Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242649.45 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.65km
  • Czas 02:01
  • VAVG 25.61km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pomiot

Wtorek, 30 stycznia 2018 · dodano: 30.01.2018 | Komentarze 18

Pomiotem dziś byłem ja. Pomiatało mną bowiem w każdą stronę, z każdej strony, z przodu, z tyłu, z boku, od góry, z dołu i co tam jeszcze możliwe. Utrzymanie się na szczytach wiaduktów było porównywalnie z grubsza z surfowaniem po Mount Evereście. Dałem jednak radę, choć bóg Tlahuizcalpantecutli mi świadkiem, iż graniczyło to z cudem.

Dość napisać, że w połowie dystansu, tej bardziej wietrznej, miałem - kręcąc szosą - na liczniku średnią w okolicach 22 km/h, a wynik finalny, jakkolwiek żałosny, to wynik ciężkiej walki z podmuchem, który nawet podczas powrotu nie chciał pomagać. W zestawie doszedł jeszcze przenośny deszczyk, coby mi się w tyłku nie poprzewracało od komfortu :)

Trasa to zachodnie rejony, najbardziej odkryte, jak to może tylko być: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Na samo wspomnienie jest mi niedobrze :)

Aha, udało mi się oddać crossa do serwisu. Boję się lekko, że jak go rozkręcą to wyskoczą z niego jakieś nietoperze czy inne makolągwy, bo jest w stanie agonalnym, i już się nie da go skręcić. Się zobaczy - wiedział będę jutro lub pojutrze.




  • DST 32.10km
  • Czas 01:17
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 96m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pseudoglut awatarski

Poniedziałek, 29 stycznia 2018 · dodano: 29.01.2018 | Komentarze 12

Dzisiejsze coś, co nie zasługuje nawet na miano gluta, bo było zwykłą, ordynarną wietrzno-deszczową męczarnią, zostało odfajkowane i tyle. W sumie powinienem zrobić kopiuj-wklej z wczorajszego wpisu, ale wiało jeszcze mocniej, napęd nie działał i przeskakiwał jeszcze bardziej, no a poza tym nie spotkałem żadnej kręcącej masowo grupy kolarzy :)

Cud, ze w ogóle wleciały te trzy dychy, bo od rana padało, a jak przestało i mnie skusiło. to gdzieś po przejechaniu trzech kilometrów znów zaczęło siąpić i nie odpuściło praktycznie do końca. Zamknąłem się więc w sobie i wykonałem drogę w tę i we wte, czyli z Poznania przez Plewiska i Gołuski do Palędzia, gdzie wykonałem w tył zwrot. Zaliczyłem jeszcze myjkę, mając nadzieję, że jak usunę większość syfu, to łańcuch przestanie mi przeskakiwać, ale niestety - daremne żale, próżny trud, że tak zacytuję klasyka.

W afekcie, nudząc się dziś w robocie, przygotowałem sobie awatara na BS, którego jutro lub dziś planuję uaktywnić. Tylko nie wiem, czy aby za bardzo się nie upiększyłem? :)

Aha, pisałem już, że wiało? Tak? No to jeszcze dowód: nawet ludziki i rowery na sygnalizacji świetlnej nie dały rady utrzymać pionu :)




  • DST 32.25km
  • Czas 01:17
  • VAVG 25.13km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 105m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skokoglut

Niedziela, 28 stycznia 2018 · dodano: 28.01.2018 | Komentarze 4

Wczoraj zakładałem, że będzie padać i nie pojeżdżę. W sumie okłamałem sam siebie, ale połowicznie - padało, lecz jedynie wczesnym porankiem, a że w samo południe musiałem być w pracy, to udało mi się wykręcić zaledwie gluta. Zawsze coś. No i teraz nasuwa się pytanie: czy oszukując siebie jestem kłamcą, półkłamcą, czy może jedynie człowiekiem błądzącym?

Jazda (a w sumie skakanie) była o tyle utrudniona, że napęd w crossie niestety sam się nie naprawił (nie żebym miał jakiekolwiek nadzieje, ale...), co w przypadku konieczności walki ze znów bardzo silnym wiatrem powodowało, że pościerałem sobie znaczną powierzchnię szkliwa zębowego, żeby powstrzymać cisnące mi się na ryj szewskie słownictwo. W kilku...nastu...dziesięciu przypadkach jakoś się nie udało :) A ja, jako miłośnik pagórków, cieszyłem się z płaskich odcinków, bo jakiekolwiek małe wzniesienie lub co gorsza wiadukty, były mentalnym przeżyciem, połączonym z ponowną werbalizacją znacznej ilości słów na: "k" oraz "p", z akcentami głównie na "rrr" :) 

Trasa - króciutka, a szkoda, bo po południu się rozpogodziło (widziałem przez okno w pracy, grrr...): Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Plewiska - Poznań. W Plewiskach mijałem się z jakąś potężną, kilkunastoosobową grupą mtb-owców, mknących z odgłosem grubych opon na asfalcie w kierunku południowym. Ptaki wracają już na północ, rowerzyści odwrotnie :)




  • DST 52.25km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Troll in the fog

Sobota, 27 stycznia 2018 · dodano: 27.01.2018 | Komentarze 8

Jeśli tytuł kojarzy się komuś z pewnym świętej pamięci już niestety piwem, to... dobrze się kojarzy. Fajny był to brand, choć smak nie do końca mój.

Za to pogoda była dziś taka, że po raz kolejny nie widziałem za wielu przeszkód do jazdy. Czyli z grubsza skopiowana z widoku wewnątrz kubka, w którym wypiłem poranną kawę z mlekiem. W terenie zabudowanym od biedy jeszcze można było uznać ją za małą czarną, ale już im dalej w pola, tym bardziej mgliście. A ostatnie dziesięć kilometrów było już bardzo przyzwoicie pod względem widoczności, bo chmury zostały rozmyte przez deszcz. Jak nie urok to... uwalony napęd :) Choć w sumie kręciło mi się nie najgorzej, głównie dzięki niezbyt upierdliwemu wiatrowi. Co stanowi ewenement na skalę wielkopolską. 

A oto dowód na to, że jak widać mało co było widać :) Choć i tak jak zwykle foty kłamią, bo było bardziej... zajemgliście.



A, jeszcze trasa. Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Więckowice - Sierosław - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Plewiska - Poznań.

Jutro wg prognoz.. no właśnie. Każda mówi co innego. Więc na wszelki wypadek zakładam, że będzie lało i nie pojeżdżę.




  • DST 55.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 27.52km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 249m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

SzSzSz

Piątek, 26 stycznia 2018 · dodano: 26.01.2018 | Komentarze 0

Czyli: szeleszczenie szosowymi szprychami :) Co prawda to moje Vento jest już szosą jedynie z nazwy i może jeszcze z kształtu ramy, ale samo ponowne usadzenie czterech liter na czymś, co z przodu ma baranka, wielce mnie ucieszyło.

Wciąż jest zadziwiająco ciepło, a nawet wiatr dziś nie był specjalnie silny, za to oczywiście upierdliwy co do swej zmienności, niby południowy, a dmuchał raz ze wschodu, raz z zachodu, nawet z północy, byle mi nie pomóc. Norma :)

Wykonałem nieskomplikowaną trasę z cyklu w tę i we wte: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno i nawrotka. O tak jak na Relive. A że oczywiście w momencie, gdy tylko ruszyłem stałem się potencjalnym odbiorcą miliarda niecierpiących zwłoki połączeń telefonicznych, w Żabnie na chwilę (długą) się zatrzymałem i pooddzwaniałem hurtowo. Przy okazji z drugiego telefonu pyknąłem fotę drewnianego kościoła pod wezwaniem świętego Kubusia, z końca XVIII w., coby czasu nie tracić :)

Ścieżka w Łęczycy wciąż żyje swoim życiem. Póki było zimno i leżał na niej śnieg, nikt palcem nie kiwnął, żeby ją oczyścić. Dziś, gdy już większość stopniała i zrobiło się nawet przyzwoicie, posypano ją kilogramami soli (ten upiorny chrzęst...). Do tego rozłożyli się jacyś spece z kablami (prawie w środku lasu!), a wisienką na torcie był... dziadyga, który widocznie już się stęsknił za mijankami ze mną na błotnistym singielku i "przypadkowo" wjechał nań w momencie, gdy zrobiłem to ja. Jednak świat się zmienia powoli, zbyt powoli... :)




  • DST 52.50km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.20km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dog(o)rywka

Czwartek, 25 stycznia 2018 · dodano: 25.01.2018 | Komentarze 8

Czyli dobijanie na amen napędu w crossie. Chciałem co prawda wyruszyć dziś szosą, ale rano drogi były ku temu średnio zachęcające, a obiecałem ile się da dbać o napęd, prawdopodobnie już ostatni w Vento, więc ponownie postawiłem na kurs czołgiem, co było dość emocjonującym przeżyciem. Każde mocniejsze stąpniecie na pedały było zagadką: przeskoczy czy nie przeskoczy? Odpowiedź niestety w większości przypadków była prosta :/

Wykonałem więc delikatne kółeczko o w takiej wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Głuchowo - serwisówkami do Dąbrówki - Palędzie - Dopiewo - nawrotka na Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Bez rozpędzania się, bez przygód, bez historii. Na serwis znajdę czas dopiero w przyszłym tygodniu, więc jeśli w międzyczasie pogoda się zbiesi (a prognozy na to wskazują) to chyba wyprowadzę na dwór stacjonarnego chomika :)

Jeden plusik w ramach walki z wewnętrznym defetyzmem chciałem dodać - było sympatycznie ciepło (siedem stopni!).




  • DST 52.70km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.10km/h
  • VMAX 41.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Igiełkowo

Środa, 24 stycznia 2018 · dodano: 24.01.2018 | Komentarze 10

Zima chwilowo odpuściła, wróciła jesień. W sumie pasuje, choć mocniejszego wiatru oraz porannej mżawicy aura mogła sobie darować - przez nie wyjechałem dziś crossem, który w drodze powrotnej zaczął mi lekko wariować w okolicach napędu. W domu spojrzałem, obczaiłem i niestety - trzy najmniejsze zębatki w kasecie, blaty oraz kółka od przerzutek są w takim stanie, że śmiało mógłbym otworzyć zakład krawiecki. Dodam, że narzędzia byłyby niezwykle precyzyjnie. Łudziłem się, że dojadę na tym zestawie przynajmniej do końca "sezonu" zimowego, ale chyba nic z tego - szanuję swoje uzębienie i nie chciałbym go stracić podczas upadku pyskiem na kierę podczas nagłego przeskoczenia łańcucha, więc powoli muszę myśleć o serwisie. Znów koszty, więc wizja nowej szosy na razie znów się oddala :/

Trasa dzisiejsza to lekko zmodyfikowane "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań. Powolutku, spokojnie, skupiając się na zakończeniu drugiej części trylogii "Zagadka pochodzenia" A.G. Riddle (czyste wariactwo ta książka, ale słucha się dobrze), wykonałem swoje i dotarłem do domu. Oczywiście nie mogło zabraknąć wątku śmieszki w Łęczycy, która przypomniała dziś roztapiającego się bałwana - ale nie takiego klasycznego, sympatycznego, a bardziej śmiertelnie groźnego, np. jak z "Pierwszego śniegu" Nesbø - ilość lodowych pułapek spowodowała, że znów ignorując zakaz wybrałem więc jazdę zwykłą drogą :)




  • DST 51.35km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura -2.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trójca

Wtorek, 23 stycznia 2018 · dodano: 23.01.2018 | Komentarze 0

Dane mi dziś było błogosławieństwo wyspania się, najedzenia przed jazdą, jak i odczekania aż temperatura wzrośnie z jakichś minus dziesięciu wczesnym rankiem do upalnego minus dwa przed południem. Prawdziwa święta rowerowa trójca, i jako taką nawet jestem w stanie wyznawać znacznie częściej. A nad wszystkim z góry spoglądało moje ulubione bóstwo o kryptonimie "Wolne".

Mroziło wiatrem ze wschodu, co prawda niezbyt mocno, ale za to skutecznie wyziębiając, więc zgodnie z daną samemu sobie obietnicą już na starcie odpuściłem ciśnięcie, bo kopanie się z koniem nie należy do moich ulubionych czynności. Ponownie musiałem też ułożyć sobie w głowie trasę, która do niezbędnego minimum ograniczałaby ilość oblodzonych DDR-ek (trzeba jednak uczciwie przyznać, że te, które z musu zaliczyłem były w większości posypane i ogarnięte, przynajmniej w samym Poznaniu). No i wyszedł mi klasyk o kształcie Polski (co prawda na Relive stanęło to na głowie i w ogóle jej nie przypomina): Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Paczkowo - Swarzędz - Malta - Dębiec. Bez przygód, choć oczywiście pokonanie zestawu Starołęcka (na początku) + połowa miasta z północy na południe (pod koniec) już w samo w sobie powinno być zaliczone do sportów ekstremalnych i uhonorowywane dożywotnią rentą ZBoWiD-u :)

Od jutra ma być podobno cieplej. Proszę się nie cieszyć - w gratisie dodają deszcz.




  • DST 52.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura -2.0°C
  • Podjazdy 286m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zimoszosing

Poniedziałek, 22 stycznia 2018 · dodano: 22.01.2018 | Komentarze 17

Zrobiłem dziś coś, o czym już niemal zapomniałem - pyknąłem sobie swoje pięć dyszek szosą. Tą swoją emerytowaną, stuningowaną prawie na mtb szosą, która ledwo zipie, ale wciąż jakoś kręci do przodu. Wszystko dzięki w miarę suchym drogom, które kontrastowały z minusową temperaturą, zmuszającą do poruszania się ostrożniej niż zazwyczaj. Obyło się nawet bez gleby, choć zakusy były :)

Wykonałem trasę z Poznania przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalinek, dojechałem do kojarzonego pewnie przez wszystkich kręcących po wielkopolskich drogach miejsca za Świątnikami spod znaku "grochówka i tirówka", tam zawróciłem i drogę powrotną wykonałem przez Rogalinek, Wiórek, Czapury, Starołękę i do domu. O właśnie tak. Na Starołęckiej, poznańskiej ulicy kochanej z grubsza przeze mnie jak na przykład Luboń, dziś zamiast klasycznego korka zastać było można nadkorek, zafundowany przez drogowców, którzy coś tam sobie łatali, sterując ruchem wahadłowo. Nawet z jednym z nich sobie stojąc pogadałem o rosnącej liczbie samochodów w mieście i o dziwo doszliśmy nawet do kompromisu, że sprawna komunikacja masowa jest jedynym rozsądnym kierunkiem.

Aha, nie mogło obyć się bez polskiej klasyki, czyli puszkowości stosowanej. Bowiem na ścieżce w Łęczycy, która wciąż jest wysokiej klasy darmowym lodowiskiem dla zainteresowanych (ja nie byłem i nie jestem) jakoś się nie pojawiłem, w trosce o swoje zdrowie i życie kręcąc drogą, ignorując irracjonalny (szczególnie zimą) niespełna kilometrowy zakaz jazdy rowerem. I co? Znalazła się oczywiście tępa dzida płci żeńskiej, która uwiesiła się na klaksonie, tak jakby rzeczywistość o nieprzejezdności śmieszki nie docierała do tlenionej główki. Jako że mało co mnie tak wyprowadza z równowagi jak bezinteresowna tępota, to paniusia usłyszała ode mnie taką personalną wiązankę, że śmiało może się zgłosić od dziś do pełnej hipokryzji akcji "me too" - przyznaję, że mnie poniosło i ta akurat wyjątkowo miałaby podstawy :)

W sumie ładnie dziś było, mimo że zmarzłem solidnie.


W gratisie widoczek częściowo zalanej oraz zamrożonej Wartostrady, która aktualnie jest bardziej Rybitwostradą (to te małe białe punkciki na północ od ludzików). To dla tych zazdroszczących, ku pokrzepieniu serc, że aż tak dobrze to w Poznaniu rowerowo zimą nie jest :)




  • DST 52.30km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.10km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 215m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spaceroworowerowo

Niedziela, 21 stycznia 2018 · dodano: 21.01.2018 | Komentarze 7

Nie wiem skąd pogoda ma dostęp do mojego grafiku, ale fakty są tak niezaprzeczalne, jak okrutne - mam w pracy jakąś pluskwę czy innego szczura, który informuje ją kiedy mam wolne. Potem pozostaje już tylko doprecyzować kilka detali i... Efekt mamy taki, jak dziś - w nocy i nad ranem przywitał mnie widok ulic pokrytych białym gów... puszkiem. Łapy mi opadły, ale mimo wszystko pozostawiłem w sobie troszkę nadziei. Jak się okazało - o dziwo nie płonnej.

Najpierw jednak po śniadaniu zaliczony został spacer po "moim" Lasku Dębińskim, który wielbię o każdej porze roku. Mam nadzieję, że gdy powstanie nowy odcinek Wartostrady wzdłuż Drogi Dębińskiej, to nikt nie wpadnie na pomysł pociągnięcia jej aż do jego granic, bo oznaczałoby to tłumy masakrujące to jeszcze w miarę półdzikie miejsce. Z tego co jednak wiem, budowa przewiduje jej zakończenie kawałek wcześniej i oby tak zostało. Tymczasem mogę cieszyć się wciąż względną ciszą i spokojem w odległości kilometra od domu.




No a wczesnym popołudniem temperatura podniosła się lekko powyżej zera, co oznaczało, że mogę rozpocząć żebry, zastosować oczy kota ze Shreka i takie tam w celu otrzymania zgody na rower od Żony, bo wspólne wolne weekendy to jakby nie patrzeć dość istotna wartość. Udało się - negocjacje już w czasie jazdy skończyły się nawet akceptacją pełnego dystansu, zamiast planowanego gluta.

Trasę wykonałem w tę i z powrotem, niestety z powodu północnego wiatru (niezbyt silnego) połowa to miejskie męczarnie, przy niedużym ruchu, ale z jak zwykle uwalającymi prędkość światłami. Czyli z Dębca przez Rataje, Śródkę, Miłostowo, Bogucin oraz Kobylnicę do Jerzykowa, gdzie nastąpiła nawrotka. A tak to wygląda na Relive.

Drogi dość przejezdne, biegaczy miliardy, rowerzystów mniej (ale byli, za co chwała im), a mi się zachciało pokręcić kółeczko nad Maltą (zimą, w przeciwieństwie do lata, da się to zrobić bez używania karabinu maszynowego). Początkowo, gdzieś do połowy długości jeziora, było sympatycznie. Potem... hm. Jakoś nie reflektowałem i zawróciłem :)