Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ciem

Poniedziałek, 17 lipca 2017 · dodano: 17.07.2017 | Komentarze 9

W nocy padało, zamiennie z lało. Nad ranem myślałem już, że nie uda mi się w ogóle pokręcić, więc postanowiłem kontynuować przyjazne relacje z łóżkiem. Godzinę później obudziłem się i widząc mokre ulice, a suche niebo, wiedziałem już, że z przerwy rowerowej nici, tak samo jak z kolejnej porcji snu. To drugie mnie lekko zawiodło, pierwsze - wcale :)

Ruszyłem szosą, choć myślałem o crossie, ale skoro się dało ukrócić to myślenie poprzez schnące szybko kałuże, to skorzystałem. Wykonałem nową wersję dawno wymyślonej trasy z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, powiększoną o objazd serwisówek przed Plewiskami, oraz powrót do domu. Wiatr początkowo zadziwił mnie swoją nieobecnością, ale była to jedynie zasłona dymna, gdyż kilka chwil później uświadomił sobie, że już jadę i natarł ze zdwojoną siłą. Z kierunków wiadomych, co skutecznie zniechęciło mnie do walki o jakikolwiek przyzwoity wynik.

Upały podobno idą :( Cieszę się niczym ćma na widok zbliżającego się kapcia.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Muy simpático

Niedziela, 16 lipca 2017 · dodano: 16.07.2017 | Komentarze 8

Tak jak w tytule - sympatycznie i pozytywnie mi się dziś kręciło, choć temperatura już dochodziła do mojej prywatnej granicy "zagorącości". Wmordewind starał się oczywiście gnoić, ale wyjątkowo się mendzie nie dałem i z racji niedzieli postanowiłem nie odpuszczać. Łatwo nie było, ale postawiłem na swoim, wywalczając najniższą z tolerowanych średnich.

Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - serwisówki - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Więckowice - Sierosław - Wysogotowo - Poznań Junikowo - Plewiska - Poznań Dębiec (czyli ten najlepszy) :) Rozpisywać się nie ma o czym, bo puste drogi nie dały szansy na jakieś codzienne emocje puszkarsko-rowerowe. A i udało mi się wstrzelić w okienko pustokościelne, co pewnie miało znaczny wpływ na przesłanie z poprzedniego zdania :)




  • DST 62.70km
  • Czas 02:07
  • VAVG 29.62km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 343m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pagórki płaskie + perliste

Sobota, 15 lipca 2017 · dodano: 15.07.2017 | Komentarze 16

Fajnie dziś było. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby ktoś ułatwił mi życie i przetransportował jakoś magicznie przez Poznań z południa na północ i z powrotem, czyli darował łącznie około 30 kilometrów męczarni. Ale niestety - rzeczy niemożliwe dzieją się tylko w polskim parlamencie, a zwykli, nieumoczeni w łajnie ludzie muszą się mierzyć z rzeczywistością :)

Wiało z północy, stąd wybór kierunku. Ruszyłem miastem, co kosztowało mnie szansę na przyzwoitą średnią, po wydostaniu się z którego dotarłem do Suchego Lasu. Zadziwił mnie on faktem, że stał się ostatnio bardziej suchym niż lasem, bo przy wjeździe kiedyś były drzewa, a teraz jest pustynia. Zawróciłem hopkami na Morasko, skąd poprułem w kierunku Biedruska.

Tam pomyślałem sobie chwilę o słynnym poligonie, ale jako że jeszcze w życiu przezeń nie jechałem, a wyjątkowo nie widziałem żadnego kolarza chcącego mnie uświadomić w tematyce, to nie wiedziałem czy w ogóle dziś można i wypada. W związku z tym postanowiłem udać się do Murowanej Gośliny, przez fajną widokową trasę, ale usyfioną ścieżkami i zakazami jazdy rowerem. To znaczy tak pamiętałem, że takowe występowały kiedyś, bo jakoś dziś mnie trochę wzrok zawiódł i nic z tego nie przyuważyłem :)

Dokręciłem do "centrum" Murowanej (bo to nie to prawdziwe centrum), gdzie już dawno nie byłem i lekko się pogubiłem. Wstyd napisać :) Ale nie powiem, widoczek wskazywałby, że to coś na kształt miasta :)

Na drogę powrotną wybrałem trasę przez Owińska (znów te gówno-ddr-ki, tym razem nie dało się nie widzieć, głównie radiowozu), Czerwonak i Koziegłowy. Potem już poznańska Wartostrada, mogąca dziś konkurować z najbardziej wypasionymi mrowiskami. Z tą różnicą, że po mrowiskach nie kręcą się bezmyślne mamusie z jeszcze bardziej bezmyślnymi bachorami na rolkach. A ze trzy potencjalne ofiary nieswojej tępoty mogłem mieć dziś na sumieniu. W ogóle to przerażające jak wrotkarze szybko zaanektowali ten teren - no bo przecież wyraźnie na piktogramach narysowany jest rower i piesi... Ale żeby nie było, że jestem rasistą - zaimponowało mi dwóch takich, którzy w profesjonalnych strojach śmigali równo ze mną (około 40 km/h), sprawnie manewrując i przewidując reakcję innych. Aż pogratulowałem duetowi.

Podsumowując - spoko wyjazd, powiększony o kilka kilosów względem codzienności. Szkoda, że miasta nie dało się skasować na te dwie godziny :) No i wleciało jak na płaszczyzny oraz jazdę asfaltem przyzwoicie przewyższeń.

A skoro już jesteśmy przy nich - udało mi się dziś w końcu obrobić filmik z tego wypadu na Perłę Zachodu z maja. Ten kierunek był nieplanowany, a wynikał z przebitej opony na trasie w Rudawy i obawy w temacie dalszego kręcenia. Cóż, przynajmniej nadrobiłem zaległości :)




  • DST 51.55km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kwitnąc

Piątek, 14 lipca 2017 · dodano: 14.07.2017 | Komentarze 17

Pogoda - w tym również wiatr - się lekko, powtarzam: lekko!, uspokoiła, choć chłodek pozostał, co w sumie mi się bardzo podoba. Nawet ubranie się w dwie koszulki rowerowe nie budzi mojego wstrętu, w przeciwieństwie do dni, kiedy już jedna wydaje się być zbędnym balastem, potęgującym gorąco. Początkowo jechało się na tyle sympatycznie, że wymarzyłem sobie nawet konkretną średnią, podchodząc do tematu niczym PiSS wraz z naZiobrystami do Blitzkriegu wykonywanego aktualnie na konstytucyjnym trójpodziale władz.

Sorry, prawie tydzień powstrzymywałem się od politycznych wstawek, ale rzeczywistość mi nie pozwala na dalszy celibat w tym temacie :)

W każdym razie szło dobrze, dopóki dwukrotnie nie zakwitłem za traktorami, których nie dało się za cholerę wyprzedzić, a jak się dało to w dali widoczny był radiowóz, natomiast po mojej lewej podwójna ciągła :) Wyszło więc dokładnie na granicy mojej "średniowej" tolerancji, a i tu musiałem się napocić, bo wmordewindzik oczywiście się podczas powrotu nasilił.

Na zakręcie przed wiaduktem w Dopiewie (od strony Trzcielina) mijałem rów, a w nim wysiadającą z samochodu rodzinkę. Zatrzymałem się, upewniłem czy trzeba pomóc ("nie, wszystko ok"). Cóż, pogoda za ładna i są skutki :)




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rendez-vous z...

Czwartek, 13 lipca 2017 · dodano: 13.07.2017 | Komentarze 8

...no z kim? A w sumie z czym :) Oczywiście z wiatrem. Pieszczoszek był dziś strasznie namiętny, całować mnie chciał, przytulać, otoczyć swoim jestestwem. I to z całej siły. Aż mi się wszystkie zmarszczki na pysku wyprostowały. Zaczynam mu współczuć - nikt go nie kocha (ewentualnie żeglarze mogą pałać do niego jakimś głębszym uczuciem), więc staje się nachalny i truje cztery litery nam, kolarzom. Stąd mój apel - może ktoś się nim zaopiekuje i zaadoptuje? Proszę... :)

Huragan gnoił dziś chyba w całej Polsce, w związku z tym domyślam się, że tematu nie muszę dalej rozwijać. Tylko tyle - przez 2/3 trasy z Dębca przez Plewiska, Skórzewo, Dąbrowę, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Gołuski, znów Plewiska i do domu, albo leżałem płasko, żeby poruszać się do przodu, albo ukośnie, żeby nie zaliczyć gleby. Z atrakcji dodatkowych - przy próbie wyjmowania telefonu z kieszonki wypadł mi on na ziemię, dzięki czemu po raz trzeci w tym roku czeka mnie wymiana hartowanego szkła. Powoli wchodzi mi to w krew :)

Skończyłem słuchanie drugiej części sagi z cyklu "Z mgły zrodzony", czyli "Studni wstąpienia". Miodzio. Niby fantasy, ale misternie skonstruowane, z masą intryg, oszustw, kłamstw, zdrad i wątków niemal kryminalnych. Jak w kraju :) Polecam, a ja zabieram się za trzecią część.




  • DST 53.60km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.24km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 239m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na śpiocha

Środa, 12 lipca 2017 · dodano: 12.07.2017 | Komentarze 10

Dzisiaj jazda bez przygód, bez fajerwerków, a nawet zimnych ogni. Jak już to z żarem, ale z nieba, bo podczas powrotu było mi zdecydowanie zbyt ciepło. Trasa również nikogo nie zaskoczy, a już najmniej mnie - klasyczny "kondomik" z Dębca przez Komorniki, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń.

Wiatr był dziś zadziwiający - gdy jechałem na południowy zachód flagi pokazywały, że wieje mi w pysk, a kręciło się w sposób niespecjalnie wymagający, natomiast gdy na dwudziestym kilometrze, w Stęszewie, skręciłem na wschód, czyli z flagami niby łopoczącymi mi w plecy, calutki dystans gnoiło mnie centralnie w pysk. Taka ciekawostka z gatunku "katuj mnie, katuj".

Katuszą było też dzisiejsze wstawanie. Nie wiem, może to pokłosie wczorajszej wizyty w ZOO, gdzie jak się okazało moimi alter ego z dnia dzisiejszego były kapibary i tapiry :) Okaz pierwszy z lewej na górnym zdjęciu to ja na sekundę przed startem :) A na dole - ja w pracy...





  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Widmodeszcz

Wtorek, 11 lipca 2017 · dodano: 11.07.2017 | Komentarze 12

Ufanie prognozom jest porównywalne do myślenia, że kat z toporem nad naszą głową jest Świętym Mikołajem. Niby kolor nakrycia głowy taki sam, a jednak jest kilka różnic :) Zgodnie z tą zasadą, mimo że większość pogodynek mówiła o pochmurnym, ale suchym dniu, zamontowałem w szosie tylni, dość subtelny błotnik. Mówcie mi Nostradamus.

Gdy ruszyłem na zachód, na stałą trasę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań, było jak na pustyni. Za to wiało ponownie konkretnie, oczywiście w pysk (podczas powrotu nic się nie zmieniło). Gdzieś na dziesiątym kilometrze zaczęło kropić, mżyć, kropić, mżyć. Ale raczej niegroźnie, więc kręciłem dalej i dalej. Dalszy ciąg łatwo sobie wyobrazić - rozpadało się konkretnie, a mi nie pozostało nic innego, jak ostrożnie pedałować.

Oto jak wyglądała rzeczywistość:

A jak prognozy:

Wniosek: fake news zdominowały już nawet ten segment internetu :)

Najfajniejsze było dziś pokonywanie zakrętów na serwisówkach. Raz mało brakowało, a w końcu bym się poczuł jak Rafał Majka :)




  • DST 57.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 266m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

HaKuna...

Poniedziałek, 10 lipca 2017 · dodano: 10.07.2017 | Komentarze 12

Słodziutko do wyrzygania było wczoraj, wracamy do codzienności ;) Nienaturalny stan zachwytu nad warunkami chętnie bym zachował jeszcze na kolejne wyjazdy, ale cóż, skoro natura nie chce współpracować, to co zrobię? Nic nie zrobię :) Choć nie powiem, żebym dziś miał narzekać na coś więcej prócz wysokiej temperatury (choć rano jeszcze była do przeżycia), korków i wiatru, który mocno wiał z kierunków wiadomych. Wszyscy chyba wiedzą JAKICH :)

Zrobiłem o kilka kilometrów dłuższą niż zazwyczaj trasę, gdyż obmyśliłem sobie nową-starą wersję, z Dębca przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Borówiec, tam kawałek rzeźni po płytach, Kórnik, Rogalin, Puszczykowo, Luboń i do domu. Wróciłem w stanie parującym, cud, że rower pod koniec nie jechał sam :) Jedynym plusem wmordewindu był czynnik chłodzący, trzeba mu przyznać, że przydatny.

Znów zero o polityce, dziś za to zamiennik. Wczoraj wieczorem pod domem ujrzałem takie oto biedne stworzenie:

Wyglądało jak siedem nieszczęść, kulało na tylną łapkę i sprawiało wrażenie chorego, postanowiłem więc wezwać jakieś służby, które mogłyby się nim zająć. Niestety, około godziny 21 w niedzielę dodzwonienie się do Straży Miejskiej było niewykonalne - próbowałem pięć razy, za każdym po kilku minutach mnie rozłączało. W tym czasie odbyłem spacerek za tą kuną (bo na moje to właśnie ten gatunek, choć zastanawiałem się chwilę nad gronostajem lub wydrą) i trochę się uspokoiłem, bo tu skubnęła coś koło śmietnika, tu wypiła wodę z kałuży, a i zainteresowałem tematem jeszcze kilka osób. Wróciłem do siebie, mając nadzieję, że historia tego kurdupla skończyła się mimo wszystko dobrze. Jednak dla mnie zadziwiające jest to, że wszystkie służby zajmujące się zwierzętami pracują jak urzędasy - od poniedziałku do piątku, najczęściej jeszcze w godzinach "biznesowych"...




  • DST 53.25km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.72km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

RWL-a

Niedziela, 9 lipca 2017 · dodano: 09.07.2017 | Komentarze 11

Napiszę dziś coś, czego szanujący się "ja" pisać nie powinien. Zew marudy w końcu samoistnie nie umiera:) 

Uwaga, uwaga!

Jechało się rewelacyjnie!

Po pierwsze - niedziela rano to wymarzony czas dla rowerzysty. Puste drogi, senna atmosfera, a nawet światła częściowo zielone tam, gdzie zwykle świecą czerwienią.

Po drugie - temperatura 20+, ale w tych jej dolnych granicach. Może być.

Po trzecie - wiatr. Odczuwalny, ale - szok & niedowierzanie! - przewidywalny co do kierunku. Ostatni raz było tak jakieś... hmm... nie pamiętam kiedy :)

Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - serwisówki - Komorniki - Plewiska - Poznań. W Plewiskach, po wielu, wielu próbach liczonych od czasu rozpoczęcia kolejnej wersji detonacji (szumnie nazwanej remontem) ulicy Grunwaldzkiej, odnalazłem w końcu w miarę przejezdną wersję skrętu na zachód. Prowadzi ona przez Lidla, na szczęście nie trzeba mieć zeta na wózek, bo omija się zgrabnie sklep dzięki możliwości niecnego wykorzystania parkingu.

Chciałoby się dalej kręcić, ale kapitalizm gonił i zmuszał do pojawienia się w robocie. Menda jedna.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 26.32km/h
  • VMAX 54.50km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 285m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zdziwko? (WPN)

Sobota, 8 lipca 2017 · dodano: 08.07.2017 | Komentarze 16

Dziś będzie zdziwko. Takie zdziwko, które zdziwiło nawet mnie, dopóki go nie uskuteczniłem. I wcale nie chodzi o to, że nie będzie ani jednego wtrącenia o polityce :) A mianowicie - pobawiłem się dziś w jazdę w terenie, a konkretnie wykonałem rundkę po części Wielkopolskiego Parku Narodowego. Dawno mnie tam nie było, głównie ze względu na fakt, że tak zapuściłem swojego crossa, iż nawet kręcenie zwykłymi drogami popełniałem z duszą na ramieniu (o dziwo nie przeszkadzała w jeździe), nie mówiąc już o wypuszczeniu się w las. Niedawno jednak odrestaurowałem tego trupa na tyle, na ile się dało, więc postanowiłem spróbować.

Pierwotnie jednak nie taki był mój zamiar. Chciałem ruszyć jak zwykle szosą, jednak pochmurne niebo i ryzyko deszczu wywarły na mnie razem presję i wybrałem wersję wyprawy spod znaku "czołg". Z opcją szybkiego powrotu do domu. Ruszyłem klasycznie, z Dębca przez Luboń, Łęczycę i Puszczykowo, na granicy którego wpadłem na wspomniany powyżej pomysł, skręcając w kierunku Jezior, a potem już poleciałem wzdłuż... jezior :) Konkretnie: Góreckiego, a następnie po lekkim pogubieniu się odnalazłem Kociołek i wyjechałem na Osowej Górze. Ten kawałek pozwolił mi przypomnieć sobie w ramach gratisu czasy przedszkolne - momentami podczas wykopywania się z piachu żałowałem jedynie, że wyjątkowo nie zabrałem ze sobą łopatki oraz wiaderka :)

Oj, potrzebne mi to było :) Bawiłem się super, wyłączając muzę, skupiając się na słuchaniu ptaków i kontemplacji tego zielonego dokoła. Fachowo nazwanego lasem.

Nad Kociołkiem:

Przy skarpie nad Jeziorem Góreckim:

Przy Studni Napoleona. Znów kurdupla nie spotkałem :)

No i moje łapy na trasie. 


Nagrodą był zjazd z Osowej. Fajną nagrodą :) Pokręciłbym sobie jeszcze po lesie, ale czas gonił (praca :/), więc zawinąłem się z Mosiny trasą przez Rogalinek, Wiórek, Czapury, Daszewice i wyjechałem na wysokości poznańskiej Głuszyny. Dotarłem wyjątkowo mi na crossie niestraszną DDR-ką do Starołęki i tam zrobiłem sobie jeszcze rundkę po Lasku Dębińskim.

Jak na złość - dziś prawie nie wiało. A padać zaczęło dopiero około godziny po moim powrocie. Życie :) No ale nie żałuję - odchamilem się od szosy i odszosiłem od chamów. Do powtórzenia. Jeszcze tylko jakby mój amortyzator łaskawie dział i poza spełnianiem funkcji widelca miał jakieś inne... :)