Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242521.15 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klimacikowo

Niedziela, 4 listopada 2018 · dodano: 04.11.2018 | Komentarze 10

Jak by to ładnie napisać, żeby nie było, że marudzę... O, może tak - klimatycznie dziś się kręciło. Wyjeżdżałem (sporo przed dziewiątą rano) przy delikatnej mgiełce i szarości, co w sumie było całkiem sympatyczne, niestety dokładnie w połowie drogi dopadł mnie lekki opad, taka typowa mżawica, która już nie odpuściła do końca, a w połączeniu z wciąż leżącymi wszędzie liśćmi powodowała u mnie lekkie drżenia serca, jak i hamowała chęć do przyspieszania. No i ten wmordewind, umiarkowany, ale niestety zmienny idealnie "pode mnie". Finalnie wynik jest, jaki jest.

Skierowałem się na wschód, z odświeżaną co jakiś czas misją o kryptonimie: co tam panie w Gowarzewie? Planowany termin zakończenia przebudowy drogi oraz budowy rond już "leciutko" został przekroczony (polowa sierpnia), a ja pojawiam się tam tylko po to, żeby sprawdzić, czy skończą szybciej niż przy poznańskiej Kaponierze (dla przypomnienia - pięć lat). W tym celu ruszyłem z domu przez Drogę Dębińską, Hetmańską, Starołęcką, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki i Tulce do wspomnianej miejscówki. Zanim jednak to się stało, zatrzymałem się na chwilę pomedytować nad tym, jak będzie wyglądał mój kolejny rower, ten na emeryturze. Znalazła się nawet wizualizacja :)

A na miejscu... Hmm. Coś zrobili - jedno rondo półotwarte, ale kawałek dalej zasieki jeszcze większe niż były. Na moje oko jeszcze z rok i może znikną.

Za to zaczęto niestety już oznaczać nową śmieszkę, więc testowo sobie po niej przejechałem, oczywiście nie zapominając o ponownym sfoceniu abstraktu, czyli nagłej konieczności przejechania na drugą stronę drogi, żeby po stu metrach znów (w teorii) musieć wracać na tę pierwszą, bo z kilkudziesięcioletnimi domami nagle zaskakującymi drogowców nie ma żartów.

Przy okazji - biegacze już polecają część rowerową. Na pewno spełnia wszelkie ich standardy. Zapewne już niedługo oceni to kolejny niezbędny jej element widokowy, czyli paniusie z trzema ratlerkami na smyczy zrobionej z niewidocznego sznurka. Niech tylko wyniuchają! Aktualnie zapewne czekają jeszcze na brakujące piktogramy.

Wróciłem swoimi śladami, choć lekko skorygowanymi, między innymi o pełen emocji ślizg po liściach w Lasku Dębińskim. Tutaj Relive.

Na koniec obrazki z cyklu: co można zobaczyć na polskich DDR-kach. Tu zguba, zapewne należąca do fatbike'a z gatunku XXXXXXXXXXL, bo przecież po śmieszce nie można poruszać się autem... Prawda?

A tu artystyczna twórczość miluśkich pociech, dzieciaczków, które będą przyszłością narodu. Sorry, Narodu :) Dobrze o nich świadczy, że czekając na autobus nie ślęczą w smartfonach, tylko się kształcą plastycznie.




  • DST 53.25km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.31km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 223m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poprzechwałki

Sobota, 3 listopada 2018 · dodano: 03.11.2018 | Komentarze 23

No i znów przechwaliłem pogodę... Wczoraj było genialnie, dziś za to obudził mnie... deszcz. Może nie jakaś wielka ulewa, raczej siąpanie, ale ciągłe i upierdliwe. Prognozy co prawda dawały nadzieję na poprawę sytuacji, jednak dopiero przed południem, najpierw więc ruszyłem z Kropą na spacer, który był taktycznym wybiegiem do wizyty u weterynarza po drugi - i już na szczęście chyba ostatni (jest lepiej, pies przestał rzygać i chyba pozbył się tego, co znalazł gdzieś pod liśćmi i zeżarł) - zastrzyk.

W międzyczasie zaczęło się delikatnie przejaśniać, a przynajmniej starałem się łudzić, że tak jest. Postanowiłem więc, że odbiorę sobie jedną z nadgodzin i pojawię się trochę później w robocie, zaprzęgłem crossa i ruszyłem. Skierowałem się - zgodnie z podmuchami, które potem oczywiście się zmieniły, na szczęście słabymi - na północ i zachód, czyli przez miasto (Dębiec, Grunwald, Jeżyce, Golęcin) do Koszalińskiej, która dziś przeszła kolejny test. Tym razem pozytywnie. Jednak sprzątają, mimo że druga runda wyborów nie dotyczy Poznania :)

Potem już klasyczne kółeczko bez niespodzianek - Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, SS-ka (Sady + Swadzim), Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, serwisówki, Plewiska i do domu. Tak jak na Relive. Gleby nie odnotowano.

Smutny to dzień dla kibicujących Huannowemu Alusiowi... :(




  • DST 53.10km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.63km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

F jak fajno

Piątek, 2 listopada 2018 · dodano: 02.11.2018 | Komentarze 8

To zadziwiające, że pogoda jest tak fajna. Przecież mamy listopad. Przecież żyjemy w Polsce. Przecież to się nie zdarza.

No ale jednak. Pozostaje jedynie cieszyć się i przyklaskiwać pomysłodawcy owego dziwu. Brawo dla niego lub dla niej.

Ruszyłem lekko niewyspany, bo pies miał w nocy problemy żołądkowe - niestety odkurzacze już tak miewają. Na szczęście po wizycie u weterynarza i antybiotyku sytuacja wróciła w miarę do normy i mam nadzieję nie czeka nas powtórka z rozrywki.

Wykonałem zachodnie spłaszczone kółeczko, z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Stęszew, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Do/u/piewo (wciąż drogowcy dzielnie walczą o skonstruowanie nikomu niepotrzebnej DDR-ki), Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Jechało się po prostu fajnie, a że nawet wiało słabo (!), to nie ma o czym pisać :) No chyba że chwilę pomarudzę o podwójnym pit-stopie w Do/u/piewie - dwa szlabany zamykające się przed pyskiem na odcinku dwóch kilometrów (widoczne na Relive), to już coś :)

Tu obraz 1,4 km normalności, czyli zalesionego terenu na pustyni, jaką są zachodnie rewiry od Poznania.
 No i czas na podsumowanie października. Był to miesiąc, w którym kręciłem wszystkim, czym się dało (nawet czasem miejskim do pracy) - na początku kilka dni w górach na trupie-mtb, potem głównie szosą, ale i bywały gluty oraz wypady w deszczu i wichurze crossem. Finalnie wyszło w męczarniach lub bez nich 1617 km ze średnią nieco poniżej 28,2 km/h. Ujdzie :)




  • DST 53.55km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 32.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 308m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KóKó oraz cmentarz przy Samotnej

Czwartek, 1 listopada 2018 · dodano: 01.11.2018 | Komentarze 8

Dziś pełne życia są jedynie cmentarze - jak co roku pierwszego dnia listopada miałem w tyle głowy te słowa współczesnego klasyka. A nauczony doświadczeniem założyłem sobie jedno: jeśli się da, omijać drogi blisko nekropolii. Finalnie się udało, choć nie raz i nie dwa zostałem wyprzedzony na gazetę (i to taką z kryzysu czytelnictwa), a niejedno Tico i nawet ze dwa maluchy z dziadkami w środku spowodowały u mnie palpitacje serca. Mimo to nie zostałem kolejną ofiarą liczoną do Akcji Znicz - hura.

Wykonałem KóKó, czyli kółeczko z Kórnikiem w środku. Z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Mieczewo, Kórnik, Skrzynki, betonowym koszmarem do Borówca, następnie Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu. Wiało koszmarnie, ale na szczęście z jednego kierunku, więc do przeżycia, a poza tym pogoda rewelacyjna - niech takie listopady żyją, żyją nam :)

A po południu spacer, który powoli staje się już moją świecką tradycją. Poza wypadem z psem odwiedziłem bowiem stary cmentarz przy ulicy Spokojnej, na granicy Dębca i Świerczewa (wspominałem już o nim w tym wpisie). To smutne miejsce, ukryte pomiędzy trasą kolejową z Poznania do Wrocławia a koszmarnymi barakami przy ulicy Leszczyńskiej, jest obrazem zapomnienia o tych, którzy odeszli kilkadziesiąt lat temu - ostatnie nagrobki datowane są bowiem na początek lat 40. XX wieku. Wybrałem się dziś pewny, że będę tam sam, ale spotkało mnie pozytywne zaskoczenie - po cmentarzu kręciło się sporo (czyli może ze dwadzieścia) osób, nawet szła jakaś swego rodzaju modląca się mała procesja. Zostałem też zagadany przez jednego jegomościa (najbardziej pasujące do wyglądu byłoby słowo "oryginał", ale wypowiadał się zdecydowanie konkretnie), który gdy zobaczył, że robię zdjęcia, zaczął się żalić, że kręci się tu policja i Straż Miejska, która teraz spisuje tych, którzy przechodzą przez tory w miejscu niestrzeżonym (tu nie jestem bez grzechu), a "gdzie byli, gdy to miejsce zaczęło się rozpadać?". Skierował mnie nawet do grobu (symbolicznego?) zamordowanego w Dachau powstańca wielkopolskiego Stanisława Guzy, którym w ramach dostępnych mu środków stara się opiekować.

Zapaliłem znicz przy nagrobku bez nazwiska, wyglądającym jak niestety większość tu, obejrzałem raz jeszcze to pełne refleksji miejsce i wróciłem do siebie. Dobrze, że nie tylko ja o nim pamiętałem - jest to jakaś pozytywna (choć niewielka) cegiełka w moim myśleniu o gatunku ludzkim.
Znicz był tu zdecydowanie potrzebny - zapomniany cmentarz przy Samotnej w Poznaniu
Smutny widok - zapomniany cmentarz przy Samotnej w Poznaniu
Grób powstańca wielkopolskiego - zapomniany cmentarz przy Samotnej w Poznaniu
Tu niestety nie lepiej... - zapomniany cmentarz przy Samotnej w Poznaniu
Miejsca niczyje - Samotna, Poznań
Choć jeden... - Poznań, Samotna
To cmentarne piękno to plus jedyny - Poznań, ulica Samotna
Rozpadająca się rzeczywistość - zapomniany cmentarz przy Samotnej w Poznaniu
Wejdź, wędrowcze... - Poznań, na granicy cmentarza przy Samotnej
A na koniec kadr z Lasku Dębińskiego.
Las Dębiński w jesiennej, najlepszej odsłonie




  • DST 53.75km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.32km/h
  • VMAX 53.60km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 228m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Smark wygwizdowy

Środa, 31 października 2018 · dodano: 31.10.2018 | Komentarze 46

Październik o dziwo zakończył się podobnie jak wrzesień - niezwykle sympatycznie pod względem pogody. Ciepło (nawet rano), słonecznie, pozytywnie - aż dziw, że tak można, biorąc pod uwagę wybryki aury sprzed kilku(nastu) poprzednich dni. Jedyne co bym doregulował to wiatr, ale nie jego siłę, bo źle nie było, lecz zmienność - pierwszą połowę kręciłem z wmordewindem, a drugą ze zboczuchem. Nieładnie tak.

Wykonałem smarka w tę i z powrotem, bo przy trasach na południe nie mam aktualnie za wiele opcji, przez ten cholerny remont "środkowego kondominium". Z Poznania ruszyłem do Lubonia, Łęczycy, Puszczykowa, Mosiny, pięknym leśnym duktem do Żabinka oraz Żabna. za którym zaliczyłem jeszcze hopkę i wróciłem swoimi śladami. 

Po drodze pięknie resztka jesieni broniła się przed nadchodzącą zimą... I nawet wybaczam śmieszce w Łęczycy jej stan, bo nie było mokro i nie musiałem bronić się przed glebą.


Niestety sielski klimat był tylko fragmentami. Koszmar korkowy, porównywalny z tym wczoraj wklejanym przeze mnie z Poznania, był praktycznie w każdej mijanej miejscowości - Luboniu (a jak!), Puszczykowie, z kumulacją w Mosinie. Moja średnia, która mogła być całkiem przyzwoita, w tym momencie prosiła o przekazanie serdecznych podziękowań za jej zmasakrowanie.

W tej samej Mosinie zostałem wygwizdany :) Przez znajomego, który jechał na mtb i mnie gdzieś tam wypatrzył ze skraju lasu. Odmachałem tylko, bo czas naglił i do roboty trzeba było zdążyć, jednak po raz kolejny okazało się, że świat jest mały, a okolice Poznania to już w ogóle.

W końcu udało mi się dostać do środka drewnianego kościoła w Żabnie. Co prawda nie do końca, bo zdjęcie ze środka jest robione przez szybkę, ale mogę dodać ten obiekt do tych zaliczonych. 



Uwielbiam puste świątynie, w przeciwieństwie do tych pełnych. Jak na moje to w każdej z nich (wszystkich religii) powinien obowiązywać zakaz wstępu, żeby nie psuć klimatu :) A ten akurat kościół zbudowano w 1789 roku, jest pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła, jak można przeczytać na tabliczce informacyjnej, "konstrukcji sumikowo-łątkowej, od zewnątrz oszalowany", co pewnie oznacza, że nadaje się dla kibiców. Pooglądałem, powąchałem (te drewniane zapach mają niesamowity) i pojechałem dalej, włączając sobie na drogę nową płytę Behemotha. Zaiste genialną!




  • DST 53.25km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pokor(k)nie

Wtorek, 30 października 2018 · dodano: 30.10.2018 | Komentarze 13

Wpis-ekspres, bo korzystając z wolnego dnia mam w planach wyjazd do innego województwa na grób Babci (nie rowerem), co jak sądzę pozwoli mi uniknąć upojnej konfrontacji z ludzkimi masami, grożącej już niedługo.

Start nastąpił jak na mnie bardzo wcześnie, czyli przed ósmą, dzięki czemu przypomniałem sobie, czemu zarzuciłem tę praktykę. Dolna Wilda, Droga Dębiecka, już nie pisząc o Starołęce, to jeden wielki poranny korek. Jak zwykle z ciekawością analizowałem tak zawartość aut (w 90% tylko kierowca), jak i to, co na tablicach rejestracyjnych (głównie PO, jedynie na Starołęce wysyp PZ-tów). Kij z tym, że tramwajem (a często i autobusem, dzięki buspasom) byłoby szybciej - na ale przecież polski pan nie będzie się tak poniżał, żeby przejść kawałek z przystanku do miejsca pracy. A kto na tym cierpi? Ci, którzy faktycznie nie mają wyjścia i muszą z pewnych względów jechać samochodem... Łapy opadają. Wisienką na torcie byli zaś mistrzowie zapominana, którzy (ach, ta skleroza) nagle sobie przypominali, że ten prawy, mniej obłożony pas to jednak nie ich, bo oni w sumie to chcieli jechać prosto, tylko (ojej) się rozkojarzyli.

Tym samym pierwsze sześć kilometrów to pełzanie. Potem już było ciut lepiej, ale jedynie ciut, gdyż wiatr się rozhulał masakrycznie. Wykonałem "muminka": Poznań - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Wolno, ale do celu.

Konsekwentnie unikałem "zaliścionych" DDR-ek, prócz tej jednej w Łęczycy (oraz tej w miarę ogarniętej na Hetmańskiej), którą pokonałem ostrożnie jakbym jechał po lodzie. Za to dziadyga (był) śmigał śmiało i bez krępacji - żaden opad mu nie straszny :)


Cieplej się zrobiło - to z pozytywów.

Relive wkleję jak wrócę, czyli wieczorem. Wtedy też nadrobię BS-owe zaległości.

EDIT: Relive tutaj. Uwaga, zawiera sporo paskudnych widoków... zakorkowanych ulic :)




  • DST 53.10km
  • Czas 02:07
  • VAVG 25.09km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieee... sprawiedliwość

Poniedziałek, 29 października 2018 · dodano: 29.10.2018 | Komentarze 12

Pogodowa sprawiedliwość czasem wychodzi na wierzch - najczęściej to Poznań i okolice miewają lepszy mikroklimat niż reszta Polski, dziś niestety było kompletnie odwrotnie: w Krakowie podobno temperatura dochodziła do dwudziestu stopni, natomiast ja w momencie wyjazdu witałem się z... czterema na plusie. Na mecie z aż sześcioma. Dobrze, że choć nad ranem przestało lać, więc mogłem, ostrożnie, bo ostrożnie, ale jednak pokręcić crossem. Choć przyjemność z jazdy była zdecydowanie wątpliwa, głównie przez przejmujący, zimny i mocny wiatr. Cel był więc tylko jeden: przetrwać.

Trasa to klasyczne w tę i z powrotem, z Dębca przez Wartostradę, Maltę, Główną, Junikowo, Kobylnicę, Bugaj, a nawrotka nastąpiła w Biskupicach i/lub Jerzykowie (nigdy nie wiem, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie), jak zwykle nad Jeziorem Kowalskim.

Gdy jechałem lewostronną częścią Wartostrady, zostałem zaskoczony zamknięciem kawałka jej starego odcinka. Fajnie, że go remontują, tylko czemu mnie nikt nie poinformował, żebym wybrał inną drogę? Przecież tyle firm przetwarza moje dane, w tym numer telefonu... :) Pozostało mi poruszanie się boczkiem-boczkiem, momentami brodzenie w błocku oraz cieszenie się, że nie trafiłem tu z szosą pod tyłkiem.

Tymczasem na mieście... 

To chyba ghost bike, biorąc pod uwagę aktualną formę Lecha :) Stan porównywalny z rzeczywistym, a może nawet lepszy :) A tu dwa trupy koło siebie:

No i na zakończenie: odnalazłem w końcu rejestrację w pełni oddającą mój status mieszkaniowo-ideologiczny :) Jest PO jak Poznań, JG jak Jelenia, a 666... to wiadomo :)

TUTAJ Relive.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.11km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 297m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Symfonicznie

Niedziela, 28 października 2018 · dodano: 28.10.2018 | Komentarze 18

W przeciwieństwie do letniej zmiany czasu, tę zimową wielbię... ponadczasowo :) To cenna cnota móc się wyspać, a zawsze pod koniec marca mam wrażenie, że jestem okradany. W związku z tym dziś do jazdy przystąpiłem pozytywnie naładowany, choć odczuwałem lekki pogodowy niepokój - bo czy zapowiadany na przedpołudnie deszcz też wie o powyższym i poczeka? Ot, zagadka. Pozwalam sobie ją rozwiązać i uprzedzić - o dziwo poczekał.

Było zimno (7 stopni w najgorętszym momencie) i dość wietrznie, co oznaczało, że nie zamierzałem się rozpędzać, bo szkoda nerwów - i tak chłodek by mnie przystopował. Duło z północnego wschodu, czyli inaczej niż ostatnio (wyjątkowo mnie to ucieszyło), wybrałem więc sobie za trasę tę w postaci pietruszki, względnie marchewki, o taką. Z Dębca skierowałem się Wartostradę, stamtąd Bałtycką do skrętu na Janikowo i Kobylnicę, wciąż pięknie wyglądającym traktem...

...dotarłem do Wierzonki i Karłowic, a po nawrotce zaliczyłem jeszcze Mielno, Kliny, Kicin i Koziegłowy, żeby ponownie pojawić się na Wartostradzie i spokojnie dokręcić do domu. Na wspomnianym - najlepszym z najlepszych - kawałku drogi wzdłuż rzeki chwilę pogadałem sobie z kolarzem na przełaju, którego dogoniłem. Pięknego żółtego Treka na pełnym karbonie (coś w tym stylu, może nawet to ten model), jak się dowiedziałem, udało się dostać w promocyjnej cenie... 17 tysięcy złotych. Ale że to zimówka, to nie ma co przesadzać z kosztami :)

No i jeszcze dwa obrazki z trasy. Pod mostem koło Bramy Poznania jak zwykle muralowo ciekawie. Ślimak i oko już były, nowością jest kruk.

A kawałek dalej, na Śródce, powstała niedawno nowa atrakcja o kryptonimie "Zielona symfonia". W miejscu, gdzie "od zawsze" był syf i menelstwo, oczyszczono teren i zainstalowano takie coś:


Niby przy opadach deszczu system rur ma powodować, iż ściana będzie grała. Co prawda nikt tego jeszcze nie słyszał, ale podobno ma tak być :) Ja na szczęście nie miałem okazji się przekonać - jednak wartością nadrzędną było dla mnie dojechanie o suchej stopie. Natomiast nie omieszkam wybrać się tu kiedyś nierowerowo podczas jakieś ulewy i zweryfikować temat. Oraz pochylić się nad smutnym losem sąsiadów :)

A najfajniejsze info z popołudnia? Barca - Real 5:1 !!! :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zgniłus

Sobota, 27 października 2018 · dodano: 27.10.2018 | Komentarze 11

Gdy rano wyszedłem z psem, w moich myślach pojawiło się zadziwiające stwierdzenie: o, jakie fajne warunki do jazdy! Upał umiarkowany (znów dziewięć stopni), nie pada, mało wieje (!). Słodko.

Pełen optymizmu wyjechałem więc lekko po dziewiątej rano i szybko okazało się, że ten cukierek miał może ładne opakowanie, ale w środku aż śmierdzi zgnilizną. Głównie z powodu wiatru, który jak się rozhulał po polach (i nie pił kakao), to robił ze mnie miazgę konkretną. Oj, brakowało drzew, a nawet choćby jakiejś większej ilości zabudowań... Finalny wynik wyszedł w związku z tym strasznie mikry.

Duło ponownie z południowego zachodu, a ja ponownie nie miałem jak wykonać "kondominium", więc ponownie wykonałem trasę z grubsza taką samą jak wczoraj, z jedynie minimalną korektą: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Do/u/piewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Chyba gdzieś w okolicach mojej nawrotki szykował się jakiś rajd mtb, bo widziałem sporo samochodów z rowerami na pakach. Ale co, gdzie i jak? Cholera wie.

Potem jeszcze spacer z Kropą po Dębinie...

...gdzie dziś jacyś rekonstruktorzy się zainstalowali. Lepsi oni niż brzuchate gnoje z piórkami na łbach, strzelbami i jakimś defektem w mózgach, każącym im czerpać przyjemność z zabijania.

No i... do pracy :/ A od jutra znów deszcze i znów do roboty, więc może być kiszka z kręceniem.

TUTAJ Relive.




  • DST 53.25km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.31km/h
  • VMAX 53.30km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Normalizacja

Piątek, 26 października 2018 · dodano: 26.10.2018 | Komentarze 12

O. Lekko się pogodowo znormalizowało. Co prawda czasowo, ale cieszmy się chwilą :)

Mogłem dziś ruszyć szosą, suchą stopą, w całkiem przyjemnym upale o wartości plus dziewięć. Jako że wiało z południowego zachodu (solidnie, ale już nie tak silnie jak ostatnio), to z chęcią zaliczyłbym "kondominium", jednak jak wiadomo aktualnie najlepiej przez część tej trasy poruszać się czołgiem (a i to ryzykowne), więc odpuściłem. Zastępczo wykonałem inny klasyk - z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, kawałek do Lisówek i nawrotka, Do/u/piewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Bez ciśnienia i ciśnięcia, po prostu przed siebie.
 
Do Lisówek (nie Podłozin, jak napisałem wcześniej!) podjechałem, bo lubię tamtejszy widoczek na pola graniczące z lasem oraz małe uroczyska. Poza tym liczyłem na przywitanie się z widzianym tam dwukrotnie myszołowem i zlokalizowanie choć z grubsza miejsca jego gniazdowania. Jednak dziś nie było mi dane ani jedno, ani drugie.


Za to w Do/u/piewie budowa śmieszki znikąd donikąd trwa w najlepsze. Kostka kładzie się aż miło, dojazdy do pojedynczych posesji są obniżane, pas odgradzający kierowców od niebezpiecznych rowerzystów kwitnie. Tylko sensowności tej inwestycji jeszcze chyba nikt nie wytłumaczył, bo ruch jest taki, jak na zdjęciu. Ale za to pan wójt się utrzymał na stolcu (78% poparcia) - a cierpieć będą postronni kolarze - pięć dyszek tu, pięć dyszek tam i budżet będzie się spinał...

Relive TUTAJ.