zatrzymał, a miałem wyjątkową ochotę wytłumaczyć mu dobitnie zasadę wyprzedzania w odległości co najmniej jednego metra od rowerzysty. Próbowałem jeszcze dogonić go na kolejnym wiadukcie, ale się nie udało. Zrobiłem tylko zdjęcie z rąsi, mając nadzieję, że będzie na nim rejestracja, jednak był już za daleko. Zanotowałem jedynie nazwę firmy, w której jechał ów mistrz kierownicy - DB Schenker. Żałuję, że nie wziąłem kamerki, oj, żałuję... Ze zdartym gardłem pokręciłem do domu. Już na Dębcu... ano korek. Ano przez PKP. To się już staje nudne. Jednak od strony Opolskiej jest od niedawna coś, co cieszy me oczy - osobny, współdzielony pas dla rowerzystów i autobusów, kosztem puszek. Jest sprawiedliwość na tym świecie :) Jutro znów do roboty, na szczęście krótko, a w święta deszcz. Jupi!
Komentarze (12)
Tylko że ta ściana jest niemal w centrum domu... :))
Czemu tylko na lewicy??? Z tego co się orientuję uważa tak większość Polaków, choć liczba "oświeconych" rośnie ostatnimi czasy. Jak pewnie wiesz jestem wybitnym piewcą walorów intelektualnych naszego narodu :)
Przeciąg myślowy od ciężarówki do tupolewa - przepraszam, nie wpadłem na to :)
Przywalenie okazało się pudłem, bo znajdź u mnie jakąkolwiek pochwałę (gdyż sądzę, że do tego dążysz) tego, co dzieje się w jednej z najbardziej narażonych na patologię religii naszych czasów (nawet bardziej niż katolicyzm!), czyli islamie. I o przyjmowaniu ludzi na ślepo, bez weryfikacji.
Ciężko mi było zauważyć kolor oczu kierowcy widząc milimetry obok siebie te naście ton blachy z wkładką :) Bardziej skupiałem się na tym czy naczepa nie naruszy delikatnej flory mojego lewego ucha :)
PS. Napisałem do w/w firmy prośbę o delikatne pouczenie kierowcy w tematyce przepisów na temat wyprzedzania rowerzystów. Ciekawe czy w ogóle zareagują.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"