Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242644.45 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.30km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.11km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 256m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Padaka

Poniedziałek, 2 marca 2020 · dodano: 02.03.2020 | Komentarze 7

Dzisiaj dzionek diametralnie inny od poprzednich. Wczoraj na przykład kręciłem w słońcu, ale za to łeb mi urywało. Dziś o jakichkolwiek przejaśnieniach można było zapomnieć, za to praktycznie od samego wyjazdu, z zaledwie jedną przerwą, kropiło i padało zamiennie. Plusem był spokojniejszy wiatr, ale i tak nie poszalałem, bo powietrze było ciężkie, drogi śliskie i chęć do jazdy średnia. Jako bonus wrócił smog, jak na moje groźniejszy niż - za przeproszeniem - sraczka z koronawirusem. 

Trasa to południowo-wschodni stworek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice (tam nawrotka) - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Minikowo - Dębina - Dębiec.

Wróciłem usyfiony na maksa. Nie żebym wczoraj pucował rower :)

Nie mogło zabraknąć chwili relaksu w porcie rzecznym w Radzewicach. Zawsze mi on przypomina, że będą fajniejsze pory roku niż ta "zima", a i trzeba będzie znaleźć czas na odwiedzenie drugiego brzegu Warty, gdzie panuje dzika dzicz i naturalna natura :)
Z daleka - Port Radzewice
Warciańskie labirynty - Port Radzewice
Przy trapie - Port Radzewice
Dzikie ostępy Warty - Port Radzewice
Dystans jest z dojazdem do pracy, oczywiście w deszczu.

Jeszcze czas na podsumowanie lutego - miesiąca kompletnie nie zimowego, a bardziej paskudnie listopadowego. Wiało, duło, padało i generalnie było średnio. Wymęczyłem 1655 kilometrów ze średnią 27,1 km/h, czyli słabiutko. Ale przecież nie o rekordy chodzi. Chyba :) Doszły do tego 73 kilometry wyspacerowane.




  • DST 55.10km
  • Czas 01:55
  • VAVG 28.75km/h
  • VMAX 60.40km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 266m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Walkiria, Osowa Góra oraz Dębinello

Niedziela, 1 marca 2020 · dodano: 01.03.2020 | Komentarze 15

Wyjazd na rower nastąpił dziś dość późno (lekko po jedenastej), bo w końcu miałem okazję się wyspać. Oczywiście - jak to po integracji pracowej - kilku godzin zabrakło do pełnej regeneracji, ale w końcu to już nie te czasy, gdy balowało się do rana. Tym razem w pełnej kulturce wypitych zostało kilka piwek (na szczęście cała załoga nienawidzi tańców i tym podobnego marnowania czasu), a wcześniej zaliczona została wizyta w jednym z najlepiej ocenianych i najcięższych poznańskich escape roomów. W związku z tym można mnie nazwać prawdziwym bohaterem, gdyż brałem udział w skonstruowaniu bomby, od której w Wilczym Szańcu miał się rozpuknąć sam Adolfik H. I tak jak w realu Operacja Walikiria się nie udała, tak nam jakoś wyszła. Co prawda niezbędnych było dosłownie kilka subtelnych sugestii mistrza gry, ale biorąc pod uwagę, iż możliwych było takowych około pięćdziesięciu, a bez żadnej podpowiedzi przez dobre kilka lat istnienia tego miejsca udało się wydostać zaledwie dwunastu grupom (podobno z dużym doświadczeniem), mogę stwierdzić, iż nie poszło najgorzej. Co prawda trzeba się było lekko podszkolić z geografii, zdemolować kawałek biurka i rozmontować piec, ale ważne, że się udało. Niniejszym Hitler wyleciał w powietrze, zanim jeszcze wojna się rozpoczęła. Naprawdę, nie ma za co, drobnostka :)

Przechodząc do rowerowania - wiosna, proszę państwa! Dziesięć stopni, słońce (ulewy się pojawiły, a nawet burza!, ale dopiero późnym popołudniem), prawie ideał. Owo "prawie" to oczywiście wiatr, o którym znów nie chcę się rozpisywać. Pochwalę za jedno - mimo że gnoił przez grubo ponad czterdzieści kilometrów, a pomógł dopiero na ostatniej prostej, to jednak to zrobił. Zawsze mogło być gorzej :)

Trasa to ponownie najbardziej klasyczne "kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Rowerzystów jak mrówków. Znaczy się: mityczny "sezon" się zbliża. Ale jeszcze tragedii nie ma - większość ładnie pozdrawiała, a buc zdarzył się tylko jeden, w Luboniu. Nauczka została udzielona w postaci zostawienia delikwenta z tyłu :)
Widoczek na Wielkopolski Park Narodowy
Jezioro Dymaczewskie - Łódź Wielkopolska
Rolne hopki - Rosnówko
Nie mogłem sobie odmówić wjazdu na Osową Górę. Za często ją zaniedbuję :)
Na górze Osowej Góry - Mosina
Perspektywa z góry taka średnio wielkopolska :)
Jak na Wielkopolskę przyzwoicie :) - Mosina
A po południu czas dla psa. Co prawda na jakieś dalsze eskapady czasu już nie było, ale udało się wykonać te sześć kilometrów z małym plusem spaceru po Dębinie, starając się nie znaleźć fragmenty bez ludzi. Było ciężko, ale jakoś się udało. Przy okazji (na Osowej też) testowałem mały kompakcik z przyzwoitym zoomem, model już kilkuletni, ale kupiony za okazyjną cenę od kumpla. Bo wydawanie siedmiu stów na coś naprawdę przyzwoitego mi się nie uśmiechało, tym bardziej, iż to moje focenie jest bardziej symboliczne. Jestem zadowolony, więcej nie potrzebuję - ma być mały i przybliżyć to, czego nie ujmie komórka.
Sroka, cwaniak nad cwaniaki :)
Satysfacji 100% :)
No i najważniejszy news dnia - mimo pewnych obaw, czy przeżyje zimę, na moje rewiry powrócił Dębinello, czyli dębiecki żółw błotny ozdobny :) Dawno mnie nic tak nie ucieszyło :)
Po zimowym odpoczynku - Las Dębiński, Poznań
Impreza międzygatunkowa :) - Las Dębiński, Poznań
Żółw błotny w pełnej krasie - Las Dębiński, Poznań




  • DST 52.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 247m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dolutując

Sobota, 29 lutego 2020 · dodano: 29.02.2020 | Komentarze 12

No i udało się jakoś dolecieć do końca lutego. Nawet poszerzając go o dzień więcej. Czyli w sumie dolutować.

Na dzisiaj prognozy były całkiem obiecujące - brak opadów, a nawet przebłyski słońca. Tyle pogodynki. A rzeczywistość? Jak zwykle odmienna - do tego stopnia, że na granicy Poznania z Luboniem zaczął padać śnieg z deszczem. I nie odpuścił aż do kawałka za Mosiną. W sumie chciałem nawet wracać i skończyć jednie z  glutem, ale postanowiłem twardym być, nie "mientkim" i udało się wykonać cały dystans. W chłodku, przy wciąż mocnym wietrze, więc na spokojnie.

Trasa to typowe w tę i z powrotem na południe: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - hopka przed Sulejewem i nawrotka. O tak jak TU


Jako że ciekawego tematu na dziś brak, to tylko fotka mosińskiej abstrakcji, czyli zakazu rowerowego i przymusu jazdy po czymś, co nie spełnia żadnych standardów, bo toto nie tylko wąskie (może z pół metra), okrawężnikowane, nieoczyszczone, a przede wszystkim zawalone samochodami parkującymi pod domami. Chodzą słuchy, że ktoś kiedyś podobno dostosował się do tych znaków, ale wydaje mi się, że to jedynie podmiejska legenda :)

Do pracy dzisiaj nie rowerem, bo w planach integracja. 




  • DST 62.60km
  • Czas 02:14
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glizda z pętelką

Piątek, 28 lutego 2020 · dodano: 28.02.2020 | Komentarze 8

No, powoli robi się sympatyczniej na dworze. Co prawda wciąż temperatury nie powalają (minimalnie powyżej zera), ale wiatr już troszkę osłabł - wciąż był silny, jednak nie zatrzymywał w miejscu. Zawsze coś.

Po miesiącach prób i błędów udało mi się wyznaczyć niemal idealną pięćdziesięciokilometrową pętelkę zachodnią, z lekko północnymi wariacjami, omijającą z grubsza miejskie przyjemności. Jednak remonty, śmieszki i inne takie mają jeden plus - wzmacniają kreatywność w szukaniu nowych dróg. Tym samym opatentowałem "glizdę w ciąży", czyli szlak z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Sierosław, Lusówko, Lusowo, Batorowo oraz znów Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu. Jest ona o tyle fajna, że w cieplejsze dni będzie można się fajnie rozkręcić, bo jest kilka prostych zamiast tych cholernych zakrętów wynikających z zachodnich styków autostrady z ekspresówką.

Ale - żeby nie było za różowo - jestem świadom, iż to, co dobre, potrwa niedługo, bowiem nic nie zapowiada zaprzestania prac nad kompletnie bezsensowną DDR-ką pomiędzy Sierosławem a Lusowem. 


Nie dość, że to debilizm, bo na całym odcinku spotkałem może z sześć aut, z czego dwa to te od robót, to już wiem, jakie będą atrakcje, gdyż jakby przy okazji buduje się jakaś chałupa. Jestem w stanie się założyć, iż podjazdu do posesji nie zrobią ze "szkodą" dla przyszłego mieszkańca, a nawet że powstanie kilka fal Dunaju już na zaś. Za długo żyję w Polsce, żeby mieć złudzenia.

Jest jeszcze jedna istotna rzecz: aktualnie w poprzek idzie szlak konny. A jak wiadomo, każda infrastruktura rowerowa przyciąga element kursujący od knajpy do knajpy na dwóch kółkach. Łatwo sobie wyobrazić, jak to się może skończyć :)

"Nie znoszę pijanych rowerzystów" - rzekła przy okazji klacz Gniada (3 mies.). W sumie ja też :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 62.00km
  • Czas 02:17
  • VAVG 27.15km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zima?

Czwartek, 27 lutego 2020 · dodano: 27.02.2020 | Komentarze 13

Podobno na południu Wielkopolski spadł wczoraj śnieg. Normalnie jak na luty szokujące info :) 

Niemniej jednak bardzo się cieszę, że do Poznania i okolic to białe g... eee... to paskudztwo nie dotarło. W zamian zdecydowanie się ochłodziło - znów musiałem nałożyć krem "antymrozkowy" na ryj i przeprosić się z ciepłymi rękawiczkami. Skandal. Troszkę za to osłabł wiatr, ale paradoksalnie był bardziej upierdliwy, bo gnoił zimnem. Znów więc jazda ślimacza,

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń  - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin -Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.



Trzech troglodytów chciało mnie dziś skasować, w tym jeden wóz Poczty Polskiej. Oczywiście musiałem jakoś odreagować wpieprzenie mi się dostawczakiem centralnie z podporządkowanej, ale potem się zreflektowałem, iż to firma państwowa, czas więc ogarnąć kilka inwektywów bardziej na czasie, zgodnie z linią partii. Obiecuję więc następnym razem ryknąć na cały głos "kurtka na wacie!" zamiast czegoś z listy po prawej. A nawet tego, co w niej nie ma :)

Dystans z dojazdówką do pracy.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.42km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 210m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rur-nie

Środa, 26 lutego 2020 · dodano: 26.02.2020 | Komentarze 7

Ponownie pogodowo zmian niewiele, choć dzisiaj odnotowałem jeden minus - spadek temperatury, oraz plus - niby nad ranem miało padać, a przestało w nocy, mogłem więc suchym kołem przejechać dzisiejsze pięć dych. Wiatr wciąż w klimacie constatns, czyli w którą stronę się nie obejrzysz, gnoił równo. Więc finalnie tylko motyw przeżycia, bez wariacji, był na tapecie.

Trasa to "kondomiunium", ale takie legitne, uczciwe: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Debienko - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Było tak sennie, tak szaro, buro i ponuro, że jechałem ziewając.Przeziębienie gotowe :) Chciałoby się powiedzieć - no to rura! Ale warunki nie pozwalały :)




No smęty ino, co zrobić? :)




  • DST 52.10km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.66km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słońdominium

Wtorek, 25 lutego 2020 · dodano: 25.02.2020 | Komentarze 9


Minimalnie, podkreślam: minimalnie, słabiej dziś wiało. Czyli łatwiej się było utrzymać w pionie przy bocznych podmuchach - zwiewało tylko delikatnie z pobocza, a nie centralnie na środek drogi :) Poza tym bez większych zmian.

Trasa to "kondominium", ale w wersji słonikowej, stąd tytułowe "słońdominium". Czyli: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

TU Relive.

Wyjechałem bez śniadania, ale tak mnie ssało, że musiałem się zatrzymać coś wciągnąć. Wybrałem sobie sklep przy "Chlebowym domku" w Krosinku, mając ochotę na coś niesłodkiego. Tymczasem niespodzianka - okazało się, że dziś Podkoziołek (po ludzku: Ostatki), więc tylko słodkie, a szczególnie pączki. No cóż, wziąłem na klatę - przecież dawno ich nie jadłem, już prawie przez tydzień :)


Ostatnie dziesięć kilometrów już w deszczu - i tak ma być jutro, więc nie wiem, co z kręceniem.

Jeszcze trzy motywy nierowerowe, ale rodzime, prawie spod domu.

Wycinka na "mojej" Dębinie trwa w najlepsze... :/

...na wybiegu dla psów jakiś czas temu trzeba było zawiesić tabliczki informujące, że są dla czworonogów, bo "madki" z bombelkami zaczęły je szturmować, mimo że zaraz obok jest wypasiony plac zabaw :) Kropa i tak woli kijki :)

Na koniec moje zdziwienie, jak bardzo można mieć nasrane we łbie. Oto ściana garażu, na której jakiemuś troglodycie ładnie się połączyły: skrajnie prawicowy celtyk, biała kiła, przekaz "antylewacki", napis "rasizm jest ok!", motyw kibolski (tu akurat nic dziwnego) oraz... kotwica Polski Walczącej, która walczyła z najeźdźcą kierującym się motywem właśnie rasistowskim. Cóż, tępota nie zna granic.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bambersko

Poniedziałek, 24 lutego 2020 · dodano: 24.02.2020 | Komentarze 11

Na początek muszę symbolicznie ziewnąć, żeby wyrazić swoje znudzenie w temacie opisywania tego, jak mocno wieje i czemu ciągle w pysk. Więc: zieeeeeew!

No, to do szczegółów. Wiało :) Z zachodu, raz północnego, raz południowego, a na pewno nie jakoś zgodnie z logiką. Za to z mocą większą nawet niż ostatnio. Błeeee.

Trasa ponownie zachodnia, tam gdzie widok drzewka to jak znalezienie oazy na pustyni: Poznań – Luboń – Łęczyca - Wiry – Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Dopiewiec – Palędzie – Gołuski – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive.

Wynik - tragedia. Ale wyjątkowo nie mam do siebie pretensji.


Po raz pierwszy przyuważyłem w Luboniu skwer Pierwszych Osadników Bamberskich, mimo że stworzono go już prawie pół roku temu, z okazji 300-lecia pojawienia się Bambrów na tych terenach. W Poznaniu kojarzą ich niemal wszyscy, ale pewnie reszcie Polski mówią oni tyle co nic, więc małe wytłumaczenie: pod koniec XVIII wieku, gdy cholera zrobiła solidne spustoszenie, władze wpadły na pomysł ściągnięcia właśnie na teren Lubonia, Dębca, Wildy, Rataj i Żegrza (wtedy były to osobne wsie, Luboń wciąż takową pozostał, hehe) ogarniętych i pracowitych osadników z niemieckiego Bambergu. Zrobili swoje, zamieszkali, zostali, na stałe wpisali się w koloryt miasta. Aktualnie przywraca się pamięć o tej owocnej dla każdej ze stron współpracy, czego wyrazem są wzajemne rocznicowe spotkania rajców z obydwu miast. Szkoda tylko, że w gwarze wielkopolskiej wyrażenia ”bamber”, ”bambera” czy ”bamberskie” od wielu, wielu lat są zdecydowanie pejoratywne, co wydaje się średnio zrozumiałe.



Dwie rzeczy przy okazji zwróciły mą uwagę - psi zakaz, tak arcyrodzimy, jak i debilny, oraz oksymoron w postaci wyrażenia "ośrodek kultury w Luboniu" :)




  • DST 52.05km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.64km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przeddeszczowo

Niedziela, 23 lutego 2020 · dodano: 23.02.2020 | Komentarze 10

Prócz tego, co zawarłem w tytule, wiele nowości w tym wpisie nie będzie :)

Wciąż wieje, mocno, nielogicznie, upierdliwie, paskudnie. Ale tak samo chyba od jakiegoś czasu całej Polsce, więc raczej wyjątkowo nie muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem :) Niestety dziś podczas powrotu pomocy ze strony wiatru było niewiele, choć coś tam się w plecki zaliczyć udało. Tak samo jak prawie zdążyć przed deszczem - dorwała mnie jedynie mżawka, a porządnie lunęło dopiero po powrocie. Uff.

Trasa znów zachodnia, polna, wyłysiała: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Podłoziny - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.


W końcu miałem chwilę, żeby przyjrzeć się pomnikowi Chrystusa na terenie parafii w Skórzewie. I tak jak jestem zachwycony tym drewnianym kawałek dalej, w Podłozinach, tak ten jest taki... rodzimo janopawłowodrugi :) No i ta fascynująca prawica... :)


Na koniec raport z frontu ideowej walki w tych okolicach. Wciąż przegrywa "fuck the racism" i póki co nie każdy jest inny, a wszyscy nierówni, choć w celtyczkach przekreślonych i nieprzekreślonych jest dwa do jednego :)




  • DST 63.10km
  • Czas 02:15
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 61.60km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 213m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Puszczykowskie wiatry :)

Sobota, 22 lutego 2020 · dodano: 22.02.2020 | Komentarze 9

Po tytule można już chyba wywnioskować, że bez kluczowego elementu się nie obeszło :)

Urywało, urywa, będzie urywało. No nie ma mocnych. Dzisiaj jednak widziałem w tym huraganowym wietrze jeden plus, wynikający zresztą z wybranej trasy, czyli ponownie "kondominium" (Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań). Był nim fakt, że gdy już się przemęczyłem pod podmuchy te grubo ponad 30 kilometrów, ostatnie prawie 20 to już bajka, co widać po fałmaksie :) Co prawda nie pozwoliło to na dobrą średnią, ale jest chociaż taka mniej wstydliwa. Relive TUTAJ, ale skopane, bo się zrobiło ze zdjęciami losowymi, bo kliknąłem za szybko.

"Mój" myszołów widziany zawsze pod Łodzią okazał się... parką tych ptaków. Dobrze wiedzieć. Dziś obydwa uciekły mi sprzed kadru, więc zdjęć takowych brak. Muszę w końcu kupić sobie jakiś podręczny aparacik z porządnym zoomem na tego typu okazje.

Takie cuś - nawet gustowne - wyprzedziło mnie w Mosinie. Ładnie, kulturalnie i bez wariacji, więc dodaję bez negatywnych emocji :)

No i jeszcze słówko na temat mojego ulubionego Puszczykowa, miejscówki z innego, spokojniejszego świata, mimo położenia w odległości zaledwie ośmiu kilometrów od Poznania. Większość moich relacji z Wielkopolskiego Parku Narodowego zahaczało właśnie o to miasteczko, położone w ten sposób, że ma prawie wszystko, co najlepsze: wodę (Warta), las (wszędzie dookoła) oraz... górki (Puszczykowskie Góry). O tych niewielkich, ale sympatycznych morenowych pryszczach pisałem niedawno, ale tak je lubię, że nigdy za wiele :) Dzisiaj tylko skromnie, z drogi.




Uroczy jest też herb, idealnie oddający klimat miejsca :)

Dodam, że Puszczykowo nic mi nie zapłaciło za reklamę, robię to bezinteresownie, jako kontrapunkt dla Lubonia. Ale jakby ktoś z włodarzy poczuł wdzięczność, to mogę podać numer konta :)

Na koniec znak - dosłownie - naszych czasów :/

Dystans zawiera dojazd do pracy.