Ależ paskudnie się dzisiaj jechało... Zimny wiatr masakrował przez całą drogę, nie dając chwili oddechu, a te niby trzynaście na plusie zamieniły się w praktyce w jakieś sześć odczuwalnych. Normalnie łagodna zima ;/
Wyjazd oczywiście poranny, bez sił. Walka nie istniała.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada w tę i z powrotem - Hetmańska - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Wizualnie ponownie bajka. I tylko wizualnie :) Kładka berdychowska była taka piękna i hołubiona przez prezydenta czy inny Rowerowy Poznań. Nawet nie można było naklejek na szybie zrobić, żeby ptaki się nie rozbijały, bo by to zaburzyło koncepcję wizualną. No to chyba ktoś pomógł - nie ja! :) Zwierzaków nie widziałem :( Więc zaległy kos. Dystans z dojazdem do pracy.
Skromnie ze zwierzakami, ale wrona się zdecydowała ujawnić :) Powoli pojawia się rzepak. Pan sobie tak jechał dzielnie jakoś kilkanaście na godzinę, a obok chodnik z dopuszczeniem rowerów. No cóż, dopuszczenie to nie nakaz, miał pełne prawo, trochę się naziewałem i lekko poirytowałem, ale co zrobić? :)
Trochę ptactwa mi przeleciało nad kaskiem, ale udało się jako tako złapać jedynie pustułkę. A tak to nuda. Dystans z dojazdem do pracy. I z powrotem. I do pracy. I z powrotem. Bo misja była :) Ale przynajmniej kilometry wpadły.
Nie no, z tym wiatrem to już grrruuubaa przesada. Ile można? Dzisiaj nawet jakiekolwiek próby walki z nim były skazane na porażkę, więc ich nie było, co widać po średniej.
Na polach było chyba najbardziej srogo z ostatnich dni. Nawet zdjęcia z rowerem nie za bardzo miałem jak zrobić, bo odlatywał :)
Weekend w pracy... Jak ja to lubię :/ No ale cierpieć musi ktoś, żeby odpoczywać mógł ktoś...
Pogoda miała być klasyczna, taka jak ostatnio: słoneczna i wietrzna. Więc... od rana pojawiła się mżawka, której nie przewidziała żadna prognoza. Potem na szczęście się rozchmurzyło i zrobiło ładnie.
Ponownie wizualnie lato, a realnie - jechałem w wiatrówce :) Ze zwierzaków uciekł mi błotniak, więc zdjęcia nie mam. W zamian ujęcia z wału na Dębinie, tego samego, który prezydent Poznania i Rowerowy Poznań chcą wykarczować, żeby puścić tędy asfaltową Wartostradę.. Kos czuwa.
Wpis na minimum, bo późno, a ja po intensywnym, bo wolnym, dniu.
Rano najpierw do weterynarza, potem spacer z Kropą, następnie rower, tysiąc rzeczy do załatwienia, jeszcze jeden kurs po Dębinie w celu dokumentacji, a wieczorem spotkanie społeczne online. Uff... Padam na ryj.
Co do rowerowania: trasa zachodnia, pod ten paskudny wiatr, bez walki. Czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Żółw się w końcu obudził w pewnym tajemniczym miejscu :) Niestety jeszcze nie pozuje. Rowerówka z klasyku: No i kadr z Dębiny.
Ciągle wieje z północy, ale tym razem z tej bardziej zachodniej strony. Mega, mega upierdliwie, a że za ciepło to nie jest, więc jazda - mimo słońca - dość ciężka.
Kolejny wypad przed pracą, co powinno być zakazane. To znaczy praca, oczywiście :)
Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Swadzim - Sady - Lusowo - powrót swoimi śladami.
W końcu udało mi się złapać zająca. Na szczęście na polu, nie na rowerze :) Do kolekcji jeszcze żuraw i sarna - wszystko z oddali. Zachciało mi się przez Lusowo. Zapomniałem, że tam są śmieszki, którymi się nie jeździ, bo to grozi chorobą morską... ...a dla kontrastu coś, czym kawałek nawet pokręciłem, bo z takim czymś nie mam problemu. Dystans z dojazdem do pracy.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"