Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246155.08 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 799329 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 63.40km
  • Czas 02:11
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rolnik upa(d)ły

Wtorek, 27 sierpnia 2019 · dodano: 27.08.2019 | Komentarze 6

Kolejny wypad z gatunku "byle przeżyć". Mózg mi parował, czacha dymiła, ale kręcić trzeba było. Całość więc to marna człapanina.

Wyruszyłem rano, a i tak pod koniec dotarły do domu zwłoki. No, prawie, bo jakieś tam funkcje życiowe jeszcze zostały. Głównie chęć pochłonięcia studni, ale że akurat żadnej nie miałem w mieszkaniu, to wciągnąłem to, co znalazłem w lodówce. Dobrze, że piwa tam nie było, bo bym nie mógł iść do pracy :)

Trasa to "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Relive TUTAJ, ale kompletnie z czapy - Endomondo chyba też się ugotowało i nie tylko zaniżyło dystans oraz średnią o kilka kilosów, lecz jeszcze gubiło co chwilę sygnał.

Klasyczna fota z Dębiny...

...oraz umieszczana tu już dożynka z Rogalina.

Dubluję ją, ponieważ doszedł nowy element - okazuje się, że rolnik szuka żony :)

Ewidentnie zmienił się też wyraz twarzy naszego poszukiwacza, zapewne po wypiciu napoju, który widoczny był jeszcze w tym wpisie :)  Nóżka też jakaś taka luźniejsza... Rodzi się tylko jedno pytanie: jeśli żony nie ma, a potworki obok napłodzone na potęgę, to jaka jest tu prawdziwa historia? Czy to przykładny wdowiec, aktualnie z potężnym pięćsetplusowym posagiem, czy nawrócony hulajdusza, który odpowiedzialnie zajmuje się tym, co przeskrobał (i nie wyskrobał!)? 

Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi... :)

Dystans powiększony jest o dojazd do pracy.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kicajowo

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019 · dodano: 26.08.2019 | Komentarze 10

Miałem dziś dzionek teoretycznie wolny, czyli taki, podczas którego musiałem załatwić miliard ważnych spraw. Również teoretycznie miałbym okazję się trochę wyspać, ale w podświadomości miałem świadomość, iż im więcej będę odwlekał wyjazd, tym temperatura będzie rosła, co było najlepszym motywatorem.

I tak od upału nie uciekłem. A już mi się wydawało, że gówniany letni okres z ukropem się skończył, ale niestety... W związku z tym nawet nie walczyłem, bo każde mocniejsze tąpniecie na pedały powodowało, iż pod kaskiem robiła mi się galareta.

Sprawy nie ułatwiało to, że wybrałem sobie dziś do jazdy kierunek północno-wschodni, czyli łącznie grubo ponad dwadzieścia kilometrów miejskich męczarni. Było wszystko - korki, remonty, jakieś policyjne akcje z blokadami na Miłostowie... A przypomnę, że mamy niby lżejszy, bo jeszcze wakacyjny okres.

Trasa to "pietruszka": Dębiec - Wartostrada - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Miłostowo - Główna - Śródka - Wartostrada - Dębiec.


W Dębogórze czekała mnie miła niespodzianka, czyli zgrabnie spieprzający zając szarak :) Dogoniłem, skierowałem delikatnymi sugestiami na pole, coby nic go nie skasowało i tyle. Sympatyczny kitajec :)


A innych istot lekko kropkopodobnych nie zabrakło :)

Tu z kolei dwójka z gatunku homo owszem, ale sapiens już niekoniecznie.

No i na koniec, żeby znów nie było, że to, z czym walczyłem to pęd, a nie wiatr, dowód flagowy :)




  • DST 62.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 177m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Duło-wanie

Niedziela, 25 sierpnia 2019 · dodano: 25.08.2019 | Komentarze 14

Dzisiaj krótko, bo tak mnie wietrzysko wymęczyło, że nie chce mi się rozpisywać nad tym, nad czym i tak się często rozpisuję, tylko mniej :)

Yyyy....

Generalnie w pierwszym zdaniu chodziło o to, że wiało tak, iż nawet nie walczyłem i chcę o tym zapomnieć. O :)

Trasa to wschodnie klimaty: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - dom. Relive TUTAJ.


W Szczodrzykowie, zaraz za miejscowością Dachowa, coś mi przestało pasować. Horyzont bowiem jakoś inaczej wyglądał niż przed kilkoma tygodniami, gdy byłem tam ostatnio. Zrobiło się... księżycowo. Dodałem dwa do dwóch, czyli tę drzewną masakrę z przygotowanymi kawałek wcześniej pasami wygładzonego piasku między drogą a polami, i już miałem jasność, co tu będzie - kolejna DDR-ka :( 


Nie wiem, czy będzie to się wiązało z remontem generalnym nawierzchni, ale już samo to, że żeby powstało coś, czego nienawidzę (śmieszki), należało wyciąć coś, co na drodze daje mi zawsze ukojenie (drzewa i błogosławiony cień), każe mi nienawidzić tych pierwszych jeszcze bardziej.

Dystans zawiera dojazdówkę do pracy.




  • DST 63.75km
  • Czas 02:07
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klaksonospolita

Sobota, 24 sierpnia 2019 · dodano: 24.08.2019 | Komentarze 9

Dobra, był jeden dzień bez narzekania na wiatr, dziś już - mimo naprawdę szczerych chęci - się nie obędzie :) Wiało co prawda umiarkowanie, ale zdecydowanie niepomocnie, bo po nawrotce wciąż jakby w pysk albo z boku. Musiałem w związku z tym ostro walczyć, żeby średnia wyszła choć trochę przyzwoita.

Trasa to wschodnie rewiry: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. Relive TUTAJ, ze sporą dawką endomondowych szaleństw.

Samą jazdę dało się przeżyć, ale to, co dziś wyprawiali rodzimi kierowcy zmroziło nawet mnie, człowieka w temacie zdecydowanie doświadczonego. Najpierw jakiś as uskutecznił wyprzedzanie na gazetę, ale nie jakąś z kapitałem niemieckim, lecz taką "Gazetę Polską Codziennie" lub "Nasz Dziennik", a potem, na Warszawskiej, czyli jakby nie patrzeć krajówce, dwukrotnie zostałem oklaksoniony.

Ok, to się zdarza, tyle że do teraz nie mogę dojść powodu - wieśniaka z Gorzowa jeszcze mógłbym jakoś wytłumaczyć, bo zobaczył taki po dwa pasy w każdą stronę i zszokowany może pomyślał, że to autostrada, ale troglodyty na poznańskich blachach rozkminić nie mogę. W Antoninku jest co prawda jakaś śmieszka, ale po drugiej stronie, na którą dostać się za cholerę nie można, do tego urwana w środku - więc raczej nie o to chodziło. Jednak każda z sytuacji spowodowała, że teraz mam chrypkę, bo ile razy obiecuję sobie rano, że nie będę statystycznym Polakiem i powstrzymam się od kalania języka, to rzeczywistość mi to uniemożliwia.

Na Malcie trwały przygotowania do 20-tych "urodzin" (eksploatacji na kursie Maltanki) tak zwanego Borsuka, czyli parowozu Borsig, połączonych z gościnnymi występami parowozu z Białośliwia. Chciałem zrobić zdjęcie, ale były takie tłumy, że odpuściłem.

No i wpadła kolejna dożynka, tym razem z Tulec. Nic specjalnego, ale ujął mnie wyraz twarzy kierowcy, jak i jego postura :)

Do dystansu doszedł dojazd do pracy, tym razem staruszkiem.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 65.25km
  • Czas 02:10
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dowodzikowo

Piątek, 23 sierpnia 2019 · dodano: 23.08.2019 | Komentarze 8


Na początek trochę narzekania na wiatr...

A nie, tu niespodzianka! Jako że staram się być obiektywny i wiarygodny w swych opiniach, przyznam dziś temu gnojkowi plusa, bo był dość sprawiedliwy. Rzadko się to zdarza, ale dodajmy ten jeden dzionek do wyjątków od reguły.

Dzisiejsza trasa to lekko modyfikowany na bieżąco "oKórnik": dom - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Moszczenica - Kórnik - Skrzynki (tup tup po płytach - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - dom.

W Rogalinie przyuważyłem jeden, tym razem satelicki, bo w innej części wsi, element dożynkowy, niestety światło padało tak tragicznie, że nie dało się za cholerę zrobić zdjęcia, więc jest jedynie coś pro forma, za to zdecydowanie oświecone.

Sama jazda całkiem fajna, choć znów robi się gorąco. Oby na krótko.

Dystans zawiera dojazd Czarnuchem do pracy.

Na koniec temat zupełnie z du...żo mniejszego miasta, ale muszę zareagować :)

Bowiem znów pewien wewnątrzkrajowy imigrant do Jeleniej Góry ma jakieś "ale", tym razem przy okazji tej dyskusji u kolegi Lapeca. Zostało mi zarzucone, iż boję się pewnej uliczki w tym mieście, więc jako dowód wklejam zdjęcia, które zrobiłem podczas ostatniej bytności, z trasy na Perłę Zachodu. Oto... Mleczna Droga. Urocza, prawda? :)


Fakt, kiedyś się było lepiej tam nie pojawiać, teraz nie wiem jak jest, prócz tego, ze jak syf był, tak jest :)


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 67.50km
  • Czas 02:23
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dożynkowa inauguracja

Czwartek, 22 sierpnia 2019 · dodano: 22.08.2019 | Komentarze 9

Dzisiejszy rowerowy dzionek zacząłem... w nocy. Bowiem majstrzy, których pilnowałem podczas magicznych działań w pracy, gdy tylko zaczęli to, co mieli zacząć, zakrzyknęli znane i nieuniknione (tu wersja cenzorska): "panie, kufa, kto wam to tak spitolił?", a ja już wiedziałem, ze z planowanych maksymalnie dwóch nadgodzin nici. Finalnie fachmani wyprowadzili się o północy, ja kilkanaście minut później miałem już ponad pięć kilometrów na liczniku, a że do popykania nocą nie mam odpowiedniego oświetlenia, to skierowałem się do domu i nigdzie dalej.

Jako że spać poszedłem po pierwszej, rano mocy we mnie było niewiele, co widać po średniej. Tym bardziej, że (ha, nie zaskoczę) wiatr znów mnie śledził i wciąż przeszkadzał, prócz jednego momentu, gdy wiał w plecy, ale akurat zakwitłem w Koninku na wysokości pewnej szopy, którą należy objechać kilkoma wąskimi i ostrymi zakrętami (kto tamtędy jeździ, na pewno kojarzy), w korku stworzonym przez tira, ciągnik i kilka osobówek. 

Trasa to klasyczny "mumin": dom - Las Dębiecki - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

W końcu nadeszły ciężkie czasy dla moich średnich i hamulców, czyli dożynki :) Dziś wyhaczyłem pierwszą, w miejscu, gdzie zawsze jest ciekawie, czyli Rogalinku. 


No i jak na pierwszy strzał jest godnie... Raz, że głowa rodziny jest taka polska, klasyczna, choć napój nie do końca pasuje...

...dwa - latorośle. Są genialnie mroczne :)

Oj, ciężko będzie przebić ów "starter", ale obiecuję intensywnie szukać :)

Dystans to: nocny kurs, wypad szosą i przejazd do pracy.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 57.30km
  • Czas 02:12
  • VAVG 26.05km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 131m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieglut wyczekujący

Środa, 21 sierpnia 2019 · dodano: 21.08.2019 | Komentarze 14

Wczoraj wieczorem, gdy zerknąłem na prognozy, byłem w miarę spokojny o dzisiejsze kręcenie, bo w nocy miało lać, a rano koło ósmej się wypogodzić. W pracy miałem być o trzynastej, więc wydawałoby się, że nie się czym martwić.

Gdy rano około dziewiątej wciąż krople bębniły mi o szyby, zacząłem się lekko irytować. "Na szczęście" miałem z tyłu głowy, że szykują mi się dziś po robocie nadgodziny, bo trzeba przypilnować fachmanów od montażu jakichś mebli, więc postanowiłem, że się spieszył nie będę i zrobię "niedogodziny" :)

Warto było. Jakoś po dziesiątej deszcz zamienił się w mżawkę, by w końcu ustać. Szybko uruchomiłem Czarnucha (bo on od tego jest), założyłem kurtkę przeciwdeszczową (tu błąd, bo po kilkunastu minutach z powodu przegrzania zacząłem sprawdzać czy da się ją zdjąć podczas jazdy, jednocześnie wkładając do plecaka, gdy dokoła pędzą samochody. Już wiem, że się nie da, a przynajmniej ja nie potrafię) i przed siebie.

Wyszło zachodnie kółko: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Więckowice - Sierosław - Zakrzewo - Plewiska - Poznań.

Przez pierwsze dziesięć kilometrów fajnie mi jeszcze chlapało pod kołami, potem wyszło słońce i zrobił się kompletnie inny świat.


Momentami żałowałem, że spękałem i nie wziąłem szosy, ale za to zrekompensowałem to sobie pod sam koniec, gdy jakimiś bocznymi chynchami i po błocku, lekko się gubiąc, zaliczyłem jeszcze Szachty - o tej porze puste, co niestety staje się ostatnio wyjątkiem, nie regułą...




Tempo dość powolne, bo wiatr nie chciał współpracować, jednak w przypadku jazdy czołgiem było to mało istotne. Grunt, że udało się pokręcić, do tego nie gluta, tylko full wypas, a co do pogodynek, to... aaa, nie będę się wyrażał :)

Relive TUTAJ. Do dystansu dochodzi odcinek "dopracowy".

Ja chcę znów na urlooooop!




  • DST 54.20km
  • Czas 01:51
  • VAVG 29.30km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trójkolny kibel oraz filmik z Krajkowa

Wtorek, 20 sierpnia 2019 · dodano: 20.08.2019 | Komentarze 6

Jako że był to praktycznie mój ostatni (choć już nieurlopowy) wolny dzień w tym miesiącu, musiałem, po prostu musiałem, się konkretnie wyspać. Żona miała do pracy na ósmą, pies nie dokazywał od rana, mogłem więc sobie pozwolić, z czego skrzętnie skorzystałem.

Ruszyłem grubo po dziesiątej, co miało tylko jeden minus - wyszło słońce i zrobiło się za ciepło. Do tego znów nie pomógł mi wiatr - nie był silny, ale po swojemu postanowił gdzieś w połowie jazdy zmienić kierunek i podczas powrotu, zamiast mieć go z tyłu, witałem się z nim z boku.

Trasa dzisiejsza to lekko poszerzony o jedną wioskę klasyk: z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Radzewice i Trzykolne Młyny do Radzewa (to właśnie nowe "odkrycie"), tam nawrotka i powrót częściowo tym samym szlakiem do Rogalinka, gdzie skręciłem na Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i zaliczając Luboń dotarłem do domu.

W Trzykolnych Młynach z pewnym rozrzewnieniem przyuważyłem taką oto sławojkę na sprzedaż. Pamiętam mroczne czasy, gdy u babci nie było kanalizacji i korzystanie z tego przybytku było koniecznością. Nie żebym tęsknił :)

No i nie mogłem sobie jak zwykle odmówić chwili relaksu w rzecznym porcie w Radzewicach. Akumulatory póki co więc naładowane.





Relive TUTAJ.

W końcu udało mi się "obrobić" filmik z lipcowego wypadu do Rezerwatu Krajkowo. Jakby ktoś miał chęć obejrzeć, to zapraszam, ale od razu mówię, że warto się zaopatrzyć w coś na oczopląs, bo ja dochodziłem do siebie po tej trzęsawicy ze dwa dni :)




  • DST 53.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.85km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 144m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uleśnie

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019 · dodano: 19.08.2019 | Komentarze 10

Co mogło mnie czekać ostatniego dnia oficjalnego urlopu? No co? Ano deszcz, to oczywiste :)

Generalnie jednak główne pretensje mogę mieć do siebie. Bo zaufałem prognozom (wiem, wiem, jestem jak bite dziecko wąsatego tatusia alkoholika, które wciąż wierzy, że chlanie się kiedyś skończy), które solidarnie twierdziły, że zacznie padać dopiero w południe. No i faktycznie, zaczęło. Kolejną turę :)

Wyruszyłem po dziewiątej, zapobiegliwe wybierając Czarnucha. Początkowo, czyli przez pierwsze piętnaście kilometrów, raz kropiło, raz nie, ale jechało się nawet sympatycznie. Z Dębca chciałem się pierwotnie dostać na Junikowo, ale na widok zamkniętego przejazdu kolejowego na Kopaninie i perspektywie kilkunastu minut czekania, zmieniłem zdanie i skierowałem się przez Plewiska oraz Skórzewo do Dąbrówki, gdzie wpadłem na pomysł wjechania w las i dostania się nim do Dopiewca. Jechałem tamtędy jakieś dwa lata temu crossem i pamiętałem fajne, w miarę dzikie ostępy, byłem więc gotowy na akcję spod hasła "zielono mi". Jak się okazało - to se ne vrati.

Gdy już minąłem tabliczkę Leśnictwa Konstantynowo, z debilnym zakazem wprowadzania psów...

...nagle zamiast w lesie znalazłem się na jakimś nowym osiedlu. I to nie kilku domkach na krzyż, tylko w państwie w państwie, labiryncie betonu, w którym się centralnie pogubiłem. Kilka razy musiałem zawracać, bo posesje były częściowo ogrodzone, pełno było zamkniętych uliczek, jednym słowem koszmar. W końcu jednak udało mi się znaleźć drzwi do lasu, czyli niedomkniętą bramkę, dzięki której wróciłem do żywych. Przyznam, że tu zacząłem bawić się setnie, bo w swej łaskawości jeszcze nikt nie zdążył wyciąć wszystkich drzew...


...ale niestety znów dróżki skierowały mnie do cholernej cywilizacji. Nie wiem, czy to ja coś pomieszałem, czy faktycznie przez okres niebytności tu genialna zielona miejscówka przestała istnieć, fakty były jednak takie, że pozostało mi już jedynie poruszanie się drogą, czyli trasą przez Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo, Komorniki oraz Plewiska do domu. Tyle że już przy konkretnej ulewie - po powrocie pralka z radością mnie zobaczyła :) Nie pomógł nawet błotnik, bo ponad trzydzieści kilometrów roweru wodnego zrobiło swoje. Od razu też zapodałem sobie Gripex i tabsy na gardło, mam nadzieję, że ten wypad nie skończy się przeziębieniem. Ot, urlopik :)

Na szczęście na kierze Czarnucha nie mam wypasionej wodoszczelnej Sigmy, tylko tani licznik z marketu, więc nie przestał działać ani przez chwilę :)

Relive tym razem w dwóch częściach, bo telefon zamókł i się wyłączył. TU część pierwsza, TU druga, ale gps szalał, więc bardzo przekłamana.

Na koniec smaczek z Plewisk (z samego początku, gdy jeszcze nie padało). Kiedyś już wklejałem, ale tego widoku nigdy za dużo. Przypominam, że moje koła mają 29 cali :)




  • DST 52.85km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.20km/h
  • VMAX 60.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 201m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gorszość :)

Niedziela, 18 sierpnia 2019 · dodano: 18.08.2019 | Komentarze 12

Od rana pogoda była na tyle niepewna, że motywowała mnie jedynie do... niespieszenia się z wyjazdem :) Było pochmurno, groziło lekkimi opadami (te mnie dopadły po drodze, ale prawie niezauważalne), a wiatr robił wyraźne szumidła na drzewach. Mimo wszystko kręciło się całkiem fajnie.

Trasa: klasyczne "kondominium" - Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TU Relive, ale koncertowo spieprzone przez zawiechę Endomondo :)

Wiało. Ale nawet momentami pomagało, co widać po fałmaksie.

Motywów do fotek za wiele nie było, więc jedynie jedna z Łodzi, w towarzystwie lekko już odrapanego Nepomucena.

Więcej będzie ze spaceru, bo udało się po południu ruszyć cztery litery i połazić po Wielkopolskim Parku Narodowym, ale z racji niedzieli i chęci ominięcia tłumów w bardziej malowniczej części, czyli przy Nadwarciańskim, tym razem dreptanie nastąpiło głównie po okolicach Wirów i Łęczycy. Tam cisza, spokój, więc nerwy nie zostały nadwyrężone obecnością ludożerki :)
Kilka kilometrów od Poznania... :) - Wielkopolski Park Narodowy
Klasyczny klasyk - Wielkopolski Park Narodowy
Zielenina, wszędzie zielenina.... - Wielkopolski Park Narodowy
Hipika dla tych z gatunku XXXXXS :) - Wielkopolski Park Narodowy
Każde martwe drzewo to osobny ekosystem - Wielkopolski Park Narodowy
Drzewo-ośmiornica - Wielkopolski Park Narodowy
Tak, to pies :) - Wielkopolski Park Narodowy
WLKP-widok na codzienność - Wielkopolski Park Narodowy
Gonić, gonić, gonić! - Wielkopolski Park Narodowy
Prosto(r) - Wielkopolski Park Narodowy
Na koniec Mądrość Ludzi Lasu. Od razu uprzedzam pytanie, które by zapewne padło - nie, to nie ja udoskonaliłem tablicę :)
Mądrość Ludzi Lasu :) - Wielkopolski Park Narodowy