Info
Suma podjazdów to 799204 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień21 - 17
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 63.10km
- Czas 02:10
- VAVG 29.12km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Minimalistycznie
Piątek, 8 maja 2020 · dodano: 08.05.2020 | Komentarze 6
Dzisiaj wpis szybki i w sumie z niewielką ilością treści, bo znów nadszedł radosny czas ślęczenia w pracy. Grr :)
Wyjazd trochę po dziewiątej, w warunkach temperaturowych bardzo sympatycznych - prawie dwadzieścia stopni, słońce, słaby wiatr... Wrrróóćć! Miał być słaby wiatr, a było jak zwykle :) Ale i tak, w porównaniu z dniami ostatnimi, było przyzwoicie.
Z trasą dziś troszkę pokombinowałem, generalnie trzymając się kierunku południowo-zachodniego. Czyli z Dębca przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Dębienko, Krąplewo, Joankę, Trzcielin, Lisówki, gdzie nastąpiła nawrotka, znów Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo i Komorniki do domu. Tak jak na Relive.
Gdzieś tam mi z boku po polu przeleciał zając, nade mną przeleciał myszołów, ale oczywiście ani jednego, ani drugiego nie zdążyłem uchwycić. Za to zatrzymałem się na chwilę nad Jeziorem Dębno.
Podjechałem sobie pod bramę Domu Pomocy w Lisówkach. Oczywiście zamkniętego na cztery spusty.
Jak wiadomo, jest to aktualnie wycieczka jak do Czarnobyla, ale boczną drogę doń prowadzącą bardzo sobie cenię, za ten oto klimat:



W sumie jazda bez fajerwerków, ale najgorzej nie było.
Reszta dystansu to dojazd do roboty, lekko zasiekami (a nawet pod zakaz, bo inaczej się nie da, żeby zdążyć) w kierunku centrum, bo w końcu robią DDR-kę na Dolnej Wildzie. W końcu, bo nawet ona (będzie z asfaltu, to już nie czasy prezydenta Grobelnego) będzie lepsza niż stan dotychczasowy. A za samym miastem nawet się stęskniłem, czasem człowiek potrzebuje wrócić na chwilę do cywilizacji :)
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 107m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pandemia pod palemką
Czwartek, 7 maja 2020 · dodano: 07.05.2020 | Komentarze 16
Postanowiłem wykorzystać ten jeszcze jeden wolny dzionek na maksa. Czyli... pospać. Udało się. Miałem też jeszcze jednego motywatora, żeby dłużej poleniuchować - słuchałem sobie w radio jednym uchem analizy konstytucjonalistów, tak samo zszokowanych tym, co się aktualnie wyprawia, jak ja. Ale może o tym później. Najpierw rower.
Wyruszyłem w samo południe, wyjątkowo znając cel - było nim Jezioro Niepruszewskie, jeszcze tej wiosny nieodwiedzone. A plaża w Zborowie jest jedną z moich ulubionych miejscówek w okolicach Poznania, tym bardziej intrygującą, że położoną na zachodniej pustyni. Normalnie oaza.
Trasa to z grubsza w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Zborowo (nawrotka) - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Czas na fotki. Na początek oczywiście rzepak :) 


Oraz kultowe miejsce zaraz nieopodal, czyli w Fiałkowie :) 
Bliżej nieokreślony drapieżnik (zapewne myszołów) na niebie.
No i czas na moją ulubioną owocową plażę, jak zwykle niezbyt obleganą :) Chyba klimatem broni się sama, a woda jak zwykle jest tam niespotykanie czyściutka.








Nie napisałem jeszcze, że mocno wiało? Spokojnie, nie obejdzie się bez tego. Znów mam na to dowód, zdobyty dość przypadkowo :)
Latał też koło mnie szalony piesek :)
Tyle rzeczy fajnych, wróćmy na ziemię. Natrafiłem na kumulację czystego politycznego zła - nie mogłem sobie odmówić :)
Tym zgrabnym manewrem wróciłem do pierwszego akapitu. Od razu zaznaczam, że nie trzeba czytać tego, co poniżej, już o rowerze nie będzie :) Po prostu bardziej dla siebie muszę napisać kilka słów o tym kabarecie, który mamy niemal na żywo, niestety nie za darmo. Gdy przeczytam sobie to za kilka lat, będę miał szybkie przypomnienie tych absurdalnych czasów.
Krótki komentarz, bo na więcej indywidua z Polskiej Zjednoczonej PRawicy nie zasługują. Podsumowanie wydarzeń od wczorajszego wieczora: dwóch szeregowych posłów dogadało się, że odwołają wybory, do których jeden z nich chciał wcześniej dążyć za wszelką cenę, urągając logice i przyzwoitości. Podpisali sobie świstek, przesądzający a priori o tym, że Sąd Najwyższy (formalnie, zgodnie z trójpodziałem władzy, niezależny od polityków - buahahaha) uzna głosowanie za nieważne, ot tak, z góry. W najbliższy weekend będzie jednak cisza wyborcza przed wyborami, których... nie będzie. Nie wiadomo co z drugą turą za dwa tygodnie, ale pewnie zostanie odwołana. W konsekwencji tego, co PiS chciał wykonać jeszcze dzień wcześniej, a co nie mogło się udać, Poczta Polska ma wszystkie nasze dane (na co nie było mojej zgody), Sasin zmarnował masę kasy ze wspólnego budżetu na druk "kart wyborczych", a TVP na instrukcję, jak to się będzie głosowało kopertowo (widziałem to co najmniej dwa razy). Odpowiedzialność za ten burdel? No bez żartów, kto miałby go za to skazać, skoro już wszystko, co możliwe jest pod kontrolą władzy? A przecież wystarczyło od razu ogłosić stan klęski żywiołowej i byłoby łatwiej, a na pewno bardziej logicznie. Z naszej - rowerowej i ruchowej - perspektywy dobrze, że tak się nie stało, bo nie byłoby dyskusji o "niezbędnych potrzebach życiowych", tylko jasny zakaz, którego nie dałoby się obejść. Ale z szerszej perspektywy kraju? A zresztą, co mi do tego, ręce mam czyste - ostrzegałem od "zawsze". PiS i przystawki same się nie wybrały - mamy to, na co widocznie zasługujemy.
Z ciekawością obejrzę dziś "Wiadomości" (popcorn by się przydał) i dowiem się, co telewizyjna gadzinówka pocąc się wymyśli, żeby udowodnić, iż reklamowane przez nich jeszcze dzień wcześniej majowe wybory korespondencyjne jednak były nie do zrobienia, mimo że twierdzono inaczej. Zresztą już wiem, czego się dowiem od partyjnych przydupasów (bo to nie są dziennikarze) - winna jest (jakże by inaczej) opozycja :)
- DST 52.70km
- Czas 01:52
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 120m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Klasyk po zmianach
Środa, 6 maja 2020 · dodano: 06.05.2020 | Komentarze 23
Najpierw kilka słów o nowym wyglądzie BS-owego edytora. Miałem tę przyjemność zostać zaproszonym do zabawy wersją testową (dzięki!), ale niewiele wniosłem do tematu. Poddałem się, jako humanista z krwi i kości, podczas dyskusji, bo mimo że było to wersja nieskończona, zawierająca trochę fixów w backendzie, a placeholdery oraz niektóre encje w kodzie były zapewne do poprawy (czy jakoś tak, hehe), to nie rozumiałem połowy tego, co chłopaki pisali :) Potem w ogóle zmieniło się miejsce dyskusji, więc również zostałem zaatakowany nagła zmianą :)
To, co dla mnie było ważne, to możliwość wklejania zdjęć z PBS-a (jest, a nie było, więc super). Odświeżony wygląd generalnie jest bardzo OK (szczególnie porządek na własnym koncie), choć trzeba będzie się przestawić, natomiast żałuję, że nie udało mi się przekonać do pozostawienia poprzedniego sposobu wyświetlania wycieczek znajomych i nieznajomych (góra-dół), według mnie o wiele bardziej przejrzystego. Nie rozumiem też, czemu jeśli klikam tylko na znajomych, mam po lewej pasek z wycieczkami innych. No i zdecydowanie brak wyraźnego napisu widocznego od razu, kto jest autorem wycieczki. Mała ikonka z avatarem na samym dole nie jest najbardziej fortunnym pomysłem. Jednym słowem: jest dobrze, ale jeszcze bym dopracował detale :)
Co do dzisiejszego dzionka - po dwóch dniach pracy miałem W KOŃCU wolne. Ile można robić? :) Wyspałem się, zjadłem (!) i ruszyłem, wiedząc, że cudów dziś nie wykonam - wiatr temu oczywiście winny, solidniejszy niż w ostatnich dniach. Kręciłem więc spokojnie i bez spiny. Emocje za to gwarantowane były z innej strony - najpierw wpieprzył mi się z podporządkowanej pod koła dziadek w Seicento (bałem się, że uszkodzę), któremu się do tego jeszcze coś zacięło i miałem przymusowe hamowanie. Potem wyprzedziło mnie kilku gazeciarzy, a pod wiaduktem na Górczynie dżentelmen w Porshe nagle sobie przypomniał, że jedzie nie w tę stronę, więc zawrócił na podwójnej ciągłej, nadrabiając stracony czas nagłym testowaniem przyspieszenia do setki, połączonym z paskudnym pierdzeniem silnika. A to był dopiero drugi kilometr. Na szczęście potem już się uspokoiło.
Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotwo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Było Lusowo, są (już klasyczne) fotki znad jeziora. W końcu otworzyli część przy ośrodku wypoczynkowym, można było sobie pozwiedzać.








Nawet rzepak się znalazł :)
A jeśli komuś owego rzepaku i złomu mało, to proszę bardzo :)

A teraz czas na to, co psu zostało brutalnie zabrane (foch(, czyli spacer :)
- DST 65.35km
- Czas 02:18
- VAVG 28.41km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 197m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Marzecomaj
Wtorek, 5 maja 2020 · dodano: 05.05.2020 | Komentarze 14
Mamy normalnie idealny marzec! Słonecznie, choć i mały deszczyk się trafił, lekko powyżej dziesięciu stopni na plusie, mocny wiatr. Nie jest źle.
A nie! Przecież to już maj :) No to tyłka pogoda dziś nie urywała, skoro tak.
Znów ruszyłem na czczo, czas się przyzwyczajać. Ponownie ubrany w kolekcję jesień-zima, ale bez długopalczastych rękawiczek. Zawsze to coś. Kierunek zachód, z północnymi wariacjami, czyli jeden ze standardów zawierających sporą (zbyt sporą) ilość miejskich atrakcji. Czyli: Dębiec - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Jedno jest pewne: rzepak nie jest marcowy :)
Polska w pigułce:
Znów na wszelki wypadek uwiarygodnię wiatr...
...oraz zasunę klasykiem z Koszalińskiej :)
Zatrzymałem się na chwilkę nad Jeziorem Strzeszyńskim. 

Napotkane istoty: sympatyczny pływający pan (pytałem, nie morsuje, to "dopiero" pierwsze pływanie na powietrzu w tym roku. Brrr) oraz kaczka, która miała wszystko gdzieś.
Jednak łaskawie podniosła na chwilę dziób. Po czym znów poszła spać. Zazdro :)
Za Swadzimiem odkryłem wiadukt pod "eską", pełen fascynujących bazgrołów. Jedne klasyczne...

...inne bardziej zastanawiające, niemal metafizyczne :)

Do pracy pojechałem dziś rowerem, dystans wliczony do całości.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 120m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szopka :)
Poniedziałek, 4 maja 2020 · dodano: 04.05.2020 | Komentarze 10
No i zaczęło się. Powrót do pracy miałem mieć w miarę łagodny, coby szoku nie przeżyć, a tu niespodzianka - okazało się, że muszę się pojawić ze względów logistycznych o dwie godziny wcześniej. Dowiedziałem się o tym na... kwadrans przed wyjazdem. No ale sorry, trzeba mieć priorytety, więc warunkowo się zgodziłem, pod warunkiem, że najpierw jednak załatwię swoje pięć dyszek.
Przez to wszystko wróciła nienormalność - wyjazdy na czczo. Cóż, czas sobie przypomnieć codzienność :)
Trasa południowo-zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna Poznańska - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
W Luboniu zakwitłem za jakimś mobilnym żurawiem na kołach - niestety, moje paniczne sugestie, żeby przyspieszył choć o połowę, żeby jechał te 10 km/h, spełzły na niczym. Dziękuję więc za całkowite skopanie średniej :) Wiaterkowi (niezbyt silnemu) zmiennemu "pode mnie" również :)
Wpis na szybko, więc bez głębszych treści i jakichś cywilizowanych zdjęć. To też powrót do (nie)normalności :)

Dawno mnie nie było w okolicach Drużyny Poznańskiej, ale miałem zamiar za lasem skręcić w prawo. Hmmm... lasem. No tak :/
Fajna, klimatyczna stodoła. Rozklekotana, taka, jakie pamiętam z dzieciństwa. Cud, że jeszcze stoi.
A, na łęczycką śmieszkę wrócić dziadyga. Ale nie ten pierwotny, tylko jakiś nowszy model - Dziadyga 2.0? :)
TUTAJ Relive, a ja lecę do roboty. Bez roweru jeszcze dziś.
- DST 52.40km
- Czas 01:52
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pandemiczne ostatki
Niedziela, 3 maja 2020 · dodano: 03.05.2020 | Komentarze 15
Dzisiaj była jedna z ostatnich okazji, żeby się wyspać. Oczywiście skorzystałem, bo jak inaczej? :) Do tego ciężkie chmury widoczne za oknem średnio motywowały do działania, tak samo jak pogodynki, które solidarnie mówiły: w końcu lunie. Finalnie oczywiście nic takiego się nie zdarzyło, ale przecież prognozy nie są po to, żeby im ufać, tylko żeby meteorolodzy mogli zarobić troszkę pieniążków za wróżenie :)
Wiało (wiaaaaaaałoooo) mocno z zachodu, znów więc czekała mnie walka na tamtejszych pustyniach. Zresztą jaka walka? Odpuściłem na starcie, tak jak wczoraj, a w sumie nawet bardziej. Za to mogłem na luzie wykorzystać moją "jeziorną" pętelkę: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - dom. TUTAJ Relive.
Jest okazja do kilku fotek, to wkleję. Póki jeszcze mam na to chwilę pandemicznego czasu :)
Wiało :)
Jeden z klasycznych motywów - kanałek prowadzący do Jeziora Lusowskiego w Lusówku:


Obok ciekawa reklama "budy" z Tarnowa Podgórnego :)

Moja ulubiona droga Lusówko - Lusowo...

A na horyzoncie fabryka śmierdzieli - Imperial Tobbaco...
No i czas na jeziorko z pozycji plaży w Lusowie. O dziwo pustej.
Za to nie zabrakło kota na... smyczy :)
No i klasycznie łabędzia.

Który pokazał w końcu jedyne słuszne podejście do życia :)
Tyle :) Od jutra czas na...
W związku z powyższym wpisy będą już o wiele skromniejsze.
- DST 53.20km
- Czas 01:52
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Suchowiększość
Sobota, 2 maja 2020 · dodano: 02.05.2020 | Komentarze 16
Dzisiaj
udało się przejechać suchym kołem. Nooo, prawie, bo gdzieś w
połowie wypadu doznałem zaszczytu lekkiego pokropienia, ale wbrew
obawom nie przerodziło się to w jakiś mocniejszy opad. Za to wiało
konkretnie (przynajmniej tam, gdzie byłem, czyli na polach, polach
oraz jeszcze polach), więc nawet nie starałem się walczyć – bo
po co, skoro i tak stoi się na przegranej pozycji?
Trasa
zachodnia: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca – Luboń –
Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Chomęcice – Konarzewo –
Trzcielin – Dopiewo – Dopiewiec – Palędzie – Plewiska –
Poznań. TUTAJ Relive.
Focić nie było za bardzo czego - nuuuuuda: rzepak oraz jakieś dziwne drzewka.

Po
drodze praktycznie bez żadnych przygód. Wyjątek był jeden,
potwierdzający fakt, iż rodacy wracają do swojej drogowej (nie)normalności.
Ich przedstawicielem był jakiś Szeryf Lubonia, który na ulicy
Poznańskiej, bocznej, z małym ruchem, strąbił mnie, machając
łapkami niczym jakiś domorosły hiphopowiec, sugerując zapewne, że
po lewej mamy DDR-kę. Otóż nie mamy, bo to chodnik z dopuszczeniem
rowerów, ale to zapewne zbyt skomplikowane dla niektórych istot
niemyślących. Tym samym już wiem, że świat się wcale nie
zmienił – debile tylko znów po miesiącu okupowania kanapy zaczęli wyłazić na powierzchnię.
Niestety, nie byłem w stanie dogonić owego klaksoniarza, a szkoda,
bo się nawet lekko stęskniłem za takimi akcjami. Pozdrowiłem
tylko serdecznie werbalnie, sugerując, hmmm, oddalenie się w te pędy, motyla noga :)
Aha,
jeszcze na Głogowskiej przyuważyłem pana Krzysia :) Wisi chłopak
tam zapewne nielegalnie, bo prawo zakazuje umieszczania banerów na
wiaduktach bez zgody administratora, a nie zakładam, żeby w tym
przypadku taka wydana była – raczej zadziałali tu samowolnie
ludzie ze sztabu B[x]saka lub jego miłośnicy. Mają przecież teraz
sporo wolnego czasu, skoro szkoły zamknięte :)
Czas na
podsumowanie kwietnia: w trudnych czasach spod znaku Krótkiej
Higieny Życia Psychicznego (na razie wyciszonej) udało się
wykręcić różnymi rowerami 1626 kilometrów, ze średnią niemal
równą 28 km/h. Jednak zdecydowaną wygraną kwietnia jest Kropa, z
którą udało się łącznie przejść grubo ponad 180 kilometrów.
Aha, właśnie sobie uświadomiłem, że zapomniałem podsumować też
marzec (ups) – tam rowerowania było trochę więcej (1774 ze
średnią 27,7 km/h), ale spacerów trochę mniej – 160 kilometrów. Nie da się ukryć, że łażenie wymagało kreatywności, w związku z genialnymi działaniami niektórych, których logika boli...
...ale po włączeniu było już zdecydowanie łatwiej :) Dzisiaj też. Pies jeszcze korzysta, od przyszłego tygodnia będzie niestety to o wiele rzadsze.

- DST 55.10km
- Czas 01:50
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Majówka deszczówka
Piątek, 1 maja 2020 · dodano: 01.05.2020 | Komentarze 16
Nie powiem, żebym został zaskoczony porannym deszczem. Miało padać i bardzo dobrze, że zaczęło. Przyroda odetchnie, a i my również, bo rządzący będą mieli jeden argument mniej w temacie zamykania lasów, tyle że tym razem zapewne rozsądnego.
Odespałem sobie, po raz kolejny. Oj, będzie mi tego brakowało. A że wciąż kropiło to miesiąc rozpocząłem od d...eszczu strony i wybrałem się na spacer, przy okazji odbierając od Teściowej zapas truchła dla psa :) Na Dębinie tłumów na szczęście nie było, za to natrafiłem na radiowóz. Policjanci bardzo mili (bez maseczek), powiedzieli "dzień dobry" i docenili kijek w pysku Kropy :)
Po powrocie, gdy na moje oko szosy już wyschły, mogłem zbierać się na rower. Oj, miałem nadzieję, że uda się to wykonać suchą stopą. Jak było? Hm :)
Początkowo aż za fajnie. Podejrzane :) Pod niezbyt mocny (!) południowo-zachodni wiatr zacząłem wykonywać "pandeminium" - z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Krosinko i Dymaczewo docierając do Będlewa.



A za nim już wiedziałem, że będzie "ciekawie".

Nie było wyjścia - trzeba było skorzystać z gościnności przydrożnej wiaty :)


Przy okazji zapoznając się z ludową mądrością :)
Po kilku minutach ruszyłem, bo przestało lać. Na chwilę. Potem znów zaczęło. Ale już byłem kompletnie przemoczony, więc w sumie było mi obojętne. A co się stało przy okazji? Ano wiatr się zmienił na... północno wschodni. Grrr. Ale jakoś udało się dokręcić, przez Zamysłowo, Stęszew, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Nawet udało się dogonić trójkę szoszonów.
No nie było lekko, ale ważne, że maj jakoś tam rowerowo rozpoczęty. Jedno muszę stwierdzić - wyjazd na krótko nie był najlepszym pomysłem :)
A na koniec szpaki...
...i motywy z Dębiny.



- DST 53.20km
- Czas 01:50
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nie tylko czas ucieka :)
Czwartek, 30 kwietnia 2020 · dodano: 30.04.2020 | Komentarze 28
Ostatni dzień miesiąca, a zarówno ostatni dzień przyzwoitej pogody. Od jutra deszcze, wiatry, zimno, takie tam. Majówka :) No ale chyba w aktualnej sytuacji to najlepsze, co może być. Choć grillowce i tak na bank znajdą jakiś sposób i moment, żeby zasmrodzić parki i lasy. Przynajmniej te, przy których jest łatwo zaparkować.
Dzisiaj szosowałem, ale kompletnie bez spiny, celebrując ostatnie dni, gdy mogłem się wyspać i ruszyć bez pośpiechu. A że wiało niby ze wschodu, a de facto zewsząd, to tym bardziej mi się ambitnym być nie chciało :)
Trasa to południowa "pętelka szubieniczna": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Mosina - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Ruch już klasyczny, czyli masakryczny. Jakoś szybko ten koronawirus zniknął. Ale na jednych z miliarda lubońskich czerwonych świateł przyuważyłem tablicę tym bardziej pocieszającą:
Mam nadzieję, że to oznacza, iż są zaawansowane plany zakładające zrównanie Lubonia z ziemią i postawienie w jego miejscu czegoś przydatnego :) Na przykład lasu.
A właśnie - na odcinku pomiędzy Żabnem a Baranowem, gdy jechałem sobie spokojnie 30 km/h na godzinę, zauważyłem na bocznej ścieżynce, że kibicowały mi dwie dorodne łanie jelenia (a to kawał zwierza, nie sarenki). Oczywiście dałem po hamulcach, ale zanim wyjąłem aparat, już było dawno po zdjęciu - oczywiście płochliwe czworonogi przestraszyły się człowieka. I słusznie. Pozostało jedynie zrobić fotkę tego miejsca.
Jeszcze kilka zdjęć ze spaceru - zaliczyliśmy dziś minimalny kawałek WPN-u w Łęczycy i lubońskie Żabie Doły. Choć na moje te doły są Kacze, ale chyba pierwsza wersja jest prawidłowa. Na początek tyłek uciekającego dzika. Niestety, tylko tyle się udało uwiecznić. No nie miałem dziś szczęścia ;)








- DST 55.10km
- Czas 02:09
- VAVG 25.63km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 309m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza Góra na dziwny dzień
Środa, 29 kwietnia 2020 · dodano: 29.04.2020 | Komentarze 32
Gdy
pies obudził mnie o 5:40 rano, sugerując, że chwilowo już sobie
nie pośpię, bo czworonóg ma do załatwienia bardzo pilną potrzebę, wiedziałem już,
że ten dzień normalny nie będzie. Się nie pomyliłem – bowiem
po solidnym odespaniu, do kawy i śniadania dostałem mało apetyczny
widok duetu ministerialno-premierowskiego. Dowiedziałem się od
niego, że mamy codziennie trzy razy więcej zakażeń niż w
momencie rozpoczęcia gospodarczej kwarantanny, ludziom na ulicach widać tylko oczy znad maseczek (i tak ma zostać jeszcze długo), więc od
poniedziałku… prawdopodobnie w większości wracamy do pracy.
Logika? A co tam, są ważniejsze rzeczy – wpływy do kasy państwa,
żeby jakoś dalej ciułać z tym – podobno takim genialnym –
budżetem. No nic, jak trzeba będzie to trzeba będzie, najbardziej
ucierpi wspomniana na początku Kropa, bo skończą się codzienne
spacerki (Żona też zapewne będzie musiała wrócić do biura). A u
mnie istnieje nawet ryzyko dyżurów 10-12 godzinnych, a co za tym
idzie może być ciężko z jakimkolwiek wyjściem na rower :/
Musiałem
odreagować. Skorzystałem z ryzyka opadów (finalnie nie widziałem
ani kropli deszczu) i wybrałem się dziś w drogę Czarnuchem. Wiało
z północnego-wschodu, więc w głowie zrodził mi się pomysł
odwiedzenia (w końcu) ”słynnej” Dziewiczej Góry, do której
zabierałem się zawsze jak pies do jeża. W sumie była to jedna z
ostatnich okazji w najbliższym czasie, żeby to zrobić – przy
zwykłym cyklu dnia pewnie zabrałbym się za to może jakoś w
grudniu. Przyszłego roku :)
Oto cel, z wysokości drogi między Koziegłowami a Czerwonakiem.


Co tu
dużo pisać – podobało mi się, mimo że to kurdupel :) Dojazd do Dziewiczej Bazy
miałem już opanowany z pozycji szosy (kiedyś oprowadził mnie po
niej Kamil)...
...ale już sam wjazd na górę był lekką zagadką. Nie
kombinowałem, tylko wybrałem najkrótszą wersję podjazdu, i chyba
(choć pewny nie jestem) był to ”killer”. Fajny :)


Wieża
robi wrażenie, ale oczywiście była zamknięta – sorry, takie
mamy czasy. Ale przynajmniej hasło #zdrowiejwlesie ma sens :)



Pozwiedzałem sobie tylko jej podnóże i poczytałem
tablice informacyjne.



Zjazdu
dokonałem (znów: chyba) głównym traktem – tu już nie było
korzeni i piachu, ale miliard kamyków. Niefajnych. Pozdrowiłem
jednego rowerzystę na mtb i wspinającą się, częściowo na
piechotę, na czymś pomiędzy szosą a gravelem niewiastę
(wyraziłem współczucie), po czym… lekko się pogubiłem w lesie
:) Jakoś się udało wydostać na drogę dojazdową, raz jeszcze
podjechałem do bazy i opuściłem okolicę. Z uśmiechem na ryju.
Oczywiście już wtedy ponownie przykrytym kominem.
Cała
trasa to: Dębiec – Wartostrada – Chemiczna – Gdyńska –
Koziegłowy – Kicin – Czerwonak – Dziewicza Góra – Czerwonak
– Owińska – próba skrętu ta Annowo, ale bruk mnie zniechęcił,
więc nawrotka – Czerwonak – Koziegłowy – Gdyńska –
Chemiczna – Wartostrada – dom. TUTAJ Relive.
Aktualnie
jazda w stronę Poznania przez Koziegłowy to koszmar, ale sądziłem,
że będzie gorzej. Nie ma jednak poszerzenia drogi bez ofiar, więc
rozumiem :)
Ptaków dziś nie "upolowałem", więc jedynie zamiennik :)







