Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.70km
- Czas 01:50
- VAVG 28.75km/h
- VMAX 55.40km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeziorkowo oraz... drezynowo :)
Niedziela, 14 czerwca 2020 · dodano: 14.06.2020 | Komentarze 19
Oj, intensywny za mną dzionek. Niedziela w końcu. Siedzenie na dupie średnio - jak zwykle - mi wychodzi ;)
Najpierw poranne klasyczne rowerowanie, czyli kurs w tę i z powrotem na trasie: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Śródka - Zawady - Główna - Miłostowo - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Bugaj - Biskupice - Jerzykowo, gdzie nastąpiła nawrotka. TUTAJ Relive.
Temperatura już do przyjęcia, czyli dało się w żyć. A co w zamian? Oczywiście mocny wiatr, który wrócił z pełną parą, zniechęcając do walki. Więc nie walczyłem. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść. Ze sceny może nie, ale z pedałów :)
Fotki z tej części jakieś są, a owszem. Najpierw południowy widok na Wartę z Mostu Rocha...
...oraz z trasy tramwajowej tamże. Mało brakowało i miałbym Grand Press Photo, ale biegaczka zdążyła :)
Kilka kadrów znad Jeziora Kowalskiego, które bardzo lubię.



Z trasy między Kobylnicą a Uzarzewem wciąż nie znika ten abstrakt. Wciąż nie wiem, co autor miał na myśli. I czy w ogóle miał jakiekolwiek myśli.

Potem spacer z Kropą oraz przemieszczenie się do Mosiny, bo w końcu udało się zgrać ekipę na przejazd drezynami. Wolałem się spieszyć, bo nie wiadomo kiedy znów nas pozamykają, więc trzeba korzystać póki można :) I napiszę tak: mega fajna sprawa, byliśmy w szóstkę (trzy pary), ale postawiłem sobie ambitny cel przejechanie całości, zmieniając tylko pomocników. Trafi nam się pojazd nożny (cóż za przypadek), więc wiedziałem, że będzie ok :) Tym samym do dystansu dziennego nieformalnie mogę sobie doliczyć siedem kilometrów :) Zgrzany byłem masakrycznie, ale dałem radę. Średnia całości to jakieś... 11 km/h :)
Zdjęcia są, choć mi ludzie włazili w kadr. "Swoi" wiedzieli o co chodzi, ale niestety "obcy" już nie :) Coś tam jednak się zrobić udało.
Oto nasz sprzęcior, z ogóle i w szczególe. Czystszy niż wszystkie moje rowery razem wzięte :)



Tu Pani Kierownik nadzorująca ruchem :) Fajnie jest tak budzić sympatię wśród kierujących, gdy się ich zatrzymuje :)
Ciekawe były manewry nawrotu i mechanizm pozwalający podnieść pojazdy, gdyż drezyna najpierw jedzie z Mosiny w kierunku Puszczykowa, po jakichś dwóch kilometrach zawraca i znów przez Pożegowo kieruje się na stację Osowa Góra. 

Reszta zdjęć poniżej. Zajęty byłem pedałowaniem, więc są po prostu dokumentacyjne, wartości artystycznych brak :)






Jednym słowem, a w sumie to kilkoma: bawiłem (bawiliśmy) się świetnie :) Warto za 12 zeta od łebka zostać napędowym!
Kilka ciekawostek, które udało mi się ustalić podczas zabawy:
- kursy pociągów zostały wstrzymane w 1999 roku, od tego czasu trasa niszczała, zapewne gdyby nie pasjonaci z MKD to PKP rozebrałoby torowisko;
- drezyny są produkcji polskiej, robione na zamówienie, przez firmę, która specjalizuje się w konstruowaniu wyjątkowych rowerów na specjalne życzenie, między innymi dla osób niepełnosprawnych;
- hydraulika działa genialnie - raz się zagapiłem i gdyby nie ona, ręczna drezynka przed nami miałaby na sobie nakładkę :);
- Pani Kierownik jest pełna podziwu, jak ludzie mogą tak wjeżdżać i zjeżdżać ulicą Pożegowską :)
Skoro już byliśmy blisko, to jeszcze wpadła wieża widokowa przy Osowej, a potem jeszcze jeden spacer z Kropą, żeby towarzystwu pokazać jednego z zaprzyjaźnionych żółwi na Dębinie :) Podsumowanie dnia: 50+ na szosie, 7 drezyną, 11 spacerem. Może być :) Foty widokowe oraz przyrodnicze zostawię sobie na jutro, bo już jestem na granicy dziennego wykorzystania limitu na PBS, hehe.
- DST 51.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.15km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Maltańskie ukropy
Sobota, 13 czerwca 2020 · dodano: 13.06.2020 | Komentarze 14
Eh. Tliła się gdzieś głęboko we mnie niczym nieuzasadniona nadzieja, że w tym roku jakimś cudem upały ominą ten piękny (przyrodniczo) kraj. No ale niestety - przyszły, na razie chyba na szczęście na krótko, już teraz nieźle mnie traumatyzując. Zapomniałem, jak to jest jechać z jajecznicą pod kaskiem, poruszając ledwo noga za nogą, mając kilka razy ochotę pieprznąć rowerem gdzieś w krzaki. Nie zrobiłem tego chyba tylko dlatego, że wyruszyłem na wschód, gdzie nie tylko krzaczka, ale nawet większej kępy trawy nie za bardzo uświadczysz, za to pola mieszają się z polami, gdzieniegdzie ewentualnie jeszcze zahaczając o pola. Jednym słowem: patelnia.
Trasa standardowa, choć sprawdzana głównie w normalniejsze dni: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Jedynym miejscem, przy którym się zatrzymałem, była poznańska Malta. Raz, że o dziwo tłumów tam dziś nie znalazłem, dwa, że tylko tam była jakakolwiek zieleń, trzy, że wtedy jeszcze miałem siły na cokolwiek :) Kilka fotek wpadło, do tego pojawiło się sporo statystów, bo jakieś treningi wioślarskie trwały w najlepsze. Jeśli taka normalność ma tam wracać, to jestem za.








Rodacy drodzy, wszystko już dobrze, nie martwmy się wirusami, problemami wielkiego świata. Najpierw nauczymy się ogarniać proste komunikaty zawarte w piśmie obrazkowym. Wiem, za wiele wymagam :)
Wróciłem tak zmasakrowany temperaturą oraz wiatrem, który wzniósł się na swoje największe wmordewindowe możliwości, że musiałem się na pół godziny połóżyć. Dobrze, że dziś wolne, Nienawidzę upałów, zdecydowanie wolę mrozy, które są mniej groźne dla mojego życia. A dzisiaj był nawet przerażający moment, gdy temperatura byłą równa aktualnej prędkości. Brr...
W związku z powyższym koniec wpisu na dziś. Moja kreatywność jest w takie dni równa zeru. Odwrotnie niż wskaźnik na termometrze :)
- DST 57.10km
- Czas 01:54
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bo to złe fusy były
Piątek, 12 czerwca 2020 · dodano: 12.06.2020 | Komentarze 19
Wróżki zajmujące się prognozami pogody znów przedawkowały niewłaściwe fusy. Zanim dzisiaj wyjechałem, przeanalizowałem z pięć czy sześć pogodynek, każda twierdziła coś innego, w tym jedna popisała się wybitną przenikliwością, twierdząc, że akurat za oknem mam burzę, gdy tymczasem ładnie świeciło słońce. Ot, nic nowego :)
Jeśli jednak mają się powyżsi mylić w tę stronę, to niech robią to zawsze. Udało mi się dziś przejechać swoje pięć dyszek na sucho, choć nie do końca, bo było tak parno i duszno, że burzę miałem wewnętrzną :) Oj, już zdecydowanie za ciepło dla mnie - pod koniec łeb mi parował konkretnie.Wiatr też życia nie ułatwiał, ale jakoś udało się dojechać w granicach przyzwoitości.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Komorniki - Nagradowice - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. Tym razem jest nawet Relive, normalnie szaleństwo.
Zanim wkleję zdjęcia, pilne info z okolicach Owińsk (pisałem kilka dni temu po raz tysięczny o tamtejszych absurdach). W środę został tam potrącony rowerzysta, który stał się ofiarą debilnego zakazu jazdy rowerem i konieczności przejechania na śmieszkę po drugiej stronie drogi. Dzisiaj POD TYM LINKIEM pojawił się artykuł z filmem z całego zdarzenia. To się musiało w końcu stać, równie dobrze mogłem być to ja. Masakra.
Dobra, fotki, coby łyso nie było. Na początek coś, czego wciąż nie brakuje:
Bajorko w Szczodrzykowie nie zostało ominięte :)
A tam rodzinnie, familijnie :) 




Dębiny oczywiście też nie zabrakło. Więc typowe klasyki po raz kolejny.


Z nowości: z baaaaardzo daleka (sorry za jakość) siedzący na drutach drapieżnik. Zapewne pustułka, bo na sokoła był za mały.

Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 52.05km
- Czas 01:40
- VAVG 31.23km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Geniuś :)
Czwartek, 11 czerwca 2020 · dodano: 11.06.2020 | Komentarze 7
Dzisiaj był rowerowo genialny dzień - o czym świadczy to, że w sumie nie mam na co narzekać. Co prawda mógłbym na wiatr, który nie chciał współpracować, ale że duł słabiutko, to nie będę tego robił. Po prostu chciało się jechać. Ja też wyruszyłem najedzony, nakofeinowany, normalnie jak nie ja - sam siebie nie poznawałem :)
Trasa również ulubiona - klasyczne "kondomiunium", z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Relive? Chętnie bym wkleił, ale jakoś nie chce zaistnieć. Czemu? Zagadka nie do rozwiązania.
Rowerzystów o dziwo niewielu. A ci, którzy się zdarzali, sami wyrywali się do pozdrawiania. Normalnie jak zimą, albo podczas jakiejś pandemii :)
Na początek dość nietypowe zdjęcie jak na mnie :) Ale skoro miejsce było już puste, to skorzystałem. Generalnie nie trafiłem dzisiaj na żadną procesję, więc nawet kwiatki pod kołami mi nie przeszkadzały :)
Widoczki wokół Wielkopolskiego Parku Narodowego wciąż mają klimat...

...ale to, co poniżej, wciąż boli.
Do tego się poszerza. Mendy jedne... :/ Myszołowy, które widywałem czatujące na tych drzewach, już nie mają gdzie się podziać.
Czaple (ta jedna "upolowana" z bardzo daleka) jeszcze ma swoje miejsce. Jeszcze.
Reszta zwierzaków pochodzi już ze spaceru po poznańskiej Dębinie. Też o dziwo nie tak zapchanej, jak jeszcze niedawno. Długi weekend z otwartymi hotelami ma swoje zdecydowane plusy. Tu kos:

...a tu jeden z rodziny "Dębinellów", również podczas koegzystencji międzygatunkowej :)

Pozostałe wielonożne foty przy innej okazji - trzeba dawkować :) A dzionek uznaję za niezwykle sympatyczny - szkoda, że jutro znów do roboty. A i pogoda jakaś taka niepewna.
- DST 64.10km
- Czas 02:08
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
DraKońsko
Środa, 10 czerwca 2020 · dodano: 10.06.2020 | Komentarze 7
Drakońska znów była dziś próba porannego wstawania. Wszystkie siły skumulowały się nad moim łóżkiem, z misją uniemożliwienia mi postawienia stóp na ziemi. Nie udało im się - walkę wygrałem, ale wysiłkiem wręcz nieziemskim :)
Gdy już ruszyłem (na czczo, a jak), nagle zaszło słońce i zrobiło się jakoś tak chłodno. Generalnie w to mi graj (póki co tempreraturowo czerwiec uznaję za genialny), ale już cieniutkiej mżawki się nie spodziewałem. Ona w sumie chyba siebie też, bo szybko się ulotniła. Za to muszę znów (już ze trzeci raz w tym roku) pochwalić wiatr - wiał solidnie, lecz sprawiedliwie, z północny, bez żadnych wariacji.
Trasa to typowe w tę i z powrotem do Murowanej Gośliny - z Dębca przez Wartostradę, Jana Pawła, Hlonda, Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy, Czerwonak, Owińska i Bolechowo. Byłoby Relive, ale hmmm... nie spieszy mu się na świat. W sumie nawet nie pojawił się zarodek.
Końskie (już bez "dra") były widoki przy stadninie w Owińskach. Masakra mentalna (pozytywna), jaka radość bije z tych cudownych zwierząt, gdy mają okazję do wspólnej zabawy, iskania się, przekomarzania, wyścigów... I pomyśleć, że człowiek - jako największy szkodnik świata - dajmy na to w Polsce, jest w stanie te zwierzęta "produkować" tylko po to, żeby wieźć je w koszmarnych warunkach na przykład do Włoch, gdzie kończą zarżnięte... Nie ogarniam.
Kilka fotek - konie były tak naładowane energią, że momentami ledwo udało mi się je jakoś uwiecznić :)




Tutaj ten sam, ale tak żywy, że o ostrości mogłem zapomnieć. A szkoda, bo byłaby niezła fota.
No i najważniejsze przesłanie: punk's not dead! :)
Z innych widoczków: dach zespołu pocysterskiego w Owińskach...
...elewator-gigant w Czerwonaku...
...debilne zakazy na całym odcinku od Owińsk do Murowanej, zagrażające życiu rowerzysty, tak kostką, jak i koniecznością przecięcia drogi pod kołami pędzących tirów...

...oraz dla kontrastu poznański standard.
Trafił się też pakiet wyborczych ryjków, od Sasa do Lasa (była jeszcze świętej wyborczej pamięci Kidawa, ale się w kadrze nie zmieściła)...
...a w tym miejscu (Poznań Karolin) po raz pierwszy miałem okazję stać przed zamkniętym szlabanem. Ale coś długo, więc w końcu zawołałem do majstrujących przy nim panów, pytając kiedy przyjedzie pociąg. Okazało się, że... akurat nie przyjedzie, a tylko trwa zabawa w konserwację rogatek. I miałem ich otwarcie specjalnie dla mnie, ha! :)
Dystans jest - jak ostatnio często - z dojazdówką do pracy. Znów zdążyłem! Na styk, ale zdążyłem.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Face to facelia :)
Wtorek, 9 czerwca 2020 · dodano: 09.06.2020 | Komentarze 10
Po kilku dniach względnej wolności wróciły mroczne czasy porannego wstawania - jakoś bowiem trzeba zdążyć do pracy na magiczną godzinę o kryptonimie "12:00". Znowu się udało, a że na styk? Życie :)
Za dużo czasu na rozpisywanie się dziś nie mam, więc myk, myk, miejmy to za sobą :) Trasa na północny wschód, jedna z moich ulubionych, niestety zawierająca przedzieranie się przez cały Poznań - z Dębca do Watostrady, następnie Chemiczna, Gdyńska, Koziegłowy, Kicin, Kliny, Mielno, Dębogóra, Karłowice, Wierzonka, Kobylnica, Janikowo, Milłostowo, Główna i znów Wartostradą do domu. Tak jak na Relive.
Najfajniejsze były zapachy lasu na odcinku między Wierzonką a Kobylnicą. Normalnie sztachnąłem się na cały dzionek - cudo sprawa. Poza tym pola, łąki, mniam... 


Gdy pojawiło się przede mną taaaaaakie oto pole, miałem pierwsze skojarzenie: lawenda. Ale chyba to jednak facelia błękitna. Chyba :)


W Karłowicach miałem dwójkę kibiców. Raz jeden patrzył, raz drugi :)

A tutaj koronny dowód, że polska gospodarka przywraca już swoją bazową branżę i wstaje z kolan :) Pewnie kilka razy dziennie.
Co prawda dziś pan minister (ten, co ma brata) coś przebąkiwał, że rozpatrywane jest powrócenie do obostrzeń - brawo, może rzucajmy monetą co tydzień lub dwa, sprawdzi się to lepiej niż rządowi "eksperci" z ich prognozami. Jeśli się nie potrafi zrobić czegoś z użyciem logiki, podejmując rozsądne decyzje w odpowiednim czasie, a nie na chybił trafił, to się ma za swoje. A wystarczyło użyć tego, co poniżej. Wiem, za wiele wymagam :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 51.80km
- Czas 01:49
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
RZęŻenie
Poniedziałek, 8 czerwca 2020 · dodano: 08.06.2020 | Komentarze 7
Znów rano padało. Ale znów mnie to nie martwiło, gdyż miałem ciut więcej czasu i mogłem zacząć być aktywnym dopiero po odespaniu. Czy tak nie może być codziennie? :)
Przed pozałatwianiem miliona zaległych rzeczy miałem okazję przejechać się rowerkiem. Dystans wybrany został kompletnie przypadkowo - stanęło na pięćdziesięciu kilometrach. Tak, żeby było inaczej niż zazwyczaj :) No dobra, na to nikt się nie nabierze.
Wiało znów mocno z zachodu i północny, więc po pierwsze odpuściłem sobie ciśnięcie, po drugie kierunek jazdy był dostosowany do podmuchów. Wykonałem pętelkę z Poznania przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Lusówko, Lusowo, Batorowo, Wysogotowo, Skózewo oraz poznańskie Junikowo i Kopaninę do domu. TUTAJ Relive.
Wspomniane tytułowe RZęŻenie. Na początek dRZewo. To moje ulubione, przy granicy Lusówka z Lusowem. Niby do wycinki, a trzyma się póki co mocno. I niech tak będzie na wieki wieków. Skoro nasi RZeźnicy tną zdrowe drzewa, może odpuszczą tym chorym i martwym?

Za Plewiskami natomiast trafiłem na Żurawie. Bardzo daleko coś Żrące, ale jakoś udało się zrobić zbliŻenie :)


Zresztą na kolejną parę trafiłem w Lusowie, ale już nie bawiłem się w zoomowanie. Za to nad samym Jeziorem Lusowskim...


...miałem okazję poŻreć JeŻyki...
...oraz obfocić łabędzie. JuŻ bez Ż :)


W końcu odleciały. Ale nie przez mnie :)
Na koniec zgrabnie przejdę do gęsi... łabędzionosej. Z perliczką i bez. 


Żegnam Żarliwie ;)
- DST 51.85km
- Czas 01:42
- VAVG 30.50km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedzielne szukanie perspektyw
Niedziela, 7 czerwca 2020 · dodano: 07.06.2020 | Komentarze 18
Ku mojemu zaskoczeniu rano padało. Ale że w niedzielę, to w sumie nawet fajnie - przynajmniej mogłem się wyspać bez wyrzutów sumienia.
W końcu przestało, a ja moglem zacząć myśleć o rowerze. Najedzony, nakofeinowany, wypoczęty - jakoś tak nienormalnie :) Trochę zajęło mi przeanalizowanie miliarda stron z prognozami, żeby dowiedzieć się, skąd będzie wiało. W końcu wniosek był jeden, solidarnie tożsamy wśród wszystkich pogodynek: nikt nic nie wie. Na szczęście siła wiatru była dużo słabsza niż ostatnio, więc postanowiłem to olać.
Trasa wschodnia, dawno sprawdzona, polskokształtna: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Paczkowo - Jasin - Swarzędz - Antoninek - Miłostowo - Warszawska - Jana Pawła - Wartostrada - Dębiec.
Jechało się całkiem fajnie, mimo sporej ilości miasta w mieście. Średnia umiarkowanie sympatyczna, choć mogła być lepsza, tyle że zdjęcia same się przecież nie zrobią, trzeba było co jakiś czas hamować, żeby coś uwiecznić :)
Na początek hałda w okolicach Żernik. Wznosi się toto dumnie, w sumie nie wiem po co, ale skoro jest okazja, żeby ją uwiecznić, to proszę. Pamiętam, że kiedyś wdrapał się na nią Grigor, dojeżdżając tam na góralu. Ja pozostałem przy podziwianiu z daleka :)


W tym czasie byłem bacznie obserwowany :)
W Tulcach, kawałeczek dalej, też postanowiłem zrobić pauzę. Jest tam sanktuarium maryjne...
...oraz niewielkie oczko wodne. Jakby na życzenie pewnego kandydata na stolec :)



Natomiast w Siekierkach chwila dla krowy oraz kuca, choć i szpak się napatoczył :)



Miało być więcej maków i chabrów z różnych perspektyw? No to proszę! :)

Na całej łące na poznańskich Krzesinach odbywało się ostre zapylanie :)
Na koniec jedyna korzyść z czerwonego światła - można uwiecznić perspektywę na centrum Poznania, a szczególnie na Nowy Bałtyk, bardziej szeroko i bardziej wąsko. Champs-Élysées to to nie jest, ale coś w sobie ma :)

Uff, sporo tego weszło. Jednak nerwy mam wciąż w porządku, stwierdzam, analizując swoją reakcję na dzisiejsze koszmarne działanie PBS-a. Jestem dumny, że niczego nie rozwaliłem :)
- DST 63.40km
- Czas 02:11
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 191m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rzeźne kondo
Sobota, 6 czerwca 2020 · dodano: 06.06.2020 | Komentarze 15
Zanim przejdę do tytułowego sedna, podsumowanie poranka. Jako że sobotę miałem pracującą i w samo południe musiałem być w robocie, a przedtem ogarnąć kilka spraw, wstawanie nastąpiło w środku nocy (lekko po siódmej). Gdy już wypiłem kawkę, zacząłem realizować plan wyliczony niemal co do sekundy. Najpierw udałem się do sąsiedzkiego serwisu, żeby pan fachowiec ogarnął tylna przerzutkę w Czarnuchu (masakra, jak teraz ciężko z terminami) - ja się z tym męczyłem kilka dni, niby wszystko robiłem zgodnie z zasadami, ale i tak niektóre biegi nie wskakiwały. Jak się okazało, miały prawo, bo do wymiany poszły linka i pancerz, a przy okazji klocki hamulcowe (prawie ich nie było).
Pan fachman potrzebował na realizację maks pół godzinki, więc w międzyczasie wykonałem kurs do Teściowej po żarcie dla Kropy, potem dom i po odbiór roweru. Niestety, jak zwykle okazało się, że niedługo czeka mnie coś jeszcze do wymiany, bo tylna kaseta zaczyna się już powoli poddawać (pięć tysięcy w syfie zimowym zrobiło swoje), co oznacza, że łańcuch też trzeba będzie zafundować sobie nowy. Ech, urok górali. Ale póki co jeszcze dokręcę na tym, co jest, tym bardziej, że powinienem zrobić pełen przegląd, żeby utrzymać krossowe pięć lat gwarancji, ale to już temat na zupełnie inną historią.
Szosą ruszyłem w okolicach dziewiątej. Celem było wykonanie "kondominium", bo dawno nie miałem okazji z powodu zamkniętej drogi w maju. Jako że w jednym z wpisów Jacka dowiedziałem się o czymś, czego wolałbym nie wiedzieć, też niespecjalnie spieszyło mi się w te rejony - wolałem oszczędzać nerwy. Dzisiaj jednak wiatr (znów silny i upierdliwy) skierował mnie ku klasykowi (Poznań - Luboń - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Komorniki - Poznań).
No i zaraz za Dymaczewem natrafiłem na to, czego się obawiałem. Co gorsza, jest tego więcej niż myślałem. O co chodzi? Ano o to - masową rzeź drzew na praktycznie całym, kilkukilometrowym odcinku do Witobla. Poleciały zdrowe, dorodne drzewa.




Dla porównania (specjalnie odszukałem, jednak czasem archiwum BS-a się do czegoś przydaje) te same miejsca na dwóch fotografiach lat poprzednich.

Kląłem bezgłośnie. A im dalej, tym bardziej z użyciem głosu. Zaczepiłem nawet robotników, którzy akurat wyjątkowo nic nie wycinali, pytając (a co, nie miałem zamiaru szczypać się ze słowami): po kiego ta maskara? Już wiem na pewno: na lewo droga będzie poszerzana (po co?), po prawej będzie śmieszka (tym bardziej po co?). Ręce mi już opadły całkowicie. Podsumowałem: a było tu tak ładnie. Otrzymałem odpowiedź: no było...
Zatrzymałem się też na chwilę przy Jeziorze Dymaczewskim. Mam nadzieję, że ta DDR-ka jednak jakimś cudem nie powstanie. Wiem, marzę... A już myślałem, że o niej zapomnieli...

W Mosinie przydybałem taki oto egzotyczny polityczny sąsiedzki duet. Najpierw zrobiłem zdjęcie, a potem (nie kłamię!) zauważyłem pewne, hmmm, detale. Ci paskudni wandale :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.50km
- Czas 02:24
- VAVG 26.04km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z deszczu pod Luboń
Piątek, 5 czerwca 2020 · dodano: 05.06.2020 | Komentarze 20
Musiał w końcu nadejść ten dzionek, gdy spojrzałem rano za okno i stwierdziłem, że chyba nie wyjadę. Bo padało - nie jakoś mocno, takie klasyczne plus minus 0,5 mm, czyli ni to deszcz, ni to mżawka, niczym świnka morska: ani świnka, ani morska. Jednak po szybkim wyjściu z Kropą stwierdziłem, że chociaż gluta jestem w stanie wykonać.
Ruszyłem więc dziarsko, ubrany w strój na takie okazje i z woreczkami śniadaniowymi w butach. Ten patent na mały opad jest idealny, ale niestety przy ulewach nie sprawdza się kompletnie. Na dziś było ok.
Zresztą sama jazda mimo wszystko napawała skromnym optymizmem. Najpierw wykonałem założone gluciszcze, z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki i Plewiska znów w okolice Dębca. Tam stwierdziłem, że skoro raz kapie, raz nie, to nie ma problemu, dokręcę do tych swoich pięciu dych. Skierowałem się więc znów na Luboń, a gdy już tam się znalazłem to... dopiero lunęło pełną parą. Przypadek? Nie sądzę :)
Jakoś płynąc doturlałem się do Komornik i szlakiem odwrotnym do pierwotnego wróciłem do domu przez Wiry, Łęczycę i znów Luboń (TU Relive). Już konkretnie mokry, więc od razu pod prysznic, ciuchy do pralki i można się było zbierać do roboty (dystans powiększony o dojazd).
Plusy? To, że pokręciłem i to w pełnej wersji. Minus? Znów usyfiony rower. Jednak najbardziej zły byłem na siebie, gdy przed Rosnowem stwierdziłem, że zapomniałem wziąć aparatu, a w tym samym momencie kołowały mi nad kaskiem dwa dorodne myszołowy. Grrr!
Zdjęcia więc tylko z komórki, byle jakieś były. Zresztą aura nie zachęcała do interesujących kadrów :)

Szaro, buro, syfiasto. 
W Luboniu (no bo gdzie?) zostałem niemal skasowany przez kierowcę TransLubu, który wyprzedził mnie na taką gazetę, że prawym lustrem mogłem podrapać się za uchem. Oczywiście zero refleksji, kawałek dalej wjazd na zatoczkę i wyjazd z niej bez kierunkowskazów itp. Tak mnie zirytował, że postanowiłem go uwiecznić i wysłać maila do przewoźnika z informacją, iż należałoby jegomościa lekko przystopować, a co a najmniej przeszkolić z podstaw. Na razie bez odpowiedzi, zobaczymy czy w ogóle takowa przyjdzie. 
No i jeszcze motyw z Komornik. Miło, że właściciel pomocy drogową (chyba Moto Kapsel, jeśli się nie mylę) postawił taki baner, przerażające jest jednak to, że w ogóle musiał to robić.
Jako że kącik zwierzęcy jest dzisiaj średnio aktywny, to w zamian Kropa podczas zabawy, w pozycji "na trumienkę"...
...oraz w pełni skupienia, gdy w myślach tylko jedno: "kijek, kijek, kijek, kijek, (...), kijek, kijek..." :)
I jeszcze kot rasy osiedlowej, jak widać bez krępacji pozujący wieczorem do zdjęcia. Żyje sobie kilka takich, mieszkańcy je dokarmiają, a co najważniejsze - jeszcze (oby nigdy) żadnemu debilowi nie przyszło na myśl, żeby się ich pozbyć Tak jak człowiek potrafi najlepiej, czyli wytruwając. 






