Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 55.60km
- Czas 01:59
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Urywkowo
Piątek, 13 września 2019 · dodano: 13.09.2019 | Komentarze 9
No to ten, tego... Jak ja bym nie chciał pisać o wietrze jako głównym "bohaterze" wyjazdu. Ale jak to zrobić, jeśli ów łeb urywa, zmienia co chwilę kierunek, pomaga tylko fragmentami, a przede wszystkich potężnie demotywuje? No jak?
W związku z tym odpuściłem walkę już na samym starcie, oddając się "rekreacji". Jeśli tak można nazwać walkę o niezrzucenie z roweru przez podmuchy :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki, tam nawrotka - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive, lekko przekłamane, bo gps zaszalał.
Fotki. Na dzień dobry screen z kamerki, żeby nie było, że wymyślam z wiatrem. Oczywiście nie muszę dodawać, że już było po nawrotce i jego kierunek powinien być dokładnie odwrotny? :)
Tu wielkopolska ładna, przynajmniej na zdjęciu, wczesna jesień:
A tu okolice Lisówek, do których uwielbiam skręcać, bo prowadzi doń genialna leśna droga. Szkoda tylko, że kończąca się ślepo, na tamtejszym DPS-ie, lub polnym, średnio przejezdnym szosą szlaku.


Idą wybory, więc okolice zaczęły się jaskrawić politycznymi mordami, wszystkich możliwych partii. Są miejsca, które nie budzą wątpliwości co do ich bytności, ale widziałem wiele plakatów powieszonych niezgodnie z prawem - na zakrętach czy przy mostach. Były też takie najbardziej chamskie, przy szkołach. Ale najciekawszy jest motyw związany z barierkozą, na której jest zakaz wieszania reklam. Jak się okazuje, jednak da się, bo podobno agitacja wyborcza nie jest reklamą. No i mamy.
- DST 59.00km
- Czas 02:06
- VAVG 28.10km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez nowości
Czwartek, 12 września 2019 · dodano: 12.09.2019 | Komentarze 21
Niewiele będzie nowych treści w moim dzisiejszym wpisie. Bo znów zmuszony jestem wspomnieć (a jakże bym chciał nie być zmuszonym!) o wietrze, który może nie był silny, ale za to zmienił mi się z południowego na zachodni z północnymi odchyłami dokładnie w momencie, gdy zacząłem nawrotkę. Skutecznie uwaliło mi to średnią, a i ja już wyrosłem z walki z (prawie nomen omen) z wiatrakami, więc odpuściłem ciśnięcie. Tym bardziej, że pod koniec miałem w perspektywie jeszcze Luboń.
Poza tym pogoda całkiem ok - temperatura milusia, słońce nienachalne, deszczu brak. Wykonałem odwrotną wersję "kondominium": Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Spotkałem sympatyczną parkę dwunogów - niestety były tak daleko, że nie jestem w stanie ocenić, czy były to łabędzie (na polu? Dziwna sprawa) czy jakiś rodzaj dzikich kaczek.
Dzikie na pewno jest to, co powstaje w Witobelu - i niech powstaje jak najdłużej. Dzisiaj dzięki wahadłom mogłem się bliżej przyjrzeć przyszłościowej śmieszce w fazie produkcji :/
I jeszcze dwie sytuacje sponsorowane przez kamerkę na kierownicy. Oto pan gazeciarz w Mosinie, ale zawitały tu z Kościana (PKS - uważajcie na te rejestracje, to najczęściej zagrożenie)...
...oraz kierowca, dla którego to, że zatrzymałem się, żeby przepuścić autobus sygnalizujący wyjazd z zatoczki, oznaczało, że... można wyprzedzać. Łapy opadają. Dodam, że w tym momencie stałem już przez dobrych kilka sekund.
Dystans poszerzony o "dopracowość".
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 166m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dedukcyjnie
Środa, 11 września 2019 · dodano: 11.09.2019 | Komentarze 8
Dziś znów króciutko, bo nie mam weny, żeby mieć wenę :)
Pogoda się troszkę uspokoiła, już nie padało, a nawet wyszło słońce. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie mój codzienny towarzysz na "w", który po drodze zmienił kierunek z zachodniego na południowo-wschodni, więc pierwotne nadzieje na fajną średnią ponownie poszły się... dziobać. Life is brutal :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędze - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
A jednak! Wpadła jeszcze jedna, chyba tym razem już faktycznie ostatnia, dożynka. Z Trzcielina. 

Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że to kucharz (po brzuchu), ale analiza elementów skorygowała ów wniosek, bo to przecież piekarz jak żywy, czego się domyśliłem po młynie oraz workach z mąką. Można mi śmiało od dziś mówić: Sherlocku :)
A ja, gdy widzę mąkę, zawsze mam przed oczami odcinek Misia Push-upka :)
Dystans zawiera dokrętkę do pracy.
- DST 61.10km
- Czas 02:22
- VAVG 25.82km/h
- VMAX 57.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 178m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieplanodeszcz
Wtorek, 10 września 2019 · dodano: 10.09.2019 | Komentarze 9
No proszę, jednak pogodynki potrafią się niestety pomylić nie tylko w dobrą, ale i w złą stronę. Wczoraj kładłem się z nadzieją graniczącą z pewnością, że czeka mnie słoneczny wypad szosą, a tymczasem... deszcz. Znów deszcz. Lało w nocy i lało nad ranem, gdy powinienem już ruszać, żeby bez stresu zdążyć do pracy.
W sumie wiedziałem, że w końcu przestanie, ale miałem nadzieję, że stanie się to dużo szybciej. Tymczasem wyruszyłem dopiero przed dziesiątą, oczywiście Czarnuchem. Zapomniałem go tylko nasmarować - po ostatnich wodnych wypadach smar się wypłukał i po kilku kilometrach zacząłem ćwierkać łańcuchem niczym kumulacja rodzinnej rowerowej wycieczki w pierwszy weekend maja.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Walerianowo - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.
Pierwsze dziesięć kilometrów to typowe topienie się w kałużach, potem sytuacja była o wiele lepsza, a pod sam koniec kręciłem już na sucho. Inną sprawą był wiatr, w a sumie coś na kształt huraganu, który momentami intensywnie chciał mnie zepchnąć na pobocze.
Zawitałem w końcu w miejscówce, którą wielokrotnie mijałem szosą, ale że znajduje się ona pośrodku zjazdu, nigdy nie chciało mi się skręcać w bok. Zmotywował mnie wpis Jacka, który przetestował już nowy pomost w Rosnówku nad tamtejszym jeziorkiem. Pojawiłem się i ja, bo Czarnuchem nie było szkoda tracić średniej :) No i... fajne miejsce, dość klimatyczne. Cisza, spokój, kaczki, wiatr... Który niemal utopił mi rower :)

Gdyby tylko jeszcze ktoś kiedyś wyremontował asfalt na drodze do Walerianowa... Dałoby się wtedy tam jeździć częściej, bez ryzyka utraty zębów. W Rosnowie przy okazji uwieczniłem jeszcze horyzoncik WPN-u...

...oraz chyba już niestety ostatnią w tym roku dożynkę. Jabłkową, z robaczkiem gratis :)
No i jeszcze dowód na to, że wiało. Oczywiście już w tym momencie miało być tylko i wyłącznie w plecy, ale jak zwykle nie było. Przyzwyczaiłem się już :)
Dystans zawiera dojazd (a w sumie dofrunięcie) do pracy.
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 45.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 122m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut okienny
Poniedziałek, 9 września 2019 · dodano: 09.09.2019 | Komentarze 10
Gdy rano zobaczyłem za oknem ulewę, stałem się osobą wątpiącą. A wręcz ateistą dzisiejszego kręcenia :) Ciemne chmury, zza których nie wyglądał nawet kawałeczek nieba, nie dawał najmniejszych szans na wyjazd.
A jednak! Gdzieś po dziewiątej padać przestało. Co prawda gdzieniegdzie pojawiały się pojedyncze krople, ale bez tragedii. Oczywiście ruszyłem Czarnuchem, z góry nastawiając się na gluta - bowiem nawet gdyby nagle pogoda stała się idealna, nie miałbym już czasu na wykręcenie pełnych pięciu dych. Powód niezmiennie ten sam, paskudny - robota.
Finalnie wykręciłem kółeczko: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Krzesiny - Spławie - Franowo - Malta - Most Rocha - Wartostrada - Dębiec. Relive TUTAJ.
Atrakcji po drodze było co niemiara. Prócz miliarda kałuż należały do nich: rozkopana na kilku kilometrach ulica Ostrowska (zaskoczony zostałem, nie powiem), błądzenie między hangarami handlowymi przy M1, czy śmieszki kończące się gdzieś pośrodku trawnika przy browarze Lecha. Mimo wszystko jestem zadowolony, że udało się uchwycić okienko na jazdę, tym bardziej, iż minutę po tym, jak wylądowałem w domu, znów lunęło.



No i jeszcze kilka miejskich okołomuralowych klimatów, zauważonych wczoraj i dziś. Po pierwsze - w Poznaniu pojawił się Mały Książę, w okolicach kościoła ewangelicko-augsurskiego przy Ogrodowej. Klimatyczny całkiem.
Po drugie - Krzysiu zakwitł nad pizzerią Przyjemność, samą w sobie dość oryginalną...
Po trzecie - jeśli martwicie się, że skończyły się wakacje, to... nie ma powodu. Kościół ma już na to gotowe pocieszenie. Proste i logiczne, prawda? :) Wszyscy do tej pory zdołowani, nie ma za co, nie musicie dziękować za udostępnienie :)
- DST 54.10km
- Czas 01:48
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Supcie trzy
Niedziela, 8 września 2019 · dodano: 08.09.2019 | Komentarze 13
Na szczęście zapowiadane na dziś prognozy lekko się skorygowały, i to w najważniejszym elemencie, czyli deszczu. Jak się okazało, nie lało, mimo że miało. Supcio. Do tego wiało jakoś tak do ogarnięcia. Supcio drugie. No i temperatura całkiem sympatyczna - czternaście na plusie na finiszu były idealne na lekki dłuższy rękawek. Supcio trzecie.
Niesupciowe było za to miasto, przez które musiałem się przepchać. Jednak nawet ono było dziś do ogarnięcia, bo niedziela niehandlowa.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Bukowska - Ogrody - Wola - Krzyżowniki - Swadzim - Sady - Tarnowo Podgórne - Lusowo - Zakrzewo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.


Pierwotnie miałem zamiar wrócić sobie zgrabnie serwisówką od ronda za Zakrzewem do Plewisk, ale okazało się to niewykonalne. Czemu? Cóż, żadne zaskoczenie - jechali kolarze amatorzy, więc... nie mogli jechać kolarze amatorzy. Ci darmowi, bez numerka. Norma. Sprawdziłem - impreza nazywała się "Eliminator", a polegała ona na tym, że za 30 PLN opłaty startowej można było się przejechać na imponującym dystansie... pięciu kilometrów - interes życia dla organizatora :) Za to pewnie pełną parą, bo jak sama nazwa wskazuje, odpadali najwolniejsi. Cóż, plus z tego taki, że zablokowano mały kawałek "moich" szlaków, minus, że musiałem się przedzierać przez gówniane i abstrakcyjne skórzewskie śmieszki.
Z dzisiejszych atrakcji czas na najważniejszą - trafił mi się rarytas w postaci możliwości obejrzenia kawałka meczu. I to nie byle jakiego, żadne tam marne występy żałosnych grajków z Lecha, Legii czy Piasta, tylko prawdziwych pasjonatów. Problem z tym, że nie za bardzo wiem, kto grał, bo spikera nie było. Boisko znajdowało się w Zakrzewie, więc mogła to być tamtejsza Korona, choć barwy bardziej by wskazywały na KS Canarinhos Skórzewo :) A rywala to już w ogóle nie mogę zidentyfikować.

BS-a nadrobię dopiero wieczorem.
- DST 52.00km
- Czas 01:59
- VAVG 26.22km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Spływam
Sobota, 7 września 2019 · dodano: 07.09.2019 | Komentarze 11
No i niestety nadeszło to, co nieuchronne. Jesień zaczęła pokazywać swoje paskudne oblicze, póki co jeszcze w wersji soft.
Gdy rano spojrzałem za okno, zaledwie kropiło, ale tak z potencjałem na większy gnój. Dzisiaj dzionek miałem pracujący, więc decyzję: ruszać czy nie ruszać musiałem podjąć maksymalnie do dziewiątej z minutami, a wspomniany opad zdecydowanie nie pomagał. Poszedłem do piekarni, wyprowadziłem psa, wróciłem do domu i... wiedziałem tyle samo, ile wcześniej.
Jednak nagle się rozpogodziło, więc w te pędy się zebrałem w sobie, ogarnąłem Czarnucha i w drogę. Początkowo wszystko wyglądało całkiem optymistycznie, nawet gdzieś na piątym kilometrze zdjąłem kurtkę przeciwdeszczową. Niestety, po kolejnych dziesięciu musiałem wykonać czynność dokładnie odwrotną, a od tego czasu kręciłem już albo w zwykłym deszczu, albo w regularnej ulewie, grubo ponad trzydzieści kilometrów. Jak słodko :/
Sytuację niech symbolizują poniższe obrazki...

Pralka po moim powrocie ponownie ucieszyła się niemal jak Kropa :)
Pozostałe fotki, niestety fatalnej jakości, bo warunki były, jakie były. Tu - jak widać - nawet windowsowy klimacik nie wyglądał tak, jak zwykle...
...natomiast "reklama" pewnego nadleśnictwa wciąż prezentuje się "dobrozmianowo", czyli z wycinką w tle.
No i na koniec "ukochana" Starołęcka (z pierwszej części wypadu, tej jeszcze suchej), wyjątkowo pokonywana dziś śmieszką, bo na grubaśnych kołach mogłem sobie na to pozwolić, choć i tak stanowiło to pewne ryzyko, co widać... :)

Relive TUTAJ. Drogi do pracy rowerem - co oczywiste - brak.
Jutro podobno ma być... podobnie :/
- DST 57.20km
- Czas 02:02
- VAVG 28.13km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 111m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiej(e)sko
Piątek, 6 września 2019 · dodano: 06.09.2019 | Komentarze 14
Jesień idzie.
Lubię jesień za brak upałów.
Nie lubię jesieni za nachodzące deszcze i wiatry. W sumie wychodzi na remis, bo brak upałów liczę razy dwa :)
Rano na termometrze było jakieś dwanaście stopni, dwie godziny później maks osiemnaście - super sprawa. Średnia wyszła znów mega średnia, bo zimne wietrzysko wymęczyło mnie konkretnie, dując z każdej możliwej strony, tylko nie tej, która dawałaby choćby moment wytchnienia.
Trasa: zachodnie, wiejskie rejony - z Poznania przez Plewiska, Komorniki, Głuchowo, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Dąbrowę, Skórzewo i znów Plewiska do domu.
No i dożynka wpadła dziś tylko jedna, taka se, z Więckowic.
Relive TUTAJ.
Wczoraj kupiłem dobrą książkę - "Czarni" Pawła Reszki, którą katuję w wolnych chwilach. Polecam, to nie lekka fikcja jak "Kler", ale pozdobywane podczas rozmów na terenie całej Polski opowieści księży o życiu i realiach swojego zawodu - od seminarium do emerytury. Na faktach. I to autentycznych :) Które od wspomnianego "Kleru" niewiele odbiegają.
Dystans zawiera dokrętkę "dopracową".
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dożynkowe plony :)
Czwartek, 5 września 2019 · dodano: 05.09.2019 | Komentarze 17
Dzisiejszy wypad znów sponsorował wiatr, który nie dość, że duł dość mocno, to jeszcze perfidnie zmienił kierunek z zachodniego (a nawet południowego), na północny, gdy tylko zacząłem nawrotkę i liczyłem chociaż na jedną małą rzecz - żeby nie przeszkadzał. I nawet to mi nie zostało dane...
Trasa to zachodnie, polne rejony: z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Relive TUTAJ.
To, że średnia jest z gatunku tych tragicznych, nie wynika w znacznej mierze z wiatru czy braku zaangażowania. Co to, to nie. Starałem się nawet. Dziś zatrzymało mnie coś innego, całkiem sympatycznego, czyli istny wysyp dożynek :) Dawałem po hamulcach częściej niż czasem podczas jazdy po mieście, a i dwa razy nawet zawracałem.
Opłaciło się - oto moje plony :)
Krówka ze Szreniawy:
Coś bliżej nieokreślonego z Chomęcic:
Kura - albo kogut - z Konarzewa:
Paw i świnka z Dopiewa (te już uwieczniałem, ale nie zaszkodzi raz jeszcze):

Klaun (na przykład ten z "To")? Tatar? Żyd? Dali? W każdym razie coś z Dopiewca :)
Jednak najbardziej ucieszył mnie ten widok, raz jeszcze z Konarzewa, jakby powstały na niedawno wyrażone życzenie kolegi Huanna :)
Język wygrywa :) A z tyłu z kolei zaproszenie na Doda-żynki, co lekko obniża, jak na moje, poziom całości :)
No i jeszcze "żywy" kadr, niestety niewyraźny, bo dwie pasące się sarny były zbyt daleko.
Jedna mnie bacznie obserwowała, co oznacza, iż ma prawidłowe odruchy i została jej przekazana informacja podstawowa - człowiek najczęściej oznacza śmierć. Tym bardziej, że niedaleko od tego miejsca znajduje się ambona. Myśląc o tym, doszedłem do wniosku, że owo słowo dość sprytnie wiąże ze sobą korzystające z nich mentalnie zdegenerowane jednostki. Ale to tylko luźna refleksja na koniec.
Dystans zawiera dokrętkę do pracy.
- DST 52.55km
- Czas 01:44
- VAVG 30.32km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Refleksyjnie
Środa, 4 września 2019 · dodano: 04.09.2019 | Komentarze 4
Wczoraj był wpis obszerny, dziś będzie minimalistyczny, bo ile można się rozwodzić nad codziennością? :)
Trasa to klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. O, tak jak na Relive.
Na tym samym Relive widać, że stoję sobie grzecznie na wahadle w Stęszewie. Natomiast nie widać, jak czekający przede mną transporter nagle zaczyna się cofać, bo kierowcy się przypomniało, że musi zawrócić. Tylko swojemu refleksowi zawdzięczam, że udało mi się umknąć, ratując rower (no i siebie) przed kasacją. Oczywiście po chwili kierowca łaskawie mnie zauważył (a bardziej usłyszał), wysiadł i zaczął przepraszać. Było ostro, ale w końcu rozeszło się po kościach - mam nadzieję, że od teraz nauczy się patrzeć w lusterka (w prawym byłem na pewno widoczny). Warunkowo wybaczyłem, choć mogłem zabić. W sumie to on mógł :)
Co do samej jazdy, to nawet było spoko - mimo solidnego wiatru (znów polecam zerknąć na fałmaks) i korków udało mi się wywalczyć umiarkowanie przyzwoitą średnią. Kosztem fotek, bo dziś tylko jedna, raz jeszcze z dożynką w Łęczycy, ale tym razem w towarzystwie T-rek(s)a.






