Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 46
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.80km
- Czas 01:56
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 212m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cięty mumin
Niedziela, 3 listopada 2019 · dodano: 03.11.2019 | Komentarze 9
Dzisiaj wyjazd
nastąpił wybitnie wcześnie jak na niedzielę, bo o ósmej rano. Na
popołudnie bowiem plany ”grobowe”. Wpis w związku z tym też
powstanie na szybko.
Trasa to lekko
zmutowany ”muminek”: Dębiec – Hetmańska – Starołęcka –
Krzesiny – Jaryszki – Koninko – Szczytniki – Sypniewo –
Głuszyna – Babki – Czapury – Wiórek – Sasinowo –
Rogalinek – Puszczykowo – Łęczyca – Luboń – Poznań.
Początkowo jazda w
minimalnym deszczu, potem już tylko w syfie, który przypomniał mi,
że mycie roweru jest kompletnym bezsensem :) Tak jak i walka z
wiatrem – niby dzisiaj niezbyt wymagającym, ale za to ciągle i
podstępnie walącym w ryj, niemal bez chwili przerwy. Nawet te swoje
założone rozpędzenie do 50 km/h musiałem robić na raty, bo co
jakiś zjazd, to podmuch mnie stopował. Średniej więc nawet nie ma
sensu komentować.
Za to słońce nawet
ładnie i delikatnie sobie wschodziło.


A Nadleśnictwo Babki (konar mu w rzyć) wciąż w formie. Wciąż serdecznie zaprasza, ale... Nie, wrrróć. Jednak zakazuje wstępu, bo robi to, co od kilku lat lubi najbardziej :/

Zaległości BS-owe nadrobię wieczorem.
- DST 52.80km
- Czas 01:56
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 243m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Maryjnie i poselsko
Sobota, 2 listopada 2019 · dodano: 02.11.2019 | Komentarze 25
Sądzę, że w większości kraju pogodowo było podobnie jak u mnie. Czyli: szaro, buro, ponuro, momentami deszczowo, a nade wszystko - wietrznie. Nie muszę więc zapewne specjalnie rozwijać się w opisywaniu tego, że jechało się ciężko, by nie napisać - listopadowo. Wystarczy spojrzeć na średnią i wszystko jasne.
Trasę wykonałem z tych "w tę i z powrotem": z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko i Żabno do hopki przed Sulejewem, tam nawrotka i powrót swoimi śladami. Tak jak na Relive.
W Łęczycy, gdzie jeszcze niedawno było najpierw zielono, potem jesiennie kolorowo, teraz jest łyso. I powoli robi się ślisko.
Robiąc to zdjęcie, rozwiązałem przy okazji pewną zagadkę. Odnalazłem bowiem resztki pana posła, który straszył rowerzystów przy tej śmieszce przez cały okres przedwyborczy, a nawet trochę potem. Cóż, rynsztok to miejsce idealne, szkoda jedynie środowiska, a szczególnie w miarę do tej pory czystej wody. Niniejszym apeluję o pilnie usunięcie :)
No i jeszcze sytuacja na odcinku Mosina - Żabinko. Przyuważyłem tam świeżo wykarczowane elementy lasu zaraz przy drodze, a także po jej obydwu stronach powbijane flagi: niebiesko-białe, biało-czerwone i żółto-białe. 

Hm. Zacząłem się rozglądać za przejeżdżającym gdzieś akurat papieżem, ale w zamian napotkałem montujących owe barwy przedstawicieli... straży pożarnej. I to chyba nawet państwowej (bo gdy wracałem, panowie sobie odpoczywali, a - jak się domyślam - z zapasem transparentów z Mosiny pędził wóz takowej).
Oczywiście nie mogłem przeoczyć okazji i zapytałem, co to za akcja. Jeden z jegomości najpierw stwierdził, że to na Wyścig Pokoju, ale gdy zapytałem, który jestem w klasyfikacji, zorientował się, że z wkręty nici i przyznał, że "Maryja przyjeżdża do naszej gminy! Trzeba się cieszyć i przygotować!". Tak, dokładnie to chciałem usłyszeć od mundurowego w państwie przecież niewyznaniowym :) Ładnie się pożegnałem, przejechałem kawałek w strefie "wolnej od...", ale w Żabnie znów pełna pompa.
Doczytałem potem, że przecież od tamtego roku po Wielkopolsce krąży... kopia obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, przyjmowana z pełną celebrą. I ja naprawdę nie mam nic przeciw - to ciekawe zjawisko socjologiczne, można wręcz przyznać, że urocze, bo ludzie się cieszą i coś się u nich dzieje. Szkoda tylko, że - co wynika z moich obserwacji - okazywanie wiary średnio się przekłada na praktykę, choćby w przestrzeganiu piątego przykazania. W tym miejscu nie pozdrawiam tych, którzy chcieli mnie dziś co najmniej kilkunastokrotnie zabić podczas wyprzedzania na gazetę.
PS. Prawdziwy fan kolarstwa ocenia moją szosę :)
- DST 52.40km
- Czas 01:55
- VAVG 27.34km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedszachtowo i spacerowo
Piątek, 1 listopada 2019 · dodano: 01.11.2019 | Komentarze 11
Specyficzna data, jaką jest pierwszy listopada, rozpoczął się najgorzej jak mógł. Informacją o kolejnym pogrzebie, na którym trzeba będzie się pojawić w tym roku, tym razem u rodziny od strony Żony :/ Śmierć to jednak mało zabawna bestia...
Humor do jazdy miałem więc średni, ale swoje trzeba było odbębnić. Jedyny plus tego dnia, że odwiedzenie grobów zostawiliśmy sobie na dni już po aktualnej migracji ludów, więc spieszyć się nie musiałem. Ruszyłem po dziesiątej, gdy temperatura przekroczyła już zero, co dawało jakąś szansę na w miarę komfortowe warunki. No ale było tak sobie - bo zimny wiatr zrobił swoje, odbierając mi jakiekolwiek chęci do walki. Co widać po średniej.
Trasa wschodnia, tym razem w wersji beznożny piesek: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - Dębiec.


Oj, nie było lekko w okolicach cmentarzy. Trzeba było sobie radzić.
A po południu - w ramach poprawy nastroju - udało się zgadać z Marcinem, który przyjechał specjalnie ze Śląska, żeby wyprowadzić Kropę :) No dobra, może nie specjalnie z tego powodu, ale fajnie, że udało się zgrać i zrobić wspólnie ponad dziesięć kilometrów, z lekkim piwkiem w łapach. A kierunek? Niewidziane jeszcze przez kolegę Szachty (szkoda, że światło i zieleń już nie ta)...








...oraz - przy okazji - jeszcze atrakcja specyficzna: chyba już jedna z ostatnich okazji na zobaczenie innego świata, czyli syfu, jakim są baraki pomiędzy ulicą Opolską a Dębcem. Niedługo mają zniknąć z powierzchni ziemi, zastąpione bezpłciowymi blokami...

Wpadł jeszcze (wspominany u mnie kilkukrotnie), na co dzień zapomniany, cmentarz przy Samotnej. Tym razem częściowo nawet widoczny dzięki zniczom.

Marcin, dzięki ponownie za sympatyczne towarzystwo, Kropa już Cię traktuje jak swojego :) Do następnego! :)
TUTAJ Relive z łażenia.
- DST 61.80km
- Czas 02:10
- VAVG 28.52km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po 0,7 :)
Czwartek, 31 października 2019 · dodano: 31.10.2019 | Komentarze 15
Dziś rano na start walnąłem sobie 0,7. Przynajmniej tyle pokazało mi się na termometrze :) Potem jednak już było istne szaleństwo, bo wskaźnik pod koniec jazdy pokazywał nawet plus trzy stopnie.
Czyli upałów nie było :) Natomiast co do wiatru, to muszę go:
a) pochwalić - bo wiał słabo;
b) skrytykować - bo wiał z południa, gdy jechałem na południe, a z północny, gdy zrobiłem nawrotkę i jechałem na północ. Co ciekawe, flagi pokazywały, że mi pomaga, co te kilkadziesiąt centymetrów ponad kierownicą w ogóle się nie potwierdziło.
Czyli komfortowo też nie było :)
Trasa: klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.


Kontrola temperatury. I tak wolę taką niż +30 :)

A tu miałem problem, żeby dziada stęszewskiego dogonić. Ostry zawodnik. Szkoda, że elektryczny :)
Dystans zawiera "dopracówkę".
- DST 63.30km
- Czas 02:15
- VAVG 28.13km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 227m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Minus, ale plus
Środa, 30 października 2019 · dodano: 30.10.2019 | Komentarze 8
Znalazłem kolejny plus zmiany czasu na zimowy (prócz tych oczywistych). Bowiem gdybym musiał ruszyć dziś po "starej" godzinie ósmej, kręciłbym w lekkim przymrozku. A tak? Pełen komfort - plus trzy na termometrze :) I ten plus jest zdecydowanie plusem dodatnim.
Trasa dzisiejsza to z grubsza to, co wczoraj, ale szosą i bez lasu, czyli z Dębca przez Górecką, Łazarz, Grunwald, Jeżyce, Golęcin, Strzeszyn, Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo i Plewiska do domu. O tak.
Chęć do jazdy wróciła po wczorajszym terenowaniu się, ale w zamian została zmasakrowana już niedługo po wyruszeniu, bo wszędzie korki były tak okrutne, że musiałem ratować się jazdą jakimiś bocznymi uliczkami Łazarza, koło Areny, a czasem nawet przepychać się delikatnie pod prąd, bo inaczej stałbym pewnie jeszcze do teraz. Oczywiście czerwone światła zrobiły swoje, więc pierwsze kilkanaście kilometrów to niczym walka mrówki z zasypującym ją piaskiem.
Odżyłem - jak zwykle - dopiero na Koszalińskiej. Dziś jesiennej.
Fajne było to, że nie wiało mocno. Niestety, miasto mnie tak zmasakrowało, że odrobić średniej już nie dałem rady. A i wspomniana temperaturka motywowała ku temu średnio.
Dystans zwiera dokrętkę do pracy.
- DST 51.60km
- Czas 01:59
- VAVG 26.02km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trójjeziornie
Wtorek, 29 października 2019 · dodano: 29.10.2019 | Komentarze 9
Dziś - z okazji wyjątkowo wolnego dnia - napięty plan miałem głównie rano :) Po południu za to znalazło się minimalnie więcej czasu (dwie i pół godziny), który mogłem wykorzystać rowerowo, ale było tak szaro i ponuro, do tego z ryzykiem opadów, że postanowiłem wykorzystać go inaczej niż zazwyczaj, czyli dając odpocząć szosie. Decyzja taka przyszła mi bez bólu, bo szosowanie ostatnimi czasy to bardzo średnia przyjemność, tak z powodu wszędobylskiego wmordewindu, jak i wybitnie ciężkiego powietrza.
Muszę przyznać, że te dzisiejsze "alternatywne" kręcenie dało mi sporo radochy. Oczywiście głównie jest to zasługą kilkunastu kilometrów przejechanych w terenie, czyli - nie ma co ukrywać - łapaniu ostatnich podrywów złotej jesieni. Bawiłem się świetnie, bo poruszanie się po tych szlakach właśnie teraz, a nie wśród tłumów korkujących je latem, to świetne doznanie.
Trasa to północna pętelka: Dębiec - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Ogrody - Rusałka - Strzeszyn - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Nie ma się co rozpisywać, lepiej wkleić foty. Dodam, że wszystkie tutaj, bez żadnego wyjątku, pochodzą z terenu Poznania. To tak żeby trochę powalczyć ze stereotypem miasta-blokowiska :)
Wjazd w teren nastąpił przy pandzie :)
Potem chwila na Rusałką...
...i pięknym szlakiem...

...nad Strzeszyńskie. Oj, nad nim było najwięcej zabawy :)







No i kurs pomiędzy tym, co w lesie najlepsze...

...nad trzecie jezioro, czyli Kierskie. Niestety pełne zasieków. A szkoda :/

Na koniec rzut okiem na drewniany wiatrak w Rogierówku. Tu też kolejne "niestety": jakiś czas temu zmarł jego "kustosz", a wraz z nim zniknęła charakterystyczna rzeźba kierująca ku zabytkowi.
Fajnie było, nawet mimo ostatnich kilometrów w deszczu :) Wróciła chęć na rowerowanie. Szkoda tylko, że na kolejne poranki zapowiadane są przymrozki, a i ja będę musiał już znów wrócić na szosę, bo czasu przed pracą na teren nie znajdę.
Aha, mam nadzieję, że udało mi się pokazać "inny" Poznań :)
- DST 62.70km
- Czas 02:19
- VAVG 27.06km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Walcząc z Jarosławem
Poniedziałek, 28 października 2019 · dodano: 28.10.2019 | Komentarze 9
Jarosław zdominował sytuację w Polsce. To kawał gnoja. Zimny, momentami bardzo porywczy, brzydki i niebezpieczny. Do tego - mimo najszczerszych chęci - nie ma za bardzo póki co opcji, żeby pozbyć się go z kraju.
Chodzi oczywiście o niż o nazwie Jarosław, który do nas się dopchał. Jeśli ktoś miał inne skojarzenia, to... cóż, jeszcze nikomu nie da się ich zakazać :)
Oj, istna rzeź dzisiaj była. Zdarzały się momenty, gdy naciskając z całej siły na pedały, udawało mi się resztkami sił jechać jakieś 22-23 km/h. No a po nawrotce niby momentami istniał jakiś powiew w plecy, ale - jak się okazało - jednak preferował on boczne uderzenia. I temperatura - sześć stopni, a odczuwalne, hmmm, pewnie coś koło zera. W związku z tym średnia dostosowała się do warunków.
Trasa to zachodni robal: Poznań - Plewiska (przed nimi musiałem zrobić nawrotkę i pojechać objazdem, bo korki były kilometrowe) - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Podłoziny, tam nawrotka - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jarosław był groźny, lecz momentami świetlisty...
...choć chwilami wiatr aż mi wybierał ostrość z telefonu :)
W Podłozinach postanowiłem sprawdzić, czy może jakimś cudem ktoś wpadł na genialny pomysł poprowadzenia dalej asfaltu.
No ale póki co nie wpadł :)
Za to po raz pierwszy niedaleko stamtąd, zaraz przy torach kolejowych, natrafiłem na takiego oto Jezusa. Jest tak klimatyczny, że aż zasługuje na obszerną galerię. Szacun, bo ktoś wykonał kawał dobrej, a co najważniejsze gustownej roboty.





Czasy mamy "...owe", więc wszystko na miejscu :)
Udało mi się też doczłapać rowerem do pracy. I wrócić.
- DST 61.70km
- Czas 02:12
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 60.60km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zmiennoczasowo
Niedziela, 27 października 2019 · dodano: 27.10.2019 | Komentarze 11
Ostatnia niedziela października jest moim ulubionym - zaraz po Tłustym Czwartku - dniem w roku. Z powodu oczywistego - budzę się o siódmej, a tu... szósta. Czyli godzina spania gratis. Genialna sprawa :) Dlatego właśnie będę zawsze bronił zmiany czasu na zimowy. W drugą stronę niekoniecznie :)
W związku z powyższym nawet udało mi się wyspać. Rzecz niespotykana. Dzięki temu miałem nawet jako taki zapał do jazdy, oczywiście storpedowany już po wyruszeniu, gdy wiatr kilkukrotnie bardzo chciał mnie zrzucić z siodełka. Od razu wiedziałem, że walka nie ma sensu, zrobiłem więc spokojne, niewymuszone "kondominium", ale w wersji klasycznej, czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Srzeniawę i Komorniki do Poznania.
Pogoda - prócz wiatru - do połowy trasy była jeszcze całkiem przyzwoita...

...a potem zaczęła się pieprzyć.

Na szczęście zdążyłem doczłapać suchy do domu, a nawet w takiej samej formie dojechać do pracy. Jak wrócę - jeszcze nie wiem :)
Przed Stęszewem natrafiłem na nowe stado - tym razem to już na pewno gęsi. Te cholery też niestety żerują na tyle daleko, że zdjęcia się nie da dobrego zrobić. W sumie się im nie dziwię - im dalej od człowieka, tym dla nich lepiej i bezpieczniej.
Od jutra zimno i jeszcze bardziej wietrznie :/
- DST 65.10km
- Czas 02:22
- VAVG 27.51km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 227m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kryzysowo i zawiszowo
Sobota, 26 października 2019 · dodano: 26.10.2019 | Komentarze 28
Oj, kryzys trwa. Być może to z przemęczenia po krótkim urlopie, być może przez poranne wstawanie, żeby zdążyć pokręcić przed pracą, być może zmasakrowanie dość upierdliwym, bo zmiennym non stop (a i dziś już całkiem solidnym) wiatrem, a może po prostu nogi mi już dają znać, że czas odpocząć. Wpadło w końcu w tym roku ponad 16 tysięcy kilometrów na dwóch kółkach, co co prawda dupy ten wynik nie rwie, jednak człowiek (czyli ja) młodszy z roku na rok nie jest. No nic, na razie mi szkoda tracić suchych dni, ale podobno od następnego tygodnia ma być paskudnie, więc pewnie się zregeneruję.
Tymczasem... dziś znów walczyłem. Nie, źle napisałem, poruszałem się jak mucha w smole :) Podmuchy mnie momentami masakrowały na otwartych przestrzeniach, a pomocy nie dawały żadnej, nawet gdy flagi pokazywały, iż jest teoretycznie inaczej. Stąd ponownie wynik poniżej krytyki. Marnym pocieszeniem jest (ale jakimś tam jest), że od co najmniej kilkunastu dni widuję po drodze znajome twarzy szosowych napinaczy, którzy według Stravy też się nie mogą rozpędzić.
Trasa to "kondominium", ale odwrotne: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Do pracy znów rowerem - i o dziwo lepiej mi się jechało Czarnuchem niż szosą. Świat się kończy :)
Wczoraj zmroziła mnie informacja o tym, że były poseł PiS-u oraz LPR-u Artur Zawisza potrącił w Warszawie rowerzystkę, legalnie przejeżdżającą pasem rowerowym. Ok, zdarza się, jednak smaczku całej sytuacji dodaje fakt, iż ów zawsze naładowany frazesami prawicowy polityk kilka lat temu... stracił prawko za jazdę po pijaku i teraz jechał bez uprawnień. Ale dziś, gdy usłyszałem w radio, że tego samego dnia, kilka godzin później, policja złapała go znów za kółkiem, buchnąłem takim śmiechem, że mogłem spowodować małe tsunami. Całą drogę powrotną miałem ustawioną - oj tak, "elity" od zawsze mieliśmy i mamy prima sort :)
- DST 61.20km
- Czas 02:11
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 152m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Świątecznie :)
Piątek, 25 października 2019 · dodano: 25.10.2019 | Komentarze 14
Kolejny wypad z tych, które radości za wiele nie dawały, za to wymęczyły siermiężnie. Powietrze rano ciężkie, mgły co prawda nie tak gęste jak ostatnio, ale przynajmniej w początkowej fazie jazdy wymuszające na kręcenie w pełnym oświetleniu, już nie tak ciepło, no i znów ten wiatr - niby słaby, ale w niepojęty sposób (bo wciąż nie ogarniam jego wredoty) potrafiący wiać mi w pysk podczas jazdy w obydwie strony.
Trasa to zachodnie pola: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive TUTAJ.
Jedyne co mi się podobało to zorzowe widoczki.




A na koniec włączę nastrój świąteczny, bo dziś... Dzień Kundelka. Więc chill pełny :)
Dystans poszerzony o dojazdówkę do pracy.






