Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.70km
- Czas 01:53
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 60.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 254m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Promyczkowo :)
Niedziela, 17 marca 2019 · dodano: 17.03.2019 | Komentarze 15
Pojawił się jakiś tam skromny promyczek nadziei, że pogoda jednak może mieć sympatyczny pyszczek. Na razie co prawda to jedynie średnio profesjonalnie pomalowana maska, ale zawsze coś.
Gdy ruszałem przed jedenastą, słońce świeciło, białe chmurki pływały po niebieskim niebie, ruch (samochodowy) był niewielki, a na termometrze było kilkanaście stopni - wszystko super. Prawie, bo oczywiście musiał swoje piętno odcisnąć znany i znienawidzony gnój - wiatr. Wciąż masakrująco silny.
Trasa to po prostu "kondominium": Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Poznań. Jako bonus wleciała jeszcze Osowa Góra, oczywiście Pożegowską.
Wiało tak...
...że gdy gdzieś koło Dymaczewa na chwilę zaczął mi pomagać, wyprzedziłem... motor. Albo jakiś bardziej wypasiony skuter - nie wiem. O dziwo mnie nie gonił :)
Testowałem dziś nowy strój, barwy odblaskowe. Pierwszy test uznaję za udany :)
A szoszonów nie zliczę. Z jedną sympatyczną grupką minąłem się w Stęszewie...
Aż dziw, że cisnęli przez miasteczko, a nie obwodnicą, na której przecież jest takie typowo polskie rowerowe ułatwienie w postaci zakazu jazdy i znakomitej DDR-ki z kostki, z przerwami o wielkości kraterów oraz krawężnikami wysokości K2 :)
Zaczął się też sezon na to, co uwielbiam najbardziej... Grrr! :)
O tym panu już kiedyś pisałem - bardzo ładnie odpowiedział na pozdrowienie. Brawo!
A po południu jeszcze wypad ze znajomymi do WPN-u (siedem kilometrów w tę i z powrotem). I wszystko byłoby pięknie i fajnie, gdyby nie to, że niedziela niehandlowa zapchała go tak, że częściej musiałem łapać Kropę, niż miała okazję pobiegać luzem. W tym momencie pozdrawiam te miliardy rowerzystów, które wpadły na pomysł, żeby zakorkować Nadwarciański :) Nawet zrobienie zdjęcia bez klimatu z Krupówek było ciężkie, ale jakieś tam się udało.


- DST 55.00km
- Czas 02:02
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Growlując
Sobota, 16 marca 2019 · dodano: 16.03.2019 | Komentarze 8
Randek z
huraganem ciąg dalszy. Stały się one już codziennością na na tyle,
że powoli zaczynam uznawać je za immanentną część rowerowej
egzystencji. Jak (jeśli) w końcu kiedyś wiać przestanie, pewnie nie będę mógł
się odnaleźć :)
Plusem była
całkiem ładna pogoda, słoneczna, choć z momentami niezbyt
upierdliwej mżawki. W porównaniu z wczorajszym opadami – miodzio.
Oczywiście z żądłem w środku, czyli wspomnianym wietrzyskiem.
Wykonałem
zachodnią pętęlkę z północnymi inklinacjami: Dębiec –
Górczyn – Kopanina – Junikowo – Skórzewo – Wysogotowo –
Dąbrowa – Sierosław – Więckowice – Fiałkowo - Dopiewo –
Dopiewiec – Palędzie – Dąbrówka – serwisówki – Plewiska –
Poznań.

W celu uzupełnienia widoku bunkra... eee...kościoła w Dopiewie, widoczek na stronę północno-wschodnią. Od razu zyskuje na uroku, prawda? :)

Generalnie, kurna, wiało :/

Na tyle mocno, że co najmniej kilkanaście razy musiałem stanąć na pedałach, a w celu samomotywacji puszczać w powietrze mało parlamentarne wyrażenia, w zaśpiewie growlowym, który najbardziej mi pasował do nastroju. A jeśli ktoś nie wie, co to growl, to występuje on m.in. w muzyczce, która dziś mi towarzyszyła. To zresztą jeden z najlepszych zespołów z branży (gdzieś przy granicy z polskim Behemothem), co świadczy o tym, że nawet Grecy potrafią mieć swoją m(r)oc(z)ną stronę. I to z jakim ładnym przesłaniem :)
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 72m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrz/czny glut
Piątek, 15 marca 2019 · dodano: 15.03.2019 | Komentarze 7
Z wiatrem nic się (ponownie) nie zmieniło. Ale dobrze, nie będę znów narzekał na tę miazgę, tylko pochylę się nad nią z troską, wybaczeniem i miłosierdziem, niczym polscy biskupi nad swoimi kolegami z pracy (to po wczorajszej konferencji).
Dziś prócz niego (podmuchowegoo gnoja) główną rolę grał jego równie wredny kolega deszcz, a ich połączone moce pozwoliły mi wykroić jedynie gluta. I to jedynie dzięki wyhaczeniu pogodowego okienka przed pracą,
Wykonałem crossem szybką-wolną zachodnią pętelkę: z Dębca przez Świerczewo do Plewisk i magazynowej części Komornik, następnie Gołuski oraz Palędzie, tam nawrotka, a powrót klasyczną drogą przez Plewiska nad S11 i do domu. O tak, jak na Relive,
Wciąż mam w tyle głowy - jak tylko zostanę milionerem - wykup tej firmy, bo ten "thermo" zamiast "troll" w oczy kole :)
A przed glutowaniem zaliczyłem jeszcze godzinny spacer z psem po Dębinie.
Się pochwalę, że Kropa już bardziej ogarnia podział na część rowerową i pieszą niż znaczny procent dwunogów :)
- DST 53.00km
- Czas 01:59
- VAVG 26.72km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Komornick attack :)
Czwartek, 14 marca 2019 · dodano: 14.03.2019 | Komentarze 10
No i - zgodnie z przewidywaniami - wiatr nie posłuchał mojego wczorajszego apelu. Ale biorąc pod uwagę to, jak się dziś rozkręcił, już więcej nic nie napiszę, bo jutro mi zerwie dach z bloku :)
Z rana sądziłem, że dziś w ogóle nie pokręcę, bo lało konkretnie. Jednak gdzieś koło dziewiątej padać przestało, wyszło nawet słońce, można więc było założyć mus ostatnich dni, czyli wiatrówkę, i z radością oraz pieśnią na ustach ruszyć na rower. No dobra, radości w tym nie było za grosz, pieśń by się jakaś znalazła, ale nie do zacytowania.
Wyczłapałem dziś lekko zmodyfikowaną zachodnią pętelkę, która miała pozwolić mi na ominięcie wahadła w Chomęcicach. W zamian dostałem rundkę centralnie między polami, co zmasakrowało nie tylko mnie, ale przede wszystkim średnią. I naprawdę, nie dało się z nią nic więcej zrobić - gdy momentami udawało mi się stanąć na pedały i wycisnąć jakieś 25 km/h, to nagły podmuch ustawiał mnie do pionu i dalej grzecznie już grzałem coś pomiędzy 15 a 20 km/h.
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Dawno nie bylem na tej cholernej drodze pieszo-rowerowej w Komornikach, której przez zakaz nie da się legalnie ominąć, bo niestety dodatkowo jest zbudowana według debilnych norm, które mówią co prawda o jej szerokości, ale już nie o nawierzchni. I mamy koszmarek.
Udało mi się jednak wyhaczyć pewien myk, który ratuje tych jadących z drugiej strony. Bowiem przy samym końcu (od mojej strony) okazje się, że oznakowanie tak poziome, jak pionowe, się nagle urywa, rowerzysta więc zgodnie z przepisami powinien zejść z roweru i przeprowadzić go do wysokości ulicy. A skoro nie da się legalnie wyjechać, nie da się też wjechać :) Ha! Główka pracuje :)
A skoro już jesteśmy na terenie Komornik... Jeśli ktoś kiedyś będzie chciał wmawiać, że to gmina przyjazna dwóm kółkom, to owszem. Ale tylko pod jednym względem: że nie ma wystarczającej kasy na budowę jeszcze większej ilości gówna. Takiego jak tu:
...i tu.

A poza tym - nihil novi, na zachodzie bez zmian.
Nawet wierni kibice są wciąż na swoich miejscach :)

Na koniec rozwiązanie zagadki z tego wpisu. Budynek, o który pytałem, to... kościół. Piękny, prawda? :)
No to...
:)
- DST 54.20km
- Czas 02:00
- VAVG 27.10km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dmuchawczo
Środa, 13 marca 2019 · dodano: 13.03.2019 | Komentarze 8
Po raz kolejny w życiu chciałem zadać grzeczne pytanie kochanemu wiaterkowi: czy mógłbyś w końcu raz na zawsze (lub choć na jakiś czas) zamknąć ten swój paskudny ryj?
Nie? To spadaj.
Taaa, już widzę jak posłuchał :)
W każdym razie znów zostałem zmiażdżony przez powyższego, szczególnie na polach, gdzie ledwo dobijałem do 20 km/h. Tylko w terenach zadrzewionych było całkiem, całkiem, niestety tych jest zawsze za mało.


Wykonałem dziś półkondominium, czyli trasę z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo do Łodzi, gdzie nastąpiła nawrotka. 
Powrót było o wiele sympatyczniejszy, choć pozwolił jedynie zniwelować straty wojenne :)
Najciekawiej było w Mosinie. Gdy do niej wjeżdżałem, nagle zobaczyłem koło siebie potężny kształt, a po chwili o dosłownie milimetry wyprzedził mnie dostawczak. I nawet nie wiem, czy nie przesadziłem - to mogły być nanometry, czy co tam jeszcze jest mniejszego. Generalnie gazeciarz wybitny - gdyby nie moja korekta toru jazdy, pewnie zdarłbym mu farbę z paki, a sobie skalp z ucha. 
Dzięki światłom udało się dojść gazeciarza. Nie wiózł mojej paczki, a co go tu przywiało z Katowic, nie mam pojęcia. Chyba że chęć odebrania życia jakiemuś rowerzyście - to prawie się udało. A że przy okazji zjechał na przysklepowy parking, to pozwoliłem sobie jeszcze przekazać mu kilka słów na temat tego, co zawodowy kierowca powinien wiedzieć, jednak jak widziałem dotarło średnio. Dzięki temu ma darmową reklamę na blogasku :)
A w Łęczycy... Grupowe dmuchanko! :) I dobre kilkaset metrów korka. Mnie jakoś zbalonikować nie chcieli :)
- DST 52.30km
- Czas 01:53
- VAVG 27.77km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
SeSeSeSerwisówki
Wtorek, 12 marca 2019 · dodano: 12.03.2019 | Komentarze 7
Lekki mrozek wrócił. Co prawda w nocy, ale nad ranem też nie było zbyt słodko - ruszałem przy temperaturze zbliżonej do zera, wracałem przy niewielkim plusie. Do tego wciąż solidnie wiało, więc jak na moje może i wiosna idzie wielkimi krokami, ale chyba zbyt wielkimi i już przeskoczyła na jesień :) Za to plus był jeden, całkiem istotny - nie padało. Co i tak nie uchroniło mnie od padaki jeśli chodzi o wynik finalny.
Wiało z zachodu, tam więc poczłapałem. A że nie miałem za bardzo pomysłu na wybór trasy, to postanowiłem kopsnąć się największą możliwa ilością serwisówek, ale tak, żeby nie jeździć swoimi śladami. Jak się okazało, jest to średnio możliwe, choć i tak na Relive wygląda toto niczym rozpaćkany krab. Składa się on w detalach z wyjazdu z Poznania przez kupę marketową w Komornikach, następnie z Plewisk wzdłuż S11 do Dąbrowy, dojazd do Zakrzewa, tam nawrotka do Dąbrówki i powrót przez Palędzie (obowiązkowa pauza na przejeździe kolejowym), Gołuski oraz ponownie Komorniki i Plewiska do domu. Na wspomnianym Relive widać, że ilość zakrętów, wiaduktów i serpentynek może skończyć się zawrotem kasku, więc zapewne zbyt często powtarzać tego wariantu nie będę,
Co do widoków to... Hm, nawet jakbym się bardzo postarał, to nic nie wykroję. Po prostu szara rzeczywistość, tak jak powrót do pracy po urlopie.
A właśnie, a propos - odważyłem się dziś po raz pierwszy w tym roku usiąść na rowerze miejskim. No i szok - nie ma się do czego przyczepić! Wypiął się i wpiął na stacji bez problemu, koła napompowane, hamulce działały, nawet pedały nie odpadły ani kierownica nie pękła. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spotkał mnie taki zaszczyt :) I też nie mam złudzeń - to efekt początku sezonu, za dwa miesiące wszystko wróci do normy.
A wczoraj na spacerze Kropa zainteresowała się jednym z tych dziwnych patyczków, które stoją rozpieprzone na drogach pieszo-rowerowych. Jednak okazał się jakiś felerny, bo złapać nie było za co :)
- DST 51.00km
- Czas 01:53
- VAVG 27.08km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pieszczotliwie
Poniedziałek, 11 marca 2019 · dodano: 11.03.2019 | Komentarze 8
Dawno nie zmokłem na rowerze. Ostatnio jakieś dwa dni temu :) Logiczne więc było, oczywiście patrząc z perspektywy aury, że należy nadrobić tę zaległość. Nie ma co, serdecznie dziękuję za zainteresowanie i na przyszłość się... nie polecam.
Gdy ruszałem (przed dziewiątą), było sucho. Prawie zawsze, jak ruszam, jest sucho. Problem powstaje później. I zgodnie z tą regułą najpierw radośnie walczyłem tylko z wiatrem, wciąż bardzo mocnym, a gdzieś od dwunastego kilometra już z duetem: wiatr i deszcz. Ten drugi najpierw padający skromnie, a potem już całkiem konkretnie.
Trasa to zachodni coś: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Cóż, sezon na zwiedzanie wiat czas zacząć :/
A to jeszcze nie koniec pieszczot na ten dzień - w samo południe miałem umówioną wizytę u dentysty. W sumie nie wiem, co było gorsze :)
Zapomniałem podsumować miesiąc luty. Wyszło niemal równo 1400 km, z tragiczną średnią na poziomie 27,9 km/h, choć wytłumaczalną warunkami atmosferycznymi - było niemal wszystko, co najgorsze. Za to przeszedłem ponad 100 kilosów piechotą, oczywiście głównie z Kropą. I to jakoś tam ratuje mój wątpliwy honor :)
- DST 53.50km
- Czas 01:58
- VAVG 27.20km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
A(bs)trakcyjnie
Niedziela, 10 marca 2019 · dodano: 10.03.2019 | Komentarze 8
Wczoraj pożegnałem górki, trochę wcześniej niż myślałem, ale mus to mus (dziś koło południa musiałem być w Poznaniu). Żona została jeden dzionek dłużej przed krótkim wypadem dalej w Polskę, mi z kolei przyszedł w udziale powrót pociągiem, czyli generalnie najlepszym na świecie środkiem transportu, oczywiście z gwiazdką, gdy piszemy o jego polskiej wersji :)
Kiedy już sobie wygodnie siedziałem w "Kamieńczyku" (relacja bezpośrednia JG - POZ, o którą kiedyś aktywnie walczyłem w jednym ze stowarzyszeń), dostałem smsa z informacją, iż są spore opóźnienia gdzieś koło Leszna, spowodowane zerwaniem trakcji. Jednak do Wrocławia dotarłem o czasie, byłem więc pełen optymizmu. Do czasu, gdy sporo po wyznaczonej godzinie startu dalej stałem, a informacji żadnych nikt nie raczył przekazać. Ani z załogi (której nie było), ani z komunikatów (których było wiele, ale nie na nasz temat), ani z tablic na dworcu (były - nieaktualne). Po godzinie ciszy zacząłem uruchamiać swoje wrocławskie kontakty i już w sumie byłem umówiony na domówkę z psem pod pachą, aż tu nagle para buch! Koła w ruch! :) Ruszyła maszyna. Po godzinie i pół czekania.
Wydawało się, że już pójdzie z górki, a ja dojadę co prawda później, ale jeszcze o przyzwoitej godzinie. Naiwniak ze mnie... Choć zapowiadało się całkiem przyzwoicie, bo przyszła uradowana pani konduktor z informacją, iż "na 90% pojedziemy bez przesiadek do komunikacji zastępczej!". Szczegół, że mało kto spodziewał się, że to jakaś wyjątkowa informacja, ale w sumie miło.
Po pięciu minutach okazało się, że 10% to w przypadku PolRegio całkiem sporo.
- Proszę państwa, w Bojanowie musimy niestety przesiąść się do komunikacji zastępczej. Podstawiony autobus będzie czekał zaraz przy dworcu.
Podreptaliśmy do autobusu.
- Proszę państwa, bardzo przepraszamy, ale osoby, które jadą do Poznania, jednak pojadą pociągiem. Autobusem jadą tylko pasażerowie do Leszna.
Podreptaliśmy do pociągu.
- Proszę państwa, ponownie bardzo przepraszamy, ale jednak skład nie pojedzie. Zapraszamy do autobusu.
Podreptaliśmy do autobusu.
Ten ruszył, a w sumie było wesoło, zaczęło się nawet śpiewanie harcerskich piosenek. W ten sposób dotarliśmy do Leszna, gdzie...
Podreptaliśmy do pociągu.
Którym dojechałem do Poznania. Miałem być na miejscu lekko po 22, byłem... wpół do pierwszej w nocy.
Generalnie nie mam pretensji, bo takie rzeczy jak zerwanie trakcji to wypadek losowy, a wiatr po prostu ponownie się na mnie zemścił. Ale już sam przesył informacji na linii przewoźnik - pasażerowie to komediodramat. Plus jest taki, że Kropa przeszła wielki test z wynikiem wybitnym oraz została pupilem autobusu :)
A teraz o dzisiejszej jeździe. Jedno słowo przychodzi na myśl: masakra. Powiewy niemal takie, jak w górach, zimno, choć dość słonecznie. Wykonałem, startując koło dziewiątej, "kondominium" w wersji: Poznań - Komorniki Szreniawa - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Po drodze mijałem się głównie z kilkoma ustawkami, a po minach ich uczestników widziałem, że cierpieli tylko troszkę mniej niż ja :)


Tu (w Łodzi) panu kierowcy tak się spieszyło z pola do kościoła, że chciał wymusić pierwszeństwo. Ale nie ze mną te numery ;) Oczywiście musiał zahamować, a w tej decyzji zapewne pomógł mu telefon, którym mu pomachałem :)
A jutro ma padać. I wciąż wiać :(
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 641m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez cudu
Sobota, 9 marca 2019 · dodano: 09.03.2019 | Komentarze 11
Niestety, cudu nad
Bobrem nie było. Miało lać, więc lało.
Przyznać jednak
trzeba, że aura starała się stwarzać pozory. Jeszcze o wpół do
dziewiątej rano, gdy udało mi się w końcu ruszyć, sytuacja nie
wyglądała najgorzej, a wręcz mógłbym pokusić się o
stwierdzenie, że było wręcz zachęcająco do jazdy. No ale góry
to góry, sytuacja jak wiadomo może się w nich zmienić nagle, z
minuty na minutę. No i się zmieniła.
W miejscu startu,
czyli na lubianym szczególnie na Górnym Śląsku jeleniogórskim
Placu Ratuszowym :), wydawało się, że wypad nastąpi o suchej stopie. 
Jak
widać, w gratisie był co prawda wciąż mega mocny wiatr, ale z nim
już wczoraj walczyłem, więc byłem w miarę przygotowany, jeśli
to w ogóle możliwe :)
Gdy dopchałem się
do stóp Staniszowa, zaczęło kropić, ale przecież pewnie zaraz
powinno przestać, no nie?
Noooo, nie…
Na dziesiątym
kilometrze, czyli na zjeździe w kierunku Sosnówki, gdzie zawsze
wychodzą fajne foty, dziś jedna wielka kicha.


A ja już
psychicznie przygotowany byłem na to, że czas zawracać i pogodzić
się z glutem. Skręciłem więc na Miłków, a że już lało
konkretnie, to odpuściłem sobie pobliski Karpacz i skierowałem
najkrótszą drogą, czyli przez Mysłakowice i Łomnicę, do
Jeleniej.
Na wysokości
Osiedla Czarne padać przestało. Zatrzymałem się więc na chwilę,
ocenić ilość oceanu w butach, a przy okazji cyknąć fotę
tamtejszego dworu, który niestety wciąż jest w złej formie…
...choć i tak jest
dobrze względem lat 90., gdy wyglądał z grubsza jak te budynki
dokoła.
Wracając do tematu
głównego – postanowiłem ruszyć dalej. Oczywiście był to błąd,
bo już przed Cieplicami wiatr w połączeniu z – a jak –
powracającą ulewą, zrobił ze mnie miazgę. Wiedząc, że widoków
dziś już nie uchwycę, zrobiłem na wszelki wypadek choć Chojnik
:)
Ale kawałek dalej
mało wyraźnie, ale jakoś tam, udało się go uchwycić w realu.

Ostatnie kilometry
to walka o pion i życie, na kawałku przez Zachełmie i Podgórzyn
do Cieplic. Przy Stawach Podgórzyńskich jeszcze obowiązkowa fota z
cyklu kopiuj-wklej z wczoraj (no co, lubię to ujęcie)...

...i do domu. Od
razu pod ciepły prysznic, a ciuchy na gorący kaloryfer.
Co ciekawe, na
ostatnich kilometrach towarzyszyło mi… słońce. Które utrzymało
się jeszcze przez kilka godzin, co widać na zdjęciu ze spaceru.
Dodam, że nijak to się miało do prognoz, gdyż według nich miało
być kompletnie odwrotnie… Ma się to szczęście :/

Relive TUTAJ, a
mapka poniżej.
- DST 51.00km
- Czas 02:02
- VAVG 25.08km/h
- VMAX 64.50km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 743m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szklarska rzeźnicza
Piątek, 8 marca 2019 · dodano: 08.03.2019 | Komentarze 15
O cholera, jak dziś wiało. Prawie jak w Poznaniu :)
Podobno nieciekawie pod tym względem było w całej Polsce, ale to góry miały w prognozach ostrzeżenie o mocnych podmuchach. Nie ma co, ma się to szczęście... A może to po prostu ten gnój wiatr się w końcu zorientował gdzie jestem i raczył - niczym wierny, lecz niekochany zwierzak - do mnie dołączyć?
Starałem się tak wykombinować z trasą, żeby być jak najbardziej osłoniętym od huraganu, oraz nie wracać mając go centralnie w pysk. Oczywiście obydwie rzeczy wyszły średnio, ale przynajmniej się starałem. Ruszyłem kolo dziewiątej rano, pełen optymizmu, bo słońce nawet ładnie świeciło, więc nie mogło być tak źle, prawda?
Gówno prawda :)
Już w Sobieszowie, do którego dotarłem przez płaściutkie tereny z centrum Jeleniej przez Cieplice, czułem się jakbym wjechał na Śnieżkę, tak mnie wmordewind zmasakrował. Oczywiście we współpracy z debilnie ustawionymi światłami, dzięki którym interwały miałem co kilkaset metrów.
We wspomnianej powyżej dzielnicy chciałem sobie zrobić zdjęcie z widokiem na Chojnik. Ustawiłem rower, cyknąłem...
...a po chwili mogłem już robić drugą fotę. Chętni mogą się zabawić w grę z rozpoznawaniem jednego szczegółu różniącego obydwa :) Dzięki, szanowny wietrze.
Dalej skierowałem się do Piechowic, choć pewne siły wolały, żebym raczej skierował się gdzieś, no nie wiem, na środek pola :)


W Piechowicach spotkanie ze starym znajomym...
...i dalej do Szklarskiej, szlakiem znanym i lubianym.


Hm... Wciąż jednak jest :)
Na górze główny cel, czyli oscypki. Nie serki, a oscypki, legalne :) Połowa zapasów zresztą zniknęła zanim dojechałem do miejsca nawrotki, czyli do Szklarskiej Górnej.



Potem zjazd serpentynkami do Szklarskiej Dolnej i jedyny plus dzisiejszego wypadu - fałmaks grubo ponad sześć dych :)
Powrót częściowo Trasą Czeską, ale ze skrętem na Pakoszów, Sobieszów, Zachełmie i Podgórzyn. Tam chwila na ostatnie dziś okołorowerowe foty.

TUTAJ Relive, a poniżej mapka.
Po południu jeszcze ostatki, czyli osiem kilometrów spaceru na Perłę Zachodu, szlakiem alternatywnym. A że w połowie drogi zastała nas ulewa, to jakieś przeziębionko pewnie będzie gratis. A jutro ma lać podobno od rana :/
Aha, wciąż nie widzę na mailu żadnych komentarzy, mimo że pokazują się na BS. Ktoś może ma ten sam problem?











