Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.50km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.64km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Masakracja oraz w krainie Borostworów

Poniedziałek, 6 maja 2019 · dodano: 06.05.2019 | Komentarze 17

"Jak to mawiają młodzi - masakracja" - znów zacytuję pana Szpakowskiego z Fify :)

Masakracja pierwsza - temperatura. W robocie musiałem być w samo południe, co oznaczało start po ósmej. A tu radosne... cztery stopnie. Ale przynajmniej na plusie, więc bez przymrozków :) 

Masakracja druga - wiatr. Permanentny, stuprocentowy wmordewid, gdziekolwiek bym się odwrócił. Nawet jak jechałem niby z powiewem w plecy (patrząc po flagach), lało po pysku. Fenomen. Albo po prostu moja rowerowa rzeczywistość.

Finalnie wyszła żałosna średnia, ale większej wycisnąć się nie dało. Gdyby chociaż jakiś sympatyczny New Holland lub John Deere po drodze chciał mi pomóc, ale gdzie tam. Żodyn :)

Trasa to kombinowana zachodnia pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - dom.


Korekta w stałym szlaku miała jeden cel - ominięcie niekończącego się remontu w Chomęcicach. W rezultacie wylądowałem na... wahadle w Chomęcicach, tylko że w innym miejscu. Wiem już, że tam płynnie przejechać się nie da. Ale warto było odstać swoje, żeby przyuważyć pewien manewr. Grzecznie czekałem sobie bowiem za tą oto ciężarówką, przed którą stała jeszcze osobówka, a z naprzeciwka sunęły pojazdy.

Po chwili jednak zrobiło mi się jaśniej przed oczami, gdyż kierowca rodem z Piły jak nie ruszył! Na... czerwonym! 

Dodam, że jakieś trzy sekundy później było już zielone, ale musiał, po prostu musiał.

Żeby było jeszcze "zabawniej", choć starałem się nie utrudniać, a nawet lekko przekraczałem pod wiatr widoczne ograniczenie do trzydziestki, i tak dwóch troglodytów wyprzedziło mnie na gazetę. A przez resztę drogi też nie brakowało asów tępoty. Eh, moja teoria sprzed kilku dni, mówiąca o tym, że wielkopolskie drogi są wolne od bezmózgów jedynie w długie weekendy, gdyż ci przebywają wtedy nad morzem, w Karpaczu czy na Krupówkach, zyskuje coraz więcej dowodów.

A na koniec, jako że długi weekend za nami, małe podsumowanie wypoczynu, przerwanego dniem pracującym. Przez ten ostatni nie odbył się żaden wyjazd, i dobrze, bo pogoda była koszmarna. Za to przez trzy z czterech dni odbywały się spacery po "mojej" Dębinie, w warunkach codziennie innych. Pierwszy maja był jedynym ładnym dniem, więc cały las zakwitł od smrodu grilla i paskudnego polsko-ukraińskiego szwargotania. Trzeba się było ratować przez bydł... eee... ludźmi, co zaowocowało odkryciem prawdziwej dżungli, w odległości trzech kilometrów od centrum i dwóch od mojego domu. Istna kraina Borostworów :) Nie zdradzę dokładnie tego, gdzie należy skręcić, bo mi zadepczą :)
Martwy olbrzym - Las Dębiński
Rogaty Borostwór - Las Dębiński
Zakaz wstępu - Las Dębiński
Pułapka czy nie? - Las Dębiński
Kąt padania obliczony - Las Dębiński
Śpij... - Las Dębiński
Uroczysko - Las Dębiński
U siebie... - Las Dębiński
Przegląd rewiru - Las Dębiński
Leśny łupież - Las Dębiński
Trzeciego maja pogoda zbiesiła się do tego stopnia, że w tej samej okolicy zrobiły się pustki. Można było szaleć, pod warunkiem, że lubi się powódź w butach. Ja niekoniecznie, ale spacer sam się nie zrobi :)
Mgielnie - Las Dębiński
D(r)eszczowy świat - Las Dębiński
Klonowanie - Las Dębiński
No a wczoraj pełen miks - znów słonecznie, ale zimno. Czyli pustki, które tu uwielbiam.
Wartościowo - Las Dębiński
Soczystość - Las Dębiński
Zabagnione - Las Dębiński
I niech ten mój las taki już zostanie! Jeśli jakiś gnój-deweloper zaczai się na Borostwory, będę bronił własną - wątłą, bo wątłą - piersią. Kropa na pewno też! :)




  • DST 58.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 30.63km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 233m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Obok skrzydeł

Niedziela, 5 maja 2019 · dodano: 05.05.2019 | Komentarze 17

Gdy rano koło ósmej "odpaliłem" termometr i zobaczyłem na nim cztery stopnie... wróciłem do łóżka. Sorry, ja już zimę zostawiłem za sobą. Choć pewnie ona ma zdanie odmienne, jak widać :)

Na szczęście po odczekaniu do jedenastej dało się odczuć... jesień :) Dwanaście stopni dawało już jako taki komfort jazdy, mogłem więc ruszać. Co do kierunku, to jak zwykle uzależniłem go od wiatru, dziś północnego. Od razu jednak odpuściłem azymut północno-wschodni, bo oznaczałby "kolizję" z Wings For Life, czego nie chciałem. Nie tylko z powodów formalnych, ale także z szacunku dla tej charytatywnej imprezy - w końcu tu biega się z myślą o czymś ważnym, a nie jakimś tandetnym medalu i nagrodzie dla "amatora" z Afryki. Zresztą - cóż za zdziwienie - jakoś dziś za dużo takowych nie widziałem :)

Wykonałem więc pętelkę północno-zachodnią: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszynek - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Zakrzewo - serwisówki - Głuchowo - Plewiska - Poznań. Trochę ją poszerzyłem, bo postawiłem sobie za punkt honoru dogonienie trójki szoszonów na serwisówkach. Udało się :)



Na wspomnianych serwisówkach zaskoczyła mnie przebiegająca (tylko skąd dokąd?) grupa pięciu saren (niestety zanim wyjąłem telefon, były już daleko), a z kolei za Swadzimiem udało mi się na niewyraźnych zdjęciach "upolować" drapieżnika - niestety był za daleko. żeby ocenić czy to myszołów czy sokół.


W sumie wynik wyszedł dziś przyzwoity, biorąc pod uwagę jazdę przez miasto oraz wiatr, który praktycznie nie pomagał.

A jutro... przymrozek. Aż dziw, przecież idę do pracy, powinno być przecudownie :)




  • DST 55.80km
  • Czas 01:57
  • VAVG 28.62km/h
  • VMAX 61.20km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 265m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(d)wiatowo

Sobota, 4 maja 2019 · dodano: 04.05.2019 | Komentarze 13


No! Czyli jednak pogoda zrobiła się idealna, jeśli punktem wyjścia jest złośliwość aury i fakt, że mamy weekend. Aż dziw, że to, z czym walczyłem dziś na trasie, nie zaczęło się już na przykład pierwszego maja... :)

Z plusów - ciut mniej wiało. Zawsze nastraja mnie to optymistycznie, ruszyłem więc koło dziesiątej w nie najgorszym nastroju do jazdy. Jako że postanowiłem wykonać "kondominium", ale w wersji odwrotnej, to z Dębca skierowałem się najpierw na Świerczewo, Górczyn i Komorniki. Za tymi ostatnimi, po drodze do Szreniawy, zdążyłem się nawet zatrzymać, żeby cyknąć fotę mówiącą o tym, że jest całkiem ok. Naiwny ja!

Bo już kilka kilometrów dalej, w Rosnówku, musiałem odwiedzić znany mi już przybytek. Nie, nie naszła mnie nagła potrzeba, tylko zaczęło padać, póki co jeszcze skromnie, jednak miałem nadzieję, że poczekam i przejdzie. Przy okazji sprawdziłem, czy gdzieś od roku coś się zmieniło w temacie tamtejszej wiaty. Póki co wciąż dość przewiewnie :)

Gdy w końcu wróciłem na szlak, mżawka nie ustępowała, ale nie zamierzałem wracać. Dokręciłem do Stęszewa, gdzie najpierw odczekałem swoje na wahadle, by po chwili "podziwiać" to, co na styku z Witoblem szykują nam geniusze polskiej inżynierii... Tym samym rozwiewam chyba już wszelkie wątpliwości niedowiarków - tak, to będzie kolejna gówniana rodzima DDR-ka z kostki, położona oczywiście tylko po jednej stronie drogi, z obowiązkowymi falami Dunaju... :/


No chyba że jakimś cudem na tej czerwonej kostce mają rozbijać się piesi, ale coś mi się nie wydaje. Za długo żyję w tym kraju... Czas szukać objazdów, choć niestety w tej okolicy nie za bardzo jest gdzie...

Dalsza część to już - po tym jak dotąd jechałem pod wiatr - powrót... pod wiatr. I z coraz mocniej siąpiącym deszczem. Przez Łódź, Dymaczewo, Krosinko, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. Ten ostatni odcinek w mega korkach, bo na A2 był jakiś poważny wypadek (zginęły dwie osoby), a objazdy zorganizowano z grubsza po mojej trasie. Aha, zaliczyłem jeszcze podjazd Pożegowską na Osową Górę, w sumie tylko po to, żeby zrobić fałmaksa przy zjeździe. Udało się :)

Zmarzłem, przewiało mnie, no i trochę zmokłem. Generalnie i tak miałem sporo farta, bo gdzieś pół godziny po powrocie lunęło już konkretnie i aktualnie za oknem mamy listopad. Błeee.




  • DST 53.60km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.24km/h
  • VMAX 54.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie na Berlin :)

Piątek, 3 maja 2019 · dodano: 03.05.2019 | Komentarze 8


Dzisiaj było ciut lepiej niż wczoraj. Albo to ja się po prostu wyspałem? Cholera wie. W każdym razie – mimo wciąż masakrycznie silnego wiatru z zachodu – udało się jakoś wyciągnąć wynik na granicy wstydu. Ale nie poniżej :)

Temperatura wzrosła do upalnych dwunastu stopni, więc można było szaleć. W końcu mamy maj :) Wykonałem z grubsza tę samą trasę co przedwczoraj, czyli z Dębca przez Górecką, Grunwald, Jeżyce, Ogrody, Swadzim, Sady, Tarnowo Podgórne, Lusowo, Zakrzewo, serwisówki i Plewiska do domu.

Rzepak wciąż rządzi :)


Wciąż jestem w szoku, że między Tarnowem a Lusowem da się przejechać bez ryzyka utraty zębów. A nawet we względnym komforcie. Co prawda na DDR-ce jest troszkę nieprzemyślanych elementów (za wysokie progi) oraz lekka barierkoza, ale ktoś wpadł na pomysł, żeby na większości jej długości posadzić drzewka (na fotach akurat tego nie widać, bo zatrzymałem się pod sam koniec). Brawo!




A w tle marzenie każdego Prawdziwego Polaka (tego z tych białych niczym Vizir, przepraszam, Dosia) - czysta Polska :)

W związku z małym ruchem, udało mi się dziś olać koszmar śmieszkowy w Lusowie samodzielnie, bez ochrony kupy :)

No i jeszcze motyw z początku trasy - na Dąbrowskiego na wysokości Ogrodów, gdzie dobra droga dla rowerów styka się z taką klasycznie polską, napotkałem specyficzne dwa kółka:

Po chwili z pobliskiej kwiaciarni wyszedł pan kierowca, pytając, co robię. Odpowiedziałem - a co, tajemnicy nie zdradziłem - że robię zdjęcie uwieczniające jego popis. Mistrz parkowania zaczął się tłumaczyć, że tylko na chwilę i że nie ma gdzie tu stanąć, zresztą zaraz odjeżdża. Ale że był przy tym kulturalny, powiedziałem, że ok, niech to będzie pamiątka na przyszłość oraz niech ma świadomość, że ja mam niestety obowiązek jeździć po takich gównach (oczywiście kawałek dalej kręciłem już ulicą), fotki nigdzie nie wyślę. A tu zamazałem tablice.

A na DK92 stała parka autostopowiczów, chcących dostać się do Berlina. Podczas mijania ich pokazałem, że już wszystkie miejsca mam zajęte, poza tym akurat wyjątkowo de Berlina dziś nie jadę. Zrozumieli, co wywnioskowałem z uśmiechów i pozdrowień :)

TUTAJ Relive.




  • DST 51.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.32km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kontrastowo

Czwartek, 2 maja 2019 · dodano: 02.05.2019 | Komentarze 9

Jak to mawia Dariusz Szpakowski w Fifie - "ładnie się zapowiadało, ale się ze...psuło". Tak samo z długoweekendową pogodą. 

Wczoraj było bosssko, to znaczy diabelssssko. Niemal wszystko było idealne, co przełożyło się na przyzwoity wynik. Dziś za to totalny kontrast - zimno (osiem, dziewięć stopni), pochmurno, no i przede wszystkim huraganowy wiatr (5-7 m/s), który nie pomógł mi ani przez chwilę. Wróciłem z tego wypadu bardziej zmęczony przy żałosnej średniej, niż wczoraj przy tej całkiem-całkiem. Ot, paradoks pogodowego udupiania.

Trasa to glizda w ciąży: Poznań - Plewiska - serwisówki - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Podłoziny - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Obrazek, który towarzyszył mi przez większość jazdy:

Uroczo :/

Z rzeczy ciut bardziej optymistycznych - rzepak. Choć to marne pocieszenie :)


Generalnie masakra. Dzień za dniem jak z nieba do piekła. A w sumie to odwrotnie :)

Jednak nie ma się co łamać. Przecież i tak siedzę w robocie Hurrra!!!! :)




  • DST 53.55km
  • Czas 01:40
  • VAVG 32.13km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 136m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No to srrruuu! :)

Środa, 1 maja 2019 · dodano: 01.05.2019 | Komentarze 10

W końcu. Nadszedł dzionek, podczas którego nie tylko pogoda dała radę (wiało, lecz sprawiedliwie i przewidywalnie, było idealnie ciepło - poniżej dwudziestu stopni, słońce niemęczące), ale i ja, dzięki wyspaniu się porządnie oraz zjedzeniu śniadania, mogę uznać, że wykręciłem solidny wynik, o dziwo nawet bez specjalnej spiny. Widocznie te miesiące męczarni podczas zimowych poranków oraz tygodnie poniżeń podczas walki z wichurami jednak procentują.

Przy okazji skonstruowałem nową-starą trasę. Z Dębca ruszyłem przez z grubsza ćwierć miasta, zaliczając Górczyn i Jeżyce, żeby wzdłuż Dąbrowskiego wydostać się na krajówkę, którą przez Swadzim i Sady dostałem się do Tarnowa Podgórnego. Nieprzypadkowo, gdyż niedawno dotarła do mnie informacja, iż ktoś w końcu zabrał się za remont drogi do Lusowa, która zawsze straszyła płytami tylko niewiele ustępującymi Zemście Adolfa w Borówcu. A teraz, fiu fiu... Asfalick najwyższej klasy, aż chce się kręcić. Szkoda, że przy okazji zrobili DDR-kę (a w sumie DDRiP-kę), jednak też trzymającą poziom. Skoro już ma być, to niech będzie taka :)

Niestety już dalej, czyli w Lusowie, wciąż obowiązuje klasyk, czyli kostkowy koszmar. Ale od czego ma się ludzi? :)

Nie no, aż takich mocy to ja nie mam - trafiło mi się akurat spotkanie na rondzie, więc się na chwilę podłączyłem, czując bezpiecznie w kupie, bo kupy nikt nie ruszy. Nawet policja, choć tu miałbym wątpliwości :) Po chwili prowadzenia peletonu zostawiłem chłopaków z tyłu i skręciłem na Zakrzewo, a stamtąd serwisówkami dotarłem do Plewisk i do domu. Na tym ostatnim odcinku czułem za sobą pościg (już inny), który mnie dopadł praktycznie na samym końcu, przed Plewiskami, więc skorzystałem z pociągu może przez dwa kilometry, a potem znów zacząłem robić za lokomotywę, by... pojechać w swoją stronę, dziękując za towarzystwo :)

Fajnie było, a średnia w końcu taka, której nie muszę się wstydzić. Tu jeszcze kilometr przed metą.

Aha, dzisiaj Amazon Birkenau zakwitł rzepakiem, co nie zmienia faktu, iż takie miejsca mnie wciąż przerażają.

Na koniec - żeby nie zapomnieć - podsumowanie kwietna. Oj, cudów nie było, bo miesiąc ciężki - 1614 kilometrów, dwoma rowerami, ze średnią na poziomie niecałych 28,5 km/h. Do tego przeszedłem około 74 kilometrów z Kropą :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 204m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gettoizacja

Wtorek, 30 kwietnia 2019 · dodano: 30.04.2019 | Komentarze 26

O dziwo pogoda zaczyna się klarować. Rzecz niespotykana, przecież idzie długi weekend :) Jednak chyba znam przyczynę - drugiego maja idę do pracy, więc aura może sobie pozwolić na szaleństwa (przecież mi nie da z nich skorzystać, więc luz). Jedyne co, to wiatr jest standardowy i gnoił mnie tak samo w jednym, jak i drugim kierunku, mimo że podczas powrotu niby wiał w plecy. Ale tylko niby.

Wiało wciąż z północy, znów więc ruszyłem w tym kierunku, trasą: Dębiec - Wartostrada - Bałtycka - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - Bolechowo - Murowana Goślna, tam nawrotka i powrót z grubsza swoimi śladami, tak jak na Relive.

Z rzeczy pozytywnych: zostałem dziś kilkukrotnie zaskoczony postawą innych uczestników ruchu drogowego. Kolarze odpowiadali na pozdrowienia, niektórzy kierowcy wypuszczali mnie z podporządkowanych (mimo że nie musieli), nawet pan w samochodziku do czyszczenia pobocza ładnie mi podziękował, że lekko cofnąłem się z granicy chodnika i ulicy podczas czekania na przejeździe dla rowerów. Mam swoją teorię, że ta bardziej cebularska część narodu, od kiełbachy, grilla, wyklętych i wódki na litry, męczy już swą obecnością tubylców nad morzem, w Karpaczu lub zalega na Krupówkach, a zdrowe serce miasta pozostało na miejscu :)

Teraz do tytułu. Tak jak (paradoksalnie) cudowanie jechało się przez miasto dzięki Wartostradzie, tak już dalej był koszmar. Dość powiedzieć, że po raz pierwszy zatrzymałem się na dziesiątym (!) kilometrze, a do wysokości Owińsk jeszcze tylko raz, zaś na odcinku do Murowanej (jakieś pięć kilometrów)... razy sześć. Czemu? Niech zdjęcia opowiedzą wszystko:





I tak jest w Owisńkach od niepamiętnych czasów. Co z tego, że zakazy są stawiane - sorry za dosłowność - z dupy, bez zapewnienia choćby bezpiecznego przejazdu na drugą stronę drogi, żeby bez ryzykowania życia pojawić się na tej gównianej kostce? Są, bo są, nie do ruszenia. I tak z trasy, która jest naprawdę fajna do pomykania, bo mimo tylko dwóch pasów nie ma jakiegoś wielkiego ryzyka, jest rowerowe getto, na które nie ma mocnych. Można pisać, zgłaszać, mówić - nic. Masakra.

A przecież może być tak, jak w Poznaniu:

Wystarczy tylko chcieć, ale do tego potrzeba włodarza nie o mentalności sałatki buraczano-ziemniaczanej...

Żeby jednak nie było za różowo, to małe przypomnienie mojej ulubionej mikro abstrakcji poznańskiej, z ulicy Gdyńskiej. To na czerwono to to, co wymyślił sobie projektant w swojej zaparowanej od siedzenia za biureczkiem główce. A to, co na niebiesko, to dzieło praktyków, w tym moje. Tylko trawki szkoda, a i zimą bywa ślisko, jednak mimo wszystko bezpieczniej niż na wersji oficjalnej :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 242m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Moderus, ślimakus, podeszczus

Poniedziałek, 29 kwietnia 2019 · dodano: 29.04.2019 | Komentarze 4

Miało padać. I padało. W nocy oraz nad ranem. Na szczęście koło ósmej rano przestało i tak już zostało. Tak jak syf na drogach, który oczywiście od razu znalazł się na moim rowerze. A że oparłem się presji czyściocha i jednak wybrałem szosę do jazdy, pod koniec wyglądała ona jak jeden z żuli, których mijam w Parku Mazowieckiego. Tylko nie wydaje takiego odoru :)

Wiało z północy, wciąż silnie, więc czekała mnie przeprawa przez miasto, i to dwukrotnie. Co prawda Wartostrada zminimalizowała doznania, ale jednak co się nacierpiałem, to moje.

Trasa: Dębiec - Wartostrada - Hlonda - Bałtycka - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Wartostada - Dębiec. TUTAJ Relive.

Przygód nie było, bo kręcenie było wybitnie wolne, żmudne i nieciekawe, więc co... Może rzepak? :)

Poza tym: mój ulubiony trakt Kobylnica - Wierzonka wciąż się dobrze trzyma...

...w Dębogórze filozofowie życia przekazują swe prawdy... :)

...a na Wartostradzie dziś goście. Całkiem sympatyczni, tempem nieodbiegający od niedzielnych sezonowców. Tym dwóm pomogłem przetransportować się w wybranych kierunkach, bo coś średnio widziałem ich los :)

Z dalszych atrakcj: ślimak+:..

...oraz takie coś, czego nie mogłem pod wiatr dogonić (!):

Na koniec dwa piękne (urodzone w Poznaniu!) Moderusy Gamma. Jeden w barwach fabrycznych...

...drugi w barwach poznańskiego ZTM-u:

Z że to blog rowerowy, a nie tramwajowy? No to co? :)




  • DST 53.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po proszku :)

Niedziela, 28 kwietnia 2019 · dodano: 28.04.2019 | Komentarze 5

Jeśli chodzi o dzisiejszy wypad, to napisałbym, że był niczym powtórka z (wczorajszej) rozrywki, ale co to za rozrywka, która polega na gnojeniu "rozrywanego"? :)

Było tak samo zimno - kilkanaście stopni z niższej półki, tak samo (a może nawet bardziej?) wietrznie, tak samo pochmurnie. Tyle że dziś musiałem wyjechać wcześniej (bo trzeba było w południe pojawić się w pracy), więc jako bonus miałem jazdę na czczo. W sumie niewiele to zmieniło, bo ostatnio wlokłem się tak samo po śniadaniu, jak teraz bez niego.

Trasa to wariacja na zachód: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Sytuację ratował rzepak :) Na tyle, że nawet na chwilę do niego wlazłem, oczywiście uważając, żeby nie uszkodzić.

Jednak generalnie było szaro, buro i ponuro.


W Dopiewie - mając w głowie demony Prezesa, które wczoraj wyszły na jaw - zrobiłem fotkę przy akcencie antypolskim :)

Później (tu link) okazało się, że ten sam Prezes zna polskie drogi (i szosy!) lepiej niż niejeden kierowca TIR-a, więc może kiedyś nawiedził to miejsce i właśnie ono było jego inspiracją? :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rz, Ż i Grom

Sobota, 27 kwietnia 2019 · dodano: 27.04.2019 | Komentarze 9

Jak zwykle rozwinięcie tytułu w tekście :)

Najpierw o pogodzie, która oczywiście nie może być normalna, a jak już taka przypadkiem bywa, to szybko się reflektuje i wraca do normy. I tak: wczoraj zdychałem od upałów, dziś marzłem, nawet w koszulce termo pod strojem (fakt, że letnim), do tego momentami marzyłem o rękawiczkach z długimi palcami. Punkty wspólne? W sumie jeden - wiatr, tyle że dzisiaj już konkret, co najmniej umiarkowany plus, z zapędami na silny, a do tego oczywiście przejmująco zimny. Ciężko o większe rowerowe demotywatory, co widać po średniej. Sorry, taki mamy klimat (w znacznej części na własne życzenie).

Trasa to zachodni klasyk: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Pierwsz "rz" to oczywiście rzepak. Pięknie ożywia krajobraz, a kwestie zapachowe przemilczę :)


Drugie "ż" to żurawie. Spotkałem piękną parkę, dość daleko na polu, między WIęckowicami a Fiałkowem, a jak to bywa w takich sytuacjach, oczywiście nie miałem przy sobie dobrego aparatu, pozostało więc zrobić zdjęcie z komórki, o jakości godnej kalkulatora :(

No a grom? Przecież to słynny Grom Plewiska, który już raz tu uwieczniałem :)

Zatrzymałem się na chwilę, bo akurat trwał mecz (chyba) młodzików z (chyba) niemniej znanym zespołem Orkanu Chorzemin :) Emocji było jak na grzybach, ale przynajmniej pooglądałem sobie dokładnie tutejsze estadio :)



Plusik za dziś? Nie padało!

Na koniec przyuważone ogłoszenie:

Ja bym to lekko zmodyfikował - oddam całego bliźniaka, za darmo, byle ktoś go wziął, najlepiej daleko stąd :) I obowiązkowo z całą świtą, kot może zostać :)