Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 30.85km
- Czas 01:06
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 93m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mętnieczłowieczo - glutem w mordę #7
Sobota, 14 listopada 2020 · dodano: 14.11.2020 | Komentarze 13
W siódmy dzień glutowania przed dwunastkami w robocie, a trzeci pod rząd, zamieniam się w robocika. Budzę się, wstaję, ruszam, zawracam, dojeżdżam. Równie dobrze można by na moim miejscu postawić średnio ogarnięty kalkulator albo w miarę zaawansowanego w rozwoju pantofelka.
Jednak wyjazd dzisiejszy był o tyle fajniejszy, że w sobotę po siódmej rano Poznań jest w miarę pusty. Normalnie jak w jakiejś pandemii. A nie, sorry :)
Taki klimat, gdy kręci się przez opustoszałe ulice i leśne kawałki, do tego z klimatyczną muzą w uszach, wywołuje refleksje. Jak to u mnie - średnio pozytywne wobec świata. Polecam się :) Tym bardziej, gdy dokręca się do takich Wiórek, gdzie w miejscu lasu widzi pustynię. Refleksja na dziś: człowiek generalnie to gnój, który sam sobie wymyślił, że ma jakieś irracjonalne prawo do porządkowania świata według swoich zasad. Tam, gdzie kiedyś była dzicz, stopniowo postawały osady, wsie, potem miasta, metropolie. Resztki borów uznano za przemysłowe, wymyślając sobie, że należy je regulować, bawiąc się w jakiegoś samozwańczego boga. Tylko ten bóg ma jeden główny cel: kasę. Zresztą też irracjonalny wynalazek autorstwa ludzkości.

Straszący znak od Nadleśnictwa Babki wciąż mnie fascynuje. Dobrze, że nie ostrzegają o kolizjach z duchami pomarłych drzew. 
Inne widoczki już mniej irytujące. Poranna Warta...

...barierkoza antywidokowa na granicy Czapur i Wiórka...

...oraz oczywiście Dębina.

Wspomniałem o muzyce - lepszej na dziś nie mogłem sobie wybrać. Zespół Ulver to klasyka kiedyś muzyki metalowej, aktualnie jeden z najbardziej fascynujących zespołów alternatywnych. A że kupiłem sobie YouTube Premium, to zapodałem ich rewelacyjny koncert w Norweskiej Operze Narodowej. Znany mi od dawna, będący idealnym połączeniem dźwięku i obrazu, do tego odważny w formie, idealnie wpasował się w mój poranny nastrój. Dość napisać, że koncert kończy się słowami: "what kind of animal are you?". Poniżej próbka dla zainteresowanych, choć pewnie chętnych nie będzie, bo to przecież blog rowerowy, nie muzyczny :) Ale i tak sądzę, że dla samych kadrów opisujących człowieczeństwo warto. No i istotna uwaga - są takie cywilizowane kraje, jak Norwegia, gdzie na scenę najważniejszego państwowego teatru zaprasza się osoby zmuszające do myślenia. W polskim grajdołku miele się jak zwykle banały lub popularną papkę. Przykre.
Mówiłem, że nie powinno mi się dawać dwunastek? :)
- DST 36.50km
- Czas 01:16
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 97m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Chmurzastość - glutem w mordę #6
Piątek, 13 listopada 2020 · dodano: 13.11.2020 | Komentarze 12
Zaskoczenia nie będzie - znów tylko przeddwunastkowy glut. Oczywiście zrobiony na styk.
Powoli już się jednak przyzwyczajam. Tak jak lis do klatki albo ludzie do rządów dupnej zmiany. Boli, wali mentalnie w łeb, wkurza, ale niewiele można zrobić.
Trasa dzisiejsza to kurs południowo-zachodni: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Górczyn - Świerczewo - Dębiec - centrum.. TUTAJ Relive.
W końcu zaczęło się przejaśniać, więc nawet można było coś poza szarością uchwycić. Milusio.

Wczoraj był cmentarz, dzisiaj też. Ale taki drzewny. Przyznać trzeba, że to w większości schorowane i stare egzemplarze, ale widok i tak smętny.
No i nagroda dnia: znów żurawie, wersja rodzinna 2+1.

I scenka rodzajowa: "Ja ci dam z kolegami wyjście! Dzieckiem się zajmować, zapasy robić, zima idzie!" :)
Jutro powtórka z rozrywki :/ Tyle że już zapewne bez żurawi.
- DST 36.50km
- Czas 01:18
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 96m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Lotniczo - glutem w mordę #5
Czwartek, 12 listopada 2020 · dodano: 12.11.2020 | Komentarze 11
No i saga się rozpoczęła. Przez najbliższe trzy dni spędzę w robocie łącznie 36 godzin, czyli połowa życia w d...ętkę. Zresztą już w niej jestem.
Sama praca to pół biedy, ale to wstawanie... Eh, masakra. No ale mus to mus, nie ma wyjścia. Jednak późnojesienne zrywanie się z wyra to koszmar. Dobrze, że póki do JESZCZE nie pada.
Wiało ze wschodu, więc siłą rzeczy musiałem wymyśleć trzydziestokilometrowego gluta w tym kierunku. Finalnie wyszło takie coś: z Dębca przez Dębinę, następnie Minikowo, dojazd do Starołęki, potem Czapury, Babki, Daszewice, poznańska Głuszyna, znów Starołęka, Minikowo oraz Dębina i Dolną Wildą do centrum. Tak jak na działającym o dziwo Relive.
Zimno i szaro, czyli nic nowego ostatnio. Nie za bardzo był czas się zatrzymywać, więc przelatujące sarny omiotłem jedynie wzrokiem - niech się nie stresują :) Za to zatrzymałem się na chwilę na poznańskiej Głuszynie, a konkretnie przy cmentarzu, którego głównym elementem są leżące obok siebie dwa pomniki - jeden upamiętniający zmarłych na służbie pilotów 62. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego...


...a drugi żołnierzy radzieckich, którzy mieli to nieszczęście stać się mięsem armatnim w nie do końca swojej sprawie podczas II Wojny Światowej. Miło, że ktoś jeszcze o nich pamieta.

Podjechałem jeszcze się podenerwować pod siedzibę Nadleśnictwa Babki. Trzeba przyznać, że w jednym są fair: nie ostrzegają, że na "drodze leśnej" zagrożeniem są drzewa. No bo jakie drzewa?
Tych póki co jest sporo na Debinie. Nawet przewalonych przez czas.

Jutro to samo, czyli w planach krótki wypad bez fajerwerków.
- DST 52.40km
- Czas 01:49
- VAVG 28.84km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Obywatelsko :)
Środa, 11 listopada 2020 · dodano: 11.11.2020 | Komentarze 21
W ciekawych czasach, jak i niezwykle, hmmm... interesującym kraju przyszło nam żyć. Niby jakaś pandemia, niby o krok od kolejnego zamknięcia Polski, a tu najpierw przez jakieś dwa tygodnie masowe protesty (słuszne w idei, według mnie jednak zbyt prymitywne w działaniu), a dzisiaj marsz narodowców, który miał być samochodowy, ale coś, kurde, nie wyszło - cóż za zaskoczenie :) I w zamian pojawił się łysy spacerek, przyszłość narodu zaatakowała policję kamieniami, spalono też mieszkanie, bo jacyś debile rzucali sobie radośnie racami w okna. Milusio.
Ciekaw jestem, jak mentalni troglodyci z Konfederacji będą tłumaczyć, że wszystko było z winy lewactwa oraz co pojawi się w "Wiadomościach" TVP. Już ostrzę sobie szczerbate ząbki :)
Ja, jako osoba, która masowe westchnienia i odruchy, w tym wzdęcia narodowe, ma głęboko gdzieś, spełniłem rano swój obywatelski obowiązek. Czyli poszedłem do piekarni po rogale świętomarcińskie. Pycha. Trochę lukru nawet zeskrobałem już po drodze :)
Żeby nie było, że się nie poświęcam z okazji 11 listopada, to zjadłem półtora, Żona dała radę tylko pół. Czyli wpakowałem w siebie jakieś tysiąc kalorii. Można było ruszać :)
Trasa dzisiejsza to "kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Było zimno (cztery stopnie), a wiatr, choć niezbyt mocny, zniechęcał do przyspieszenia. Więc nie przyspieszałem :) Zwierzaków też nie było - daleko tylko trafił się myszołów w szarości na drzewie...
...oraz odlatujące stado gęsi.
Aha, trafił się jeden patriota, obwieszony flagami od lusterek po dach. Oczywiście wyprzedził na gazetę, no bo jak? :)
Poza tym sennie, smętnie i zasmarkano. A od jutra maraton dwunastek :(
- DST 54.40km
- Czas 01:56
- VAVG 28.14km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
KKK - Klemens, kormoran, katar
Wtorek, 10 listopada 2020 · dodano: 10.11.2020 | Komentarze 15
Ranek był trochę nie po kolei. Najpierw bowiem podjechałem do serwisu, zostawiłem tam T-rek(s)a, poszedłem z Kropą na spacer, a na rower ruszyłem dopiero koło południa. Miałem już bowiem dość latającego koła wydającego dziwne dźwięki. Pan serwisant jak zwykle uporał się z problemem szybko, oczyścił i nasmarował łożyska, coś tam wymienił, jest ok póki co, ale obawiam się, że bez wymiany piasty się finalnie nie obejdzie, bo to już któraś interwencja po deszczu. Przy okazji zmieniłem łańcuch.
Sama jazda - jak to ostatnio - w szarości i zestawie "jeszcze nie zima, ale coś więcej niż jesień". Czyli bez rewelacji i bez ciśnięcia. Wiatr niezbyt mocny, ale za to wciąż nastawiony na jedno: bycie upierdliwym, czyli wianie w pysk.
Trasa prościutka: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice i z powrotem.
Dawno mnie nie było na odcinku Wiórek - Sasinowo. Tam rządzi Nadleśnictwo Babki. Chyba nie muszę więcej pisać? Miałem ochotę dodać do tytułu jeszcze jedno określenie na "K', ale się powstrzymałem.


I tak kilometrami... A jeszcze nie skończyli :/ Niedługo widok drzewa będzie tam jak spotkanie Yeti...
Musiałem odreagować i posiedziałem sobie chwilę w znanym z tych "łam" Porcie Radzewice. Jak widać zacumował tam gość - Klemens. I to jakiś arystokrata, bo drugi :) Całkiem wypasiony.



Warta rośnie w siłę - tam, gdzie jeszcze niedawno mogłem wleźć suchą stopą, teraz znajdują się barwne rozlewiska i mokradła.

Nad kaskiem przeleciał mi myszołów...
...lecz czekała też inna nagroda za marznięcie (teraz wiem, że inną jest lekki katar, na szczęście bez innych - wiadomo jakich - objawów). Bowiem tam, hen, daleko, gdzie przy brzegu jest niebieska kropka...
...wypatrzyłem kormorana. Czyli nie tylko w Grzybnie da się je spotkać. Żałuję tylko, że światło było tak marne, a i odległość zbyt duża na dobre zdjęcie. Szkoda.
No i jeszcze Dębina.
A jutro może się wyśpię. Czas zbierać siły przed dwunastkami :/
- DST 51.60km
- Czas 01:50
- VAVG 28.15km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Późna żurawinka
Poniedziałek, 9 listopada 2020 · dodano: 09.11.2020 | Komentarze 18
Pochwaliłem wczoraj wiatr za bycie sprawiedliwym i jak zwykle mam za swoje - dzisiaj już walił z każdej strony w ryj. No ale zawsze lepszy jeden dzionek fajności niż brak jednego dzionka fajności :)
A generalnie wciąż szaro, buro, ponuro. Dzień formalnie wolny, ale wstać musiałem wcześnie. Nie ma lekko. Jednak biorąc pod uwagę, że pod koniec tygodnia czekają mnie trzy dwunastki pod rząd, nie będę narzekał.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Wydarzeń brak, ale mam jeden powód do zadowolenia. Zazdrościłem bowiem innym na BS-ie, że widują jeszcze gdzieś żurawie, które generalnie powinny już dawno odlecieć z Polski, a tu proszę - i ja na takie natrafiłem. Zdjęcia słabe, tak samo jak widoczność, ale ważne, że cokolwiek da się zauważyć.

Niedaleko zauważyłem jeszcze mniej wyraźne w obiektywie sarny.
Poza tym coraz bardziej łysiejąca Dębina...
...oraz koszyk z Biedry na DDR-ce wzdłuż Dębca.
Porzucone hulajnogi widuję codziennie, ale ten typ pojazdu w tym miejscu po raz pierwszy. Dodam, że do najbliższej Biedronki jest jakiś kilometr, może ciut mniej. Mają rozmach... :)
- DST 53.10km
- Czas 01:46
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koziołkowanie
Niedziela, 8 listopada 2020 · dodano: 08.11.2020 | Komentarze 20
Dzisiaj spałem prawie do dziesiątej. Ale czuję się wytłumaczony - dwunastki mnie zmasakrowały, deficyt snu należało zniwelować. Udało się.
W związku z tym ruszyłem nieco przed zmrokiem, czyli koło południa :) Siedem stopni na plusie były ok, ale co innego mnie ucieszyło - wiatr. Tak, tak, rzadko się zdarza, że go chwalę, lecz dziś muszę: był słaby, momentami umiarkowany, do tego dość sprawiedliwy. Wyjątkowo brawa dla niego.
Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Znów, podobnie jak tydzień temu, samochodów od cholery. Wszystkie leśne drogi zawalone, zapewne przez grzybiarzy. Co za tym idzie, zwierzaki gdzieś pouciekały, więc nawet nie było czego fotografować. Na szczęście przewidziałem to i postanowiłem lekko skorygować stały szlak, odwiedzając pewne miejsce w Łęczycy. mało znane, na szczęście :) No i od razu wzbudziłem zainteresowanie :)





Przy okazji został wykonany wstępny przegląd roweru. Tak, wiem, te łożyska są zapewne do wymiany :)
Z innych motywów: ledwo znaleziony kawałek lasu bez ludzi. Między Żabnem a Baranowem.
Na trasie do Sowińca w Mosinie remonty nie mają końca. Dzisiaj już nie chciało mi się kręcić objazdami, więc część pojechałem na szagę, a część przespacerowałem. Nie było lekko :)
Na Polnej w Luboniu musiałem jeszcze wyjaśnić pewnemu klaksoniarzowi, że przed użyciem sygnału dźwiękowego należy się upewnić, jakie znaki znajdują się przy drodze. Te pionowe, nie poziome. A narysowanie rowerka na chodniku nie obliguje mnie do musu jazdy po czymś, co ma w założeniu dopuszczenie, czyli wolną wolę. No dobra, ten wykład nie trwał tak długo, ale za to był bardzo treściwy :)
No i na koniec, z tych samych okolic (przy granicy z Wirami) - parkowanie po lubońsku :)
- DST 36.10km
- Czas 01:16
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Apokaliptycznie - glutem w mordę #4
Sobota, 7 listopada 2020 · dodano: 07.11.2020 | Komentarze 18
No i znów dwunastka, do tego w klimacie częściowo przed czy tam post apokaliptycznym. Połowa świata nie działa, po ulicach snują się jakieś dziwne istoty, które do pracy dotrzeć muszą, choć do końca nie wiadomo po co. Jedno jest tylko niezmienne - wzmożony ruch samochodowy i czerwone światła. Przerabiałem to i dziś.
Ja w sumie też wyglądałem rano jak zombie, bo to poranne wstawanie to zdecydowanie nie moja bajka. A jeśli już to horror. Trzymała mnie jednak w zdrowiu psychicznym świadomość, że jutro niedziela i będę mógł odespać.
Wyjazd w całkowitej szarości, brzydkiej i paskudnej. Do tego drogi jeszcze mokre po nocnej mżawce, więc nawet nie myślałem o zbytnich przyspieszeniach - jedyne co mogły dać to zgrabny lot na liściach.
Trasa nieskomplikowana: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Komorniki - Plewiska - Dębiec - centrum.
Szarość była tak wielka, że nawet nie było sensu bawić w jakieś lepsze focenie tak myszołowa ukrywającego się daleko na drzewie, jak i znów uciekających saren. No i czasu nie miałem, więc cyknięte na szybko, żeby cokolwiek było :)

Więc jako zapełnienie blogaska małe retro z piątku, z kolejnego spaceru z Kropą. Tym razem na drugą stronę torów, w okolice starego cmentarza. Zawsze chciałem mieszkać w takim miejscu, z którego będę słyszał przejeżdżające pociągi - ot, takie zboczenie :) Generalnie się udało - do stacji mam w linii prostej jakieś pięćset metrów, a tyle samo do lasu na Dębinie. I jak tu nie uważać, że poznański Dębiec to świetna miejscówka? :)
Tu SA139 jadący do Wolsztyna stoi przy specyficznym niebieskim budynku stacji.
Z ptactwa - kwiczoł:
...oraz nieśmiała samica dzięcioła dużego, która dzioba pokazać za nic nie chciała :)
No i pies w klimatach "Znów wędrujemy". Muzyka i tekst mojego dzieciństwa. 
Aha, jakby ktoś chciał dziś kupić meble i się na to nastawiał jeszcze wczoraj, to nastąpiła nagła i mega istotna zmiana :)
- DST 36.60km
- Czas 01:18
- VAVG 28.15km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 86m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyginnie - glutem w mordę #3
Piątek, 6 listopada 2020 · dodano: 06.11.2020 | Komentarze 17
No to wracamy do dwunastek. Cały dzień w robocie, a przed pracą jedynie glut. Oj, nie lubię tego, zdecydowanie.
Wczesny wyjazd był o tyle do przyjęcia, że nie mroziło. Osiem stopni na plusie jest ok, ma też tę zaletę, iż człowiek nie do końca żałuje, że już musi wracać :) Tym bardziej, że wiatr wiał, a pierdółki w kole, a także coś w suporcie, stukały niemiłosiernie.
Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski, tam nawrotka, powrót swoimi śladami na poznański Dębiec i kurs do centrum.
Było paskudnie i wyginnie. O tak:
Wydarzeń zero, bo ledwo uchwyconych sarenek nie ma co wymieniać. Pikseloza na maksa.
Więc - w ramach kontrastu - kilka scenek z Dębiny, bodajże z przedwczoraj, gdy jeszcze było ładnie, a liście dzielnie walczyły o byt.


A pod domem zrobiła mi się jednoosobowa loża szyderców - sroka zerkająca z pogardą :)
Z tego co widzę, wracał wieczorem będę w deszczu. Którego oczywiście w prognozach nie było :/
- DST 51.55km
- Czas 01:50
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziobopalczasto
Czwartek, 5 listopada 2020 · dodano: 05.11.2020 | Komentarze 10
Z okazji jeszcze jednego wolnego dzionka znów nie obyło się bez wysypianka. Trzeba korzystać, bo jutro znów dwunastka, czyli rzeźni ciąg dalszy.
Prócz wiatru nie było źle. A wręcz całkiem sympatycznie, choć dość chłodno - palczaste rękawiczki były musem. Wciąż jednak są one lepsze niż upały :)
Trasa to prawie klasyczne, bo bardziej słoniowe, kondominium: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Może bym i depnął mocno, ale po pierwsze mi się nie chciało, po drugie wiało, a po trzecie tam, gdzie mogłem się rozpędzić, co chwilę widziałem jakiegoś ptaszora. No nie ma co, jazda z aparatem i kolarstwo szosowe zupełnie nie są kompatybilne :) A skoro już napisałem o nieplanowanych pit-stopach, to miejmy to za sobą. Oto dwa dziobate, które warte były hamowań. Najpierw trznadel o trzech obliczach. Punka...
...modela...
...oraz filozofa :)
No i do kompletu czapla, która nie ma na BS-ie najlepszej prasy :)

Znów - zgodnie z daną sobie obietnicą - nie skorzystałem z niewątpliwych walorów kostkowego odcinka nowej śmieszki ze Stęszewa do Dymaczewa. Oczywiście kwestią sekund był dźwięk klaksonu. Pojawił się, a jak. Oj, nie będzie tu lekko, ale się nie poddam, honor jest ważniejszy :)
Na dalszym kawałku, tym asfaltowym, już nie miałem problemu - jedzie się tym w miarę dobrze, o czym zresztą pisałem. Niech już będzie, skoro musi być. A że bez sensu i z niepotrzebną wycinką, to już inna sprawa.


A po południu atrakcja w postaci wizyty u Teściowej. Jak nie pandemia, dwunastki w robocie, to... Ekhm, żarcik, oczywiście... :)






