Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 57.25km
- Czas 01:56
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czar(n)owanie
Czwartek, 6 sierpnia 2020 · dodano: 06.08.2020 | Komentarze 6
Oj, idą ciężkie dni, przynajmniej dla mnie. Upałów to ja nie lubię. Na szczęście dzisiaj jeszcze dało się żyć.
Wyjazd jak zwykle rano, jak to zazwyczaj bywa przed pracą. Wiało ze wschodu, co mnie nawet ucieszyło, bo dawno nie kręciłem w tamtym kierunku. Nie żebym tęsknił, bo tam też pola i pola (prócz południowej części), ale zawsze to jakieś urozmaicenie od zachodnich fyrtli. Finalnie wykręciłem "tamponika" z Dębca przez Hetmańską, znów zakorkowaną Starołęcką, Minikowo, Krzesiny, Jaryszki, Gądki, Robakowo, Dachowę, Szczodrzykowo, Śródkę, zjechałem na chwilę do Zimina, zawróciłem i przez Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Las Dębiński dotarłem do domu.
Przygód nie było. prócz wietrznej upierdliwości. Zdarzył się jeden gazeciarz, który jednak po mojej gestykulacji przeprosił światłami. Wybaczam.
Aha, słuchałem sobie podczas jazdy relacji z zaprzysiężenia pana Dudy. Najpierw sekciarze z partii rządzącej zachowywali się jak kibole, wrzeszcząc jego imię i nazwisko, a potem prezydent rzucił żarcikiem o tym, że ślubuje przestrzegać Konstytucji. Było to gdzieś w momencie, gdy mijałem tego oto jegomościa :)
Z innych zwierzaków. Jak zwykle było trochę ptactwa. W dali na polu zamigotał mi myszołów...

...a w Szczodrzykowie zawitałem do przystani "pod mewą"...
...choć i łyski można było zobaczyć. Grupowo...

...jak i solo. Pamiętajmy - nikt nie jest samotną łyską :)
No i jeszcze krzyż w Dachowej. Po raz pierwszy zauważyłem, że Chrystus na nim jest... czarny. W sumie czemu nie? Żydzi przecież jasnej karnacji raczej nie mają.

Zaraz obok znajduje się moje ulubione dzieło białego już człowieka :)
A ta mała górka na Minikowie od dawna mnie nęci - muszę kiedyś zajechać tam Czarnuchem i popodziwiać z niej autostradę.
Jeszcze małe wspomnienie weekendu. Ta pizza nazywa się Vegan Butcher i jest jedną z najgenialniejszych, jakie jadłem. Zero mięsa, a pali i smakuje jak sam s...zatan :) Myślę, że nawet Vegan Black Metal Chef by się jej nie powstydził :)
Dystans zawiera dojazd do prracy.
- DST 60.40km
- Czas 02:00
- VAVG 30.20km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Światowidowo :)
Środa, 5 sierpnia 2020 · dodano: 05.08.2020 | Komentarze 8
Kolejny niedospany dzionek, czyli nic nowego. Jednak dziś z misją - poranna ustawka z BUS-em, czyli odholowanie go do okolic Promna, gdzie ja zawróciłem, a kolega popędził dalej zdobywać swoje 100+. Ja na to czasu nie miałem, więc jedynie poczłapałem swoimi śladami.
Pogoda całkiem sympatyczna, choć nie tylko ja miałem głęboko uzasadnione podejrzenie, że wiatr dziś zachowywał się niczym słowiański Światowid, który miał pysk skierowany jednocześnie w cztery strony świata. Potwierdzały to flagi - potrafiły na przykład jedna łopotać z południa, a ta obok z północny. W sumie norma :)
Wynik mimo wszystko wyszedł w ramach kolarskiego rozsądku. Generalnie, jak na wakacyjne poranki, było idealnie - słońce jeszcze nie parzyło, a temperatura do przeżycia.
Trasa: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Zawady - Główna - Miłostowo - Janikowo - Kobylnica - Biskupice - Promno i nawrotka. TUTAJ Relive.
Trafiły się trzy agro żurawie :)
...a ja jak zwykle nie mogłem sobie odmówić przyjemności oparcia roweru o polski drogowy wynalazek, który wciąż chyba nie został przez nikogo - prócz może jego pomysłodawcy - rozgryziony :)

Na tej samej drodze wojewódzkiej przyuważyłem, że rządzące również tymi okolicami Nadleśnictwo Babki wystawiło swoją godną reprezentację :)
Z tematów niemal dosłownie pokrewnych, już z Poznania. Znalazłem kolejny dowód na to, że nasi rodzimi naziole nie wymarli. GNLS to skrót od Good Night Left Side (bo jak wiadomo, wszędzie dookoła jest jakiś lewacki spisek), a to kółeczko to celtyk (a może bardziej cweltyk), ulubiony symbol polskich narodowców. Jak widać, są tacy, którzy potrafią go samodzielnie rozkminić, dodając w trakcie tworzenia kilka kresek, bez jakiejkolwiek żenady.
Przed pracą (dojazd rowerem, dystans doliczony), musiałem jeszcze na chwilę wpaść do Teściowej, której kot nie potrafi mi zapomnieć aktywnej pomocy w przeprowadzce sprzed kilku lat i niełatwe boje o umieszczenie w transporterze. Patrzył(a) na mnie i wskazywała: ja wiem, to ty... :)
EDIT. A gnojowi, który na finiszu dzisiejszego etapu TdP zepchnął rywala tak, że ten rozpieprzył barierki przy 80 km/h, życzę dożywotniej dyskwalifikacji. Nawet nie chce mi się sprawdzać jego nazwiska. Wydarzyło się to przed chwilą, mam nadzieję, że nie doszło do jakiejś tragedii, kolejnej już spod znaku "pro"...
- DST 63.10km
- Czas 02:20
- VAVG 27.04km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 229m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota wtorkowa
Wtorek, 4 sierpnia 2020 · dodano: 04.08.2020 | Komentarze 8
Prognozy mówiły, że padać będzie od jedenastej. W związku z tym pierwsze krople deszczu pojawiły się o... ósmej trzydzieści. Czy kogoś to dziwi? Mnie nie.
Miałem chrapkę na szosę, w związku z powyższym znów ruszyłem Czarnuchem. W końcu jesień, trzeba się przyzwyczajać :) Finalnie zmoczyło mnie na samym początku, potem odpuściło, a opady wróciły pod koniec. Mogło być gorzej.
Trasa północna, miejska: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Obornicka - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Sobota - Bytkowo - Rokietnica - Starzyny - Kiekrz - Krzyżowniki - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - Dębiec. TUTAJ Relive.
Ostatnio jak byłem w Sobocie i nie umieściłem zdjęcia z rakietami, to podobno mnie tam nie było :) Więc tym razem dowód.

Rano wypiłem kawę, jak się okazało niepotrzebnie. Bo już na Przybyszewskiego ciśnienie podniósł mi klaksoniarzo-gazeciarz, sugerujący, że jest śmieszka. Owszem, jest - kilkaset metrów kostki, kończącej się niczym, pośrodku (!) dwóch pasów ruchu po każdej stronie. Miał o tyle pecha, że musiał się zatrzymać na światłach, dowiedział się więc w języku łacińskim czegoś o znakach pionowych i tego, że te położone po lewej stronie może sobie wsadzić w dresiarski łepek. To jednak nie koniec - w Rokietnicy miałem okazję przekonać się, że rzeczy oczywiste wcale takie być nie muszą. Zagadka: w którą stronę trzeba spojrzeć podczas zbliżania się do ronda?Tak, zgadza się - w... prawą. Coś nie pasuje? Nie dla paniusi, która tak właśnie zrobiła, a na moje gromkie "$#@&^&*!!!!!" podczas panicznego wciskania hamulców zareagowała przestraszonym zdziwieniem - dopiero wtedy zerknęła w lewo. Dodam jeszcze dwa bułgarskie tiry, które mnie prawie zmiotły, wyprzedając o milimetry oraz szczeniaka na DDR-ce (nie ciągu pieszo-rowerowym) na Wiadukcie Kosynierów Górczyńskich, który widząc mnie szedł dalej samym środkiem z ryjem w telefonie. Trochę żałuję, że trzymał go ciut niżej mojej kierownicy. Generalnie jeden wielki słowiański mentalny debilizm. Ja naprawdę już tęsknie za niektórymi elementami lockdownu - człowiek przynajmniej miał mniejszą szansę na śmierć wynikającą z bezmyślności tego dziwnego narodu i jemu podobnych.
A propos obostrzeń. Miałem wkleić fotki z niedzieli, znad Jeziora Strzeszyńskiego. Proszę, oto jedno kluczowe:
Koronawirus? Jaki koronawirus? Dystans społeczny? A co to? My jakoś boczkiem, omijając całe toto dostaliśmy się do wynajmowanego bolida o kryptonimie Delfin-1...
...i w skromnym gronie pokręciliśmy się po akwenie.




Na tym zdjęciu według mnie nie ma niczego, co by nie pasowało do reszty:)
Z istot szlachetnych trafiła się parka perkozów.

A tu fajna sauna-bania, trochę na fińską modłę, bo od razu da się z niej wskoczyć do zimnego jeziora. Kiedyś muszę przetestować.
Dystans zawiera dojazd do pracy, w lekkim deszczu.
- DST 32.10km
- Czas 01:16
- VAVG 25.34km/h
- VMAX 35.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut wieczorny, maltański
Poniedziałek, 3 sierpnia 2020 · dodano: 03.08.2020 | Komentarze 12
Cały dzień lało. Nie padało - lało. Od rana. Co prawda dwie prognozy dawały jakąś mglistą iluzję, że przestanie, ale nic z tego. Jedyna nadzieja była w wieczorze.
W sumie nie za bardzo się tym martwiłem - miałem do nadrobienia tyle zaległości i rzeczy do wykonania, że taka pogoda się przydała. Finalnie zrobiłem tylko część tego, co trzeba było, ale udało się też wykonać misję ratunkową u Teściowej: odetkanie zapchanego zlewu.
W końcu koło osiemnastej, gdy znów wylądowałem w domu, opady lekko zluzowały. Postanowiłem to wykorzystać chociaż na gluta, oczywiście Czarnuchem. Trasa nie była skomplikowana: z Dębca Wartostradą na Maltę, tam dwa kółeczka dokoła, powrót podobnie jak w pierwszą stronę, ale poszerzony o Śródkę. Rowerzystów o dziwo kilku widziałem, ale puste Jezioro Maltańskie cieszyło me oczy :) TUTAJ Relive.
Zawitałem na końcową stację Maltanki, czyli genialnej poznańskiej wąskotorówki. Miałem szczęście - akurat czekała sobie "włoszczyzna", czyli WLS-50. 

Podjechałem pod bramę ZOO...
...wraz z kaczkami zerknąłem na stok Malta Ski...

...a na Śródce na słynny mural.
Tłumów rowerowych dzisiaj na Wartostradzie nie było. Nie dziwię się.
Co innego z tym ślimaczym - oj, musiałem jechać wężykiem, żeby żadnego nie rozjechać. Dwa najbardziej narażone na przemianę w placuszek przeniosłem na drugą stronę. 
Tyle. Udało się wykręcić chociaż gluta - a w dzień nawet tego nie byłem pewien.
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 165m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Minimalistycznie
Niedziela, 2 sierpnia 2020 · dodano: 02.08.2020 | Komentarze 12
Wpis na koniec intensywnego dnia, więc minimalna ilość słów. Nawet niczego kontrowersyjnego pewnie nie zdołam umieścić :)
Rowerowy wyjazd dość wcześnie jak na niedzielę, dzięki czemu udało mi się uniknąć większego tłoku, a także wysokiej temperatury. Za to nie obyło się bez czerwonych świateł oraz niepotrzebnie przetestowanego objazdu do Sowińca (nie wiem, kto to zatwierdzał, ale lepiej przejść się kawałek rozrytym chodnikiem niż zakopać w piachu i kamieniach - dobra rada dla tych, którzy tam jeżdżą rowerami), co odbiło się na średniej.
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

Przed wjazdem do Mosiny stoi odnowiony słup reklamowy tej miejscowości, o dziwo naprawdę ciekawej turystycznie...
...a w samym miasteczku podczas jazdy uchwyciłem mój ulubiony budyneczek.
Atrakcji niewiele. Jedyną była zakonnica na rowerze w Luboniu, którą nawet pozdrowiłem (ona mnie też), bo w przeciwieństwie do księży, akurat do sióstr czuję sympatię :)
Do dystansu NIE doliczam około czterech kilometrów roweru... wodnego, bo wybraliśmy się dziś ze znajomymi pokręcić tym sprzętem po Jeziorze Strzeszyńskim. Fajnie było, fotki wkleję pewnie jutro, dzisiaj tylko jedna, z z browarem zero procent. Trochę głupio, ale po pierwsze woda i alkohol to wrogowie, po drugie nie było jak, a po trzecie policja się motorówką kręciła :)
Jeszcze zdjęcie z rana, gdy wyprowadzałem Kropę. Byliśmy pod obserwacją :)
No a gdy wczoraj wieczorem wracałem z pracy, wiedziałem już, że muszę jeszcze poszukać dobrej miejscówki na zrobienie zdjęcie księżyca, bo się przepięknie pełnił. Udało się :)
Jutro ma podobno lać... Już w sumie to się dzieje. Nie wiem czy znajdzie się jakaś luka na pokręcenie. Oby.
- DST 62.50km
- Czas 02:11
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Uffki dwie
Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 01.08.2020 | Komentarze 5
Noc została w miarę przespana. Zastrzyk podziałał i Kropa na szczęście przestała się drapać z intensywnością dresiarza na dropsach. Ideału jeszcze nie ma, ale przynajmniej pies (i my) spokojnie zasnął i ma lepszy humor. Uff-ka pierwsza.
Ale że sobotę miałem pracująca, to i tak od siódmej byłem na nogach, a potem kołach. Chęci do jazdy nie były zbyt wielkie, ale ładna pogoda zobowiązywała - wykonałem więc pietruszkomarchewkę z Dębca przez Wartostradę, Śródkę, Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy, Kicin, Kliny, Mielno, Dębogórę, Karłowice, Wierzonkę, Kobylnicę, Janikowo, Miłostowo, Główną, Śródkę i Wartostradę do domu. Olałem średnią, olałem walkę, po prostu jechałem na luzie. A że wiatr znów pomagać nie chciał (choć nie szalał specjalnie z siłą, muszę mu przyznać), to wybór uznaję za słuszny.
Przygód nie było, prócz jednej, średnio fajnej. Gdy podczas powrotu zjeżdżałem z Hlonda na Śródkę, prawie spowodowałem kolizję. Ten, kto miał wątpliwą przyjemność jechać rowerem tym brukowanym odcinkiem koło Bramy Poznania, kojarzy abstrakcyjne murki ograniczające widoczność, tak wysokie, że póki się nie zakręci, nie widać nikogo i niczego. No a ja zrobiłem błąd, niedostatecznie zwalniając - a jak się okazało, z naprzeciwka jechał rowerzysta, jeden z tych weekendowych. Ja po hamulcach i w bok, on po hamulcach - minęliśmy się o milimetry. A nawet nie, bo lewym łokciem zahaczyłem o rzeczy, które miał w koszyku z tyłu (jakiś napój i pompka). Pan zachwycony nie był, czemu mu się nie dziwię - rzadko mam okazję przepraszać za coś, co wynika z mojej brawury, ale tym razem z całego serca się kajałem, bo wina była tylko moja. Dobrze, że jeszcze mam jakieś resztki refleksu. Uff-ka druga.
Co do niedawno otwartej jazdy dołem, to mieszane uczucia. Byłoby genialne, gdyby nie te czy czy cztery betonowe płyty, jeszcze z wybrzuszeniami. Może nieodczuwalne dla rowerzysty na MTB, ale szoszona już owszem.
Tylko mewy nie narzekają na nic. Znalazły sobie fajną miejscówkę na dachu Śluzy Katedralnej i już się stamtąd chyba nigdy nie ruszą :)

Na reszcie trasy same standardy:


Tam z tylu wisiało takie coś. Jakieś pomysły, co to? :)
Trafił się na niebie myszołów...
...oraz smętny widok. Wyjaśniło się, po co była wycinka za Kicinem - będzie... DDR-ka, @#%$## jej w &^%#. Asfaltowa, co jest jedynym plusem tego debilizmu.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 63.50km
- Czas 02:14
- VAVG 28.43km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Drapanoc
Piątek, 31 lipca 2020 · dodano: 31.07.2020 | Komentarze 16
Czy ja ostatnio narzekałem na niewyspanie? Jeśli tak, to nie wiem, co mam dziś napisać. Powodem była Kropa, która od wczoraj zaczęła drapać się niemiłosiernie i tak zapamiętale, że nie dało jej się oderwać od tej czynności. Biedny pies przestawał na chwilę, żeby po chwili znów zacząć, a noc niczego nie zmieniła. Nie pomogło wieczorne zmęczenie rzucaniem kijka oraz inne standardowe metody walki z jej ADHD - nie mogła znaleźć sobie miejsca, ewidentnie cierpiąc. A my z nią. Finalnie sytuacja się w miarę ustabilizowała gdzieś nad ranem, więc snu zaznałem może ze dwie czy trzy godziny.
Zwlokłem się koło siódmej, żeby jeszcze po rowerze, a przed pracą, zdążyć wpaść do weterynarza. Jak to w przypadku zwierzęcego drapania, diagnoza nie jest łatwa. Oczywiście odpadły pchły i inne insekty, bo co miesiąc jest zabezpieczana odpowiednimi środkami. Stanęło albo na alergii (najbardziej prawdopodobne), albo na czymś skórnym. Póki co dostała zastrzyk, mamy obserwować i jakby nie było poprawy, jutro ponowna wizyta.
Ten przydługi wstęp był po to, żeby zrozumieć, iż walczyć to ja dziś zamiaru nie miałem. Przedreptałem rowerowo swoje, powkurzałem się na wciąż paskudny wiatr i wróciłem do domu, robiąc kółeczko z Poznania przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo i Plewiska do Poznania. TUTAJ (będzie) Relive.
Przy kultowej stacji naprawy i rekonstrukcji pojazdów w Fiałkowie tym razem nie zatrzymałem się obok "Poznania Głównego", a przy kadłubku. Nie Wincentym, nie Tupolewie, a jakims innym trupie w stanie opłakanym. On chyba nieprędko doczeka się renowacji :)

Kawałek dalej, w Więckowicach, zauważyłem, że kaczy domek jednak jest używany. Wygląda to jak nowa, lepsza Nowogrodzka. Tu też jest sporo guana :)
Była jeszcze ekipa od robienia na drutach...
...oraz bociania sesja. Ten tu ewidentnie wybiera się na baloty...
...ten ma niezły odlot...
...tu wyróżnia się mistrz drugiego planu...
...a tu mamy chyba idealne podsumowanie ostatniej doby :/
Na koniec wątek piłkarski. Warta Poznań gra dziś późnym popołudniem baraż o awans do Ekstraklasy z Radomiakiem. Wiem, nie jest to finał Ligi Mistrzów, ale trzymam kciuki za "moich" Zielonych, bo chciałbym za rok zobaczyć derby Poznania na Bułgarskiej :) Szanse są małe, ale cóż, zobaczymy.

Dystans zawiera dojazd do pracy.
EDIT: A jednak się udało :) 2:0 i Warta w Ekstraklasie. Będą derby Poznania, co prawda pewnie jedne z nich zapewne w... Grodzisku, bo kurnik na Drodze Dębińskiej się nie nadaje na ten poziom, a Lech nie lubi się dzielić (nie)swoim stadionem, ale zawsze :)
- DST 62.50km
- Czas 02:11
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 171m
- Aktywność Jazda na rowerze
Mufloniasto!
Czwartek, 30 lipca 2020 · dodano: 30.07.2020 | Komentarze 14
To, jak mi się dziś nie chciało wstawać, można porównać tylko do tego, jak bardzo nie chciało mi się wstawać na przykład... wczoraj :) I przedwczoraj i wiele, wiele razy wcześniej. No ale trzeba, rower sam nie pojeździ, a i ja do pracy nie zostanę teleportowany. Jakoś się udało.
Generalnie warto było, choć się nie zapowiadało. Wciąż wiało koszmarnie, więc zamiast walczyć, jedynie człapałem zniechęcony, ziewając i podsypiając po drodze.
Duło z zachodu, więc jak zwykle udałem się na pustynne rubieże, z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo i Trzcielin, gdzie miała nastąpić nawrotka. Nastąpiła, ale zanim do tego doszło, po raz kolejny opadła mi szczena z wrażenia. Powód? Z tytułu dość łatwo się domyśleć: znów spotkałem muflony! Znów, gdyż w maju tego roku przecierałem oczy ze zdumienia na widok trzech, dziś za to trafiło mi się całe stado! :) Co prawda znów bardzo daleko na polu, znów ledwo je dojrzałem i ledwo złapał je zoom w aparacie, ale i tak doznanie było niemalże mistyczne. Oto probka:



Około dziesięciu sztuk tych pięknych górskich owiec, żyjących na wolności pod Poznaniem - tego się nie zapomina :) Były bardzo czujne, raz uciekały, raz stawały, żeby mi się przyjrzeć, więc porobiłem tylko kilka słabych fotek (jak ja żałowałem, że nie mam przy sobie jakiegoś wielgachnego sprzętu z obiektywem!) i żeby ich nie stresować ruszyłem dalej. Warto było wyściubić nos z domu, zdecydowanie.
Powrót już bez porównywalnych atrakcji, przez Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. TUTAJ Relive.
A początkowo było tak nudno, że bohaterem miało zostać jabłuszko, strasznie kwaśne, spod napotkanej jabłonki. Na szczęście zdarzył się ciekawszy temat :)


Dystans zawiera dojazd Czarnuchem do pracy.
- DST 62.30km
- Czas 02:11
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jest kuper
Środa, 29 lipca 2020 · dodano: 29.07.2020 | Komentarze 14
Idzie jesień, widać to na polach i czuć w prędkości oraz upierdliwości wiatru. Wiem, trochę za szybko skazuję nas na listopadowe upierdliwości, ale trzeba powoli się psychicznie przygotowywać :)
Wiatr naprawdę był dzisiaj paskudny - mocny, wmordewindowy, w stu procentach uprzykrzający życie i zniechęcający do jakiejkolwiek walki. Więc ją po prostu odpuściłem. Za to temperatura była spoko, więc chociaż jeden plus znaleziony.
Trasa niby stała, ale w środku lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wyszła z tego zmutowana rybka albo tak samo zdeformowany ptaszek.


Jak wdać nudy :) Jedyną atrakcją było podpatrywanie przez chwilę młodych bocianów, w pozach:
a) żreeeeeeećććććć!!!;
b) widzę cię, dziwny człowieczku w kasku, tam na dole;
c) droga ludzkości, mam ciebie dokładnie tu. O tu :)
Generalnie: jest kuper! :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.50km
- Czas 02:11
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Piknik pod "Dobrą Zmianą"
Wtorek, 28 lipca 2020 · dodano: 28.07.2020 | Komentarze 8
Ciężki był dzisiejszy wypad. Tak jak wczoraj wiatr atakował z każdej strony, ale z minimalną mocą, tak dziś czynił to samo, ale z przytupem. A ja walczyć z wiatrakami nie zamierzałem, więc gdy po kolejnej nawrotce znów poczułem wmordewind, olałem temat i włączyłem tempo ślimak+. A co, stać mnie.
Miało duć z południowego wschodu, a było jak powyżej :) Trasa to najbardziej klasyczny z klasycznych "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Krzesiny - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TU Relive.
Skoro padło magiczne słowo Babki, to nie mogłem sobie odmówić przykrości "podziwiania" tego, co zostało z lasów tego Nadleśnictwa, robiąc sobie krótki tytułowy piknik pod "Dobrą Zmianą". Zatrzymałem się, zaparkowałem rower, wypiłem łyk izotonika i zakląłem siarczyście, zresztą jak ostatnio tam. Gnoje i mendy - tyle po raz kolejny mogę napisać.

Aktualnie wyższa od tego, co rzeźnicy zwani leśnikami po sobie pozostawiają, jest rosnąca na polach kukurydza. Co za czasy.
Na rondzie w Minikowie się zakręciłem. To znaczy zrobiłem po nim dwa kółka. Czemu? Bo na środku zauważyłem leżące klucze, dość specyficzne. Cofnąłem się i zostawiłem je w pewnym ogólnodostępnym, dość intuicyjnym do poszukiwań przybytku obok - jakby ktoś zgubił i był w stanie udowodnić, że to jego, wskażę miejsce. Poszły zresztą ogłoszenia na nieformalnych grupach Dębca i Starołęki - może ktoś będzie miał szczęście i dostanie się do domu i zamknie auto :)
Jeszcze kącik przyrodnicy. Z bardzo daleka niewyraźny myszołów...
...muszy blok z podwójnym M-1 i pojedynczym M-2...
...oraz znalezione niedawno przez Kropę na Dębinie pisklę, ciężko określić czyje, choć prawdopodobnie kosa, bo te latały obok. W każdym razie zostawiliśmy w spokoju, mam nadzieję, że sobie poradziło.






