Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 1
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.60km
- Czas 02:11
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "Trzcielińskie Bagno" (nieudana)
Czwartek, 8 kwietnia 2021 · dodano: 08.04.2021 | Komentarze 15
Dzisiejszy wypad to
moja osobista porażka. A miało być tak pięknie :)
Dzionek wolny, więc
po pierwsze w końcu odespałem, co było bardzo fajne. Gorzej z
pogodą, która wciąż trzyma poziom szanującego się przełomu
listopada z grudniem. Padało, wiało, było zimno – jedna wielka
masakra.
Ale postanowiłem w
końcu zrealizować mały planik, który łaził mi po głowie od
jakiegoś czasu. Bowiem ile razy przejeżdżałem szosą przez
okolice Trzcielina, marzyło mi się na chwilę mieć przy sobie
drugi rower, żeby skręcić w bruk, pole i syf, żeby dotrzeć do
położonego w tych okolicach obszaru ochrony ścisłej Trzcielińskie
Bagno. Kompletnie nieznane, z kilkoma gatunkami rzadkich ptaków.
Czyli super sprawa.
Jako że warunki na
jazdę na wąskich kołach były średnie, znów postanowiłem wsiąść
na Czarnucha i w końcu nawiedzić wyżej wymienione miejsce. No i
ruszyłem, z Poznania przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewiec
i Konarzewo do Trzcielina. O samej jeździe nawet nie chcę pamiętać,
bo to był pełznący młynek w tempie ślimaczym. Jednym słowem
tragedia. Ale był cel, trzeba było zrealizować.
Z grubsza
wiedziałem, gdzie się kierować, jednak musiałem wspomóc się
nawigacją. Ta, jak się okazało, spieprzyła mi cały zamysł,
kierując faktycznie na miejsce, ale – pisząc dosłownie – od
dupy strony. Znalazłem się bowiem w sumie tam, gdzie powinienem,
lecz w okolicy, w której nie widać było dosłownie nic. Nawet
wlazłem na jedną z ambon (na szczęście ta była zamknięta)…
...wypatrzyłem to,
czego szukałem za drzewami…

...ale dostać już
tam się nie dało. Chodziło mi bowiem o wieżę widokową, która
GDZIEŚ tam mi zamigotała. Raz idąc, raz jadąc, poruszałem się
po lesie jak pijany w poszukiwaniu otwartego nocnego i… kicha.
Google Maps nie chciał mnie kierować, a dopiero w domu zobaczyłem,
że od początku jechałem źle – powinienem skręcić w pola i las
nie w Trzcielinie, a za inną wsią – Joanką. Cóż, będę
mądrzejszy na przyszłość.
I chyba już kolejny wypad jednak będzie bez roweru, bo dreptania było tam więcej niż kręcenia. Oto jakie widziałem atrakcje:






Jedno się potwierdza - nazwa nie wprowadzała w błąd :) Naprawdę się nie poddawałem, próbowałem przedrzeć przez te mokradła, ale gdy w pewnym momencie zaczęło mi wsysać buta, zdezerterowałem :) Pokręciłem się jeszcze po okolicznych leśnych drogach, jednak okazały się ślepe - finalnie wylądowałem gdzieś w polu.



Generalnie porażka. Ale przynajmniej próbowałem. Miałem smaka na foty ptactwa, a tymczasem to ja byłem obserwowany przez jedną jedyną Sikorę Mroku :) Aż mnie ciary przeszły.
Aha, no i nieopodal na polach, dość daleko, widziałem samotnego koziołka (trzy sarny uciekły mi zresztą spod nosa na bagnach)...
...i dwa żurawie...
...jednak nie na to liczyłem. Raz co prawda przeleciał mi nad głową jakiś drapieżnik (chyba nawet błotniak stawowy), ale gałęzie nie dawały szans na zrobienie zdjęcia. A żeby było jeszcze bardziej depresyjnie, oto obszar Natura 2000 w wersji Polska 2021 :/


Gnoje...
Był jeden jedyny plus - wiatr w plecy podczas powrotu (Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań). Choć też bez jakiegoś cudu. Aha, do tego padał jeszcze deszcz. Oraz śnieg. Miodzio :)
- DST 52.30km
- Czas 02:05
- VAVG 25.10km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Takiego wała
Środa, 7 kwietnia 2021 · dodano: 07.04.2021 | Komentarze 10
Dzisiaj miałem nawet okazję się wyspać, bo formalnie nic mi nie przeszkadzało. Ale widocznie zbyt komfortowe warunki to coś dziwnego dla mojego organizmu, bowiem w zamian co jakiś czas się budziłem. No nie ma lekko :)
Wyjazd więc znów na levelu "zombie". Do tego za oknem samochody jeszcze świeciły bielą po nocnych opadach śniegu, było cholernie zimno, no i wciąż wiało koszmarnie. Wybór padł więc znów na rower od mokrej roboty, czyli Czarnucha.
Trasa najprostsza jak to możliwe, z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo Stare do Bolesławca, gdzie nastąpiła nawrotka.
Jako że pogoda robi nas w wała, ja też, korzystając z okazji, wybrałem wał. A w sumie wałek, wzdłuż Kanału Mosińskiego.
Prowadzi on do zapory, jak na taki mały ciek, całkiem konkretnej. Nawet udało mi się na niego zerknąć z dołu - bo był zakaz wchodzenia, ale nie jazdy :)

Zdegustowany aurą był nawet myszołów. Nie dziwię mu się.
Jednak najważniejsze, że rozwiązała się zagadka, która nurtowała mnie od jakiegoś czasu. Daniele z Bolesławca wciąż są! :) Widocznie albo miałem pecha co do momentu, gdy tam bywałem, albo po prostu ktoś stwierdził, że nie ma sumienia ich wypuszczać na taką zimnicę. Dzisiaj więc udało się uwiecznić całe solidne stado.


Co najważniejsze, pojawiło się sporo młodzieży.

Tu trzy normalne, a jedno z autyzmem :)
Widoczne tu poruszenie wywołał... kot.
Zacnie prezentował się również albinos.
Miło było je zobaczyć. Tak samo jak królika :)
Szkoda, że światło do zdjęć żadne. No ale mogło być gorszej, W sumie było, bo wracałem w lekkim śniegu, przez który nawet nie pojechałem rowerem do pracy, dystans więc dzisiaj nieco krótszy.
- DST 61.70km
- Czas 02:28
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ambonalnie
Wtorek, 6 kwietnia 2021 · dodano: 06.04.2021 | Komentarze 18
Mam wrażenie, że jakieś niecne siły się zmówiły, żebym w tym tygodniu wyspać się nie mógł. Święta to wiadomo, ciągle coś, dzisiaj za to zadziałał czynnik czworonożny. Bowiem wczoraj zaaplikowaliśmy Kropie zapobiegawczo tabletki odrobaczające, które zadziałały z opóźnionym zapłonem i o czwartej rano miałem niezwykłą okazję do podziwiania trawki na Dębcu. Oraz transportowania czegoś średnio pachnącego do kosza na psie odchody :)
Tak więc pobudka kilka godzin później była ciężka, tak samo jak uświadomienie sobie, że za oknem jest niewiele powyżej zera. Spoko, w lutym bym się cieszył z takich wartości, ale w kwietniu to jednak bym poprosił o to moje wymarzone plus piętnaście, a może nawet plus osiemnaście...
Do tego z zachodu zaczęły nadlatywać szare chmury. Pogodynki zapowiadały deszcze, więc zapobiegliwie wybrałem do jazdy Czarnucha. Miało to jeszcze jeden plus - wiało tak mocno, że tylko bym się wkurzał, że kręcę i kręcę, a średnia żałosna. A tak? Młynkiem, młynkiem, spokojnie, bezstresowo, do przodu, bez specjalnego patrzenia na licznik.
Trasa znów polna: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Finalnie (na szczęście) z opadów nici, wręcz przeciwnie - wyszło piękne słońce. A ja skorzystałem z okazji, że mam pod tyłkiem ciężki sprzęt i zacząłem głębiej eksplorować okolice Lisówek. Niestety tylko przez chwilę, bo i tak byłem do tyłu z czasem. Znalazłem jednak raj dla grubych mend zwanych myśliwymi, czyli ambonę - typowo polski element sielksiego krajobrazu.


Oczywiście nie mogłem się nie wdrapać :) A w środku normalnie Bizancjum, wszystko wyściełane, fiu fiu. Tylko pety nie pasowały, choć zabrakło mi walających się flaszek.
Widoczek sympatyczny. Takie wielkopolskie milusie łysiny :)
O sam las jedynie zahaczyłem kołem.
Trzeba się tu kiedyś faktycznie wybrać na dłużej nie szosą. Ale do tego potrzebuję wolnego dnia.
Jakieś tam zwierzaki w pośpiechu cyknąłem po drodze. Zaspane bardziej ode mnie sarenki...

...tutaj do wyboru, zamiast pyrek :)
Jak zwykle wysoko na niebie latał myszołów.
Jednak najciekawiej było przy autostradzie. Jak zwykle bowiem czyhają tam sępy, takie rodzime :) Czyli kolejny myszołów, który oczywiście mi uciekł zanim wyjąłem aparat, udało się więc jedynie uchwycić niewyraźnie jego odlot - na dość ciekawym tle... pędzącego tira :)
A po drugiej stronie wypatrzyłem pliszkę siwą. Co ona tu robiła? Nie mam zielonego, a nawet biało-czarnego pojęcia :)
W domu nastąpiło szybkie ogarnięcie się i do pracy. Rowerem.
- DST 54.10km
- Czas 02:00
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na sucho-mokro
Poniedziałek, 5 kwietnia 2021 · dodano: 05.04.2021 | Komentarze 19
Znów się nie
wyspałem. Ale tym razem winna była tylko i wyłącznie pogoda,
która miała się skopać maksymalnie w okolicach południa.
Uprzedzając fakty – prognoza się wyjątkowo sprawdziła. I to
jak!
Wyjazd rowerowy
nastąpił o 9:30, gdy jeszcze było sucho. Ale za to jak wiało!
Fiu, fiu… Napiszę tylko, że w połowie trasy miałem średnią
gdzieś na poziomie 24 km/h, co jak na szosę jest wynikiem naprawdę
zacnym. Dla stulatka :) Oj, ciężko było, podczas powrotu
zdecydowanie lepiej, choć o dziwo bez cudów, bo kopało podmuchami
dość często z boku. Cały wypad więc wyszedł/wyjechał poniżej
krytyki.
Trasa to ”odwrotne
kondominium”: Poznań – Luboń – Komorniki – Szreniawa –
Rosnówko – Trzebaw – Dębienko – Stęszew – Witobel – Łódź
– Dymaczewo – Krosinko – Mosina – Puszczykowo – Łęczyca –
Luboń – Poznań.
Jak zwykle asfaltowy
odcinek DDR-ki wzdłuż WPN-u z musu (zakaz) zaliczyłem…
...ale wciąż mi
jakoś nie po drodze z bublem na styku Stęszewa z Witoblem. To
znaczy po drodze, tej zwykłej :) O dziwo dzisiaj obyło się bez
klaksonów, zapewne dzięki małemu ruchowi.
W samym Stęszewie w
końcu udało mi się zatrzymać i uwiecznić ciekawą chatę, z taką
typową zabudową tych okolic. Być może bamberską, ale
pewności nie mam.
O dziwo w ptactwo
dziś obrodziło, choć takie średnio oryginalne. Hamowania więc
było sporo. Przede wszystkim żurawie…

...kruk…
...ledwo widoczna
dzierlatka…
...potrzeszcz…
...oraz gęgawy.

A z daleka
przyuważyłem jeszcze sarenki.
Generalnie warto
było wstać wcześnie, bo jakieś pół godziny po powrocie lunęło.
Najpierw nieśmiało, a potem już konkretnie. A po południu nawet zdarzyła się śnieżyca. W sumie lepsze to niż
jakiś debilny śmigus-dyngus ludzkiego autorstwa :) Tylko spacer w
deszczu był dość upierdliwy, ale z jednym wielkim plusem – lasem
bez tłumów. Uwielbiam :)
Najgorzej ze
zdjęciami, bo obiektyw mi albo parował, albo był zalewany. Jednak
kilka kurdupli udało się uchwycić, niestety jakość jest…
opadowa :)
Oto wściekłe
gągoły…
...zięba…
...rudzik…

...kowalik…
...oraz sikora
uboga.
Na koniec drzewolud
ze śmieszki w Łęczycy. Fajny, no nie? Niestety, idzie do wycinki.
Polska :/
Kolejne dni mają
być rzeźnicze pogodowo. Chyba całkiem realna jest przerwa od
rowerowania. Za to powrót do roboty jest pewny. Wrrr.
- DST 55.20km
- Czas 01:58
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Spóźniony pana-aprilis
Niedziela, 4 kwietnia 2021 · dodano: 04.04.2021 | Komentarze 14
Jak zwykle podczas świąt nie mogę się wyspać. Niby wolne, niby pandemia, a i tak czasu na wszystko brak. W moje rodzinne strony z wiadomych względów znów się nie wybraliśmy, jednak spotkanie online trzeba było zorganizować, tak samo jak na chwilę odwiedzić teściową, oczywiście zachowując odpowiedni dystans. Do tego zrobić Kropie solidny spacer. No a rano jeszcze skonsumować solidne śniadanie. Padam na ryj :)
Na rower wyruszyłem lekko po jedenastej, przy pięknym słońcu, ale w towarzystwie zimnego i całkiem solidnego wiatru. Postanowiłem się nie spieszyć i spokojnie zrobić swoje, tym bardziej, że znów wybrałem trasę polną, jedną z ostatnio najczęściej wybieranych: Poznań - Luboń - Wiry - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wiedząc, że większość miejscówek będzie zapchane ludzkością, chwilę relaksu zaplanowałem sobie w Lisówkach, nad mało popularną częścią Jeziora Tomickiego. Nie zawiodłem się, zaliczając spacerek po ulubionym trapie, takim z gatunku "nigdy sucho, nigdy pewnie" :)



Same Lisówki wciąż niezmiennie nie do końca na szosę :)
Jednak nie zawiodłem się pod względem ptactwa. Jeden samotny żuraw...

...jeden kwiczoł...
...oraz jeden potrzeszcz. Ale taki wdzięcznie się prezentujący i mną zaciekawiony :)


Natomiast na polach w okolicach Dopiewa zobaczyłem dwa snujące się cienie. Dopiero w zoomie okazało się, że to jakieś półdzikie (?) szwendające się psy w typie labradora. Zapewne niegroźne, ale jako człowiek wychowany na "Cujo" Stephena Kinga, wolałem tego nie sprawdzać :)
Gdzieś daleko przy autostradzie wypatrzyłem jeszcze sarenki.
No i na koniec spóźniony prima aprilis - na trzy kilometry od domu trafiła mi się pana. Taka nagła. Odzwyczaiłem się. Miałem do wyboru: albo dreptać pół godziny, abo szybko wymienić dętkę. Wybrałem bramkę numer dwa. Na szczęście guma poszła w przednim kole, więc połowę roboty było mniej. A ja przy okazji w końcu się dowiedziałem, czemu służą te paskudne biało-czerwone barierki przy śmieszkach: to wieszaki! :) Patent przekazuję w świat, można korzystać, oby jak najrzadziej były ku temu okazje.
A jutro... deszcz ze śniegiem :/
- DST 55.60km
- Czas 01:55
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 122m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parująca sobota
Sobota, 3 kwietnia 2021 · dodano: 03.04.2021 | Komentarze 29
Dla mnie, praktykującego agnostycyzm niekatolika, święta wszelakie mają jeden jedyny plus - czas wolny. Zamierzam korzystać, ile się da :)
Dzisiaj niestety jeszcze dzionek miałem zalatany. Nie tylko ja, bo korki na mieście były całkiem niezgorsze. Nie zabrakło oczywiście również idiotów za kółkiem - dwa razy zostałem świątecznie strąbiony - raz na Dąbrowskiego na wysokości Woli, gdzie jakiemuś frustratowi wydawało się, iż jest śmieszka (nie ma), a potem na DK92, bo widocznie dla bezmózgów każda droga z pasem zieleni pośrodku to z automatu autostrada. Winszuję :)
Trasę wykonałem północno-zachodnią: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Ogrody - Wola - Smohowice - Baranowo - Swadzim - Sady - Tarnowo Podgórne - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Pogoda była dziwna - wyruszałem w słońcu, w połowie zaczęły pojawiać się solidne chmury, do tego mocno wiało. Jednak miałem szczęście, gdyż ominęła mnie solidna ulewa, która nadeszła nad sam Poznań, bo akurat byłem pod inną, suchą chmurką :) Tylko dupa mi zmokła później w kałużach. A godzinę później spadł... grad.
Skoro byłem na Ogrodach, wstąpiłem na chwilę na dawno nienawiedzany Cmentarz Jeżycki (piękny), cyknąć fotę grobowca Kulczyków. Rzeźba autorstwa Mitoraja zdecydowanie tworzy klimat.


Tak jak napisałem, za Tarnowem aura zaczęła się psuć.
Nad Jeziorem Lusowskim nawet zaczęło być mi zimno.
Z ptactwem średnio. Jedna samotna łyska z farfoclem w dziobie...
...oraz kania ruda, jednak zbyt daleko do dobrego uchwycenia w szarzyźnie.

Tu z kolei się nieźle nabrałem :)
Wolna sobota ma dla mnie jeszcze jeden fajny motyw - możliwość uchwycenia parowozu z Wolsztyna. Najczęściej o tym zapominam, dzisiaj jednak zaplanowałem sobie dwa spotkanka. Jeden rano...
...drugi po południu, już na stacji Dębiec.



Szkoda tylko, że ten egzemplarz Ol49, zresztą polskiej produkcji, ma taki mało subtelny dziób :) Ale i tak genialną sprawą są te cotygodniowe regularne kursy Wolsztyn - Poznań - Wolsztyn. Ewenement i pozytyw na skalę światową.
- DST 57.10km
- Czas 01:58
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dwuwpis
Piątek, 2 kwietnia 2021 · dodano: 02.04.2021 | Komentarze 17
Kolejny dzionek ze schematem: "wstać, wciągnąć kofeinę (nie kokainę), ruszyć, wrócić, pojechać do pracy" za mną. Szósty pod rząd. Hafcik :)
Zgodnie z prognozami pogoda się zmieniła. Wczoraj wieczorem wracałem w ulewie (nie polecam), dzisiaj na szczęście znów wyszło słońce, ale za to się zrobiło zimniej - w najcieplejszym momencie było sześć stopni.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Oczywiście nie omieszkałem zatrzymać się na chwilę przy Jeziorze Lusowskim, ale tam bida z ptactwem, jedynie samotny perkoz pływał w oddali.

Za to dalej na trasie napatoczyły się dwa żurawie...
..szpak...
...oraz wróbel na dachu :)
No i tyłek koziołka sarny.
Oczywiście nie mogło się obyć bez próby pozbawienia mnie życia. Między Wysogotowem a Skórzewem wyprzedził mnie jeden gazeciarz na milimetry, a że miałem akurat wyjątkowo wiatr w plecy, to po klasycznej wiązance zacząłem go gonić, z zamiarem wyprzedzenia i powiedzenia paru słówek podczas tego manewru. Generalnie by się udało, ale gnój specjalnie zahamował, gdy miałem na liczniku grupo ponad 40 km/h, przez co ledwo zdążyłem dać po hamulcach, po czym przyspieszył. Oj, tego już darować nie mogłem. Dogoniłem sukinsyna na skrzyżowaniu, ale tchórz bał się otworzyć szybę. Demolki robić nie chciałem, więc tylko poszło kilka sympatycznych słówek i odpuściłem. Menda ma na pamiątkę fotkę, w której nie zamierzam zamazywać blach.
Aha, a już w Poznaniu kolejny as. To, jak widać, część TYLKO dla rowerów, chodnik jest po prawej. Ale to zbyt skomplikowane. I jak ten kraj ma być normalny, skoro nadrprezentacja idiotów i chamów jest tak wyraźna...?
Na koniec zaległości z wczoraj, bo w końcu dorwałem się do karty, której zapomniałem :) W Lisówkach, na samym końcu, powstała stajnia, z całkiem zadbanymi konikami.

Obok, na dachu jednego z domów, odstrasza ptaki taki oto gustowny... ptak:
Trafił się jeszcze myszołów, ale zbyt wysoko na wyraźne ujęcia. No cóż, przynajmniej jedno jest chociaż w miarę dynamiczne :)

Mam też na koncie kolejną uratowaną ropuchę - tym razem musiałem zasłonić ją rowerem, bo akurat dostawczak skręcał.

Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 58.10km
- Czas 02:00
- VAVG 29.05km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Samoprimowanie
Czwartek, 1 kwietnia 2021 · dodano: 01.04.2021 | Komentarze 18
Na początek moje samobiczowanie. Sam bowiem zrobiłem sobie dziś prima aprilis.
Wziąłem ze sobą aparat, porobiłem nawet kilka zdjęć, nic specjalnego, ale cos tam się uchwyciło i... zostawiłem kartę pamięci w domu zamiast wciąć do pracy. Brawo ja :) Dzisiaj więc minimalna ilość fotek, tych, które miałem w komórce.
Wyjazd poranny, przedpracowy, na zachód: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Tym razem dojechałem do końca Lisówek, czyli z grubsza na koniec świata. Kiedyś KSU śpiewało, że są nim Ustrzyki, ale ja mam inne zdanie :)

Z trasy to w sumie tyle :) Wciąż wiało, więc na polach było ciężko, poza tym bez przygód.
Żeby jakiś zwierzak był. wczorajszy przykład na to, że wiosna już przyszła - napotkany podczas wieczornego spaceru z Kropą jeżyk. Taki świeżo przebudzony, zaspany, ale żywy. Pewnie nie raz i nie dwa spotkam go jeszcze na osiedlu :)

Mógłbym jeszcze coś wspomnieć o zamieszaniu w pisowskim burdelu, ale nie chcę kopać leżącego, umieszczę więc jedynie coś, co znalazłem na fanpejjdźu "NIE" :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Wczoraj miałem zdecydowanie zbyt aktywny w niej dzionek, dzisiaj na szczęście luz, więc mogłem pobawić się w robienie nowego avatara na tablecie. Takim trollopaskudem od dziś będę się posługiwał :)
Rower już mi się nie zmieścił :)
- DST 62.60km
- Czas 02:05
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiosennie i trznadelsko
Środa, 31 marca 2021 · dodano: 31.03.2021 | Komentarze 14
Wiosny ciąg dalszy. Nie mam zastrzeżeń póki co - nie ma upałów ani mrozu, nie pada, wieje już trochę słabiej, normalnie ideał w dzień roboczy. W sumie dobrze, że na weekend pogoda ma się spieprzyć, przynajmniej jest szansa, że część ludzi, którzy nie wiedzą jak się zachować w lesie czy na rowerze odpuści sobie tam bytność i aktywność.
Dzisiaj znów rundka przed pracą, na południową pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina -Żabno - Żabinko - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Dzisiaj żadnej ropuchy, ani nawet żaby nie spotkałem :) Trzeba było więc skupić się na ptactwie, z którym też za różowo nie było. Jedynie trznadel zgodził się grzecznie pozować przez chwilę.


Niestety szczygieł pokazał zaledwie kawałek dzioba :)
Szpakowi za to trzeba przyznać, że miał parcie na szkło.
Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć w ulubionym lesie.


W Luboniu powstała świąteczna wystawka. Znów przy Ośrodku Kultury, co w tym miasteczku brzmi jak oksymoron :) Choć przyznać trzeba, że całkiem zgrabnie to wygląda.

Dystans zwiera dojazd do pracy. A przed nią jeszcze udało się wiosennie wybiegać Kropę po osiedlu. Psu się nawet uszy z wrażenia wyprostowały :)
- DST 63.40km
- Czas 02:12
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ropusznie :)
Wtorek, 30 marca 2021 · dodano: 30.03.2021 | Komentarze 13
W końcu prawdziwa wiosna! Ładnie, słonecznie, tylko niestety wciąż wietrznie, co na polach było zdecydowanie zbyt odczuwalne.
Wyruszyłem dość późno, bo w okolicach wpół do dziesiątej - dzisiaj mogłem sobie pozwolić bowiem przyjechać do pracy ciut później. Więc skorzystałem.
Trasa, jak to ostatnio bywa, polno-zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Początkowo byłem zmartwiony brakiem obiektów do focenia. Nawet na drodze do sprawdzonych w tym względzie Lisówek pustki. Ale jednak warto był do nich pojechać, bo w samej wsi napotkałem żywy dowód na to, że wiosna przyszła. O taki:
I taki (bo to druga parka):
Ropuchy szare, jak gdyby nigdy nic, wygrzewały się na samym środku asfaltu, co prawda takiego mało uczęszczanego, ale po widoku kilku placuszków leżących nieopodal wiedziałem, iż nie jest to najlepszy pomysł. Pomogłem więc bezpiecznie przetransportować się jednym i drugim zalotnikom na drugą stronę, czyli w kierunku jeziora. Musiałem też zatrzymać jednego kierowcę, bo pędził bez opamiętania. Misja się udała :)

W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odjechałem :)
Z mniej wiosennych zwierzaków wpadły jeszcze sarenki...
...które jeszcze nie wiedzą, że z początkiem maja ich spokój się skończy, bo mendy z flintami zaczną swój "sezon" na mordowanie. Eh, jak ja bym chętnie otworzył okres polowań na myśliwych, niech losują, który na ambonie, a który na polu, niech się potem chwalą na tych swoich forach dla zwyrodnialców kto przeżył i jakie fajne uczucia im towarzyszyły podczas porannego wyczekiwania na grubego człowieka. Co, zły pomysł? :)
Rozmarzyłem się :) Wracamy do sedna. W Komornikach sprzed koła uciekła mi wiewiórka, więc pogoniłem za nią, ale schowała się z tyłu budynku i niewiele mogłem zrobić. Wpadły więc tylko trzy niewyraźne foty i tyle ją widziałem.


Rowerowe zdjęcie znów przy ulubionym drzewie...
...i jeszcze scenka rowerowa z Dopiewa/Dopiewca. Jak zwykle jechałem twardo asfaltem, olewając kostkową śmieszkę...
...a tu niespodzianka: to auto widoczne daleko po lewej to Straż Miejska. A kawałek dalej... policja :) Na szczęście byli w trakcie czynności, więc mi się upiekło. To, jak i komin w zębach, zamiast na nosie. Który jak wiadomo i tak jest nielegalny :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.






