Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242521.15 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.80km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żar pe el

Środa, 26 czerwca 2019 · dodano: 26.06.2019 | Komentarze 13

W tytule powinno być żar.pl, ale - jak sprawdziłem - jest taka strona z artykułami do wentylacji, a że jej nie znam, to nie zamierzam robić kryptoreklamy :)

Generalnie wydaje mi się, że sensu tłumaczyć nie muszę - to, co dziś lało się z nieba, przyszło do nas prosto z Sahary, i z grubsza dawało taki sam efekt, jaki można było odczuć tam. Świadom rzezi, która mnie czekała, wstałem (a przynajmniej próbowałem) z wyra koło 6:30, a wyruszyłem godzinę wcześniej niż mam w zwyczaju, czyli wpół do ósmej.

Początkowo nawet nie było tragicznie - 27-28 stopni to przecież już standard, do którego chcąc nie chcąc człowiek przywykł (choć nienawidzi wciąż). Niestety im później, tym gorzej. Komfortu nie dodawali też kierowcy, którzy jak zwykle o tej porze transportowali się - używając lub nie używając mózgów - ze wsi do Poznania. A sama jazda, jak to ostatnio - powolutku, bez pośpiechu, żeby przeżyć. Jakoś się udało.

Trasa to "szubeniczka": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. 

Czułem się na tych wielkopolskich stepach jak na dzikim zachodzie - i w sumie częściowo tak było :)
Westworld, wersja PL
Nawet gdy były momenty leśne (koło Żabna, na Szosie Poznańskiej i za Mosiną), to ewidentnie widać było, ze las aż krzyczy z pragnienia wody. W sumie wiedziałem, że tak będzie, więc nie wybrałem się Czarnuchem, tym bardziej, że wtedy jeszcze opóźniłbym godzinę powrotu.

Dwa niezależne źródła informacji o ukropie potwierdziły to samo:


To drugie zawiera również info o hordach muszek, próbujących wleźć mi do mieszkania :) W sumie się nie dziwię, mamy wentylator stojący, one nie :)

Jakiś czas temu znalazłem luboński objazd głównych, zawsze zaczerwienionych i zakorkowanych ulic. Ma on dodatkowy walor - estetyczny, pasujący bardziej do całokształtu tej miejscówki. I taki Luboń to ja szanuję :) Życzę, żeby reszta też tak wyglądała.

Miało być więcej Kropki, to niech będzie :) Dzisiaj pies początkowo cwaniakował, ale po jakichś dziesięciu minutach "patyczkowania" jęzor wisiał do ziemi.
Akcja
A po powrocie, jeszcze przed pracą, zostawiałem czworonoga już spokojnego i wyczerpanego - normalnie ideał :)
Akcja
Akcja




  • DST 53.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.61km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wodogłowizm

Wtorek, 25 czerwca 2019 · dodano: 25.06.2019 | Komentarze 16

No i niestety - to, co stać się miało, mimo moich głośnych apeli, żeby odpuściło, jednak się stało. Między Polską a Afryką nie ma aktualnie żadnych różnic, może z wyjątkiem tego, że na Czarnym Lądzie jest prawdopodobnie chłodniej.

Ruszyłem jak zwykle rano, lekko po ósmej, i już chwilę po starcie miałem ochotę jednak nie ruszać :) No ale twardym cza być, nie mientkim, jak mawiają starożytne Sebixy, więc jakoś dałem radę doczłapać jedyny słuszny dystans. Nawet nie siląc się na walkę o jakikolwiek wynik.

Trasa to "muminek z wodogłowiem": Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Saisnowo - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Prócz Relive dodaję dziś ślad GPS, żeby pokazać, że Endo ma taką funkcję również dla niezalogowanych (choć wtedy dystans pojawia się nie wiadomo czemu w milach).


Na śmieszce w Łęczycy widziałem dzisiaj dość ciekawy model roweru - co prawda miał o dwa koła za dużo, nie był nawet elektrykiem, ale dzielnie poruszała się nim jakaś niewiasta, która do tego wpieprzyła mi się pod koła. 

Fakt faktem, do miejsca, gdzie zdążała, można się dostać samochodem, jednak nie z tej strony, tylko po wykonaniu objazdu, mającego łącznie może ze dwieście metrów. Jak widać, to za daleko dla świętej krowy.

To wskazanie termometru przed dziesiątą rano. Nie wiem z czego się cieszy grubas z Michelin :)

A jutro ma być jeszcze gorzej, pod czterdziestkę. Hurrrra! :(((((




  • DST 73.60km
  • Czas 02:37
  • VAVG 28.13km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 251m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przeglądowo

Poniedziałek, 24 czerwca 2019 · dodano: 24.06.2019 | Komentarze 12

Dziś temperatura była już konkretna, jednak jeszcze bez masakry, za to wiatr utrzymał swój poziom z ostatnich dni. Ten z rynsztoka. W związku z tym jazda była emerycka, tym bardziej, że w znacznej większości prowadzona po mieście.

Trasę wykonałem taką jak bodajże przedwczoraj, ale odwrotnie i bez kibicek w postaci saren :) Czyli "pietruszka": Dębiec - Hetmańska - Wartostrada - Śródka - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Główna - Malta - Wartostrada - Dębiec.

W Dębogórze wjechałem na chwilę na teren jednej z osad leśnych, z dębami w nazwie, żeby ocenić ją wizualnie pod względem potencjalnej agroturystyki. Wygląda zachęcająco, się zobaczy. A przy okazji ponownie zrobiłem foty przy tamtejszej kapliczce, wyjątkowo gustownej jak na polskie realia, najczęściej kiczem pisane.



Inne obrazki z tych rejonów:


Poznańska Śródka i Ostrów wciąż trzymają się mocno...

...a w Koziegłowach praca nad powrotem do rowerowych lat 90. kwitnie :/

Na Wartostradzie za to widać wyraźnie, że są wakacje. Cztery osoby i trzy rowery? Tu nie ma przecież konfliktu :)

Tyle z samego poranka. Teraz wyjaśnienie, skąd nadbudowa w dzisiejszym dystansie. Otóż tydzień temu przypomniałem sobie, że muszę zrobić obowiązkowy - niestety płatny - przegląd gwarancyjny Czarnucha. Kross w Poznaniu ma trzy oficjalne serwisy, z których - po przeczytaniu opinii w necie - od razu odrzuciłem dwa, stawiając na jeden, ten na Ptasiej. Problem był podstawowy - tak zwany "sezon", czyli obłożenie wszelkich rowerowych przybytków. Udało się jednak wcisnąć mnie gdzieś między wódkę a zakąskę, czyli na dziś. Koło południa zasiadłem więc na swoim czołgu i ruszyłem. Na Bułgarskiej chciałem zrobić jakąś fajną fotkę z poznańską lokomotywą, ale robactwo ją oblazło, więc takowej nie ma :)


W samym sklepie spotkałem nad wyraz miłą i kompetentną obsługę, a co najważniejsze - klimę :) Pan przyjął sprzęt, od razu dał mi kilka praktycznych rad, podpisałem RODO :) i zostawiłem sprzęt z obietnicą, że jeśli będzie choć szansa na szybkie ogarnięcie, to będą mnie mieli na względzie. Nastawiłem się wstępnie na piątek, bo widziałem, ile rowerów było w kolejce, pożegnałem się i zacząłem zastanawiać, jak wrócić do domu. Podjąłem mega odważną decyzję o wybraniu roweru miejskiego. Wiem, jestem hardkorem :) Ale nie było tak źle, bo udało mi się trafić na taki dumnie nazwany "4G", czyli z opcją pozostawiania w dowolnym miejscu na terenie strefy, do tego posiadający AŻ siedem biegów.

Postawiłem na drogę w stylu parkur - tu Górczyn :)

Po ogarnięciu jeszcze kilku spraw wybraliśmy się z Żoną (która też miała dziś wolne) i Kropą na spacer nad Wartę i Dębinę, gdzie odebrałem telefon o treści: "dzień dobry, zapraszamy po odbiór roweru". Byłem w lekkim szoku, ale po powrocie do domu od razu ruszyłem znów na Ptasią, stwierdzając, że chyba jedyną słuszną opcją, jeśli chcę przetestować Czarnucha po wizycie u "lekarza", jest ponowny dojazd miejskim trupem i powrót na sprzęcie właściwym. Tak zrobiłem, choć niestety trafiłem już na "klasyka", z koszyczkiem i nawet gazetką - jeszcze mi piszczy w uszach, choć pozytywne jest to, że nic nie odpadło :)

Po odczekaniu swojego w kolejce odebrałem świetnie wyregulowany rower - jak się okazało (co zresztą czułem) fabrycznie był w kilku miejscach źle skręcony (szczególnie przednie koło), ale sam tego nie ruszałem, wolałem zostawić to profesjonalistom. To, co trzeszczało, już nie trzeszczy, nic nie obciera, hamulce działają zacnie, o czym miałem okazję się przekonać już kilka minut po wyruszeniu - pozdro dla kierowcy bezmózga z ulicy Palacza. A sam sklep CCR Sport zdecydowanie polecam - tak za obsługę, jak i za miłą niespodziankę, jaką mi sprawili tym ekspresem. Brawo!

Finalnie te moje podróże w tę i z powrotem dały mi ponad dwadzieścia kilosów więcej. Nie zamierzam z tego powodu narzekać :)




  • DST 62.57km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.10km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lodożerka

Niedziela, 23 czerwca 2019 · dodano: 23.06.2019 | Komentarze 14

Znów było przyzwoicie pod względem temperatury (hurra!) i nieprzyzwoicie w temacie wiatru. Mimo wszystko chyba wolę tę wersję niż odwrotną :)

Wyruszyłem dziś po dziesiątej, mając w tyle głowy, że to chyba ostatni dzień z najbliższych, gdy udało mi się choć trochę wyspać. Wiało z północnego wschodu, ale ten kierunek miałem w linii prostej zablokowany przez jakiś kolejny maraton, więc ruszyłem najpierw lekko na południe, z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce do Gowarzewa. gdzie zacząłem się zastanawiać, jakie miejsce wybrać na nawrotkę.

Najpierw skierowałem się do Skałowa...

...a stamtąd był już tylko rzut beretem do Kostrzyna. Nie, nie tego nad Odrą, a do tego, gdzie pociągi jeżdżą na legalu :) Lubię tę miejscowość, będącą kwintesencją wielkopolskich małych miasteczek - cisza, spokój, lekki czar PRL-u, no i oczywiście permanentne czerwone światła i gówniana DDR-ka. No ale umówmy się, co najmniej ostatni element mógł nie zostać zauważony :)

Najważniejszym (przynajmniej dla mnie) elementem Rynku jest Brama Cechowa.

Dzisiaj po raz pierwszy miałem chwilę czasu, żeby przez nią przejść, a nawet chwilę pobyć - bowiem pojawiła się motywacja do przerwy - sympatycznie wyglądająca lodziarnia.

Zamówiłem sobie klasycznego loda włoskiego. Obsługa bardzo miła, zmarzlina pyszna, choć z wybranej mieszanki śmietankowo-czekoladowej zdecydowanie wybieram tę pierwszą. No i jeden minus - smakołyk jest ogromny....

...a wafelek malutki. Efekt? Chwilę po wykonaniu tej foty element mniej stały przegrał z grawitacją, jednak jakimś cudem udało mi się złapać go łapą i umiejscowić ponownie we właścwiym miejscu. Uff. Wybrałem wszystkie możliwe serwetki i jakoś udało się nie kleić. Mimo wszystko polecam, tym bardziej, że cena (3,5 PLN) zdecydowanie nie jest wygórowana za takiego kolosa (a to był mały!).

Wróciłem częściowo DK92, w Paczkowie jednak skręciłem do Siekierek, lekko naciągając trasę o Trzek, bo namówił mnie napotkany na drodze sympatyczny szoszon, jeżdżący na wypasionym karbonie i w koszulce rowerowej swojej kancelarii prawnej, z hasłem na plecach: "All you need is law" :) Rozstaliśmy się na rondzie w Gowarzewie, a reszta powrotu to już dokładnie swoje ślady.

Spokojny, powolny, minimalnie wydłużony wypad. Relive TUTAJ.

A na koniec fota ze spaceru - Kropa znalazła lustro, co prawda lekko krzywe, ale zawsze :)
W krzywym zwierciadle :)




  • DST 62.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Aproposy :)

Sobota, 22 czerwca 2019 · dodano: 22.06.2019 | Komentarze 17

Są cisze przed burzą, są też widocznie cisze przed upałami. Dzisiaj trafiło się i pod Poznaniem takie rowerowe błogosławieństwo - temperatura nie przekraczała 25 stopni, dało się żyć, oddychać, i jeszcze robić kilka innych spraw bez chęci palnięcia sobie w łeb. Aż chciało się korzystać, szkoda tylko, że był to dla mnie dzień w robocie.

Niemniej jednak pięć dyszek zaliczyć się udało. Co prawda wiało z północy i wschodu (zamiennie i mało logiczne), co oznaczało prawie połowę dystansu wykonanego po miejskich drogach, ale dzięki wakacyjnemu ruchowi nie było tragedii. Może prócz końcówki - na południowym odcinku Wartostrady, na wysokości Rataj, musiałem się cofać, bo zakwitła jakaś kolejna impreza biegowa. 

Trasa to "pietruszka": Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Malta - Główna - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Bałtycka - Wartostrada - nawrotka - AWF - Droga Dębiecka - dom.


W Koziegłowach kończą remont. Pachnie piękny, nowiutki asfalt, więc...? Tak, trzeba było równolegle wymyślić DDR-kę z kostki. Polska... :/ Na razie się tworzy, choć nawet jak się tworzyć skończy, niewiele to zmieni w moim przypadku, na kask nie upadłem, żeby po tym jeździć. Szykujcie klaksony, drodzy frustraci i/lub oderwani od rzeczywistości :)

A propos :) Gdy zwalniałem, żeby zawracać, na wysokości Karłowic, nagle zobaczyłem, że wyprzedza mnie taka oto postać:

Full pro, lemodnka, sprzęt za gruby pieniądz, nawet skarpetki na wypasie, brakowało tylko jednego - choćby delikatnego machnięcia paznokciem w ramach pozdrowienia, no ale przecież zapewne zmieniłoby to aerodynamikę i zmniejszyłoby średnią o co najmniej 0,000032 km/h :) Więc żeby nie czuł się taki samotny, pogoniłem kolegę Aliena (a takie skojarzenie po spojrzeniu na cień), posiedziałem trochę na ogonie i dopiero na górce zawróciłem. 

I jeszcze jedno a propos :)

Widocznie kostka na chodniku wchodziła w nieprzyjemną reakcję ze skarpetkami w klapkach, innego wytłumaczenia tu nie widzę :)

No i najfajniejszy moment wypadu - za Dębogórą trafiłem na taką oto kibickę :)

Była dość nieśmiała, bo szybko wróciła do lasu, ale miło z jej strony, że postanowiła wyjść mi naprzeciw :) A propos! Dziś usłyszałem, że dziubdziusie z Polskiego Związku Łowieckiego chcą wpisać mordowanie zwierząt na... listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO (tu dowód). Nie no, spoko, tylko zadbałbym jeszcze o obowiązek zapuszczania wąsa i utuczania się jak świnia, no i oczywiście przypadkowego strzelania do grzybiarzy po pijaku :)

A propos :)

Nowe tabliczki nad zachodnim brzegiem Wartostrady już stoją. Nie skorzystałem, ale symboliczny łyk izotonika wleciał :)

Do całościowego dystansu doszedł dystans do i z pracy.




  • DST 52.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 28.89km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogodynkomyłka

Piątek, 21 czerwca 2019 · dodano: 21.06.2019 | Komentarze 9

No i jednak się pogodynki pomyliły - i bardzo dobrze! Choć prócz plusa z tego wynikającego - zamiast zapowiadanych burz oraz ulew, pojawiło się kilka(naście?) kropelek deszczu - były też minusy: zachmurzone niebo zamieniło się w ciągu jazdy w takie paskudnie słoneczne, a fajny chłodek pod koniec przeistoczył się w mini parówę. Mimo wszystko była to miła pomyłka i życzyłbym sobie, żeby taka też pojawiła się w temacie kolejnych upałów, które mają masakrować Polskę w następnym tygodniu.

Wynik jest bardzo "taki se". Jednak tym razem nawet chciałem cisnąć, ale się nie dało, bo kochane podmuchy nie chciały, żebym ja chciał - najpierw walczyłem z nim w wersji południowej, potem w północnej.

Wykonałem zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.


W Doopiewcu jedna z klasycznych pauz - przy Strusiu, bo suszyło i głodek się odezwał :) Szkoda, że nie mają żappsów czy innych jajoppsów.

Przygód po drodze nie miałem, prócz samego początku, gdy na Opolskiej musiałem ostro zrugać pewną istotę płci odmiennej, która nie patrząc na nic wpakowałaby mi się pod koła zjeżdżając z chodnika. Gdy już ruszyłem dalej, usłyszałem klakson - widocznie kolejna próba samobójstwa znów prawie się udała :)




  • DST 53.05km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Processing

Czwartek, 20 czerwca 2019 · dodano: 20.06.2019 | Komentarze 4

Udało się dziś ciut odespać, ale też nie mogłem pozwolić sobie na jakieś szaleństwa "wylegiwaniowe", bo w tyle głowy łomotało jedno pojęcie, które mnie motywuje przez nienawiść do tego, co sobą prezentuje. Jakie? W "Kole fortuny" czy w jakichś kalamburach dla przedszkolaków od razu miałbym pewną wygraną, gdyż oczywiście chodzi o "upał" :)

Start nastąpił lekko po dziewiątej rano, gdy w cieniu dało się jeszcze oddychać, a w słońcu dało się jeszcze wybierać, czy jajecznica ma być mocno czy lekko ścięta. Wiało niezdecydowanie, raz z zachodu, raz ze wschodu, ale generalnie z południa (za wyjątkiem momentów, gdy jechałem na północ, wtedy właśnie z tego kierunku), postanowiłem więc zdać się na jego łaskę (wiem, naiwny jestem) i po prostu wykonać "kondominium" w wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Koło ronda w Mosinie zdziwił mnie spory tłum, który zebrał się w tamtejszym parku. Początkowo myślałem, że to jakaś wyprzedaż, ale przecież po pierwsze dzionek niehandlowy, po drugie takie okazje nie odbywają się w asyście Straży Miejskiej, po trzecie - coś za spokojnie było. Po chwili - gdy tylko zdjąłem słuchawki - już skojarzyłem, że to przecież dzień procesowy. To jest akurat nawet spoko, bo ruch to zdrowie, a kadzidła fajnie pachną. Więc i ja mam pamiątkę :)

Niejedyną zresztą - w Stęszewie miałem koła oblepione konfetti jakbym co najmniej był wiceministrem Zielińskim, którego witają policjanci z bąblami na rękach od wycinanek :)

W Stęszewie fale Dunaju wciąż rosną w siłę - życzę suszy, żeby nigdy nie zostały oddane do użytku :/

A tu dowód, że przymrozek nam dziś nie groził. A była dopiero jedenasta...

Po południu - gdy już było grubo ponad trzy dychy na plusie - trzeba było jeszcze wykonać swój opiekuńczy obowiązek i wybiegać psa. Dziś bez szaleństw, kierunek Dębina i nadbrzeże Warty.

Udało się trafić akurat na kurs statku "Bajka" - Kropa dostała nawet zaproszenie na pokład, ale nie skorzystała :)


Na jutro zapowiadają deszcze i burze, akurat na rano, gdy miałbym jedyną okazję, żeby pokręcić. Mam nadzieję, że tym razem rzeczywistość zaskoczy meteorologów.




  • DST 53.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.55km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śpiąc

Środa, 19 czerwca 2019 · dodano: 19.06.2019 | Komentarze 7

W temacie motywacji do ruszenia i samej jazdy nic się od wczoraj nie zmieniło - nie istniała :) To znaczy motywacja, coś na kształt jazdy wystąpiło.

Znów ruszyłem niewyspany (te nocne 20+ mnie kiedyś wykończą), więc motywem dnia było człapanie. Starość nie radość :) Słońce od rana prażyło, wiatr dmuchał solidnie, postawiłem więc jedynie na wykonanie swojego powolnego minimum, bo jakiekolwiek szarpanie nie istniało w mojej świadomości. Podświadomości również.

Trasa to wschodnie kółeczko, a w sumie piesek bez nóżek: dom - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Starołęka - Las Dębiński - dom.

W Babkach, koło nadleśnictwa, coś mi ponownie nie pasowało. Wiem, już powinienem być przyzwyczajony od tych kilku lat do drzewnych rzezi, ale nie spodziewałem się, że tam, gdzie jeszcze niedawno była długa leśna aleja, będzie to...




Pustynio witaj :/

Na Krzesinach, tam gdzie ostatnio przeprowadzałem przez ulicę jeża, dziś chyba po raz pierwszy w życiu solidaryzowałem się z kierowcą BMW w - delikatnie mówiąc - niechęci do rowerzysty :) Jechał taki 15 km/h, na wąskiej uliczce z progami, po której dreptali piesi. I kombinuj. Cała droga jego, zjechać nie zamierzał, więc nawet zdjęcie wyszło dość ostro. I tak przez kilometr. Niniejszym dziękuję, że kolega postarał się, żeby dzisiejsza średnia była jeszcze mniej okazała :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Podjazdy 204m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nudności

Wtorek, 18 czerwca 2019 · dodano: 18.06.2019 | Komentarze 5

Oj, dawno mi się tak nie chciało ruszać jak dzisiaj. Po pierwsze, przez temperatury ostatnimi czasy kompletnie nie mogę się wyspać - budzę się co chwila, po drugie - w południe (jak zwykle) musiałem być w pracy, więc okazji do odsypiania nie było.

Gdy ruszałem po ósmej, byłem w lekkim letargu. Ziewałem tak, że obawiałem się, czy ktoś nie pomyli mojej gardzieli z jakimś skandynawskim tunelem, więc starałem się mimo wszystko zachować czujność :) Jednak sama jazda to nie było nic więcej jak człapanie, bez ikry i większej (a nawet mniejszej) motywacji. 

Wykonałem "muminka" od d...rugiej strony: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.


Czyli... nudności :)

Wczoraj - po załatwieniu wszystkich pilnych rzeczy - udało się jeszcze wyskoczyć na dziewięciokilometrowy rodzinny spacer po WPN-ie oraz mini piknik nad Jeziorem Kociołek. Mała fotorelacja.
Gdzieś tam widać granice Poznania
Wieża - Osowa Góra
Dyskryminacja! :)
Czas na łyskę - Osowa Góra
Kuń! :) - Osowa Góra
Kuń morski :) - Osowa Góra
Studnia Kurdupla - Osowa Góra
Zając polny - Osowa Góra
Jezioro Kociołek z zawartością - WPN
Chwila zadumy - Jezioro Kociołek
Moczenie kija - Jezioro Kociołek
Wielkopolskie Szlaki - WPN
Hasło: jedzenie, reakcja: natychmiastowa - Jezioro Kociołek
Dziupla, wersja klimatyzowana - WPN




  • DST 53.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.70km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 138m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podpucha

Poniedziałek, 17 czerwca 2019 · dodano: 17.06.2019 | Komentarze 3

Dziś wpis na szybcika, bo zalatany dzionek mnie czeka.

Pogoda była typową podpuchą - niby zachęcająca niczym słodki szczeniaczek (słońce, przyjemna temperatura), a przy próbie pogłaskania okazało się, że to agresywny pitbul wychowywany przez łysego jegomościa w dresiku z napisami "CHWDP", "Żydzi won" czy "Kolejorz psychofans". Oczywiście chodzi o wietrzysko - mocne, zmienne (raz zachód, raz wschód, a najczęściej północ). Tym samym o wynik ponownie nawet nie walczyłem.

Trasa: Dębiec - Górczyn - Grunwaldzka - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Lusowo - Batorowo - Sady -  Swadzim, tam nawrotka i powrót do Zakrzewa, skąd serwisówkami i przez Plewiska do domu.

W Zakrzewie musiałem się posilić - kolejne żappsy wpadły :)

Relive TUTAJ, a zaległości BS-owe po południu lub wieczorem.