Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239518.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.40km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.68km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Typowy porannik

Czwartek, 23 czerwca 2022 · dodano: 23.06.2022 | Komentarze 6

Po jednym wolnym dniu nadszedł niestety taki, w którym znów musiałem wybrać się do roboty. Bez sensu to wszystko :)

Wyjazd w związku z tym oczywiście poranny. Pogoda już fajniejsza niż ostatnio, bo bez opadów, temperatura też do przeżycia. Tylko wiatr ciągle w pysk. Ale to norma.

Trasa tym razem wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Bez przygód. Czyli chyba najlepiej. Jak zwykle tylko ptasie atrakcje nad zalewem w Szczodrzykowie. Szczególnie cieszy młody perkoz i pomagający mu rodzice.
Młody perkoz z matką
Perkoz przed nurkowaniem
Perkozi rodzice w poszukiwaniu jedzenia
Młodziutki perkoz
A nad głową śmieszka stoczyła ciężką walkę szkoleniową w temacie zostania linoskoczkiem. Wygraną :)
Śmieszka próbuje utrzymać pion
Dalszy ciąg walki o utrzymanie
Śmieszkowy linoskoczek
Jeszcze motyw rowerowy i można kończyć na dziś.
Dębiński klasyk
A nie, sorry, pszczółki! Te zza Tulec, koło facelii. Wciąż ostro działają.
Pszczółki podczas działań
Dystans zawiera dojazd do pracy. Fotki z ZOO ogarnę pewnie dopiero w weekend.




  • DST 51.50km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.35km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zo(o)rganizowanie

Środa, 22 czerwca 2022 · dodano: 22.06.2022 | Komentarze 19

Trafiło się dzisiaj wolne w środku tygodnia. Jupi. Postanowiłem zaplanować ten dzionek trochę inaczej niż zazwyczaj.

No dobra, nie do końca, bo wyspanie się było niemal obowiązkiem :)

Ale zanim ruszyłem na rower, najpierw spacer z psem po Dębinie. Czemu? Bo tak :)

Po wybieganiu Kropy w końcu dwa kółka i spokojny kurs na klasycznej zachodniej trasie: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Jechało się dziwnie, bo wiatr się zmienił po drodze, więc miałem go z grubsza ciągle w pysk. W sumie nic w tym dziwnego :)

A po południu, w związku z tym, że Żona pracowała z domu, postanowiłem się łaskawie ewakuować, oczywiście żeby nie przeszkadzać :) No i wymyśliłem sobie ZOO, wybierając wersję hardkor, czyli częściowo dojazd komunikacją miejską, a częściowo fundując sobie spacer wzdłuż Jeziora Maltańskiego. Dało się, choć łącznie zrobiłem dzisiaj piechotą półmaraton. Mój typowy wolny dzień :)

Fotki w kolejności działań. Poranna Dębina...
Poranne prześwietlenie na poznańskiej Dębinie
...potem rowerowanie...
Klasyczny klasyk w wersji czystej
...i napotkany kruk.
Kruk się wydziera
Wciąż niespokojny kruk
Co do ogrodu zoologicznego, to spędziłem tam dobrych kilka godzin, robiąc masę fotek. Pewnie wkleję je w najbliższych dniach, ale dzisiaj już nie mam siły ich przeglądać, więc jedynie zdjęcia z telefonu puszczyków uralskich, które - co potwierdził jeden ze stałych bywalców - akurat dzisiaj zrobiły coś wyjątkowego i postawiły na interakcję. Genialne i piękne ptaki.
Puszczyk uralski próbuje mnie zahipnotyzować :)
Parka puszczyków uralskich
Kilka ujęć z dreptania nad Maltą:
Jezioro Maltańskie popołudniową porą, Poznań
Malta Ski, Poznań
Kolejny Ryannek leci do Poznania
Udało się trafić kolejkę Maltankę, gdzieś przed przystankiem Ptyś. Dalej jest przystanek Balbinka. Uwielbiam :)
Kolejka Maltanka pędzi
A tu wąskie tory prowadzące do ostatniego, o nazwie Zwierzyniec.
Wąskie tory kolejki Maltanki, Poznań
Fajnie spędzone wolne za mną :)




  • DST 61.70km
  • Czas 02:17
  • VAVG 27.02km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bagienne zabieganie

Wtorek, 21 czerwca 2022 · dodano: 21.06.2022 | Komentarze 7

Powrót do pracy i od razu kocioł, wpis więc ponownie ekspresowy. Wrr.

Wyjazd poranny, w fajnym chłodku - musiałem bowiem założyć na siebie jesienną bluzę rowerową. Ideał? Gdzie tam, wiatr masakrował, więc przyjemność z jazdy żadna, tak samo jak średnia średnia.

Trasa polna, zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Połowę drogi towarzyszyły mi chmury, a nawet lekki opad, ale na szczęście dokładnie w Trzcielinie się rozpogodziło. Bagienko jakby na mnie czekało :)
Bagno w Trzcielinie - wersja pochmurno-ładna
Parkowanie przy bagnie
Czekało nawet dosłownie, bo i pan głowienka, jak i pan lub pani kurka wodna (kokoszka) jakby szykowały się do sesji :)
Głowienka w szuwarach
Nieśmiały pan głowienka :)
Uśmiechnięta kurka wodna
Kokoszka i drewienko
Manewry kokoszki
Jeszcze motyw z innej bajki...
Chmury nad Lisówkami
...i można kończyć, wspominając jedynie, że dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 55.50km
  • Czas 02:13
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaburzony

Poniedziałek, 20 czerwca 2022 · dodano: 20.06.2022 | Komentarze 11

Mówiąc wprost, bez owijania w bawełnę: pogodę posrało :)

Wczoraj upały saharyjskie, dzisiaj za to na oko późny październik. Na szczęście dzionek wolny, mogłem więc do tematu rowerowania podejść taktycznie. Czyli na początek w końcu się wyspać :) No dobra, to nie było do końca rozsądne, bo wczesnym porankiem jeszcze było sucho, ale nawet gdybym wtedy ruszył, wróciłbym w ulewie.

Finalnie wyjechałem dopiero koło jedenastej, gdy pojawiła się pogodowa luka. Zdążyłem przejechać... osiem kilometrów. Czyli do Plewisk. Wtedy właśnie zaczęło grzmieć, a z nieba lunęło. Na szczęście znalazłem całkiem wygodne lokum. Myjnię. Ot, paradoks :)
Myjnia jako dość prześmiewcze miejsce na przeczekanie burzy :)
Siedziałem tam dobre kilkanaście minut, więc się wynudziłem. Ale przy okazji dokonałem inspekcji. Między innymi wydedukowałem, że przede mną był tu jakiś koszykarz...
Stopa gigant, czyli co robi czlowiek, który się nudzi podczas przeczekiwania burzy :)
...jak również przyuważyłem ciekawe sąsiedztwo: schizoli religijnych obok między innymi Roberta Smitha, marnego zapiewajły z The Cure. W sumie ani jednego, ani drugiego nie trawię :)
Nawiedzeni, którzy lubią marnować kasę obok The Cure. Przypadek? :)
W końcu na chwilę wyszło słońce. Radośnie postanowiłem kontynuować wypad. O ja naiwny! Generalnie jeszcze podczas jazdy przez poznańskie Junikowo, następnie Skórzewo i Dąbrowę było ok, ale już na serwisówkach pływałem, a od Plewisk do Poznania niemal utonąłem. Raz tylko zrobiłem sobie na chwilę pauzę, w tunelu pod Głogowską.
Tunel jako kolejny schron przeciwburzowy
Tak właśnie uroczo było... Jak nie urok...
Wróciłem do domu. Akurat znów się rozpogodziło, więc zjadłem późne śniadanie, przebrałem ciuchy i postanowiłem dokręcić do pięciu dych. To już poszło lepiej, bo tylko lekko mnie zmoczyło. A wykonałem tym razem wschodnią rundkę: z Dębca przez Las Dębiński, Starołęcką, Głuszynę, Daszewice, Babki, znów Głuszynę, Starołęckę i Las Dębiński do domu.
Lekko smętnie, poznańska Głuszyna
Rzeczka Głuszyna przy granicy Poznania
Stokrotki na polu facelii
Facelia błękitna
Na Dębinie nie mogłem się nie zatrzymać :)
Łaskawie na Dębinie bez deszczu
Chwila po i chwila przed deszczem, poznańska Dębina
Zwierzaków oczywiście brak. Tylko symboliczne grzywacze, które też miały dość.
Zmoknięte grzywacze na słupie
Załamany deszczem grzywacz
Aż się boję jutra :)




  • DST 51.60km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 34.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Saharoza

Niedziela, 19 czerwca 2022 · dodano: 19.06.2022 | Komentarze 9

Napisać, że było dzisiaj jak na Saharze, byłoby sucharem. No ale co zrobić, skoro właśnie to odpowiada realiom?

Żeby przeżyć, olałem odespanie w tę wolną niedzielę i ruszyłem na rower już o dziewiątej. Wtedy jeszcze tragedii nie odnotowałem - 28 stopni było do ogarnięcia. Jednak im później, tym większa parówa - finalnie skończyło się na maksie w postaci 37 (!) stopni.

Miałem jechać na typowe "w tę i z powrotem", ale jakoś mnie poniosło i wyszło "kondominium", czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

O samej jeździe wolę się nie wypowiadać. Wielokrotnie pisałem o tym, że każdą wartość powyżej 25 stopni na termometrze traktuję jako istną gehennę, powyżej 30 umieram, a 35+ to już powyżej mojej granicy tolerancji. Więc cieszę się, że przeżyłem.

Bikestats (a pochwalę się - między innymi dzięki mojej interwencji) jak widać już działa (wciąż nie wiadomo, co się stało, podejrzenie padło na firmę hostingową), ale za to PBS nie chce śmigać, więc na razie foty doklejam do edytora, potem podmienię (edit: już wszystko gra, zamienione). Na dzień dobry błotniak stawowy, który zechciał mi ładnie zatańczyć nad głową.
Błotniak stawowy skupiony
Ekwilibrystyka błotniaka
Ucieczka błotniaka
Po raz pierwszy uchwyciłem pliszkę żółtą.
Zamyślona pliszka żółta
Pliszka żółta za kłosem
Tu się roześmiałem w głos. Jest brama? Jest. Nie ma płotu ani budynku? Nie ma. No i co? :)
Jest brama, nie ma reszty :)
Obowiązkowe ujęcie na jezioro Dymaczewskie...
Ulubiony widok na Jezioro Dymaczewskie
...kolarz, który mnie minął, gdy polowałem na błotniaka...
DDR-ka Dymaczewo - Stęszew, jeszcze na tym spoko odcinku, bez kostki
...oraz taki, który chyba zapomniał, że wysiadł już z auta i może legalnie jechać poboczem :) Wyprzedziłem z prawej, tak dziwnie jakoś.
Pan rowerzysta zapomniał, że już nie jedzie autem i może legalnie poboczem :)
Na koniec dowód, że była rzeź. Ale wciąż - na szczęście - wartość na termometrze niższa niż aktualnie wykręcana prędkość :)
Wciąż temperatura niższa od aktualnej prędkości. Super :)
PS. Zaległości na BS nadrobię jak odżyję po tym dniu, co - jak sądzę - również przyda się bikestatsowym serwerom, które jednak wciąż średnio chcą współpracować...




  • DST 65.60km
  • Czas 02:18
  • VAVG 28.52km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wpis na Bikestats bez... Bikestats :)

Sobota, 18 czerwca 2022 · dodano: 18.06.2022 | Komentarze 9

Bikestats przestał działać jakoś w połowie soboty i nie działa do teraz. O dziwo edytor śmiga, ale umieścić wpisu się nie da. Ot, ciekawostka. Może coś się przegrzało.

Tak więc wpis widmo, pewnie kiedyś się ukaże. Ale rozwijać się specjalnie nie zamierzam w związku z powyższym :)

Trasa poranna, bo niestety dzionek w pracy. Kurs południowy, z nadzieję, iż tam ostał się jeszcze las, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Ostał się, choć dawał ochłody niewiele.

Temperatura... Temat, którego wolę nie poruszać. Cieszyłem się, że wyjechałem rano. A i tak moja chwilowa średnia tylko lekko ją przewyższała.
Prędkość chilowa niewiele wyższa niż temperatura. Istna rzeź.
Inne foty to "mój" las, też średni do wytrzymania...
Natura 2000 koło Żabna. A i tak tną co jakiś czas :/
Rowerowo w ulubionym lesie
Upaaaaałłłł...
...motylek, który mnie odwiedził...
Motylek na kierownicy :)
...wrzeszczący potrzeszcz...
Potrzeszcz się wydziera
Poddenerwowany potrzeszcz
Już uspkojony potrzeszcz
...oraz (z daleka) myszołów-miłośnik uprawy pól :)
Lecący przez pole myszołów
Ciągnik i myszołów-kibic :)
Myszołów na balotach, wersja odległa, niewyraźna
Dojazd do pracy rowerem, ale przez Dębinę, więc wybrałem Czarnucha. Dobry wybór, jakoś dojechałem :)




  • DST 57.90km
  • Czas 02:04
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Makolągwowo

Piątek, 17 czerwca 2022 · dodano: 17.06.2022 | Komentarze 10

Dzisiaj krótko, bo pracy było od cholera, więc wpis na koniec dnia.

Wyjazd oczywiście poranny. Na szczęście jeszcze nie było upalnie, ale niestety wietrznie, więc średnia tragiczna. Nie ma "letko".

Trasa zachodnia, lekko zmodyfikowana: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrowa - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Generalnie wszystko, na czym mogłem dzisiaj zawiesić oko, było na bagnie w Trzcielinie lub niedaleko niego. Nie ma to jak sprawdzona miejscówka :)

Jestem dumny, bo po raz pierwszy w życiu uchwyciłem makolągwę. I to jaką! Udającą Kropę :)
Makolągwa w trawie
Makolągwa z fają :)
Makolągwa pozuje na murku
Poza tym żaba z, hmmm..., czymś obok...
Żaba i... yyy... coś :)
...oraz krzyżówkowa para...
Para kaczek
...która potem zamieniła się w męską, ale lekko międzygatunkową, bo samica odpłynęła, a pojawił się pan głowienika.
Głowienka na bagnie
Głowienka udaje motyla :)
Głowienkowe iskanie
Dwa samce: głowienka i krzyżówka
Jeszcze rowerowa fota i można kończyć.
Nad trzcielińskim bagnem
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.55km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 189m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blokadowo :)

Czwartek, 16 czerwca 2022 · dodano: 16.06.2022 | Komentarze 7

Dzisiaj była kolejna okazja, żeby się wyspać. Czyli na dzień dobry dzionek miał plusa.

Na rower ruszyłem grubo po dziesiątej, nie mogąc nigdzie doczytać skąd wieje. Jak się okazało - zewsząd :) Na szczęście niezbyt mocno. Jednak najbardziej wiarygodnym kierunkiem wydawał się północny, co oznaczało konieczność jazdy przez całe miasto. Niby święto, ale zawsze to wyzwanie.

Nie pomyliłem się - ruch niby niewielki, ale czerwone co chwila, jak i pojedyncze korki były obecne. A wyjazd "zrobił" mi klaksoniarz na Przybyszewskiego, który bardzo chciał mnie sygnałem dźwiękowym przekonać, że gdzieś tam, dokładnie pośrodku ulicy, za torowiskiem, niby jest jakaś śmieszka. A że akurat byłem pierwszym czekającym na światłach, on zaraz za mną, to zrobiłem mu nawet miejsce koło siebie, żeby wymienić argumenty. Jakoś nie reflektował, wolał wydzierać się na odległość. Szkoda, bo uwielbiam takich puszkowych cwaniaków, odważnych wtedy, gdy nawet nie może spojrzeć komuś w oczy.

Trasa finalnie wyszła taka: Dębiec - Górecka - Hetmańska - Przybyszewskiego - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Średnia byłaby ok, ale miasto mnie zniszczyło :( Doszedł do tego wciąż ciągnący się remont w Kiekrzu, gdzie pełzałem zamiast jechać. Ale przynajmniej Strzeszynek zaliczony.
Na plaży na poznańskim Strzeszynku
Jeszcze w miarę pusty pomost, Strzeszyn, Poznań
Afrykańska część Strzeszyna
Korki w święto... standard
Klasyk z Koszalińskiej, Poznań
Kiekrz wciąż rozkopany
Już od wczoraj wiedziałem, że nie będzie lekko :)

Miałem jednak nadzieję, że mi się upiecze. Ale gdzie tam. Zablokowały mnie dwa protesty. Jeden w Zakrzewie...
Pierwsza napotkana blokada, Zakrzewo
Nigdy tego nie zrozumiem, tak samo jak maratonów :)
...drugi w Plewiskach. Tu - jak widać po uroczych minach - prawie mnie zjedzono. No dobra, słuchałem swojej muzy na maksa, ale na słuchawkach. Czy to moja wina, że Septicflesh wydał genialną płytę?

...i jeszcze jedna blokada, Plewiska

Prawie zostałem zjedzony wzrokiem przez te mega sympatyczne twarzyczki :)
Poza tym to nie ja zablokowałem im ulicę, tylko oni mi :)

Niestety po drodze kompletna posucha ze zwierzakami. Na szczęście na Dębinie udało się uchwycić żabola.
Żaba pozorantka :)
W sumie spacerowo zrobiłem ponad jedenaście kilometrów, najpierw tylko z Kropą, a potem już w towarzystwie, bo udało się zgrać z Marcinem, który wraz ze swoją lubą (Magda była tu po raz pierwszy) zawitał do Poznania, jako pierwszą atrakcję zaliczając wspólny (cztery osoby plus pies) kurs po Dębinie. Mam nadzieję, że spacer się podobał i specjalnie nie wymęczył. Wiem, wiem, nie ma to jak zacząć przygodę z miastem od... (dosłownie) dupy strony, bo nie dało się obejść bez szkód dla oczu dzikiej plaży (a w sumie to łąki) z golasami, ale chyba jednak źle nie było :) Pozdro!
Kropa na poznańskiej Dębinie




  • DST 56.40km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Noce i dnie :)

Środa, 15 czerwca 2022 · dodano: 15.06.2022 | Komentarze 2

Pracująca środa. Niby nic wyjątkowego, ale boli :)

Ładnie się zrobiło. Tylko coraz cieplej. Brrr...

Trasa to klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiatr niby niezbyt silny, ale wiał tylko w mordę. Więc paradoksalnie jechało mi się gorzej niż wczoraj, gdy nawalało złem konkretnie.

Fotki. Na początek tak zwany czerwcowy "truskawkowy księżyc". Konkretny.

A to już zdjęcia dzienne..
Klasyk dzisiaj wybitnie słoneczny
Widoczek ze Szreniawy
Trafiłem na trznadelka-strażnika granic :)
Strażnik granic czuwa :)
Trznadelek na znaku
W pewnym tajnym miejscu stały plażowicz...
Bagienny plażowicz
Oko w oko :)
...razem z kolegami :)
Parka żabulców
Płynąca kokoszka
Na trasie miałem jeszcze towarzysza, mało rowerowego, czyli dorodnego myszołowa.
Nadlatujący myszołów
Myszołów prezentuje skrzydła
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 57.55km
  • Czas 02:02
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 52.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łyski in the wind :)

Wtorek, 14 czerwca 2022 · dodano: 14.06.2022 | Komentarze 3

Dzisiaj już na szczęście bez niespodzianek burzowo-deszczowych. Milusio.

No dobra, nie aż tak milusio, bo został wiatr, który solidnie poniewierał. Ale mimo wszystko to lepsze niż... to gorsze :)

Trasa oczywiście poranna, tym razem północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Czyli typowe kombinowanie, jak wymyślić sensowną alternatywę wobec zamkniętej na jakiś miliard lat drogi przez Skórzewo.

Chmury były konkretne, ale z tych malowniczych, nie tych mających w założeniu mnie utopić.
Niebo malowało cuda
Najwięcej czasu spędziłem w Lusowie. Przede wszystkim sprawdziłem, czy Pan Paździoch ma już nagrobek. Ma.
Grób Ryszarda Kotysa, czyli Pana Paździocha, Lusowo
A potem udałem się w ulubione miejsce, czyli na tę mniej popularną plażę.
Rower na pomoście. Nie odleciał
Kaczki na pomostówce, Lusowo
Wiatr pomiatał nie tylko mną, ale i rodzinką młodych łysek :)
Łyska na falach
Ciekawskie młode łyski
Suszenie kuprów :)
Średnia więc... średnia :)

Dystans zawiera dojazd do pracy. A przedtem jeszcze wizyta na Dębinie i uchwycenie zakręconych nóg kolejnego kolosa...
Kolejny staruszek z poznańskiej Dębiny