Info

Suma podjazdów to 745012 metrów.
Więcej o mnie.












Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Sierpień29 - 126
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
Dożynki!!! :)
Dystans całkowity: | 3080.22 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 107:17 |
Średnia prędkość: | 28.71 km/h |
Maksymalna prędkość: | 63.10 km/h |
Suma podjazdów: | 10705 m |
Liczba aktywności: | 49 |
Średnio na aktywność: | 62.86 km i 2h 11m |
Więcej statystyk |
- DST 51.40km
- Czas 01:58
- VAVG 26.14km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przechlapane
Czwartek, 26 sierpnia 2021 · dodano: 26.08.2021 | Komentarze 12
Wyjeżdżając rano miałem chęć napisać, że pogodynki znów dały ciała, ale niestety - zrobiły to tylko częściowo.
Miało padać, tymczasem w momencie startu świeciło słońce. Jednak nie ze mną te numery, Brunner :) Zapobiegawczo wybrałem się dziś nie szosą, tylko Czarnuchem, co okazało się ruchem nad wyraz rozsądnym.
Wiało z północnego zachodu, więc i taka była trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Do momentu dojazdu do Jeziora Lusowskiego wszystko było fajnie - niebieskie niebo, białe chmurki, kaczuszki, sielanka, takie tam.
Jednak już kawałek dalej wiedziałem, że suchy to ja z tej wyprawy nie wrócę :)
Nie pomyliłem się :/
Przez całe 25 kilometrów miałem przechlapane :) No i nie powiem, 13,5 stopnia w sierpniu jest mało intuicyjne. Ale co jest najważniejsze? Tak, owszem - przynajmniej nie było upału :)
Jest i nowa dożynka, z Lusówka. Nawet, nawet, całkiem pomysłowa. Brawo.
Wpadła też pustułka w locie - niestety również w deszczu, więc wyszło jak wyszło. Wyjąłem aparat tylko na chwilę, żeby go nie zalać. Cieszę się, że w ogóle cokolwiek widać.
Do pracy miałem jechać rowerem, ale zdezerterowałem - znów lało. Co będzie jutro - ot, zagadka.
- DST 57.10km
- Czas 01:58
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszożynka :)
Sobota, 21 sierpnia 2021 · dodano: 21.08.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj rano mżyło. Ciężko w to zapewne uwierzyć tym, którzy wstali później i cieszyli się pełnym słońcem, ale przed faktami się nie ucieknie :)
Wyjazd był więc taki... jesienny. Niebo zachmurzone, szaro i ponuro. Nie żebym narzekał, bo zapach zbliżającej się pory roku uwielbiam. Jest taki smutnawo-cężkawy. Mniam :)
Wypad przedpracowy, północno-zachodni: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Stało się. Jest pierwsza dożynka! :) Palmę pierwszeństwa dzierży w tym roku Lusowo :)
Tu moja faworyta:
...i jej ogonek :)
Nad Jeziorem Lusowskim ustawiano już scenę (miał być Krzysio Krawczyk), więc wepchałem się tylko na chwilę na pomost, nie pytając o zgodę :) Widać, że aura taka sobie.
Udało mi się uchwycić myszołowa. Był na tyle daleko, że o dał sobie cyknąć aż trzy foty. Eh, jakby się wtedy słońce przydało...
Przed pracą wyszedłem jeszcze na o dziwo pustą Dębinę. Trafiłem akurat na moment, gdy zaczęło pojawiać się światło. I zostało w Poznaniu do wieczora. A ja w robocie :/
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aparatczyk
Piątek, 4 września 2020 · dodano: 04.09.2020 | Komentarze 12
Dwa dni bez szosy to jak na mnie dużo. Dzisiaj na szczęście nie lało, a jedynie co jakiś czas delikatnie mżyło, mogłem więc mtb-owy czołg zostawić w domu i pojechać najlepszym z możliwych sprzętów. Tęskniłem już :)
Wciąż wiało z zachodu, więc z wyborem trasy nie było kombinacji. Wpadła klasyczna pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań, tak jak na Relive.
Sama jazda była bez spiny, bardziej żeby sobie przypomnieć, co to ten rower szosowy :) Tym bardziej, że miałem inną misję - ostatnie kilka wypadów w te tereny zachwyciło mnie ilością przeróżnego ptactwa, które po sianokosach zaczęło penetrować pola, których akurat tam nie brakuje. Wziąłem więc ze sobą porządny aparat, naiwnie licząc na to, że uda mi się coś "upolować". Taka typowa antyteza pro-szoszona: zamiast ograniczać ciężar, specjalnie go zwiększyłem, a zamiast skupiać się na wyciąganiu średniej, jak debil rozglądałem się na boki szukając obiektów do sfocenia :) No ale co pro, to nie ja, i jestem z tego dumny :)
Finalnie kilka okazów wpadło, ale było tak fatalne światło, a i obiekty bardzo oddalone, że cudów nie ma, a raczej nieostrość zaawansowana. Weźmy na przykład takiego myszołowa, ptaka wybitnie płochliwego. Robiąc zdjęcia kompaktem, mam już swoją taktykę: wypatruję "ofiarę", podczas jazdy włączam sprzęt znajdujący się w kieszonce, nagle się zatrzymuję i staram uchwycić jakiegoś gnojka. Tu musiałem stanąć, zdjąć plecak, wyjąć sprzęt, odblokować, nie wiadomo czemu potwierdzić, że nie chcę formatować karty, skierować i... dupa. Sekundę później drapieżnika nie było. Tyle się udało zrobić.
Z żurawiami było łatwiej, choć też bez cudów.
Kruk też był mega daleko.
Za to zadowolony jestem z jednego. Na chwilę zatrzymałem się, żeby zdjąć niepotrzebną część odzieży, o tu, przed Dopiewem...
...i hen, hen, daleko, dokładnie na czubku drzewa rosnącego w kępie na horyzoncie, wypatrzyłem kanię rudą.
Trochę pikseloza, ale grunt, że cokolwiek widać. Przy okazji okazało się, że mam idealną ramę, od góry płaską, od biedy może służyć za statyw - bez tego nic by nie wyszło :)
Maiłem nadzieję na czarnego bociana, ale ten pokazał się tylko raz i zapewne wyemigrował. Szkoda.
Tyle kącika ornitologicznego. Na koniec powstająca dożynka z Dopiewa, dopiero druga w tym roku. Spodziewałem się, że będzie posucha, ale nie że aż taka.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.20km
- Czas 02:04
- VAVG 30.10km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tiromotywacyjnie
Poniedziałek, 17 sierpnia 2020 · dodano: 17.08.2020 | Komentarze 15
Niestety, znów wróciła konieczność wczesnych wyjazdów. Nie ma wyjścia - w pracy kiedyś pojawić się trzeba. Plus z tego jest jeden - unikam największego gorąca.
Wiało dziś ze wschodu, tam więc pokręciłem, robiąc jedną z klasycznych pętelek: z Dębca przez Wartostradę, Jana Pawła, Maltę, Miłostowo, Antoninek, Swarzędz, Jasin, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.
Popełniłem jeden taktyczny błąd. Nie sprawdziłem, że od Antoninka do hen, hen, hen daleka (w sumie nie wiem dokąd) wyłączony jest jeden pas DK92. No cóż, nie trzeba było lepszej motywacji do ciśnięcia pod wiatr niż jazda wąską krajówką bez pobocza ze sznurem tirów sapiących mi za plecami, które nie miały jak mnie wyprzedzić ;)
Wcześniej na chwilę zatrzymałem się na Malcie. Lubię te jezioro, gdy jest niemal puste, co dzieje się tylko z rana lub u szczytu jakiejś pandemii :)
Odnowione trybuny prezentują się całkiem ładnie...
...senne kaczki nic sobie nie robią z towarzystwa ludzi...
...a Poznań pokazuje z punktu startu tak swoje ładne, jak i brzydkie atuty.
Jako bonus miałem okazję podziwiać czaplę, która akurat leciała znad jeziora.
Przed Tulcami trafiłem jeszcze na jakieś bocianie niedobitki. Ten miał o dziwo białe nogi. Pierwszy raz widziałem takiego albinosa.
A w samych Tulcach... dziewicza dożynka 2020! :) Ciężko z nimi będzie w tym roku, z powodów oczywistych, więc biorę bez wybrzydzania wszystko do kolekcji :)
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 56.30km
- Czas 02:15
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 645m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rude Rudawy i łysa Łysa Góra :)
Wtorek, 15 października 2019 · dodano: 15.10.2019 | Komentarze 16
W sumie w tytule zawarłem większość tego, co chciałbym dzisiaj poruszyć :) No ale coś naskrobać trzeba.
Niestety, musiałem ruszyć dość wcześnie, bo koło ósmej, więc widoczki początkowo były jeszcze zamglone, a chmury malowniczo mieszały się ze szczytami. To jednak cale piękno gór - niby te same i takie same, a zawsze inne.
Na początek za swój cel obrałem przepustkę do płaskiej północy, czyli słynną Kapellę. Żeby jednak tam dotrzeć, najpierw musiałem przedrzeć się przez Zabobrze, bo dopadła mnie jakaś pomroczność jasna i zamiast ominąć tę najbardziej gównianą z jeleniogórskich dzielnic objazdem, wybrałem sobie wersję najkrótszą. Do tego jeszcze postanowiłem jechać zgodnie z przepisami, czyli śmieszkami. Oj, nigdy więcej - nie dość, że wytrzęsło, to jeszcze czekały na mnie zawsze czerwone światła, które w Jeleniej ustawione są jeszcze bardziej debilnie niż w Poznaniu. A to już sztuka. Plus jedyny? Widok na centrum z estakady.
No i jeszcze mural klubu mojej młodości - Karkonosze w sercu noszę! :)
W końcu zaczęła się wspinaczka - z domu do szczytu miałem ponad dwanaście kilometrów, z czego jakieś osiem pod górę. Lubię to ;)
Najpierw jednak - ku swemu zaskoczeniu i swej radości - natrafiłem na zapomnianą, przeterminowaną o ponad miesiąc, dożynkę! Dziwiszów, dzięki za sprawienie mi frajdy :)
To zdecydowanie była PANI dożynka :)
O samym podjeździe nie ma co za wiele pisać, lepiej popatrzeć :)
Głównym celem była Łysa Góra. Czemu? A, znów nie będę się rozpisywał :) Aż muszę dodać serię zdjęć podobnych do siebie, bo nie mogę się zdecydować, które wkleić.
Jeszcze rzut okiem na zupełnie niedoceniane Góry Kaczawskie...
...i sru w dół :)
Trochę kilometrów miałem jeszcze do zrobienia, więc kierunek był oczywisty - Rudawy Janowickie.
Najpierw przetestowałem po raz kolejny obwodnicę Maciejowej (świetna sprawa, choć pobocza wciąż brak), by dotrzeć najpierw do Radomierza...
...a następnie do Janowic Wielkich, gdzie zahaczyłem o "mój" leśny strumyk...
...i podrapałem za uszkiem znajomego trolla :)
Potem już nawrotka przez Trzcińsko, gdzie w okolicach najlepszego widoku na Sokoliki...
...czekała mnie niespodzianka. I to jaka! :) Piękno w pełnej krasie.
Potem już nuuudy....
...i do domu.
Oj, piękna mi się jesień trafiła, muszę przyznać. Warto było przełożyć wolne o kilka dni, bo nie widzę tu siebie tydzień wcześniej, gdy lało, wiało i generalnie nap... nooo..., nie było ładnie :) I się nawet dożynka trafiła! A sama trasa powinna zostać przeze mnie opatentowana, bo to istny jelonek :)
TUTAJ Relive.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 166m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dedukcyjnie
Środa, 11 września 2019 · dodano: 11.09.2019 | Komentarze 8
Dziś znów króciutko, bo nie mam weny, żeby mieć wenę :)
Pogoda się troszkę uspokoiła, już nie padało, a nawet wyszło słońce. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie mój codzienny towarzysz na "w", który po drodze zmienił kierunek z zachodniego na południowo-wschodni, więc pierwotne nadzieje na fajną średnią ponownie poszły się... dziobać. Life is brutal :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędze - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
A jednak! Wpadła jeszcze jedna, chyba tym razem już faktycznie ostatnia, dożynka. Z Trzcielina.
Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że to kucharz (po brzuchu), ale analiza elementów skorygowała ów wniosek, bo to przecież piekarz jak żywy, czego się domyśliłem po młynie oraz workach z mąką. Można mi śmiało od dziś mówić: Sherlocku :)
A ja, gdy widzę mąkę, zawsze mam przed oczami odcinek Misia Push-upka :)
Dystans zawiera dokrętkę do pracy.
- DST 57.20km
- Czas 02:02
- VAVG 28.13km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 111m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiej(e)sko
Piątek, 6 września 2019 · dodano: 06.09.2019 | Komentarze 14
Jesień idzie.
Lubię jesień za brak upałów.
Nie lubię jesieni za nachodzące deszcze i wiatry. W sumie wychodzi na remis, bo brak upałów liczę razy dwa :)
Rano na termometrze było jakieś dwanaście stopni, dwie godziny później maks osiemnaście - super sprawa. Średnia wyszła znów mega średnia, bo zimne wietrzysko wymęczyło mnie konkretnie, dując z każdej możliwej strony, tylko nie tej, która dawałaby choćby moment wytchnienia.
Trasa: zachodnie, wiejskie rejony - z Poznania przez Plewiska, Komorniki, Głuchowo, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Dąbrowę, Skórzewo i znów Plewiska do domu.
No i dożynka wpadła dziś tylko jedna, taka se, z Więckowic.
Relive TUTAJ.
Wczoraj kupiłem dobrą książkę - "Czarni" Pawła Reszki, którą katuję w wolnych chwilach. Polecam, to nie lekka fikcja jak "Kler", ale pozdobywane podczas rozmów na terenie całej Polski opowieści księży o życiu i realiach swojego zawodu - od seminarium do emerytury. Na faktach. I to autentycznych :) Które od wspomnianego "Kleru" niewiele odbiegają.
Dystans zawiera dokrętkę "dopracową".
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dożynkowe plony :)
Czwartek, 5 września 2019 · dodano: 05.09.2019 | Komentarze 17
Dzisiejszy wypad znów sponsorował wiatr, który nie dość, że duł dość mocno, to jeszcze perfidnie zmienił kierunek z zachodniego (a nawet południowego), na północny, gdy tylko zacząłem nawrotkę i liczyłem chociaż na jedną małą rzecz - żeby nie przeszkadzał. I nawet to mi nie zostało dane...
Trasa to zachodnie, polne rejony: z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Relive TUTAJ.
To, że średnia jest z gatunku tych tragicznych, nie wynika w znacznej mierze z wiatru czy braku zaangażowania. Co to, to nie. Starałem się nawet. Dziś zatrzymało mnie coś innego, całkiem sympatycznego, czyli istny wysyp dożynek :) Dawałem po hamulcach częściej niż czasem podczas jazdy po mieście, a i dwa razy nawet zawracałem.
Opłaciło się - oto moje plony :)
Krówka ze Szreniawy:
Coś bliżej nieokreślonego z Chomęcic:
Kura - albo kogut - z Konarzewa:
Paw i świnka z Dopiewa (te już uwieczniałem, ale nie zaszkodzi raz jeszcze):
Klaun (na przykład ten z "To")? Tatar? Żyd? Dali? W każdym razie coś z Dopiewca :)
Jednak najbardziej ucieszył mnie ten widok, raz jeszcze z Konarzewa, jakby powstały na niedawno wyrażone życzenie kolegi Huanna :)
Język wygrywa :) A z tyłu z kolei zaproszenie na Doda-żynki, co lekko obniża, jak na moje, poziom całości :)
No i jeszcze "żywy" kadr, niestety niewyraźny, bo dwie pasące się sarny były zbyt daleko.
Jedna mnie bacznie obserwowała, co oznacza, iż ma prawidłowe odruchy i została jej przekazana informacja podstawowa - człowiek najczęściej oznacza śmierć. Tym bardziej, że niedaleko od tego miejsca znajduje się ambona. Myśląc o tym, doszedłem do wniosku, że owo słowo dość sprytnie wiąże ze sobą korzystające z nich mentalnie zdegenerowane jednostki. Ale to tylko luźna refleksja na koniec.
Dystans zawiera dokrętkę do pracy.
- DST 80.80km
- Czas 02:50
- VAVG 28.52km/h
- VMAX 60.20km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dożynkowo rozpoznawczo oraz dokrętka Nadwarciańska
Wtorek, 3 września 2019 · dodano: 03.09.2019 | Komentarze 10
Skąd dziwny - jak na mnie - dystans? Zaraz wyjaśnię.
Najpierw jednak o warunkach. Tu nie będzie zaskoczenia - wiało :) Mocno, tak jak wczoraj, i tak samo średnio przewidywalnie. No ale w zamian temperatura była całkiem, całkiem, więc... niech będzie. A o tym, że nie ściemniam, niech ponownie poświadczy dzisiejszy fałmaks.
Szosowa trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Relive TUTAJ.
W Dopiewie zatrzymałem się na chwilę, bo zauważyłem jakąś akcję przy dożynce. Sądziłem, że jest demontowana, więc zapytałem osoby przy niej coś robiące, czy zdążę jeszcze cyknąć zdjęcie. Okazało się, że się pomyliłem, bo właśnie byłem świadkiem powstawania, a nie rozbiórki dzieła. Przy okazji napomknąłem, że mam już sporą kolekcję fotek dożynkowych, na co sympatyczny pan stwierdził: "aaaa, to pan jest tym, który umieszcza je na rowerowym blogu?". No proszę, miło mi się zrobiło (a i się lekko zdziwiłem), że te moje wypociny docierają gdzieś dalej. Chyba że to jednak nie ja, a jeszcze ktoś ma podobną do mnie fiksację :) W każdym razie po uściśnięciu dłoni wspomniałem o chyba najlepiej pamiętanych przeze mnie minionkach, bo choć Dopiewo ma koszmarne śmieszki rowerowe, to za dożynki należy się wielki szacun. Będę musiał obowiązkowo tu jeszcze raz podjechać, jak będzie już całkowicie dokończona tegoroczna - póki co poznałem twórców :) Choć powstawanie na zdjęciach momentami wyglądało... specyficznie, szczególnie w czasach RODO, więc bez wklejania danych wrażliwych, co lekko może zmienić perspektywę (tu pan montował chyba głośnik) :)
Już widać, że ponownie będzie godnie :)
Samego szosowania wyszło nieco ponad 52 kilometry i na tym miało się skończyć. Ale dostałem miły telefon z informacją, że w sumie to dziś mam wolne (cuda się zdarzają), więc na spontanie postanowiłem dobrze wykorzystać jeszcze godzinkę i pokręcić Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym. Wczoraj oceniłem warunki na nim (przyzwoite, choć piachu jak zwykle sporo). Wpadło więc kolejne 28 kilosów, w większości oczywiście w terenie, na trasie z Dębca przez lubońskie Kacze, czy tam Żabie Doły, potem lasem do Puszczykowa, skąd - o dziwo z wiatrem - do domu.
Chciałem temu poświęcić osobny wpis, ale na ósmym kilometrze, na jednym z mostków, wiatr przewrócił mi rower, a przy okazji wypadł licznik, który się zresetował (łącznie z ustawieniami, których nie chciało mi się uzupełniać, więc całkowicie wypiąłem). Dystans szacuję według Endomondo, średniej stamtąd nawet nie próbuję ufać, bo jak wiadomo autopauza to coś, co w tej apce najczęściej nie działa. Podpinam więc pod całość.
Kila fotek...
...w tym hit, czyli polska specjalność - zakaz jazdy rowerem. Tym razem w... środku lasu. Nie skorzystałem z sugestii :)
No i wpadła jeszcze jedna dożynka - z Łęczycy :)
Relive z NSR-u TUTAJ. W końcu jakiś taki bardziej zielony i zakręcony niż zazwyczaj :)
Oczywiście pies też miał spacer, więc dzionek uznaję za całkiem aktywny :)
- DST 53.10km
- Czas 01:49
- VAVG 29.23km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
DoŻ(ab)inki
Niedziela, 1 września 2019 · dodano: 01.09.2019 | Komentarze 7
Gdybym dziś chciał jechać gdziekolwiek indziej niż na południe lub południowy wschód od Poznania, to.... bym nie mógł. Czemu? Ano znów zakwitł jakiś amatorski maraton, przez który na większość dnia zablokowane zostało miasto oraz rejony na zachód od niego. Tym sposobem znów kolarze kolarzom zgotowali ten los :) I na tym zakończmy temat, bo swoje zdanie na temat impres kolarskich innych niż te MTB wyrażałem wielokrotnie, i póki co go nie zmieniłem.
Wybrałem ponownie trasę w tę i z powrotem, w związku z upałem najbardziej zacienioną, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabninko - Żabnko, za nim hopka i nawrotka. Tak jak na Relive.
Miałem nadzieję, że skoro wiało mi w pysk podczas jazdy w jedną stronę, to podmuchy będą pomagały w drugą. Taaa.... Mam poczucie humoru, no nie? :)
Wpadły za to dożynki, z Żabienka i Żabna :)
No i podsumowanie sierpnia, miesiąca dość aktywnego, bo kręciłem i po płaskim, i po górach, i w deszczu, i w upale, prawie wszystkimi rowerami, które mam. Wyszło z tego 1875 kilometrów, ze średnią 28,65 km/h. Ujdzie :)