Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.80km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.55km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jestę grzesznikię?

Poniedziałek, 17 kwietnia 2017 · dodano: 17.04.2017 | Komentarze 17

Zgrzeszyłem. Widocznie. Tylko nie wiem czym. Są dwie opcje - piątka w katolickiej klasyfikacji grzechów ciężkich to "nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu". No ale pokażcie mi jednego niewinnego podczas ostatnich dni.

Cisza :)

Opcja druga to siódemeczka, czyli gnuśność, w nawiasie lenistwo. I to chyba będzie to - zamiast jak ostatnimi dniami informować kury, że już mogą wstawać, postanowiłem dziś jak jakieś panisko wyspać się AŻ do dziewiątej. No i zostałem pokarany. Jeśli tak to działa to tym bardziej się cieszę, że wypisałem się już z tej bajki :) Od razu też dodam, że tradycję śmiguso-dyngusową uważam za jedną z najbardziej debilnych.

Plan był prosty - podjechać do Radzewic, nawiedzić "agroturystujących" się w Wielkopolsce rodzicieli, chwilę pobyć i wrócić do domu na zasłużony odpoczyn. Było fajnie na etapie planowania. W momencie, gdy moje cztery litery znalazły się (po godzinie dziesiątej) na zewnątrz zaczęło kropić, a po kilku minutach otrzymałem wspomnianą karę - ulewę z nieba. Super :/ Przystanąłem sobie więc na jakimś przystanku w Luboniu, co już było pokutą zbyt okrutną, bo nie dość, że zimno i mokro, to jeszcze w jednej z moich "ukochanych" miejscowości. Poczekałem sobie dobre piętnaście minut, podczas których zastanawiałem się co dalej, by w końcu zdecydować, że jadę, bo jak się wydawało pogoda luzuje. Gdzie tam. Przez chwilę faktycznie miałem wodę jedynie pod kołami, a nie nad kaskiem, ale na dziesiątym kilometrze wszystko wróciło do "normy".

I tak już jestem przemoczony - pomyślałem sobie  - więc... Podjąłem wyzwanie pogodowego gnoja i jechałem dalej, przez Mosinę, Rogalinek, Rogalin oraz Świątniki docierając do celu. Bez zapowiedzi, więc zostałem kinder niespodzianką :) W zamian za poświęcenie dostałem zastępcze skarpetki, herbatę oraz ciasto, wysuszyłem też na ile się dało obuwie. Nie zamierzałem długo siedzieć, tym bardziej, że znów na chwilę się przejaśniło, więc pożegnałem się, założyłem jeszcze na nogi foliowe woreczki i ruszyłem z powrotem do domu, tym razem przez Rogalinek, Wiórek, Czapury i Starołęcką.

Miało być z wiatrem - nie było. Zmienił kierunek z południowo-zachodniego na północno-wschodni. Miało być już sucho - nie było. Momentalnie ulewa zamieniała się w kapuśniaczek, to to, co najlepsze mogę powiedzieć o aurze w tym temacie. Eh, nieświadomemu grzesznikowi zawsze pod górkę, nawet na płaszczyznach :) Kręciłem zrezygnowany przed siebie, w afekcie zaliczając nawet DDR-kę na Starołęckiej, ale nie całą, bo na wysokości wiaduktu nad A2 blokował ją reporter TVP wraz z kamerzystą, jak widziałem informujący o karambolu, który wydarzył się poniżej. Nawet nie chciało mi się krzyczeć nic o Kurskim, co już świadczy w jakim stanie byłem :)

Pralka otwierała paszczę już na klatce schodowej. Nażarła się chwilę później, a ja ciepły prysznic potraktowałem jako najgenialniejszy wynalazek ludzkości. Tym samym odpokutowałem wciąż nie wiem co, do tego będąc agostykiem. Ale teraz przyszła mi na myśl jeszcze jedna opcja - niedawno chciwie patrzyłem na karbonowy sprzęt jednego z kolarzy, z którym kręciłem na trasie. A pod numerem cztery stoi jak byk: zawiść, w nawiasie zazdrość. Cholera jasna! :)




  • DST 51.70km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.45km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

O-szóst-a :)

Niedziela, 16 kwietnia 2017 · dodano: 16.04.2017 | Komentarze 12

Szósta rano. Oto godzina, o której dziś wstałem. Chore? No chore. Ale raz na ruski (byle nie ukraiński) rok można. Choć się nie powinno, bo to chore :) A wykonałem ów irracjonalny manewr, żeby wykręcić rowerowo cokolwiek, bo całe popołudnie miało przebiec pod znakiem "rodzinka i spółka". Akurat nie zoo :)

Skoro już wstałem to wypiłem kawkę, pożarłem kilka kawałków ciasta, żeby być trochę cięższym podczas walki z wiatrem, zebrałem się i ruszyłem. Przezornie włożyłem na siebie kolekcję "Arktyka/Antarktyda 2016/17" i nie żałowałem. Kij z tymi całymi czterema (!) stopniami na termometrze, kij z przelotnymi opadami, ale sam sobie gratulowałem decyzji o zainstalowaniu w sobie dodatkowego balastu. To, co przeżyłem walcząc z centralnymi podmuchami niech pozostanie tajemnicą pomiędzy mną a nimi. Wstydliwą szczególnie dla mnie :) Postanowiłem nie kombinować, a pojechać w tę i z powrotem - z Dębca przez Plewiska, Palędzie oraz Dopiewo do Podłozin, czyli do niedawno odkrytych zasobów asfaltu, który zastąpił brukowo-polną drogę. Jednak wracając musiałem lekko skorygować trasę o Dąbrówkę, bo zabrakło mi kilometrów.

Gdy teraz próbuję sobie przypomnieć jakieś szczegóły wyjazdu to szczerze mówiąc średnio cokolwiek pamiętam. Jechałem obojętny na średnią, w lekkim półśnie, choć zapobiegliwie zapodałem sobie na drogę trochę muzycznego szatana do uszu. Ale kojarzę, że stwierdziłem sam przed sobą, że kręcenie wczesnym porankiem jest genialne, ptaki latają i śpiewają, ruchu praktycznie nie ma, a świat wydaje się jakiś taki mniej nerwowy. Tylko czemu do cholery nikt mi nie zainstalował na kierownicy poduszki? :)

Udało mi się zdążyć na śniadanie u Teściowej, a nawet przed nim ogarnąć. Natomiast popołudnie, zgodnie z przewidywaniami, to kompletny brak czasu na rower. Za to nastąpiła dalsza prezentacja okołodębieckich terenów "proptasich", czyli tym m.in. Szacht, ale niestety z powodu sporego ludzkiego ruchu smaczków nie udało się "upolować", a jedynie codzienność.



Później zaś jeszcze relaks w zaprzyjaźnionej agroturystyce w Radzewicach, spacer po magicznych tam zakrętach Warty i powrót do domu, już w "odchudzonym" gronie.



Dzień intensywny, za to jutro tylko odpoczynek od tego odpoczynku - żadnych obowiązków, choćby tak miłych jak te rodzinne. Uf :)




  • DST 52.55km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.47km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zwłoki bez zwłoki

Sobota, 15 kwietnia 2017 · dodano: 15.04.2017 | Komentarze 8

Zwłokami byłem ja w momencie, gdy w wolny dzień zwlokłem się z łóżka o siódmej rano, żeby pokręcić przed rodzinnym nalotem prosto z gór. Wykonałem to bez zwłoki, mimo chłodu i głodu, choć zaliczając przed wyjazdem obowiązkową kawę. Teraz za karę zdycham. Jednak jak na zwłoki to całkiem niezły symptom :)

Wykręciłem "kondomika" od Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Szreniawę i do domu. Wiatr minimalnie osłabł, choć do sympatycznego zefirku sporo mu brakowało. Ale najważniejsze, że wtedy jeszcze nie padało, dzięki czemu udało się wyjechać jedyny słuszny dystans. A przejechanie przez Komorniki bez konieczności czekania w korkach było dla mnie taką nowością, że ledwo się odnalazłem :)

Jutro czeka mnie wczesne śniadanie u Teściowej. Hurra. Następnie zaś jakieś rodzinna objazdówka, więc się nie widzę na rowerze. Za to jeszcze dziś podczas spaceru po Lasku Dębińskim (już w deszczu) "upolowaliśmy" czaplę. I niech ktoś mi powie, że Dębiec nie jest fajnym miejscem do zamieszkania - Dębinka znajduje się kilometr od mojego domu, a otwiera przed człowiekiem inny, przepiękny świat natury, jako kontrast do konsumpcyjnej rzeczywistości kreowanej przez największego szkodnika ziemi, czyli człowieka.





  • DST 52.70km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.74km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 145m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kopiejka

Piątek, 14 kwietnia 2017 · dodano: 14.04.2017 | Komentarze 8

Czym się różniła wczorajsza jazda od dzisiejszej? To proste. Datą :) A tak poza tym to wiało tak samo, a nawet mocniej, chmury leciały po niebie z prędkością zjaranego kamikaze, a kałuże rywalizowały o kawałek mojej opony z dziurami w drogach. Nawet połowiczny cel trasy był ten sam - Dopiewo, tyle że dojechałem doń od strony Lubonia, Wirów, Szreniawy, Konarzewa i Trzcielina, Wróciłem natomiast praktycznie wczorajszym śladem, poszerzając go pomiędzy Palędziem a Plewiskami serwisówką przy S-11, na której prawie mnie zmiotło z wiaduktu. Wiosna :) Za dzisiejszą średnią w związku z powyższym zakład nie odpowiada :)

Na święta pogoda się zapowiada taka, jaka się zapowiada. Czyli jajcarska. Ale w najgorszym tego słowa znaczeniu - ma być zimno, wietrznie i mokro. Choć biorąc pod uwagę, iż grafik mam napięty jak pasek Ryśka Kalisza to nie mam co płakać nad jeszcze nierozlanym mlekiem - bo i tak nie wiem czy zdążyłbym coś pokręcić. Się zobaczy.

Na koniec obrazek z codzienności. To się nigdy nie skończy, nie mam złudzeń. A obywatela było też ciężko wyprzedzić z powodów okołobłędnikowych :)




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 72m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod zarzyganą papugą :)

Czwartek, 13 kwietnia 2017 · dodano: 13.04.2017 | Komentarze 10

Kolejny rowerowy dzionek wygryziony z gardła pogodowej mendzie, wbrew prognozom. Ostatnio czuję się jak Misiewicz, którego ma nie być, a wyskakuje jak Filip z konopii - to tu, to tam.... Czekam na jakąś wewnętrzną komisję w mojej sprawie :)

Zaprawdę, cud to był, że się udało. Od rana niebo pochmurne i wydawało się, iż ulewa to jedynie kwestia czasu. Jednak gdy do dziewiątej nie nadeszła to postanowiłem zostać bohaterem w swoim fyrtlu i ruszyć. Do tego szosą. Hero to mało powiedziane. Postanowiłem jedynie, że w razie "w" zawrócę i skończy się co najwyżej glutem. O dziwo nie było potrzeby - kropiło delikatnie na trasie, a deszcz pojawił się dokładnie chwilę po tym, jak wylądowałem już w domu. Podejrzane, to, podejrzane... :)

Coś, co się nie zmienia to wiatr. Nie będę się powtarzał, że nie będę się powtarzał, więc jedynie wspomnę, że gnój masakrował jak przez ostatnie kilka miesięcy. Połowę drogi, czyli przez Plewiska, Skórzewo, Zakrzewo i Sierosław do Więckowic, wymęczyłem ze średnią na poziomie 25 km/h (ledwo), natomiast powrót przez Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska to już przyjemność, ale ze sporą dawką bocnzych kuksańców. Finalnie wyszło słabo, ale ważne, że wyszło w ogóle.

Widziałem dziś po raz pierwszy nowe malowanie starych zespołów trakcyjnych spod szyldu "PolRegio". Prezentuje się toto jak cała Dobra Zmiana - niczym zarzygana papuga :) Choć i tak do uroku "tygrysków" sporo brakuje :)




  • DST 33.50km
  • Czas 01:16
  • VAVG 26.45km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 116m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut screenowy

Środa, 12 kwietnia 2017 · dodano: 12.04.2017 | Komentarze 7

Dziś będzie wpis w postaci print screena. Zabrałem bowiem ze sobą ponownie kamerkę, tyle że zamontowałem ją, w przeciwieństwie do wczorajszego montażu, "na cycu". Obrobić filmiku oczywiście nie mam czasu, więc emocje jak z emeryckiej wyprawy na grzyby przekażę choć w ten sposób.

Generalnie to do grubo po dziesiątej byłem pewien, że nie pokręcę w ogóle. Od rana padało, ja o trzynastej miałem być w robocie, aż nagle jakimś cudem lać przestało. W tym samym momencie dostałem info od Żony, że zapomniała kluczy, więc chcąc nie chcąc (czytaj: chcąc) wsiadłem na crossa (wciąż niesprawna przednia przerzutka) i zaproponowałem dostarczenie tego dość istotnego elementu używanego do otwierania drzwi. Na szczęście nie musiałem telepać się przez całe miasto, tylko tym razem punkt przekazania nastąpił przy Lukoilu na Głogowskiej. Wiało, kropiło, miażdżyło, ale minimalne minimum dziś wykonałem.

Najfajniej kręciło mi się w takim otoczeniu (WPN):

Jednak zanim doń dotarłem to najpierw spotkała mnie codzienność w tunelu na Dębcu - brak umiejętności ogarnięcia przez część rodaków pisma obrazkowego...

...oraz tendencje samobójcze pewnego dziadka, który jak gdyby nigdy nic pruł przez pasy na czerwonym, że aż się kurzyło, oczywiście nie patrząc przed ani za siebie. Przeżył, a ja mam jedno uratowane życie na koncie więcej :)

Pokręciłem do Komornik, w nich skręciłem na Wiry oraz Łęczycę, by w końcu zawitać w Puszczykowie, który sobie objechałem wzdłuż i wszerz, zahaczając o centrum, gdzie oczywiście nie widziałem pseudo DDR-ki położonej po mojej lewej. Za to widziała mnie straż gminna czy jaką tam mają, ale na szczęście chyba nie mieli wizji widoczności moich danych w swoich kajecikach :)

Wróciłem przez Łęczycę i ulicę Armii Poznań w Luboniu. Tym razem jednak postanowiłem w ramach nauki pływania zaliczyć fale Dunaju, czyli tamtejszą ścieżynkę z kostki, ale postanowiłem przy okazji uwiecznić prorowerowy krawężnik, który umożliwił mi olanie jej części.

Zresztą... takowych prorowerowych rozwiązań było dziś więcej :)

Gdy tylko zawitałem w domu znów zaczęło padać, ja zdążyłem jeszcze wziąć prysznic i pojawić się punktualnie w pracy. Noooo, prawie punktualnie :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 67m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Patentowo

Wtorek, 11 kwietnia 2017 · dodano: 11.04.2017 | Komentarze 14

"Jutro jednak będzie paskudnie" - Bitels.
"(...) od jutra dziadostwo się szykuje..." - Rmk. *

Chcieliście, panowie, to macie :) 

Było paskudnie, ale nie tak, jak się spodziewałem. Wstępnie spodziewałem się deszczy niespokojnych, co rozwiązałoby życiową kwestę: kiedy obejrzeć zaległe serialne na HBO. Tymczasem od rana było pochmurno, ale jedyne co finalnie mnie spotkało na trasie to minimalna mżawka. Seriale muszą poczekać, aż w końcu mi konto dezaktywują, bo z opcją kręcenia rowerem przegrywają w cuglach :)

Za to wiatr.... Hm, jakby ująć to łagodnie.... 

Nie, nie jestem w stanie. Więc może zamilknę i napiszę jedynie, iż na dwóch wiaduktach przy serwisówce S-11-tki ledwo się utrzymałem w pionie. A pierwsza połowa, czyi kawałek z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie do Dopiewa to jedna wielka masakra. Czułem się jakbym pływał pod silny górski nurt. Powrót był ciut przyjemniejszy, choć i tak bez cudów. Wiało mi w plecy jedynie pomiędzy Chomęcicami a Szreniawą, natomiast końcówka przez Luboń to znów rzeż. Ledwo zresztą wyciągnąłem średnią do poziomu najniższego minimalnego minimum. Brrr.

Odkurzyłem za to kamerkę, ale że ostatnio kupiłem sobie licznik, który może być zamontowany jedynie na mostku to pojawił się problem - gdzie ją upchać. Skończyło się na tym, że odnalazłem mocowanie na kask i z dodatkową anteną na głowie ruszyłem. Po cichu miałem nadzieję na jakieś codzienne smaczki, a tu... nic. Dziwnym przypadkiem kierowcy, którzy zazwyczaj wpychają mi się pod koła z podporządkowanych, wyprzedzają na gazetę i robią tysiące kretyńskich manewrów, dziś byli wyjątkowo grzeczni. A nawet jak już chcieli zachować się standardowo to nagle odpuszczali. Mam pewne podejrzenie, że miało to jakiś związek z tym alienem, który dyndał mi nad głową i wszystko rejestrował :) W sumie nawet graniczny ono z pewnością. 

W związku z tym nic ciekawego nie nagrałem, ale po raz kolejny przetestowałem swój patent na rowerowe bezpieczeństwo. Tyko łeb od niego trochę boli.

* - cytaty pochodzą z komentarzy pod moim wczorajszym wpisem.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.76km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podmuch (nie)szczęścia

Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 · dodano: 10.04.2017 | Komentarze 11

Pochwaliłem, a w zamian dostałem po pysku. Do dupy z taką sprawiedliwością :) Wczoraj aż się nie mogłem przestać zachwycać niezwykle sprzyjającymi warunkami do jazdy, dziś jako podziękę otrzymałem ponownie kuksańce, kopy oraz centralne, lewe i prawe sierpowe od wiatru, który nie tyle wiał, ile starał się intensywnie postawić sporą, solidną ściankę pomiędzy mną a kolejnym centymetrem, w kierunku którego chciałem podążać. I to w obie strony. Życie chłoszcze.

Pokręciłem sobie przez Luboń i Wiry do Puszczykowa, gdzie zaliczyłem dawno nieodwiedzany podjazd/zjazd Studzienna-Czarnieckiego-Jarosławiecka, następnie w Mosinie skręciłem na Rogalinek, Rogalin oraz Radzewice, tam się zawinąłem i wróciłem znów przez wyżej wymienione, a potem Sasinowo, Wiórek, Czapury oraz Starołęcką na Dębiec.

Żaby mi było jeszcze "łatwiej" to zaliczyłem dziś około 90% możliwych czerwonych, nawet na wioskach, a na samym starcie, czyli przy tunelu na Dębcu, który sąsiaduje z kościołem, ujrzałem, iż został on opanowany w całości przez gównażerię. Oczywiście nie omieszkującej rozleźć się po części dla rowerów. Dzwonka jakoś mi się wciąż nie udało zamontować w szosie, bo to ciężkie zadanie dla psychiki, więc nawrzeszczałem się za wszystkie czasy próbując utorować drogę :) A w ogóle to już nawet nie chciałem sobie zadawać pytania co bachory pod nadzorem nauczycieli robiły na mszy w dniu 10 kwietnia. Lepiej mieć resztki złudzeń co do tego, co dzieję się w tym kraju :)

Natomiast najciekawsze zdarzyło mi się na Starołęckiej, po której konsekwentnie cisnąłem drogą, znów przeżywając nagły atak ślepoty w temacie tamtejszej, położonej po mojej prawej, DDR-ki. Kręciłem sobie spokojnie, nawet pozdrawiając mijanych rowerzystów z naprzeciwka, a za mną grzecznie jechał samochód, z dobry kilometr. W końcu mnie wyprzedził, a ja zauważyłem srebrno-niebieskie barwy oraz napis "Policja". Ups :) I co? I nic - przejechali, mandatu nie dali, nawet zjechać nie kazali. Widocznie i policjanci bywają czasem ludźmi. Brawa dla tej ekipy :)

Ładnie się robi - drzewa się zielenią już konkretnie, a rzeka Warta się niebieści :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.13km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bossssko...

Niedziela, 9 kwietnia 2017 · dodano: 09.04.2017 | Komentarze 14

...się dziś jechało. A może bardziej diabelssssko, bo mi do tego bliżej :) Wiatr na jeden dzień odpuścił, łaskawca jeden, więc można było po prostu kręcić przed siebie w optymalnej temperaturze (lekko powyżej dychy). A że niedziela to niedziela, więc i ruch wydawał się początkowo nieduży - wystarczyło naciskać pedały i niczym się nie martwić.

Wykręciłem "kodnomika" w wersji przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu. Czyli jeden z najbardziej lubianych przeze mnie klasyków. Zaraz za Mosiną "dorwałem" sympatycznego rowerzystę w wieku "około sześćdziesiątki", który całkiem sprawnie kręcił na crossie i zaproponowałem podwózkę, na co ten ochoczo przystał. Dzielnie towarzyszył mi aż do Dymaczewa, a skręcając w kierunku Bolesławca i dziękując powiedział, że już za stary jest na takie jazdy, na co przywołałem przykład naszego "Jurka Killera" :) Podziw był widoczny :)

Wynik finalny byłby ciut lepszy, gdyby nie jakieś koszmarne korki w Szreniawie i Komornikach, większe nawet niż w tygodniu. W głowę zachodziłem o co chodzi, ale dopiero w domu wyczytałem, że jakiś wielkanocny jarmark się tam dziś odbywał. Ma się to szczęście ;/ Postałem sobie więc trochę między puszkami, musiałem też ratować się momentem jazdy chodnikiem.

Widoczne też były samochody silne oszalikowane na niebiesko-biało. Wieś podążała już na mecz z Legią, znaczy się. W sumie też miałem być dziś na stadionie, ale nawet kumpel-nie-niedzielny kibic nie był w stanie kupić miejscówek o dziewiątej rano w "dniu zero". Bowiem dla Poznania nie ma jak się okazuje ważniejszego wydarzenia w życiu, nawet jak się nie jest fanem piłki skopanej, od meczu Lech - Legia. Muszę więc obejść się smakiem, ale i tak będę kibicował pewnemu zespołowi, którego nazwa zaczyna się na "L" :P




  • DST 52.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 123m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Idzie jechać :)

Sobota, 8 kwietnia 2017 · dodano: 08.04.2017 | Komentarze 6

Idzie ku lepszemu. Na razie to lepsze jest gorsze, ale idzie :) Grunt, że mogłem znów usiąść na szosie, bo nocne opady skończyły się nocą (jupi), a wiatr minimalnie wyluzował. Jest nadzieja.

Nie kombinowałem z trasą, tylko ruszyłem wolnym tempem (bo w sumie po co się spieszyć?) znów na zachód, przez Plewiska do Zakrzewa, potem kierunek na Sierosław oraz Wysogotowo, a wróciłem przez Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Jako że wyjechałem "rano w wersji rano" (czyli około 8:30) to niewiele się wydarzyło, na szczęście. No bo w polskich realiach brak wydarzeń na drodze to powód do radości. A nie, nawet jest pozytyw - przed skrętem z DW307 jeden z samochodów zatrzymał się sam z siebie, przepuścił mnie i pozwolił skręcić w lewo! Świat się kończy :)

W Plewiskach po tym, jak nie tak dawno temu zakończył się remont ulicy Grunwaldzkiej, zaczął się remont... ulicy Grunwaldzkiej. Tym razem krótki kawałek, ale znów zapowiada się kilka miesięcy zabawy. Choć i tu się zdziwiłem, bo na sugerowanym objeździe ulicą Fabianowską użyto mózgu i usunięto (pewnie tymczasowo) progi zwalniające, które akurat tam były lekko pomniejszoną wersją Mount Everestu, tyle że z gumy :)