Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.10km
- Czas 02:05
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Syfuś
Środa, 6 grudnia 2017 · dodano: 06.12.2017 | Komentarze 6
Niełatwa walka o realizację planu rocznego trwa. Jakie to ciężkie zadanie wybitnie uświadomił mi dzisiejszy wyjazd, po którym czuję się zgwałcony przez wiatr, podtopiony przez błoto, jak i ogólnie zmasakrowany zastaną codziennością. O, dokładnie tak :)
Syf na dworze był z grubsza taki sam jak wczoraj, jednak nie do końca - po pierwsze zrobiło się ciut cieplej i nie padało, a jedynie mżyło, za to wiało tak, że na otwartych przestrzeniach między jedną serwisówką a drugą musiałem się łapać namalowanych na biało linii, tak przerywanych, jak i ciągłych, żeby nie odlecieć :)
Jednak zanim zacząłem latać, to udałem się w teren, bo mi się zachciało :) Kilka kilosów po Lasku Dębińskim usatysfakcjonowało mnie na tyle, że potem już mogłem śmiało dać opór wichurom. Miałem przy tym na sobie tyle syfu, że jakby ktoś mi zaproponował miejsce w partii rządzącej to spełniałbym już podstawowy warunek :) Obyło się nawet bez gleby, choć raz było blisko, jednak widocznie zadziałały ukryte gdzieś w podświadomości korzenie z dzieciństwa na mtb. Żałowałem jedynie, że mój "poddomowy" las nie jest większy, bo chętnie bym tam dziś pozostał. Ale i tak bardzo go lubię i uważam za dobro nienarodowe :)



No a reszta trasa to już wspomniana wcześniej orka, z grubsza trasą podobną do wczorajszej (tu Relive): Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Mikroelementy wszelkiej maści były w gratisie :)
- DST 52.10km
- Czas 02:04
- VAVG 25.21km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 145m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
D(r)eszczowo
Wtorek, 5 grudnia 2017 · dodano: 05.12.2017 | Komentarze 3
Co by tu napisać o dzisiejszym wyjeździe? Co prawda mam kilka pomysłów, ale żadne nie nadają się do umieszczenia w tym miejscu bez oskarżeń o mowę knajacką i łamanie ustawy o ochronie języka polskiego :) Spróbuję więc kulturalnie.
Ruszyłem po dziewiątej, gdy niebo było zachmurzone, ale nie spadało z niego nic poza pojedynczymi kroplami. Oczywiście nie mogło tak się skończyć i się nie skończyło, bo dokładnie w połowie dystansu jak lunęło, tak już zostało. Może nie były to oceany deszczu, ale zmokłem solidnie. Na szczęście tym razem nie miałem dylematu, jakim rowerem jechać i po prostu wybrałem crossa, co okazało się decyzją nad wyraz słuszną.
Trasa (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - Gołuski - Dąbrowa - Wysogotowo - Plewiska - Poznań) wyszła mi dość autorska w tej wersji, gdyż poleciałem na żywioł, starając się kręcić raz pod wiatr (mocny i zimny), a gdy się zmęczyłem, to próbowałem z nim. Nie muszę chyba pisać, że ta druga część planu nie wyszła, co ponownie wybitnie widać po średniej z zestawu "masakra" :)
Żeby się nie rozpisywać, tak to wyglądało z mojej perspektywy, z grubsza non stop. Od razu zaznaczam, że to niebieskie i czerwone to nie atak obcych na moją kierownicę, a odpowiednio: dzwonek i lampka led.
Niedaleko domu natrafiłem na kolejnego mistrza dostaw. Miał szczęście, że byłem już tak zmarznięty, iż nie miałem ochoty wykonywać szarży z taranowaniem gratis :)
- DST 52.60km
- Czas 02:05
- VAVG 25.25km/h
- VMAX 44.50km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 152m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odfajkowane
Poniedziałek, 4 grudnia 2017 · dodano: 04.12.2017 | Komentarze 33
Skorzystałem dziś z wolnego dnia i dokonałem aktu wyspania się. Kolejny życiowy sukces :) Motywacji do wstawania nie miałem również dlatego, że gdy w nocy spojrzałem za okno to zobaczyłem śnieg i moje nadzieje na dzisiejszą jazdę się ostro skurczyły. Jednak rano okazało się, że po białym paskudztwie nie ma już śladu, za to drogi wydawały się zbyt śliskie na szosę, wybrałem więc crossa jako element podtyłkowy.
Było najcieplej w porównaniu z kilkoma ostatnimi dniami, a ja paradoksalnie najbardziej zamarzłem - wszystko przez zimny wiatr, który był do tego na tyle mocny, że ponownie zdemobilizował mnie kompletnie. Eh, żeby to pierwszy raz... Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Sierosław - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Komorniki - Poznań jest na tyle upstrzona polami i niczym więcej, że nawet gdybym chciał uwiecznić jakiś ciekawy element to nie za bardzo jest w czym wybierać. Z braku laku zrobiłem więc fotę na tle stawu w Więckowicach. No Morskie Oko to to nie jest :)
Generalnie wyjazd jedynie z kategorii "odfajkowane". Szkoda tylko, że tak ciężko ją czasem wypełnić :)
O czym dawno nie było? A, mam. O polityce. Już nadrabiam :) Usłyszałem dziś bowiem, że ONR (ten sam, który tak ładnie nam się prezentował na Marszu Niepodległości, chwalonym przez Błaszczaka) organizuje w Łodzi turniej piłki halowej im. Janusza Walusia. Niewiele mówi to nazwisko? W sumie się nie dziwię, bo powinien trafić na śmietnik historii, jednak środowiska skrajnej prawicy, jak i np. część kibiców (głównie Legii) dba o to, żeby traktować go jak bohatera. Co zrobiło owe guru? Ano... zastrzelił z zimną krwią w latach 80. w RPA przywódcę partii komunistycznej, prawie wywołując wojnę domową, za co słusznie do dziś siedzi w pierdlu. A co można przeczytać w linkowanej przeze mnie zapowiedzi owej sportowej, zapewne szlachetnej rywalizacji? Proszę: "Walka o uwolnienie naszego rodaka, mimo nieprzychylności komunistycznego środowiska w Południowej Afryce wciąż trwa!
I będzie trwać tak długo, aż nie zakończy się zwycięstwem i sprowadzeniem pana Janusza do Polski". Zero informacji, co zrobił. A że nazwisko ma nawet sympatyczne to idzie łatwiej zrobić kult jednostki ze zwykłego bandziora. Również dlatego, że łyse pały (choć coraz częściej już odchodzą od tego stereotypu) rzadko rozwijają zwoje myślowe.
Po co o tym piszę? Sam nie wiem. Czasem łapy opadają mi tak nisko, że sięgają klawiatury.
- DST 53.70km
- Czas 01:58
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 53.90km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 242m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimno!
Niedziela, 3 grudnia 2017 · dodano: 03.12.2017 | Komentarze 6
Jak w tytule - zima w powietrzu w 100%, choć na szczęście sucha, przynajmniej dziś. Czyli na termometrze zero z malutkim plusem oraz arktyczny wiatr, może niezbyt mocny, ale za to włażący pod każdy por skóry, skutecznie demotywujący. Nawet gdybym miał siły i chęci do walki, to i tak by było z tego niewiele pożytku, bo gnój jak zwykle zmieniał kierunek, skutecznie robiąc ze mnie idiotę na dwóch kółkach :)
Jako dowód na to, że upału nie było, znów cytacik. W Komornikach wyprzedzałem kolarza wyjeżdżającego z osiedla, a potem, gdy stałem na światłach, żeby skręcić w lewo, to ten sam kolega przecisnął się między samochodami i tylko krzyknął, że... zimno. I pojechał prosto. Potwierdziłem :)
Trasa to "kondominium" z Poznania przez Luboń, Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Łódź, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. Ta ostatnia wspomniana wiocha, wróć, miasto, mimo weekendu była oczywiście zakorkowana. I coraz bardziej zaczynam być za zakazem handlu w niedzielę, ale tylko dla Lubonia :) Choć z drugiej strony - co ci biedni ludzie by tam robili?
A w ogóle to gdyby nie ten prawie temperaturowy minus w realu, to patrząc na wielkopolskie pola, Jezioro Witobelskie oraz lasy WPN-u w tle, można by sądzić, że mamy pełnię lata.
- DST 32.90km
- Czas 01:10
- VAVG 28.20km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 108m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut arbeitowy
Sobota, 2 grudnia 2017 · dodano: 02.12.2017 | Komentarze 4
Ładny był dzionek jak na grudzień? No ładny. Sympatyczna pogoda i w końcu mniejszy wiatr był? No był. I co? I ja musiałem pójść dziś do pracy sporo wcześniej niż zazwyczaj, więc udało mi się zrobić tylko przed wyjściem żałosnego gluta. Oczywiście, mogłem wstać trochę po szóstej rano, ogarnąć się, wyruszyć po ciemku i po zamarzniętych jeszcze drogach, ale... nie mogłem. Szanujmy się :) Gorsze jest to, że w związku z pewnymi zawodowymi zawirowaniami niestety czasowo czeka mnie lekki odpoczynek od roweru lub jeszcze więcej glutów.
Co do trasy to ruszyłem na zachód, z Poznania przez Plewiska do Skórzewa, które jest kolejną wiochą w okolicy z permanentnym remontem. Na szczęście akurat ten dobiega końca, szkoda tylko, że w jego wyniku jest częściowo jeszcze bardziej gówniano niż było przed nim. Oczywiście chodzi o DDR-kę, którą - jak to w Polsce w XXI wieku - wykonano z kostki. Co prawda jeszcze dość przejezdnej, ale sam fakt woła o pomstę do piekła.
Tym bardziej, że chwilę droga zamienia się na asfaltową. Zagadką pozostaje, czemu nie dało się zrobić całości z tego samego tworzywa, no ale nawet nie mam zamiaru dociekać.
Ścieżka jest oczywiście oznakowana i dopuszczona do ruchu (czytaj: nakazuje się nią jechać), mimo prowadzonych robót. I tak w pewnym momencie przed sobą miałem:
A za sobą:
Dodam, że chciałem dotrzeć do ronda widocznego na tej pierwszej fotce z powyższych. Nie chciałem się kopać z koniem (mechanicznym), pozostało więc cofnąć się kilkaset metrów, a że jacyś tam robotnicy robili coś tam, to zagadałem:
- Panowie, dalibyście tu jakiś znak, że ścieżka jest nieprzejezdna.
- Ale my tu nie od znaków.
- No to chociaż machajcie :)
- Ale my tu nie od machania :)
Tyle było z rozmowy :)
Powrót nastąpił serwisówkami i znów przez Plewiska do domu, w którym musiałem się szybko ogarnąć i teleportować do roboty. Robić nadgodziny, oł je.
Relive z nawrotką TU.
- DST 53.20km
- Czas 01:59
- VAVG 26.82km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 0.5°C
- Podjazdy 165m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Tupu tup...
Piątek, 1 grudnia 2017 · dodano: 01.12.2017 | Komentarze 4
Najpierw o pozytywie. W sumie jednym. Udało mi się wczoraj naprawić zepsuty wentyl. Poznań uczy oszczędności :) Trochę zabawy kombinerkami, dokręcenie czego trzeba i proszę - kilkanaście zeta zostało w portfelu :)
Była więc motywacja do sprawdzenia, czy nie puści gdzieś na trasie. Problem był jeden - pogoda. Co prawda w momencie, gdy ruszałem, czyli przed dziewiątą, niebo było jedynie zachmurzone, co dawało nadzieję na przejazd o suchej oponie, ale chwilę później zaczęło delikatnie sypać. Na tyle delikatnie, że nie zdecydowałem się na powrót i zamianę szosy na crossa. Jedyne co, to całkowicie odpuściłem szarżowanie i kręciłem nad wyraz ostrożnie, w każdy zakręt wchodząc uprzejmie i kulturalnie. No i obyło się dzięki temu bez gleby, nawet gdy gdzieś w połowie drogi sypało już konkretnie.
Co przy temperaturze bliskiej zera było pewnym wyczynem.
Trasę wykonałem na zachód: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Podłoziny, tam nawrotka - znów Dopiewo i Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska i do domu. Wiatr skutecznie stopował, co w połączeniu ze śliskimi drogami dało dzisiejszy skandaliczny wynik. No ale najważniejsze, że pokręcone.
Jeszcze na szybko podsumowanie paskudnego listopada: prawie 1520 kilometrów, crossem zamiennie z szosą i masakrująca średnia 27,3 km/h. No ale nie ma lekko - chce się jeździć, to trzeba cierpieć.
A co do śniegu... W sumie wolę, gdy tak jak dziś sypie nie aż tak mocno, niż miałoby lać. Poza tym śnieżek jest smaczniejszy :) W hołdzie mu piosenka. No to: tupu tup... :)
- DST 53.30km
- Czas 01:58
- VAVG 27.10km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 253m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pana-na-na
Czwartek, 30 listopada 2017 · dodano: 30.11.2017 | Komentarze 2
Jak sądzę po tytule można się już domyślić, co było centralnym wątkiem dzisiejszego wyjazdu. No ale po kolei.
W robocie miałem dziś pojawić się dopiero pod wieczór, więc zafundowałem sobie kolejną dawkę leku zwanego snem, a wyruszyłem dopiero grubo po dziesiątej rano. Na termometrze okiennym widniały całe dwie kreski, co i tak było jednak postępem względem nocy, podczas której rządziły przymrozki. Utrzymywała się za to delikatna mgiełka, a i kilka razy na trasie mocniej pokropiło. Było też dość ślisko, więc się nie rozpędzałem, tylko jechałem ostrożnie jak po szkle. Co pewnie podświadomie zemściło się na mnie później :)
Z Dębca przetransportowałem się do okolic AWF-u, przejechałem Most Tylman, nazywany wciąż nie wiadomo czemu Mostem Rocha, i skierowałem się ku Malcie. Bardzo mi się podoba jakość DDR-ki po odświeżeniu - oby tak dalej!
Odstałem obowiązkowo swoje na zamkniętym przejeździe przy stacji Poznań Wschód, a potem już całkiem płynnie przez Janikowo dotarłem do Kobylnicy, gdzie na skrzyżowaniu... odstałem swoje. Bowiem tamtejsza sygnalizacja nie przewiduje rowerzystów i umożliwiła mi skręt w lewo dopiero, gdy za mną ustawił się samochód. Muszę widocznie sporo utyć, zanim ponownie tu się pojawię :)
Pomknąłem do Wierzonki jednym z moich ulubionych podpoznańskich odcinków. Czemu ulubionych? Wystarczy spojrzeć:
I tak przez dobrych kilka kilosów. W Wierzonce skręciłem w kierunku na Pobiedziska z zamiarem nawrotki po wjechaniu na hopkę w Karłowicach. Jednak jakoś dziwnie mi się zaczęło kręcić, gdy koła natrafiły na tamtejszy dziurawy asfalt. Zatrzymałem się i stwierdziłem, że powietrza z przodu mam dość skromną ilość. Jednak postanowiłem dopompować i zobaczyć, jak daleko zajadę. Nie było to daleko, niestety :) Znalazłem więc wygodny punkt serwisowy w postaci przystanku autobusowego i chcąc nie chcąc zabrałem się za wymianę, dziękując w duchu, że chodziło o koło przednie, a nie tylne, bo nienawidzę męczyć się z syfem podczas jego zdejmowania i zakładania.
Początkowo byłem sam, ale po chwili pojawiła się połowa wsi (czyli trzy osoby), bo za chwilę miał nadjechać autobus. Nasłuchałem się więc karłowickich historii z życia, by finalnie uporać się tak, że ruszyłem centralnie za wspomnianym środkiem transportu. Wróciłem do Wierzonki, z której znaną i lubianą drogą przez Mielno, Klini oraz Kicin dokulałem się do Koziegłów.
Wjechałem do Poznania i ślimakami (czyli DDR-ką przy Gdyńskiej), a następnie Chemiczną i Hlonda (tam też nowy asfalt na ścieżce! Brawa ponownie!) dotarłem do Śródki. A że byłem, to zrobiłem. Zdjęcie murala w sensie. Nie po raz pierwszy, ale wyjątkowo został mi limit, to wycyckam go prawie do końca :)
Potem zakwitłem na Garbarach...
...ale dziś głównie przez światła, a nie ruch, gdyż w końcu chyba część kierowców ogarnęła, na czym polega buspas. Potem już linią prostą do domu. Tu Relive z dziś.
Gdy tak sobie jechałem i z musu najeżdżałem na pojedyncze wyższe progi na ścieżkach, ze zdziwieniem stwierdziłem, że koło jest znów dość miękkie. Byłem świadomy, że ręczną pompką nie dam rady wyciągnąć więcej niż 4-5 barów, ale na oko było ich już zdecydowanie mniej. W domu okazało się, że wentyl miał wadę i uchodziło przez niego powietrze. Ma się to szczęście :) Gdybym patrzył na średnią to bym złożył oficjalną reklamację, tylko nie wiem gdzie, bo kupuję dętki w różnych miejscach. A że nie patrzyłem, to przebolałem ten astronomicznie drogi (kilkanaście zeta) rowerowy element.
Tym samym listopad odchodzi w niepamięć. Paskudny to był miesiąc, ale spokojnie - będzie gorzej, bo jutro ma padać śnieg i pewnie nie pokręcę. Hura :/
- DST 56.20km
- Czas 02:00
- VAVG 28.10km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 237m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Smoging
Środa, 29 listopada 2017 · dodano: 29.11.2017 | Komentarze 11
Wpis na szybko, bo mam dziś dzień wolny, czyli muszę lecieć do pracy, żeby się nie rozleciała :) A że wyjechałem dość późno, bo przed jedenastą, to czasu na głębokie filozoficzno-eschatologiczne wywody nie mam.
Wykonałem klasyczne "kondominium" od strony Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Łódź, Rosnowo, Komorniki i Plewiska do domu, zahaczając jeszcze o pracę Żony, żeby przekazać jedną pierdółkę. Stąd minimalnie większy kilometraż. Jako że w nocy był lekki przymrozek, to jazda przez łęczycką ścieżynkę miała dziś dodatkowy, emocjonujący wymiar - wybitnie ekwilibrystyczny. Zamarznięte błotko pomieszane z liśćmi to jest to, co szoszoni lubią najbardziej :) Wiatr wiał niezbyt silnie, ale za to zmiennie - a co to oznacza chyba każdy wie. "Zmienność" bowiem jest dostosowana indywidualnie pod kręcącego, tak, żeby nie miał okazji się za bardzo lenić.
Generalnie obyło się bez przygód, bo zaledwie jeden kierowca chciał ze mnie zrobić papkę, więc nawet nie ma sensu o tym wspominać. A przez całą drogę towarzyszyła mi lekka mgiełka, coś na kształt smogu light. 
- DST 55.10km
- Czas 02:11
- VAVG 25.24km/h
- VMAX 54.50km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 234m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Osowiało
Wtorek, 28 listopada 2017 · dodano: 28.11.2017 | Komentarze 10
Klimacik pogodowy się zrobił. Idealny do powolnego podcinania sobie żył. Zimno, ciemno i ponuro - złota jesień w wersji PL :) Choć nie powiem, mogło być gorzej, bo tylko przez około 50% dzisiejszego wyjazdu padało. Optymista uznałby to za szklankę do połowy pełną, ja tam bym tak nie szalał :)
Wybrałem się crossem, co finalnie błogosławiłem zdecydowanie, a mój tyłek to już w ogóle - jednak co błotnik to błotnik. Generalnie również trasa, którą sobie wymyśliłem do szosy by się częściowo nie nadawała. Ruszyłem z Dębca przez Luboń do Wirów, gdzie w końcu, po latach prób, odnalazłem skrót na Łęczycę ulicą Dworcową. Gdyby nie kostka byłby całkiem spoko. Następnie Puszczykowo, z którego postanowiłem znów wjechać na Osową Górę, ale tym razem do samego jej końca, czyli po kawałku terenu tak dziurawego, że można by na jego pokonanie zużyć cały słownik słów powszechnie uznanych za wulgarne. W końcu pojawiłem się nad gliniankami i wykonałem obowiązkową fotę na tle wieży widokowej.
Zjazd był fajny, choć wiało w pysk i nie za bardzo się udało rozpędzić. Zresztą mocne powiewy towarzyszyły mi non stop, za wyjątkiem momentów, gdy miały mi pomagać. Przedarłem się przez tunel w Mosinie, a w Żabnie skręciłem drogą przez las do Baranowa, gdzie podziwiałem pięknie wylewającą na okoliczne pola Wartę. 
Następnie mijając Sasinowo dotarłem do Mosiny, przejechałem torowisko i... Wrrrróć. Okazało się, że zaatakował mnie znienacka kolejny remont zafundowany przez PKP. Jak zwykle opisany tak perfekcyjnie, że po zwiedzeniu sporego kawałka mosińskich uroczych osiedli musiałem ratować się werbalną pomocą tubylca płci żeńskiej (tubylczyni?). Moje zagubienie widać na filmiku z Relive.
Końcówka to już rower wodny, niemal swoimi śladami, ale w rozkroku - Puszczykowo, Łęczyca, Dębiec. Wyprać ciuchów już nie zdążyłem, więc jakby ktoś poszukiwał całej tablicy minerałów to zapraszam. A już z błocka można skonstruować średniej wielkości bałwanka.
Uff. I tak długa relacja mi wyszła, biorąc pod uwagę to, jak jestem zmasakrowany dzisiejszym dniem w robocie. Cud, że mój wywód nie skończył się na zdaniu: "ruszyłem, przejechałem, wróciłem" :)
- DST 53.40km
- Czas 01:54
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 218m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Olewus
Poniedziałek, 27 listopada 2017 · dodano: 27.11.2017 | Komentarze 8
O dziwo, mimo wciąż zimnego i solidnego wiatru z południowego zachodu, jak również temperatury, której ciut brakowało do żaru tropików, jechało mi się dziś całkiem przyzwoicie. Jeden tylko warunek musiał być spełniony - całkowita olewka tematu średniej. Udała się, choć miałem moment karkołomnej rywalizacji ze skuterem - finalnie przegrany, choć przez spory kawałek prowadziłem ucieczkę :)
Trasa jedna z moich ulubionych, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Obyło się bez większych przygód, jedyne co to chwila przymusowej zadumy przy próbie wjazdu na ścieżkę w Łęczycy od strony Wirów. Spędziłem dobre pięć minut czekając aż łaskawie sygnalizacja świetlna mnie zauważy, co jednak się nie zdarzyło (widocznie rowerzystów nie przewidziano), a że wzdłuż drogi widnieje zakaz jazdy rowerem to w końcu musiałem wybrać mniejsze zło i przekroczyć ulicę na czerwonym. Po raz kolejny dziękuję twórcom "ułatwień" rowerowych za to, że tworzą je tak mądrze i pomagają nam w życiu. Nie zdziwię się jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, że wysypanie na trasie pinezek jest takie prorowerowe, bo przebicie opony zmniejsza ryzyko zderzenia się dwóch pędzących na siebie kolarzy :)
Podczas walki z podmuchami zmierzyłem całą Łódź, tę wielkopolską. Ma prawie półtora kilometra. Prawie, bo brakuje jakichś stu metrów. To takie info dla bajskatowiczów z sąsiedniego województwa, którzy zapewne nie mogli do tej spory zasnąć bez tej informacji :)






