Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239922.80 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 784363 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.10km
  • Czas 02:07
  • VAVG 25.09km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieee... sprawiedliwość

Poniedziałek, 29 października 2018 · dodano: 29.10.2018 | Komentarze 12

Pogodowa sprawiedliwość czasem wychodzi na wierzch - najczęściej to Poznań i okolice miewają lepszy mikroklimat niż reszta Polski, dziś niestety było kompletnie odwrotnie: w Krakowie podobno temperatura dochodziła do dwudziestu stopni, natomiast ja w momencie wyjazdu witałem się z... czterema na plusie. Na mecie z aż sześcioma. Dobrze, że choć nad ranem przestało lać, więc mogłem, ostrożnie, bo ostrożnie, ale jednak pokręcić crossem. Choć przyjemność z jazdy była zdecydowanie wątpliwa, głównie przez przejmujący, zimny i mocny wiatr. Cel był więc tylko jeden: przetrwać.

Trasa to klasyczne w tę i z powrotem, z Dębca przez Wartostradę, Maltę, Główną, Junikowo, Kobylnicę, Bugaj, a nawrotka nastąpiła w Biskupicach i/lub Jerzykowie (nigdy nie wiem, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie), jak zwykle nad Jeziorem Kowalskim.

Gdy jechałem lewostronną częścią Wartostrady, zostałem zaskoczony zamknięciem kawałka jej starego odcinka. Fajnie, że go remontują, tylko czemu mnie nikt nie poinformował, żebym wybrał inną drogę? Przecież tyle firm przetwarza moje dane, w tym numer telefonu... :) Pozostało mi poruszanie się boczkiem-boczkiem, momentami brodzenie w błocku oraz cieszenie się, że nie trafiłem tu z szosą pod tyłkiem.

Tymczasem na mieście... 

To chyba ghost bike, biorąc pod uwagę aktualną formę Lecha :) Stan porównywalny z rzeczywistym, a może nawet lepszy :) A tu dwa trupy koło siebie:

No i na zakończenie: odnalazłem w końcu rejestrację w pełni oddającą mój status mieszkaniowo-ideologiczny :) Jest PO jak Poznań, JG jak Jelenia, a 666... to wiadomo :)

TUTAJ Relive.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.11km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 297m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Symfonicznie

Niedziela, 28 października 2018 · dodano: 28.10.2018 | Komentarze 18

W przeciwieństwie do letniej zmiany czasu, tę zimową wielbię... ponadczasowo :) To cenna cnota móc się wyspać, a zawsze pod koniec marca mam wrażenie, że jestem okradany. W związku z tym dziś do jazdy przystąpiłem pozytywnie naładowany, choć odczuwałem lekki pogodowy niepokój - bo czy zapowiadany na przedpołudnie deszcz też wie o powyższym i poczeka? Ot, zagadka. Pozwalam sobie ją rozwiązać i uprzedzić - o dziwo poczekał.

Było zimno (7 stopni w najgorętszym momencie) i dość wietrznie, co oznaczało, że nie zamierzałem się rozpędzać, bo szkoda nerwów - i tak chłodek by mnie przystopował. Duło z północnego wschodu, czyli inaczej niż ostatnio (wyjątkowo mnie to ucieszyło), wybrałem więc sobie za trasę tę w postaci pietruszki, względnie marchewki, o taką. Z Dębca skierowałem się Wartostradę, stamtąd Bałtycką do skrętu na Janikowo i Kobylnicę, wciąż pięknie wyglądającym traktem...

...dotarłem do Wierzonki i Karłowic, a po nawrotce zaliczyłem jeszcze Mielno, Kliny, Kicin i Koziegłowy, żeby ponownie pojawić się na Wartostradzie i spokojnie dokręcić do domu. Na wspomnianym - najlepszym z najlepszych - kawałku drogi wzdłuż rzeki chwilę pogadałem sobie z kolarzem na przełaju, którego dogoniłem. Pięknego żółtego Treka na pełnym karbonie (coś w tym stylu, może nawet to ten model), jak się dowiedziałem, udało się dostać w promocyjnej cenie... 17 tysięcy złotych. Ale że to zimówka, to nie ma co przesadzać z kosztami :)

No i jeszcze dwa obrazki z trasy. Pod mostem koło Bramy Poznania jak zwykle muralowo ciekawie. Ślimak i oko już były, nowością jest kruk.

A kawałek dalej, na Śródce, powstała niedawno nowa atrakcja o kryptonimie "Zielona symfonia". W miejscu, gdzie "od zawsze" był syf i menelstwo, oczyszczono teren i zainstalowano takie coś:


Niby przy opadach deszczu system rur ma powodować, iż ściana będzie grała. Co prawda nikt tego jeszcze nie słyszał, ale podobno ma tak być :) Ja na szczęście nie miałem okazji się przekonać - jednak wartością nadrzędną było dla mnie dojechanie o suchej stopie. Natomiast nie omieszkam wybrać się tu kiedyś nierowerowo podczas jakieś ulewy i zweryfikować temat. Oraz pochylić się nad smutnym losem sąsiadów :)

A najfajniejsze info z popołudnia? Barca - Real 5:1 !!! :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zgniłus

Sobota, 27 października 2018 · dodano: 27.10.2018 | Komentarze 11

Gdy rano wyszedłem z psem, w moich myślach pojawiło się zadziwiające stwierdzenie: o, jakie fajne warunki do jazdy! Upał umiarkowany (znów dziewięć stopni), nie pada, mało wieje (!). Słodko.

Pełen optymizmu wyjechałem więc lekko po dziewiątej rano i szybko okazało się, że ten cukierek miał może ładne opakowanie, ale w środku aż śmierdzi zgnilizną. Głównie z powodu wiatru, który jak się rozhulał po polach (i nie pił kakao), to robił ze mnie miazgę konkretną. Oj, brakowało drzew, a nawet choćby jakiejś większej ilości zabudowań... Finalny wynik wyszedł w związku z tym strasznie mikry.

Duło ponownie z południowego zachodu, a ja ponownie nie miałem jak wykonać "kondominium", więc ponownie wykonałem trasę z grubsza taką samą jak wczoraj, z jedynie minimalną korektą: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Do/u/piewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Chyba gdzieś w okolicach mojej nawrotki szykował się jakiś rajd mtb, bo widziałem sporo samochodów z rowerami na pakach. Ale co, gdzie i jak? Cholera wie.

Potem jeszcze spacer z Kropą po Dębinie...

...gdzie dziś jacyś rekonstruktorzy się zainstalowali. Lepsi oni niż brzuchate gnoje z piórkami na łbach, strzelbami i jakimś defektem w mózgach, każącym im czerpać przyjemność z zabijania.

No i... do pracy :/ A od jutra znów deszcze i znów do roboty, więc może być kiszka z kręceniem.

TUTAJ Relive.




  • DST 53.25km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.31km/h
  • VMAX 53.30km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Normalizacja

Piątek, 26 października 2018 · dodano: 26.10.2018 | Komentarze 12

O. Lekko się pogodowo znormalizowało. Co prawda czasowo, ale cieszmy się chwilą :)

Mogłem dziś ruszyć szosą, suchą stopą, w całkiem przyjemnym upale o wartości plus dziewięć. Jako że wiało z południowego zachodu (solidnie, ale już nie tak silnie jak ostatnio), to z chęcią zaliczyłbym "kondominium", jednak jak wiadomo aktualnie najlepiej przez część tej trasy poruszać się czołgiem (a i to ryzykowne), więc odpuściłem. Zastępczo wykonałem inny klasyk - z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, kawałek do Lisówek i nawrotka, Do/u/piewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Bez ciśnienia i ciśnięcia, po prostu przed siebie.
 
Do Lisówek (nie Podłozin, jak napisałem wcześniej!) podjechałem, bo lubię tamtejszy widoczek na pola graniczące z lasem oraz małe uroczyska. Poza tym liczyłem na przywitanie się z widzianym tam dwukrotnie myszołowem i zlokalizowanie choć z grubsza miejsca jego gniazdowania. Jednak dziś nie było mi dane ani jedno, ani drugie.


Za to w Do/u/piewie budowa śmieszki znikąd donikąd trwa w najlepsze. Kostka kładzie się aż miło, dojazdy do pojedynczych posesji są obniżane, pas odgradzający kierowców od niebezpiecznych rowerzystów kwitnie. Tylko sensowności tej inwestycji jeszcze chyba nikt nie wytłumaczył, bo ruch jest taki, jak na zdjęciu. Ale za to pan wójt się utrzymał na stolcu (78% poparcia) - a cierpieć będą postronni kolarze - pięć dyszek tu, pięć dyszek tam i budżet będzie się spinał...

Relive TUTAJ.




  • DST 32.10km
  • Czas 01:17
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 112m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut zmylający

Czwartek, 25 października 2018 · dodano: 25.10.2018 | Komentarze 11

Rano przywitała mnie kompletna padaka. Mokra, zimna i wietrzna. Przy kawie spojrzałem sobie jeszcze na prognozy, żeby zweryfikować, czy jest tak tylko nad moim domem, czy może nad całą Wielkopolską i niestety zostałem pozbawiony złudzeń. W głowie zaś zaczęła mi się przewijać mało sympatyczna wizja chomika.

Jednak jakoś po dziesiątej padać przestało, co wychwyciłem swym łapczywym wzrokiem zerkającym co chwilę za okno. W mig więc zaprzęgłem crossa, ubrałem zestaw z kolekcji "antyPRO-jesień-zima" i ruszyłem. Po dziesięciu minutach już... płynąłem, bo oczywiście znów zaczęło lać. Nie żebym się nie spodziewał, ale liczyłem, że zmyła okaże się bardziej wiarygodna. Jednak stwierdziłem, że skoro już jadę, to dojadę, choć na więcej niż gluta czasu (na trzynastą trzeba było lecieć do pracy) ani ochoty nie miałem.

Pierwsze co mnie zmasakrowało to korki - od Lubonia przez Komorniki i Szreniawę (czyli praktycznie większość dzisiejszej trasy widocznej na Relive). już nie mówiąc o Głogowskiej, na której musiałem zawrócić, bo koras spowodowany jakąś kolizją ciągnął się na dobrych kilka kilometrów. Tak to już jest, że najmniejszy deszcz powoduje, że na drogi wyjeżdżają tysiące ludzi, którzy wcale by tego nie musieli robić, wyłączając przy okazji myślenie. No i mamy niezły burdel.

Doszedł to tego wciąż masakrujący wiatr, który w połączeniu z zacinającym deszczem zrobił ze mnie miazgę. Choć nie powiem, były też momenty bez opadów. Ze dwa :) Można się było zatrzymać i wypłukać buty.

Najważniejsze jednak, że minimalne minimum wykonane. Zresztą plułbym sobie w brodę, gdybym odpuścił, przecież aż tak tragicznie nie było. Poza tym wstyd by mi było przed zawodowcami tego typu, co to kręcą zima nie zima, jesień nie jesień, słota czy upał, swoimi szlakami. Cześć i chwała bohaterom! I bohaterkom :)

Aha, udało się dziś obyć bez gleby - z najbardziej prozaicznego powodu: DDR-ek było jak na lekarstwo.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 383m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odbytowo

Środa, 24 października 2018 · dodano: 24.10.2018 | Komentarze 9

Zacznę od plusów - było dziś trochę cieplej niż wczoraj, nie padało, a słońce sympatycznie grzało plecki.

A co do minusów... Hmm, ile ma maksymalnie znaków treść wpisu na BS? :) No ale dobra, katował nie będę i skupię się jedynie na: korkach, remontach, objazdach, śmieciarkach, światłach, debilnych kierowcach... Na razie starczy - standardowy kursik po mieście w pigułce. A czekał mnie on z powodu północno-zachodnich podmuchów.

No właśnie, wiatr. Wiał nawet mocniej niż wczoraj, co było dość ciężkie, ale jednak wykonalne. Hurra :/ Jako że wybrałem dziś do jazdy szosę, to momentami na otwartych przestrzeniach mogłem być pomylony z nisko latającą zmutowaną jaskółką, tak mną miotało. A zapewne i kwiliłem podobnie jak ona :) A podczas powrotu, gdy liczyłem na pomoc wietrzyska, nie było dane mi jej zaznać dłużej niż przez chwilę, bo dominowały boczne kuksańce, tak zwane zboczki. Tym samym wyjazd uznaję za odbyty (skojarzenie z pewną częścią ciała zamierzone) i nic więcej.

A na koniec łyżka dziegciu wobec rowerowej rzeczywistości. Tak jak ostatnio mile zaskakiwał mnie fakt oczyszczania DDR-ki przy Koszalińskiej, tak dziś napotkałem taki oto widok:


Przy Niestachowskiej zresztą nie było wiele lepiej... Nie wiem czy to efekt wczorajszych nawałnic, czy po prostu wybory, wybory i po wyborach, fakt jest faktem - ślisko było jak cholera, a ja pomny wczorajszej gleby nie zamierzałem fundować sobie powtórki z rozrywki, więc chwilę po zrobieniu tych fotek zjechałem na jezdnię. I o dziwo nie usłyszałem żadnego klaksonu - prawdziwe święto :)

TUTAJ Relive.




  • DST 35.30km
  • Czas 01:24
  • VAVG 25.21km/h
  • VMAX 43.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut glebowy

Wtorek, 23 października 2018 · dodano: 23.10.2018 | Komentarze 17

Jednak się udało. Przeżyć ten dzisiejszy mikry mikrowypad :)

Dzień miałem wolny, teoretycznie więc mogłem sobie pozwolić na dłuższe spanie. Ale gdzieś w tyle głowy miałem świadomość, że jak nie wstanę w miarę wcześnie, to nie pojeżdżę, bo około dziesiątej według prognoz miało zacząć lać. Z drugiej strony - gdy zobaczyłem jak wieje, mój zapał "lekko" spadł :)

Finalnie zaprzęgłem crossa przed dziewiątą i ruszyłem na południe, starając się utrzymać w pionie, co łatwe nie było. Minąłem Luboń, dojechałem do Łęczycy, gdzie zatrzymałem się na chwilę ocenić stan nawierzchni. Wtedy jeszcze z góry.

W Puszczykowie wjechałem na chwilę do lasu - jak widać większych różnic między obowiązkową, przymusową DDR-ką a leśną ścieżynką jest... dość znikoma.

Zrobiłem kółko dokoła Mosiny i znów pojawiłem się na wspomnianej śmieszce. I... mam to, czego się obawiałem, a nawet wykrakałem - mimo ostrożnej jazdy, wystarczyła chwila nieuwagi przy hamowaniu i leżałem na dywaniku, podziwiając wszystkie możliwe jesienne kolory liści. Ładne były, trzeba przyznać :/

A po chwili, gdy się ogarniałem, przejechał koło mnie... dziadyga. Mam podejrzenie, że z zadowolonym wyrazem twarzy :)

W Luboniu zaczęło padać, a w Poznaniu już lało, więc przez ostatnie kilka kilometrów uprawiałem rower wodny.

Puszczykowska Grobla wciąż jeszcze prezentuje się tak:

Słowo "jeszcze" nie jest przypadkowe :/ Wciąż żadnych dobrych wiadomości w temacie...

Po południu na chwilę przestało padać, przeszło mi więc przez myśl, żeby dokręcić do pięciu dych. Jednak wybrałem spacer z psem i kurs do Lidla. Do Lidla. Ram pam pam pam.

Relive TUTAJ.




  • DST 53.30km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.81km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 230m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed rewolucją

Poniedziałek, 22 października 2018 · dodano: 22.10.2018 | Komentarze 23

Na szczęście o jeden dzień (a przynajmniej kilka godzin) opóźniła się zapowiadana pogodowa rewolucja październikowa. Dzięki temu udało mi się dziś jeszcze pokręcić we w miarę cywilizowanych warunkach, nawet szosą, a nie czołgiem. Co prawda przy pięciu stopniach na (chyba) plusie jakość jazdy była równa motywacji, czyli na poziomie zera, ale jakoś doczłapałem do domu, mimo że standardowo wiatr mnie śledził i zmienił się złośliwie z południowo-wschodniego na zachodni gdy wracałem. Tym samym znów przez większość czasu miałem przy sobie najbardziej wiernego, lecz znienawidzonego towarzysza – wmordewind.

Trasa to ”muminek”: Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo – Mosina – Rogalinek – Sasinowo – Wiórek – Czapury – Babki – Głuszyna – Sypniewo – Koninko – Jaryszki – Krzesiny – Starołęka – Lasek Dębiński – dom. Tym razem w długich rękawiczkach i bez pośpiechu.

Już dziś po południu ma padać i mocno wiać, a taka aura ma się utrzymać przez co najmniej kilka dni. Nie wiem więc, czy uda mi się pokręcić, jednak liczę choćby na jakieś gluty (już wiem, ze jeśli się zdarzą, to będzie to czysta walka o przeżycie). Dzisiaj jeszcze w miarę bezpiecznie przejechałem po obowiązkowej (z powodu równoległego zakazu) śmieszce w Łęczycy. Niesprzątanej, zasyfionej, ale suchej. Od jutra wróżę jeżdżącym po niej na węższych oponkach rowerzystom istnego glebobrania.

Jeszcze obrazek z wyborów, który zapomniałem wczoraj wkleić. Byłem bowiem w jeszcze jednej komisji, gdzie napotkałem takiego oto Cerbera Wyborczego (zdjęcie specjalnie jest ucięte, bo zapewne nie miałbym zgody na użycie wizerunku):

Dumny jak paw, z zaciętym wzrokiem, na baczność obserwował i pilnował urny niczym wartownik przy grobie Nieznanego Żołnierza. Twardy był – nawet na moje testowe ”dzień dobry” nie było reakcji. Sądząc po wieku oraz aparycji to człowiek z misją i do dziś zbiera dowody na to, iż Tusk z Putinem razem sypali trotyl do silnika tupolewa oraz sadzili brzozę. Ale czy tym razem przyłapał kogoś na czymś podobnym (a może nawet gorszym?) – tego nie wiem :)




  • DST 54.45km
  • Czas 01:45
  • VAVG 31.11km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Grupowo. Na wybory!

Niedziela, 21 października 2018 · dodano: 21.10.2018 | Komentarze 11

Tytuł można też czytać bez kropki i dużej litery po niej. Ale o tym później.

Dzisiejszy dzionek był chyba ostatnim dzwonkiem przed ukazaniem się prawdziwej twarzy tak zwanego "piździernika". Od jutra ma wiać, padać, generalnie gnoić. Dziś na szczęście jeszcze było przyzwoicie, choć zimno (siedem stopni!) i generalnie mało sympatycznie.

Ruszyłem koło dziewiątej trzydzieści, już po starcie żałując, że nie wziąłem rękawiczek z długimi palcami. Z Dębca skierowałem się do Plewisk, a następnie Gołusek, co było o tyle odważną decyzją, iż spodziewałem się tam wciąż remontu. A tu... szok. Pozytywny.

Gładziutki asfalt, oddany świeżo przed wyborami. Jeśli tym mają skutkować, to niech będą co rok, ale tylko pod warunkiem, że nikt nie wpadnie na budowę abstrakcyjnych DDR-ek, tak jak kawałek dalej, koło Do/u/piewa. Tam na szczęście nie zdążono :)

Akurat miałem okazję "podziwiać" ten kretynizm nie sam. Bowiem przed Dopiewcem dopadło mnie trzech kolarzy, których od razu polubiłem, bo pozdrowili. A - jak wiadomo - nie jest to codzienność. Pozwoliłem więc się podłączyć pod sympatyczną grupę i po wykonaniu razem kilkunastu kilometrów (Dopiewo - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Zakrzewo), w tym daniu dwóch dłuższych zmian, odłączyłem się w końcu. Choć żałowałem, że czasu na większe eskapady nie miałem.

Pozostała mi już tylko samotna walka z wiatrem (oczywiście się zmienił) i powrót przez Dąbrowę, Skórzewo oraz Plewiska do domu. Tak jak na Relive.

A po południu na wybory. Swoje zrobiłem, ale przy okazji chciałem pogratulować logiki temu, kto wymyślił przezroczyste urny wyborcze, przez które widać, na kogo część ludzi oddała głosy, a co nie kolidowało mu z ciszą wyborczą. Brawo :)

Oddałem jeden ze swoich głosów zgodnie z wytycznymi - miały się przecinać minimalnie dwie linie. No to się przecinają :)

A ten, kto jeszcze nie był - zdąży. Warto - żeby potem nie marudzić, że źle i ble.




  • DST 53.70km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zagania(ra)jąc

Sobota, 20 października 2018 · dodano: 20.10.2018 | Komentarze 11

Brr, jesienne piękności i słodkości powoli zaczynają się kończyć. Wczoraj była poezja, dziś coś w rodzaju bardzo łagodnego (jeszcze) koszmarku – nie było co prawda zbyt zimno, ale solidny już wiatr zdecydowanie zamrażał chęć do jazdy. Oczywiście o tym, że zmienił się z klasycznie zachodniego na nieklasycznie północno-zachodni po nawrotce, chyba wspominać nie muszę :)

Trasę wykonałem w wersji: Poznań – Plewiska – Skórzewo – Dąbrowa – Zakrzewo – Sierosław – Więckowice – Fiałkowo – Do/u/piewo – Dopiewiec – Palędzie – Dąbrówka – Plewiska – Poznań. Powolutku, na zmarzlucha, ale do celu. Relive TUTAJ.

Fotka na początek znana i lubiana, ze Skórzewa:

Wklejam tylko po to, żeby się na głównej nie pokazywała ta, która będzie za chwilę, nie tylko naruszająca ustawę o ochronie języka polskiego, ale być może (?) grożąca banem :) Oto właśnie ona, zrobiona ze sto metrów wcześniej. Zauroczyło mnie przesłanie.

Raz, że musiałem odpalić googlelator i sprawdzić, co oznacza termin "zaganaria" (już wiem!), dwa, że dowiedziałem się, iż istnieje takie coś jak Motor Skórzewo. Jak widać - ruch kibicowski ma prężny, a celtyczek zamiast "o" wskazuje, że ideologicznie mocno ukierunkowany, jak zresztą od lat w całej Polsce, i nie tylko w niej.

Przy okazji - idąc za ciosem - postanowiłem po powrocie uwiecznić na Dębcu coś, co tu niedawno wróciło, a co - jak sądziłem - ucichło. Mamy ciszę wyborczą, więc nie będę wskazywał, dzięki czemu m.in. sraczka spod znaku białej kiły syfi od jakiegoś czasu mury coraz odważniej.


Przy okazji zagadka edukacyjna - czy ktoś wie, co oznaczają powyższe cyferki i literki powyżej? Mnie akurat ten temat interesował "od zawsze", więc kojarzę, z czym to się je i jak odszyfrować bazgroły neonazioli, w tym kraju - ze względu na jego historię - tym bardziej irracjonalne. Nie jest to takie skomplikowane, jak się wydaje, ale - trzeba przyznać - mało intuicyjne. Nagrodą może być na przykład czarny wąsik albo pięć piw :)